Content

Statki i okręty

[Frachtowiec YV-929] Labirynt

Image

[Frachtowiec YV-929] Labirynt

Postprzez Mistrz Gry » 2 Wrz 2019, o 17:20

Cela, czy też izolatka, prezentowała się całkiem schludnie. Riley leżała na wysuniętej ze ściany pryczy, z luźno skrępowanymi przed sobą nadgarstkami. Na przeciwległej ścianie, jakieś trzy metry dalej, widziała drugie posłanie. Gdy podniosła głowę, zobaczyła zamknięte drzwi i zablokowaną konsolę. Widocznie obecna cela pełniła kiedyś funkcję zwyczajnej kajuty. I to kogoś dość wysoko postawionego w pokładowej hierarchii, patrząc po rozmiarach pokoju.
Za sobą miała szeroki iluminator, przez który widziała czarną, poznaczoną maleńkimi światełkami przestrzeń kosmiczną. Gwiazdy przesuwały się powoli, co oznaczało, że znajdowała się najpewniej na jakimś statku. Tylko w jakiej przestrzeni znajdował się statek? I dokąd ją zabierał?
Riley zbierała się właśnie, żeby wstać ostrożnie z posłania, kiedy drzwi celi rozsunęły się. Do środka bezceremonialnie został wepchnięty mężczyzna. Nie zauważyła, kto otworzył wejście, bo nieznajomy błyskawicznie zamknął je, zostawiając więźniów samych.
Nowo przybyły był młody i przystojny. Miał gładko ogoloną twarz, blond włosy sięgające ramion i szeroko otwarte oczy. Był skrępowany tak samo, jak Riley. Ubrany był w brązowe spodnie, koszulę i nabijaną tępymi ćwiekami kamizelkę - dość anachroniczny strój, zwłaszcza na pokładzie kosmicznego statku.
Mężczyzna dostrzegł Riley i uśmiechnął się. Wydawało jej się to dziwne, biorąc pod uwagę ich położenie.
- Widzę, że przynajmniej towarzystwo dopisze mi podczas tej podróży - rzucił z entuzjazmem, podchodząc bliżej. Ujął dłoń kobiety i, ignorując krępujące ich więzy, ucałował delikatnie - Ertis Harn, największy i najpotężniejszy poszukiwacz przygód oraz wojownik. Do usług pięknej pani.
Ertis bez pytania usiadł na jej pryczy i oparł się plecami o ścianę. Milczał przez chwilę, zajęty majtaniem nogami w powietrzu, aż w końcu zapytał:
- To... długo tu siedzisz? I gdzie cię złapał?
Cisza widocznie mu ciążyła.


Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6672
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Frachtowiec YV-929] Labirynt

Postprzez Riley » 2 Wrz 2019, o 18:38

Riley przebywając w izolatce straciła poczucie czasu. Nie pamiętała w jakich oklicznościach trafiła do tego miejsca i jak została złapana i za co. Pamięć płatała jej figle. Straciła pancerz, blaster i wibronóż. Pobyt w zamknięciu nie służył jej zdrowiu. Ostatnie wydarzenia dość mocno wstrząsnęły nią psychicznie. Z nudów mogła jedynie ćwiczyć. Pozbawiona towarzystwa i odizolowana, zaczęła wykonywać serie przysiadów, nożyc, czy brzuszków. Odbijało jej od samotności i wymyślała ćwiczenia w których skrępowane ręce były zbędne. Sztuczna grawitacja statku dawała jej błędne przekonanie, że jest niezwyciężona i potężna.

Odpoczywała po kolejnym treningu, kiedy przydzielono jej towarzysza. Przedstawiła się uprzejmie.
- Riley Ordo. Zwykła przeciętna więźniara... - odparła napinając mięsnie na wytatuowanej ręce. Zamierzała wrócić do treningów, ale była już zmęczona i nie chciała dręczyć wspólokatora swoim potem bardziej, niż to konieczne.
- Siedzę tu grubo ponad tydzień. - wskazującym palcem z obdartym paznokciem wskazała na ścianę i wyryte na niej kreski, przedstawiające dni tygodnia.
- Mieliśmy awaryjne lądowanie... Chyba usiadłam obok jakiejś radioaktywnej skrzyni. Nie wiem co było dalej, ale na pewno wrobił mnie w to ten parszywy, jednorogi, krwiożerczy devoranin... niejaki Sokhak T'vov! - zacisnęła skrępowane dłonie usiłując bezskutecznie wyswobodzić się z kajdanek. To przezwisko, czy raczej pseudonim wzbudzał w niej gniew.
- Nie mam pojęcia co z nami zrobią? Sprzedadzą i wytresują na niewolników? Zamkną w imerialnym gułagu? Czy może przehandlują nas jako biomasę u Yuuzhan Vongów? Jeśli nie uciekniemy marny nasz los! - uśmiechnęła się posępnie, opierając głową o bark mężczyzny, w poszukiwaniu pocieszenia.
- Wiesz wogóle jaki to statek? I gdzie zmierzamy? - szepnęła cicho.
- Gdybym tylko miała datapad... już dawno dalibyśmy nogę!
Awatar użytkownika
Riley
Gracz
 
