Content

Zewnętrzne Rubieże

[Vinsoth] Ocalała

Image

[Vinsoth] Ocalała

Postprzez Mistrz Gry » 10 Wrz 2018, o 20:24

Jeszcze trzy dni temu Zin Iterra patrzyła na najpiękniejszy cud kosmicznej techniki wlatujący w przestrzeń nad Bastionem. Największy, najwspanialszy i najbardziej skomplikowany z okrętów bojowych Imperium. Była jednym z milionów mieszkańców, którym dane było oglądać przybycie najnowszego niszczyciela nad Bastion. Chwilę potem zaczął się koszmar. Gdy olbrzymi statek zaczął niekontrolowanie spadać w stronę powierzchni planety, Zin patrzyła ze łzami w oczach, jak obrona planetarna rozszarpuje kolosa na strzępy. ta wspaniała chwila została brutalnie zniszczona przez podły zamach terrorystyczny, który obrócił w niwecz wysiłki tysięcy inżynierów i projektantów, zabijając przy okazji śmietankę dowódców Imperium. Zniszczenia na planecie były ogromne. Zin, a zarazem uczelnia i pracownia, którą na jej terenie posiadała, szczęśliwie znajdowały się poza strefą upadku i uniknęły zagrożenia. W innych częściach planety obraz przypominał jednak widok rodem z apokaliptycznych holofilmów. Liczba zabitych nadal nie była nawet w przybliżeniu znana.
Tuż po tragedii władze były w szoku. Zarówno gubernator planety jak i Imperator i jego najbliższa świta. Znaczy się, tak Zin przypuszczała, sądząc po relacjach w mediach. Kiedy jednak pierwszy chaos został opanowany, w ruch ruszyły niemal wszystkie służby i siły, jakie tylko Dhaali mógł wysłać. Wszyscy kierownicy, oficerowie i ktokolwiek jeszcze był za coś przed władza odpowiedzialny dostali kurwicy i zaczęli miotać się, próbując cokolwiek ustalić. Szczęśliwie dla Iterry, była jedynie oficerem naukowym, ale odkąd zaczęła pracować dla Inkwizycji, nigdy nie mogła być pewna, że nie dostanie nagle jakiegoś zlecenia. Niekoniecznie od razu dla niej zrozumiałego. Przynajmniej mogła pracować wtedy z tym tajemniczym, dziwnym zjawiskiem, o którym zabroniono jej cokolwiek pisać i mówić.
Siedziała właśnie w swoim statku, a BOB wyliczał dla niej nowy sposób parzenia kawy, gdy na jej komunikator przyszła szyfrowana wiadomość od jej kontaktu i przełożonego w służbach. Była krótka. Miała stawić się w siedzibie wywiadu na Bastion, którego miejsce doskonale znała z odbytych tam treningów. Rozkazy były tajne, co mogło oznaczać, że czeka ją być może coś ciekawego do odkrycia.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6123
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Vinsoth] Ocalała

Postprzez Nicciterra » 11 Wrz 2018, o 13:49

*** Trzy dni temu: kokpit ISS Exterior ***

W białym zapiętym na ostatni guzik fartuchu, spiętych w kok włosach, wyprostowana z rękami za plecami, nagrywała wiadomość dla swojego brata i bliskich. Ciało i twarz wciąż miała spięte od relacji na żywo z tragedii na Bastion, a jej oczy zimno spoglądały na rejestrator, przy panelu pilota. W jej głowie świdrowały myśli... jak to w ogóle mogło się wydarzyć. Gdzie popełniono błąd? Wszystko tego dnia zdawało się surrealistyczne.
- Nic mi nie jest Vikeh. Przekaż to rodzicom jak najszybciej. Uściśnij ode mnie Lymis i dzieci. Ciocia przywiezie im miłą niespodziankę - obdarowała urządzenie ciepłym uśmiechem, wnet znów spoważniała.
- Rozmiary tragedii wciąż nie są znane. Opowiedziałabym jak zwykle nieco więcej, ale jak zwykle mam mnóstwo pracy. Do zobaczenia... Zakończ nagrywanie Bobby i nadaj wiadomość priorytetem.
- Już zrobione Zin - odezwał się niski męski głos. Może i był syntezowany, ale był przyjemny dla ucha. Wydobywał się on z kilku miejsc i zdawał się być wszechobecny w kokpicie. Kobieta wyjęła z kieszeni fartucha paczkę papierosów, wyciągnęła i zapaliła jednego. Zaczęła się kręcić po kokpicie w kółko, a właściwie w miejscu