Posty: 35
Rejestracja: 19 Kwi 2019, o 17:35

Re: [Frachtowiec YV-929] Labirynt

Postprzez Mistrz Gry » 5 Wrz 2019, o 21:28

Ertis zesztywniał, kiedy położyła mu głowę na ramieniu. Widocznie nie miał zbyt wiele doświadczenia z kobietami, bez względu na to, co mógł mówić. Ale domyślił się, że Riley potrzebuje wsparcia.
- Widziałem gościa, który mnie tu wrzucił - powiedział - Nosił zbroję imperialnego żołnierza. Ale był tu tylko on, na statku panowała cisza, chyba, że trzyma gdzieś jeszcze kogoś. W każdym razie podejrzewam, że jest jakimś podrzędnym i nielicencjonowanym łowcą niewolników, a zbroję zabrał z trupa, i tyle. Tak czy siak, razem na pewno damy mu radę.
Ertis rozejrzał się po pokoju, jakby szukając oczywistych dróg ucieczki albo jakiejkolwiek broni.
- Jak tylko stąd wyjdziemy - dodał po chwili namysłu.
- Wiesz - odezwał się ponownie. Cisza naprawdę mu przeszkadzała - Nie wydaje mi się, żeby ten statek był duży. Od śluzy, żeby się tutaj dostać, przeszliśmy może z pięćdziesiąt kroków, i ledwie dwa korytarze. Nie licząc oczywiście dolnego pokładu i maszynowni, może jakiegoś luku towarowego, to to jest taki frachtowiec na kilka osób. Dużo nas tu nie zmieści. A tym bardziej nie będzie potrzebował wspólnika. Dlatego jestem przekonany, że jest sam.
Zanim Ertis nabrał powietrza, żeby zacząć następne zdanie, usłyszeli sygnał dźwiękowy komunikujący przygotowanie do skoku w nadprzestrzeń. Potem obydwoje zauważyli, że gwiazdy za iluminatorem zaczęły się zlewać w jasne paski.
- Ciekawe, gdzie skaczemy - zainteresował się Ertis - Może ktoś go ściga? I ucieka teraz z nami jak najdalej? Dziwna sprawa.
Skok nie trwał długo - po kilkudziesięciu minutach statek zwolnił i wyszedł z nadprzestrzeni. Ale wtedy, zamiast lecieć gdzieś dalej (wokół nadal była wyłącznie przestrzeń kosmiczna), silniki zatrzymały się, tak jak cały frachtowiec.
- Stoimy? - zdziwił się Ertis.
Usłyszeli wtedy, z tego samego głośnika, który służył do komunikowania skoku, jak ktoś włącza mikrofon na mostku. Przez kilka chwil dało się słyszeć trzaskanie, a potem znowu nastąpiła cisza.
Światło w kajucie zamigotało i zgasło. Zaraz zapaliło się znowu, ale nie całe - konsola sterująca drzwiami nadal mrugała. Wydawała się być uszkodzona.
Wokół słychać było tylko szum pracującej wentylacji.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6672
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Frachtowiec YV-929] Labirynt

Postprzez Riley » 11 Wrz 2019, o 16:52

- Imperialna zbroja? - Widziała, że noszenie umundurowania bez stopnia było niezgodne z prawem. Zatem właścicielem tej koreliańskiej maszynki mógł być dezerter lub ktoś poszukiwany listem gończym.
- Nie mamy broni, a nawet jak się uda ją znaleźć... on jest chyba jedynym pilotem na tym statku. Nie możemy go zabić! - Zaczęła krążyć po swojej celi w zadumie. Skok pewnie kierował ich w stroną Zewnętrznych Rubieży. Tam niewolnictwo zawsze popłacało.
- Nawet jeśli spowolnimy ucieczkę... skąd mamy wiedzieć, że jego wrogowie nie rozstrzelają tego statku? Abordaż kosmiczny zazwyczaj stosowany jest wobec większych statków. Rozstrzelają nas jak kaczki! - zatrzymała się przy drzwiach. Zaśmiała się niemal szalenie, kiedy się zatrzymali.
- Coś się, coś się popsuło? Chyba nasz ciemiężyciel kupił od Toydarian używany hipernapęd. - umilkła, kiedy przez mikrofon słychać było trzaskanie. Najwyraźniej doszło do bójki.
Dziewczyna ruszyła w kierunku panelu sterowania. Już wcześniej bawiła się z tymi drzwiami, ale teraz coś się zmieniło. Konsola sterująca drzwiami mrugała. Dziewczyna starała się wstrzyknąć do konsoli znaki specjalne, aby móc skorzystać z jakiejkolwiek komend. Niestety formularze zdawały się być wciąż zabezpieczone przed wstrzykiwaniem kodu. Wszystkie dane, które wpisywała były filtrowane. Po kilki minutach mozolnej, bezowocnej pracy, wściekła przywaliła pięścią w terminal.

Siłą zerwała obudowę, dobierając się do układów. Zaczęła grzebać w kablach. Kilka razy poczuła mrowienie w palcach, kiedy popieściło ją napięcie. Nie był to prąd dość wysoki, aby zagrozić jej życiu. Dziewczyna zidentyfikowała przewody. Zrywając i łącząć konkretne przewody, doprowadziła do zwarcia w układzie. Elektro-pneumatyka wysiadła, a siłowniki przestały zaciskać drzwi. Riley gestem dłoni zasygnalizowała mężczyźnie, aby pomógł jej posiłować się z drzwiami. Nie miała pojęcia co się mogło dziać na statku. Współlokator w jej celi wydawał się być trochę zaskoczony tym co robiła, ale pomógł jej i wspólnymi siłami otwarli grodzie.
Awatar użytkownika
Riley
Gracz
 
Posty: 35
Rejestracja: 19 Kwi 2019, o 17:35

Re: [Frachtowiec YV-929] Labirynt

Postprzez Mistrz Gry » 16 Wrz 2019, o 20:50

- Ha, wielcy i potężni! - zakrzyknął triumfalnie Ertis, kiedy drzwi stanęły przed nimi otworem - Nie miały ze mną szans!
Korytarz za drzwiami był pusty. Oświetlało go mlecznobiałe światło, które u nieprzyzwyczajonych do kosmicznych podróży mogło wywoływać ból głowy. Po chwili nasłuchiwania stwierdzili, że na statku panuje cisza.
Wybrali lewą odnogę. Minęli wejście do następnej kajuty, urządzonej podobnie do tej, z której przed chwilą się wydostali. Drzwi także miała rozwarte. Wewnątrz nie było nikogo.
Droga na mostek nie zajęła długo, nie była też za bardzo skomplikowana. Sterówka była całkiem obszerna - wszerz mierzyła może ze dwa metry. Od prowadzącej do niej śluzy do rozległego iluminatora było nieco mniej, niż trzy.
Pierwszym, co rzuciło im się w oczy, był widok za iluminatorem. Pustka w przestrzeni. Żadnego widocznego układu. Statek nie poruszał się do przodu, mieli jednak wrażenie, że dryfują w niebycie, zawieszeni pomiędzy światem żywych, a krainą bezkreśnie rozległą i lodowatą zarazem.
Drugim, co zauważyli, było ciało. Ubrany w zbroję imperialnego żołnierza mężczyzna miał poderżnięte gardło - krew zachlapała kokpit, część iluminatora, podłogę i pierś denata. Pod fotelem spoczywał żołnierski hełm.
- Co tu się... - zaczął Ertis, podchodząc do ciała.
Światło w sterówce pozostawało zapalone, jednak układ sterowania pozostawał ciemny. Riley dostrzegła, że obudowa przy ziemi została zdjęta, a część kabli i aparatury uszkodzona. Nie mieli stąd możliwości pokierowania statkiem.
Pokładowy komunikator znowu się odezwał. Tym razem przekaz nie pochodził z mostka. Usłyszeli kilka trzasków, pierdy strzelających obwodów, po czym głośniki umilkły ponownie.
- Albo statek chce nam coś powiedzieć - rzucił Ertis, już nie tak wielki i potężny, jak wydawało się wcześniej - Albo nie jesteśmy tu sami.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6672
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Frachtowiec YV-929] Labirynt

Postprzez Riley » 17 Wrz 2019, o 12:44

To była jej druga podróż kosmiczna. Światła drażniły ją. Trafili szybko na mostek. A widok masakry początkowo przeraził ją. Zaczęłą nabierać przeczucia, że trzeba było zostać na swoim rodzinnym księżycu. Dokonała oględzin zwłok.

- Wibroostrze raczej nie zostawia krwawych ran. Zwykły nóż... ale czemu zniszczył panel? Misja samobójcza?! - Kobieta w przeczuciu zagrożenia pochyliła się nad zwłokami, przeszukała je dokładnie i bardzo pośpiesznie ogołociła truchło z pancerza, starając się go dopasować.
- Mu się to już nie przyda... - burknęła, przymierzając biały pancerz. W obecności nożownika, mogła poczuć się bezpieczniej. Nie potrafiła pilotować, ale poczyliła się nad panelem, starając się nadać sygnał SOS. Komputer pokładowy został uszkodzony, oderwany brutalnie od zasilania.