- Tyle śmierci... i strat... Jakim cudem?! Taka tragedia... wiesz jak to się odbije echem? Polecą głowy...
- Twoja nie poleci i nie mamy odpowiednich danych, by dokonać analizy. Wstępnie obliczyłem kilka prawdopodobieństw przyczyny. Religijne ludobójstwo. Polityczne ludobójstwo. Błąd fabryczny konstrukcji. Skorumpowane uprzednio oprogramowanie systemu. Zamach terrorystyczny.
- Wszystko się odnosi do tego, że nie był to przypadek. Konstrukcja może i była prototypowa, lecz jakby coś było nie tak, statek nie dałby rady w ogóle dotrzeć nad Bastion i opóźniono by przylot. Wszystkie systemy z pewnością nie były eksperymentalne, to były standardowe rozwiązania. Sama miałam wgląd w te systemy, nie ma takiej opcji, że tutaj dokonano błędu - wyjaśniła wciąż kręcąc się w małym kokpicie.
- Potrzebujemy danych. Przystąpić do procedur startowania?
- Bob. Nie możemy dokonać badań. Nie mam bezpośredniej autoryzacji i nikt mnie nie prosił. W takich okolicznościach nie powinnam się wychylać. Pamiętaj, że nie podlegamy regularnym służbom. Siedzimy tutaj i czekamy na rozwój sytuacji, dopóki nam ktoś nie wskaże palcem co robić. Ta sytuacja to nie jest jakaś anomalia na jakiejś zapomnianej przez świat planecie. Tutaj zginęły miliony...
- Masz uprawnienia do swobodnego działania. Możesz działać na własną rękę i to oficjalnie, Twoje motywy są słuszne i dobre dla Imperium. Rekomenduję zacząć natychmiast. Powinno nam się udać ustalić przebieg katastrofy i dokonać symulacji zdarzenia. To będzie łatwe i optymalne rozwiązanie z faktu świeżości zaistniałej katastrofy. - doradziło AI.
- Jestem od Ciebie starsza ponad dziesięciokrotnie, wiem lepiej, o taki mam argument... widzisz, z autorytetami to nie tak łatwo. Trzeba znać swoje miejsce
- Co rekomendujesz? - BOB wypalił zaraz potem.
- Czekać. Ja muszę pomyśleć nieco... a Ty opracuj nowy sposób parzenia kawy. Masz mnie zaskoczyć, o! Pozytywnie oczywiście... - próbowała jakoś zażartować, ale BOB już przy wstępnych wyliczeniach wiedział, że zdarzenie miało istotny wpływ na psychiczny stan aktualny jego twórczyni. Jak rzadko kiedy była na prawdę smutna. Obliczył też, że potrzebuje zwyczajnie określonego czasu, snu i komfortu egzystencji, a wszystko wróci do normy. Warunki na statku miała ekskluzywne. W końcu to był jej dom, to też BOB oszacował, że jeden dobry sen powinien rozwiązać problem.
- Następna kawa jaką opracuję sprawi, że zaniemówisz z rozkoszy.
- Doskonale... - podsumowała krótko, wciskając pet do popielniczki i chcąc zakończyć rozmowę z AI.
Wnet wyszła z kokpitu i udała się do kajuty. Zdjęła fartuch i położyła się na wygodnym łożu. Było już późno, ale nie za bardzo chciało jej się spać. Myśli wciąż wędrowały w kierunku konsekwencji tej katastrofy i były na tyle zajmujące, że zapomniała o higienie i przebraniu się. Błogi sen przyszedł niespodziewanie.

Kolejnego dnia kobieta stanęła na równe nogi. Dzień rozpoczął się, jakby wczoraj nic się nie stało. Przyjemna jazzowa muzyka wypełniała każdy zakamarek statku, wyganiając ponury cień katastrofy. Zin nie potrafiła być zbyt długo podminowana. Zamiast martwić się wolała działać.
Poranny prysznic i higiena, czyste pachnące ciuchy laboratoryjne, wygodny fotel w mesie, kawa i papieros. Siedziała nieco pochylona z nogą na nodze. Stukała czterema palcami swojej dłoni o blat tuż obok filiżanki, a drugą ręką przeglądała dane z osobistego datapadu. Wczoraj w końcu przerwano jej przygotowania wykładu na okoliczną uczelnię, ze względu na tragiczną uroczystość. Z pewnością sam wykład się nie odbędzie z powodu zamieszania, ale zobowiązała się go udzielić. Jak nie dziś to kiedyś, ostatecznie zostawi materiały.
Przygotowywała prezentację i materiał wykładowczy na temat podróży nadprzestrzennej. Wkładała w to bardzo dużo wysiłku. W końcu ktoś musi kontynuować myśl techniczną i o edukację Imperium trzeba było dbać. Dzień minął przy pracy w oka mgnieniu.

***


Jej przełożony nadał wiadomość. Jak zwykle krótką. Akurat skończyła opracowywać serię wykładów i miała przechodzić do analizy jednego z problemów natury fizyki i czarnych dziur. Miała kolejne odczyty do przerobienia. A tu przyszła ta wiadomość. Odsunęła się od komputera i wzięła głęboki oddech
- hmmm, czeka mnie spotkanie Bob. Potrzebuję się ubrać. Mundur oficerski.
- Steward już idzie z ubraniami - powiedział zaraz po niej.
- Rozpocznij procedury startowania - chwyciła za datapad służbowy. Ostatnio nieużywany, lecz zawsze obecny przy jej pasie.
- Przesyłam koordynaty. Ja muszę się przygotować do spotkania - sama wizyta mogła mieć różny przebieg. Czuła niemałą presję, ale również i rosnącą ekscytację. Czarne dziury i jej teza mogły poczekać.