- Nic tu po nas... nie jestem serwisantem. Jeśli to sabotażysta, musimy lecieć do maszynowni i ochronić to co zostało ze statku? Gdzie on mógł przechowywać broń? Maszynownia? Ładownia? Musimy znaleźć blaster, albo cokolwiek - dziewczyna troiła się, aby jakoś uruchomić awaryjnie terminal, ale jej wysiłki nie przynosiły efektów.
- Mam pancerz... idę przodem. Jakby się na mnie rzucił, postaram się go przytrzymać, a ty mu mocno przywal! - powiedziała postępnie, przeszukali kokpit i opuścili go, kierując się do ładowni. Dziewczyna starała się rozgryźć funkcje hełmu szturmowca, szukając noktowizji, termowizji lub innych gadżetów, które mogłyby zwiększyć jej perepcję w poszukiwaniach.
- Szukaj broni, czegokolwiek? - Chciała dodać, ale oboje byli przerażeni. Ręce zaczeły jej lekko drżeć, ale zbroja to dobrze ukrywała. Zaczeła modlić się w duchu, aby w maszynowni były jakiekolwiek podzespoły i moduły naprawcze.
Awatar użytkownika
Riley
Gracz
 
Posty: 35
Rejestracja: 19 Kwi 2019, o 17:35

Re: [Frachtowiec YV-929] Labirynt

Postprzez Mistrz Gry » 23 Wrz 2019, o 19:32

Maszynownia znajdowała się na tyłach statku, pod głównym pokładem. Doszli tam szybko, chociaż zdjęci strachem mieli wrażenie, że na "spacerze" upłynęły im godziny.
W pomieszczeniu było ciemno. Tutaj światło albo uległo awarii, albo nie zostało włączone. Riley odnalazła wreszcie funkcję noktowizji, więc ujęła Ertisa za ramię i poprowadziła wśród paneli sterowania drzwiami, szafkami z narzędziami oraz zwojami kabli przebiegających przez podłogę.
Rozejrzeli się za czymkolwiek, co mogłoby stanowić broń albo moduły naprawcze. Ertis wygrzebał skądś klucz płaski, niewiele krótszy, niż jego przedramię, Riley natomiast zajęła się grzebaniem w skrzynkach z zapasowymi modułami i częściami serwisowymi do elektroniki.
Znalazła kilka zapasowych złączy, płytkę z jakimś układem scalonym, pewnie do wymiany podzespołów konsoli sterującej, a także zasilacz do głównego panelu. Przydatne w naprawie, jeśli wiedziało się, jak i gdzie użyć tych fantów. Oraz jeśli posiadało się lutownicę.
- Ciekawe, czy silniki działają - podsunął Ertis, wpatrując się w drzwi prowadzące do śluzy wyjściowej - Inaczej naprawienie konsoli sterującej niewiele nam pomoże.
Wtedy po raz kolejny odezwało się pokładowe "radio Szum". Po raz kolejny dosłyszeli z niego kilka trzasków i po raz kolejny nastąpiła po nich cisza. A potem z jedynego w maszynowni głośnika dobiegł ich głos:
- H-halo...? Jesteście tu jeszcze?
Głos należał do mężczyzny. Był wysoki, lekko piskliwy, a po jego właścicielu znać było zdenerwowanie... albo ekscytację.
- Wiem, że jesteście - kontynuował głos - Nie ma stąd przecież innego wyjścia, prawda? Tylko kosmos i my. Próbujecie naprawiać sterowanie? Ciekaw jestem, czy wpadniecie na to, co z nim nie tak.
Mężczyzna umilkł na chwilę, by zaraz, po kilku kolejnych trzaskach, odezwać się ponownie.
- Nie wiem jak wam, ale mnie nudzi się podczas podróży. Dlatego wymyśliłem łamigłówkę. Ale na jej treść także musicie wpaść sami.
Po tych słowach pokładowy komunikator ucichł.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6672
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Frachtowiec YV-929] Labirynt

Postprzez Riley » 28 Wrz 2019, o 21:30

Kolejna podróż kosmiczna zapowiadała się na kolejny horror. Powoli dotarło do niej, że prawdopodobnie zostali zamknięci na statku z psychopatą-nożownikiem. Spojrzała bezradnie na towarzysza niedoli, ale on raczej nawet nie mógł dostrzec jej twarzy. Riley rozejrzała się za jakimkolwiek alternatywnym źródłem światła.

- Skoro nie przeszkadza mu ciemność... może to Umbarańczyk lub jakiś gad? - przypomniała sobie, żę Trandoshanie byi wrażliwi na podczerwień. Jednak odgłos nadawany z odbiornika nie przeciągał głosi "s", więc szybko porzuciła ten pomysł. Wysoki ton głosu brzmiał niczym dzieciak, robiący sobie z nich żarty. Może faktycznie w innej sytuacji byłoby to śmieszne.

- Nie mamy pilota... nic nam po sprawnym silniku. Chociaż gdybym znalazła droida i dostęp do holonetu... może udałoby się go przeprogramować na pilota. To zajmie długo i pachnie samobójstwem! - Rozglądała sie za alternatywnum źródłem światła. Widziała dużo w noktowizji, ale nie było to komfortowe przy serwisie. Ostatecznie znalazła przełącznik i zapaliła światło. Zapomniała zdjąć noktowizor i oczy zabolały, oślepiając ją tymczasowo. Zdjęła hełm i ponownie rozejrzała się po oświetlonym pomieszczeniu. Przyglądała sie hipernapędowi, silnikom, ale nie wiele mogła wywnioskować. Szukała uszkodzeń fizycznych, bezskutecznie.

- To nie ma sensu... bez miernika? Mam palcami sprawdzać napięcie? - pięścią uderzyła w korpus jakiegoś reduktora. Nie była mechatronikiem, astro-fizykiem. Nie miała nawet żadnego tytułu uczelni wyższej. Próbowała rozpaczliwie cokolwie zrobić. Kilka razy kopnął ją prąd, ale w sytuacja motywowała ją do działania. Czas mijał, a ona nie miała datapada, ani żadnej dokumentacji technicznej na której mogłaby bazować.

Jej towarzysz niewiele znał się na wymaganym fachu, a pomagając jej usmażył jeden z zapasowych układów, więc od tamtej pory kazała mu się trzymać z daleka. Riley oderwała się od panelu jednego z silników i spojrzała na hipernapęd. Jeden z kabli był przerwany i iskrzył się. Zmęczona, złapała za izolację i zwarła przecięty kabel. Lampy hipernapędu zapaliły się. Wyczerpana kombinowaniem dziewczyna nie zauważyła, że izolacja kabla za którą chwyciła była zdarta lub nawet specjalnie obdarta z tworzywa. Poczułą straszne uderzenie napięcia i przewróciła się na plecy. Ertis pomógł jej się zebrać i odciągnął ją od przewodu. Kiedy wstała, czuła smród spalenizny a jej naelektryzowane włosy stanęły dęba. Było to dość bolesne, że całkowicie przeszła jej ochota na naprawę układów.

- Chodź! Szkoda naszego czasu. Wolę konfrontację z nożownikiem, niż naprawiać to bez dostępu do holonetu. Muszę znaleźć multimetr, lutownice i datapad, a jeśli tylko znajdę tego psychopatę... - Gniew sprawił, że tymczasowo straciła poczucie lęku. Ubrała hełm szturmowca i ruszyła do boju.

- Póki stoimy to chłodzenie hipernapędu nie będzie potrzebne... - i tak nie działał, a statek powinien mieć awaryjny hipernapęd. Blondyna podciągnęła się na rurze, która biegła nad jej głową, najprawdopodobniej przepływał nią płyn chłodzący któryś z silników. Podciągnęła się agresywnie i dynamicznie, wyrywając metalową rurę z uładu hydraulicznego. Zamachnęła się nią ciężko, a następnie przyłożyła ją do dłoni.
- Idziemy gęsiego! Ja przodem i trzymam go na dystans... jeśli rzuci się na mnie z nożem to rozbij mu ten pusty łeb! - Rzuciła wściekle ściskając obolałymi dłońmi pręt. Pole elektryczne poparzyło lekko jej ręce. Gdyby nie miała na sobie rękawic szturmowca... prawdopodobnie byłaby już w Innym Lepszym Świecie.
- Lubisz łamigłówki? To dobrze! Jeśli wyrzucę Cię ze statku z odpowiednio dużą prędkością to relatywistycznie będziesz miał dość dużo czasu, aby się rozwodzić nad swoimi zagadkami! - Patrolowała pokład, korzystając z noktowizji w poszukiwaniu poszlak i części naprawczych.
Awatar użytkownika
Riley
Gracz
 
Posty: 35
Rejestracja: 19 Kwi 2019, o 17:35

Re: [Frachtowiec YV-929] Labirynt

Postprzez Mistrz Gry » 30 Wrz 2019, o 19:49

Z maszynowni przeszli do niewielkiego magazynu znajdującego się na tym samym piętrze, na dziobowej części statku. Przejrzeli puste półki, pokład i kilka skrzyń, również świecących pustkami. Znaleźli jakieś wojskowe racje żywnościowe, zapakowane próżniowo. Gdyby mieli zostać na statku jakiś czas i zaciskać pasa, jedzenia wystarczyłoby im na niecały tydzień. Bardzo głodowy tydzień.
Oprócz tego znaleźli jeszcze gaśnicę i apteczkę. Przynajmniej środków przeciwbólowych i opatrunków z bactą mieli pod dostatkiem.
Przeszli na pokład wyżej. Jeszcze raz zwiedzili część mieszkalną. Oprócz dwóch pokoi "oficerskich", czyli tych, które zajmowali oni i prawdopodobnie nożownik, znaleźli jeszcze pokój dla załogantów. Piętrowe łóżka na metalowych rusztowaniach, niewielki stolik, wykorzystywany najpewniej do gry w karty, zamknięte szafki na sprzęt, ubrania i rzeczy prywatne oraz natryski. Dwa prysznice i dostęp do świeżej i czystej wody, którą czerpano pewnie ze zbiornika pokład niżej. Przynajmniej mogli się umyć. I mieli skąd pozyskać wodę, zapas na co najmniej miesiąc oszczędnego picia przysłowiowej "herbatki".
Następnie odwiedzili pokój nożownika. Wewnętrzny panel sterujący drzwiami nie był uszkodzony, wręcz przeciwnie - Riley stwierdziła, że działa bez zarzutu, zupełnie, jakby ktoś w ogóle go nie blokował.
W pomieszczeniu nie było żadnych rzeczy prywatnych, mogących należeć do tajemniczego napastnika. Ot, zwykły, pusty pokój, użyczony na chwilę więźniowi. Riley zaczęła się zastanawiać, jak udało mu się z niego w ogóle wydostać.
Weszli z powrotem na mostek. Ogołocone z pancerza ciało ciemnoskórego łowcy niewolników nadal spoczywało na fotelu. Krew, która wypłynęła z przeciętej tętnicy i która odłożyła się najpewniej w stopach, zaczęła zasychać. Mężczyzna, blady niczym pokładowe światło, trwał pokracznie przechylony na bok, jakby zaspał na warcie.
Riley jeszcze raz dokładnie obejrzała panel sterujący, a Ertis dokonał oględzin pomieszczenia. Kobieta właśnie przymierzała się do zastąpienia układu scalonego konsoli sterującej, kiedy usłyszała:
- Wydaje mi się, czy tutaj powinien być komputer pokładowy dla nawigatora? - rzucił Ertis, przyglądając się pustemu wgłębieniu naprzeciw dodatkowego fotela na sterburcie.
I rzeczywiście miał rację. Riley wcześniej nie zwróciła uwagi na dodatkowe stanowisko, nie zawsze obecne w takim miejscu. Komputer został pieczołowicie odłączony; żaden kabel nie został urwany ani naruszony.
- Po co mu komputer nawigatora? - zastanowił się na głos Ertis. Słychać było, że mówiąc, próbuje zamaskować strach.
Wtedy drzwi prowadzące na mostek zatrzasnęły się ze świstem. Zaraz zgasło światło, po czym rozległ się szum radiostacji.
- Światło, śluza i... - odezwał się znajomy, wysoki głos.
Riley i Ertis usłyszeli jeszcze dźwięk wyłączającego się powoli systemu doprowadzania tlenu i nastąpiła cisza.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6672
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Frachtowiec YV-929] Labirynt

Postprzez Riley » 1 Paź 2019, o 18:21

Strach i pożoga. Przez chwilę stali załamani, słysząc słowa z komunikatora. Kiedy psychopata wygłaszał swą przemowę, Riley dostrzegła kamerę. Najwyraźniej było ich na statku kilka i korzystający z komputera pokładowego szaleniec obserwował ich w holoprojektorze. Lekkim uderzeniem pręta zniszczyła kamerę. Dziewczyna szybko zajrzała pod fotel pilota w poszukiwaniu maski tlenowej i butli, ale najwyraźniej ktoś ich uprzedził. Riley dostrzegła parę krótkofalówek. Jedną sztukę wzięła ze sobę, drugą podłączyła z głośnikiem, którym kapitan ostrzegał reszte statku i nadawał alarm. Podała noktowizor mężczyźnie. Po chwili przyzwyczaiła się do braku światła. Wcisnęła guzik, służący do nadawania informacji.

- Myślisz, że mrok ci sprzyja... - Dziewczyna zadrwiła szyderczo. Ciemność nie była jej obca. Urodziła się na mrocznej stronie księżyca Nar Shadda i tam spędziła prawie całe swoje życie. Na najniższych poziomach, częste awarie w dostawie energii był codziennością.

Dziewczyna dostrzegła mały szyb wentylacyjny, którym przedtem dopływało tu powietrze. Nie było mowy,aby Etris się tam zmieścił, ale ona miała szansę. Przysunęła sobie fotel pilota. Wdrapała się na niego i z zapałem wgramoliła się do szybu. Daleko nie zaszła.Utknęła, kiedy na siłę starała się przepchnąć zad. Etris musiał się nasilić, aby wyciągnąć ją z tarapatów. Może gdyby była szczuplejsza, uratowałaby obojga.

Najwyraźniej napastnik sterował zdalnie statkiem i ukrywał się gdzieś pod pokładem. Uwięzienie ludzi na mosktu wydawało się głupie. Riley i Etris mogli by dokonać tu ogromnych szkód i uniemożliwić sterowanie statkiem. Skradziony komputer nawigatora z pewnością nie był jedynym elementem niezbędnym do prowadzenia statku, który znajdował się na mostku. Riley oglądała się po ścianach, szukając szybu lub otworów na kable, które mogłyby wskazać jej drogę do następnego pomieszczenia statku. Jednak szukanie w ciemności zabierało jej zbyt dużo czasu. Przyjrzała się zamkniętym drzwiom. Mostek nie służył za więzienie. Możliwe, że sterowniki panelu zabezpieczającego były gdzieś blisko. Kobieta pochyliła się przy drzwiach, zaczęła zdzierać wykładzinę statku.
- Żadnych gwałtownych ruchów. Oszczędzaj tlen! - szepnęła. Wspólnymi siłami rozebrali panele podłogowe przy drzwiach, korzystając z narzędzi. Pod panelami Etris dostrzegł metalową kratę, a pod nią były jakieś przewody i układy scalone. W pomieszczeniu było coraz bardziej duszno, a uwięzieni pasażerowie zbledli. Metalowa krata pod podłogą uniemożliwiała dziewczynie zbadania układu. W zadumie, dziewczyna oparła się o drzwi. Stres uniemożliwiał jej logiczne myślenie. Etris przyciągnął rozebranego trupa do drzwi. Spojrzała na niego i pobladła jeszcze bardziej.

- Jesteś genialny! - Podskoczyła z radości. Nie mogli przedostać się przez kraty do układów. Chroniła je krata pomostowa. Dlatego też postanowili je zalać. Posługując się przypadkowo znalezionymi przedmiotami, o ostrych krawędziach i w ostatecznym wypadku nawet zębami... rozcięli świeżemu nieboszczykowi brzuch i wylali flaki na układy scalone.

Riley wierzyła, że zwarcie może zresetować drzwi i uwolnić ich od śmierci w męczeniach, ale było ciemno. Nie widziała dokładnie co robi. Sam fakt zdarzenia do którego zdesperowana się udzieliła przyprawił ją takiego obrzydzenia, że zwymiotowała na kable. Podwójna dawka płynów zwiększała prawdopodobieństwo zwarcia. Etris stanął przy drzwiach mając nadzieje, że pod wpływem zwarcia pole magnetyczne ustąpi i zwróci im wolność. Polana na układy mieszanka krwi i wymiocin mogła wywołać zwarcie i dysfunkcje w różnych podzespołach statku. Nie widzieli dokładnie co zalewają. Były to przewody pod zamkniętymi drzwiami. Riley nie miała pojęcie czemu zostali uwięzieni na mostu. Szkody jakie mogli wyrządzić, niszcząc stanowisko pilota mogłyby skazać statek na śmierć. Najwyraźniej agresor był droidem, szaleńcom lub pracował zdalnie.
Awatar użytkownika
Riley
Gracz
 
Posty: 35
Rejestracja: 19 Kwi 2019, o 17:35

Re: [Frachtowiec YV-929] Labirynt

Postprzez Mistrz Gry » 7 Paź 2019, o 18:56

Przewody zasyczały, zalane obrzydliwą mieszanką ludzkich płynów, o zapachu przyprawiającym niemal o zawroty głowy. Kiedy płyny dotarły głębiej, poszło kilka iskier i nastąpiło zwarcie. Konsola przy drzwiach zamigotała i zgasła na dobre. Drzwi natomiast rozsunęły się, zasunęły i rozsunęły znowu.
Ertis szybko chwycił nogę nieboszczyka i włożył w przejście. Kiedy drzwi ponownie się zamykały, napotkały opór w postaci stężałego już ciała i zachowały się jak podwoje widny - rozwarły się na dobre.
- Mam nadzieję, że uda nam się dorwać tego żartownisia - rzucił chłodno Ertis. Dawna wesołość uleciała z niego całkowicie - Jeśli ktoś miałby o tym usłyszeć, chyba zrobiłbym sobie krzywdę.
Udało im się uszkodzić tylko aparaturę sterującą drzwiami kokpitu. Pozostałe urządzenia wydawały się trwać nadal w tym samym stanie, w jakim je zostawili.
Na szczęście dopływ tlenu w pozostałych częściach statku nie został odcięty. Widocznie tajemniczy mężczyzna nie posiadał umiejętności beztlenowego oddychania.
Z głośnika dobiegły ich przytłumione odgłosy, tym razem nie poprzedzone trzaskami radia:
- Przekleństwo z tymi cudakami - mówił mężczyzna podniesionym, piskliwym głosem. Brzmiał, jakby mówił do mikrofonu z odległości - Nic nie widać bez tej kamery. Gdzie to światło było? Po ciemku jednak trudniej trafić...
Następne słowa stłumił... brzdęk? Coś, jakby metal uderzał o metal. Z tym, że usłyszeli to nie tylko przez radio - w tym samym momencie coś jakby uderzyło w sufit na korytarzu.
- Trz..trzeb...bba zamknąć - powiedział głos. To nie były trzaski, raczej jakby napastnik się jąkał - Ppp...prz..przej.śśś..ććie..ćie.
Z głośnika i znad ich głów w tym samym momencie dobiegł stłumione tąpnięcie, jakby upadło coś ciężkiego. Głośnik nie zamilkł tym razem - na całym statku było słychać bredzenie mężczyzny, który, sądząc po dochodzących ich dźwiękach, ukrył się gdzieś... nad nimi?
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6672
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Frachtowiec YV-929] Labirynt

Postprzez Riley » 11 Paź 2019, o 17:15

Wybiegli szybko z mostka, Riley nakierowała parę do pomieszczenia z główną kanonierką. Pośpiesznie i po omacku wyciagneli z kanonierki ogniwo. Wspierając się prętem jako dźwignią. Bateria była cholernie ciężka.
- Trzymaj! To twoje bojowe zadanie. - Mężczyzna chwycił ją nie bardzo wiedząc po co. Następnie obojga pośpiesznie rzucili się do maszynowni. Wyczerpany samiec prawie upuścił baterię, jednak jej lekkie stuknięcie o podłogę nie wywołało eksplozji.

- Tutaj! - wskazała mu na przewód paliwowy, a zmęczony mężczyzna spojrzał na nią jak na wariatkę. Tym razem dziewczyna była ostrożna. Chwyciła za kable, które ją wcześniej poparzyły. Przyłożyła ogromne napięcie do jednego uszkodzonych wcześniej zapasowych układów. Jeden z radiatorów sterownika zaczął się grzać bardzo szybko. Riley chwyciła w rękawicach rozgrzany metal, odrywając go od układu. Dziewczyna ruszyła do przewodu paliwowego. Następnie pchnęła ogniwo z kanonierki, aby znalazło się blisko silników i obiegu paliwa. Podejrzewała, że wciąż byli inwigilowani, zatem postanowiła przemówić głośnym tonem.


- Paliwo coaxium! Ogromna gęstość energetyczna! Patrząc na liczniki mamy prawie pełny bak! Taki szalony nerd powinien wiedzieć takie rzeczy! - Riley pomachała do jednej z kolejnych zainstalowanych kamer. Była pewna, że od samego początku cwaniak ich obserwował i bawił się, grając jak na skrzypcach. Pomachała rozgrzanym do czerwoności metalem nad ogniwem.
- Koniec zabawy. Złaź do maszynowni. W przeciwnym razie odpalimy taki pokaz fajerwerków, że w holonecie napiszą o zniszczeniu kolejnej Gwiazdy Śmierci! - Chłopak spojrzał na nią jak na wariatkę, ale nie miał żadnej lepszej alternatywy, niż szantaż. Nawet przyznał jej racją.
- Jeśli mamy zginąć to pociągniemy go ze soba... - dodał niepewnie. Riley przekazała mu dłuższy pręt. Ona sama chwyciła klucz w wolną rękę.
- Czekamy... jak tylko zacznie nam brakować tlenu... wysadzam! - krzyknęła i zaśmiała się szalonym głosem. Oczekując na psychopatę, chwyciła za podwędzone racje żywnościowe. Żarcie w celi było ochydne, toteż po parszywym tygodniu nie pościła, oczeując na rozwiązanie problemu.
Awatar użytkownika
Riley
Gracz
 
Posty: 35
Rejestracja: 19 Kwi 2019, o 17:35

Re: [Frachtowiec YV-929] Labirynt

Postprzez Mistrz Gry » 15 Paź 2019, o 21:03

Najpierw była cisza, oczywiście nie licząc ich oddechów i dźwięków uszkodzonego radiatora. A potem zapaliło się światło w maszynowni. Usłyszeli szum wentylacji i po chwili poczuli, że na statku atmosfera zrobiła się jakby mniej gęsta.
- Jeżeli wysadzicie przewody paliwowe i silniki, nie przeżyjecie wybuchu - powiedział wysoki głos, teraz jednak zmieniony, znacznie spokojniejszy i poważniejszy. Zupełnie, jakby mężczyzna był pewien, że nie stanie mu się krzywda - Nie macie szans na ucieczkę.
Silniki zaszumiały cicho, kilka uszkodzonych przewodów strzeliło iskrami. Statek przygotowywał się do wznowienia lotu.
- Niech wam będzie, nie chcę stracić tego statku. Trochę jeszcze pożyjecie. Ale odlecimy stąd gdziekolwiek ja zechcę. Nie możecie...
W tym momencie turbiny rozgrzewających się coraz szybciej silników wysiadły. Szum ucichł, przy którymś panelu kontrolnym przebiegło wyładowanie elektryczne, które zapewne przypaliło nieprzypalone jeszcze obwody.
- Nie!!! - wydarł się mężczyzna przez głośnik - Co wy robicie?! Jeżeli ja stąd nie odlecę, wy też tu zostaniecie! Nie macie tlenu nawet na rok! Jesteście bezbronni, zdani na moją łaskę!
Jego głos stawał się coraz bardziej piskliwy, dawało się wyczuć w nim coraz większą bezradność. W końcu Ertis, dźwigając oderwaną skądś metalową tuleję długości co najmniej półtora metra, uderzył z rozmachem w głośnik, a zaraz potem w migającą czerwonym światełkiem kamerę.
Przestali słyszeć krzyki, ale gdzieś wysoko, nad ich głowami, coś ciężkiego znowu upadło.
- On jest gdzieś na górze - powiedział Ertis, wpatrując się w poszycie sufitu - Nie na głównym poziomie, ale ponad nim, w jakiejś klitce nad mostkiem może. Musimy znaleźć wejście i unikać kamer. Trzeba go wykończyć, zanim on wykończy nas. Już mu niewiele zabrakło.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6672
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02


Wróć do Statki i okręty