***


Tup, tup, tup. Niski obcas butów oficerskich stukał miarowo o rampę Exteriora. Była na miejscu w oficjalnym mundurze wraz z małą wstążką żałobną przyczepioną do piersi przy sercu. Włosy miała spięte, podobnie jak część mięśni twarzy. Upewniła się, że ma przy sobie wszystko co niezbędne i poszła spokojnie w ustalonym kierunku, przybierając poważne oblicze. Wewnątrz była jednak podekscytowana, prawie jak dziecko. Był jak zwykle widoczny jej charakterystyczny skromny uśmiech, który nie godził w imperialną etykietę.
Image
Awatar użytkownika
Nicciterra
Mistrz Gry
 
Posty: 315
Rejestracja: 18 Paź 2016, o 11:39

Re: [Vinsoth] Ocalała

Postprzez Mistrz Gry » 13 Wrz 2018, o 21:59

Weszła do małego biura, znajdującego się ledwo cztery piętra nad głównym lądowiskiem, gdzie zostawiła swój statek. pokój urządzony był na imperialną modłę służb bezpieczeństwa. Skromnie, by nie powiedzieć ascetycznie. Typowo po wojskowemu znajdowały się tu tylko rzeczy niezbędne. Biurko, krzesła, szafa na papiery, holoprojektor i szafka, na której stał automat do kawy. Za biurkiem siedział młody człowiek. krótko przystrzyżony, w nienagannym mundurze i wyprostowany jak struna idealnie wpasowywał się w wystrój pomieszczenia. Kimmi Datrakas był jeszcze niedoświadczony, ale brak praktycznej wiedzy nadrabiał ambicją. Nie zawsze wychodziło mu to na dobre. W każdym bądź razie to on pozostawał łącznikiem Zin z Inkwizytorem Durhashem, ich szefem w tej dość jeszcze dla arkanianki tajemniczej organizacji. Nie była pewna, czym dokładnie Durhash się zajmował, ale to do niego dostała przydział i jak do tej pory on zlecał jej misje. Niestety na razie wiało od nich nudą.
- Dzień dobry. Proszę siadać - wskazał jej miejsce, gdy zasalutowała od razu po wejściu.
Oficer siedzący przed nią również miał przypiętą do munduru czarną wstążkę, dłonie splótł przed sobą na biurku. Patrzył cały czas na Zin, lustrując ją wzrokiem i oceniając jej ubiór. Najwyraźniej sprawiła dobre wrażenie, bo obyło się bez zbędnych komentarzy.
- W ostatnich dniach spotkała nas wielka tragedia - zaczął. Datrakas miał zwyczaj przechodzić od razu do rzeczy. - Tragedia, która poruszyła wszystkich obywateli Imperium, ale przede wszystkim zmobilizowała nas, ludzi odpowiedzialnych za miliardy istot do przeciwdziałania terrorystom i zdrajcom. Ten podły akt terroru nie może zostać bez odpowiedzi, dlatego służby mobilizują wszystkie siły, by znaleźć odpowiedzialnych.
Zostawił sobie przerwę na chwilę oddechu.
- Z rozkazu Imperatora Dhaali wszyscy pozostający na służbie mają szukać wszelkich tropów, bazując na obszarze, w którym działają. My jesteśmy sekcją o szczególnym znaczeniu, zajmującą się bardzo nietypowymi zjawiskami - przerwa w jego wywodzie sugerowała, że nie należy głośno mówić, jakimi - Każdy, nawet najmniejszy ślad musi zostać zbadany, bo może mieć związek z terrorystami, którzy działają na tak szeroką skalę w Imperium. Inkwizytor Durhash jest zajęty poważnymi sprawami na Naboo, ale rozesłał rozkazy do wszystkich ludzi. Pani przypadła misja zbadania anomalii systemowej dotyczącej Vinsoth.
W tym momencie wyjął z szuflady biurka datapad i podał go Iterrze. Raport dotyczył nieścisłości odkrytej przez jednego z techników służących na niszczycielu tworzącym blokadę wokół strefy zamkniętej Taris. Pomijając historie kolejnej z tragedii, która ostatnimi czasy dotknęła Imperium, owy technik odkrył przypadkiem, ze na dwa dni przed zamachem, ktoś usunął z planów patroli trasę przez układ gwiezdny Vinsoth. Informacja zginęłaby może w nawale biurokratycznych papierów i raportów lub została uznana za błąd systemów, ale jak wspomniał oficer, teraz każda dziwna rzecz miała być zbadana. Natomiast pytanie nasuwające się Zin, dlaczego ona - naukowiec - ma sprawdzić wojskową trasę lotów, po chwili również znalazło odpowiedź. Patrol wysłany, by sprawdzić, co znajduje się w przestrzeni Vinsoth, zaginął.
- Pani i pani statek posiadacie odpowiednią technologią, by po cichu zbadać ten fenomen. Technologia maskowania użyta w pani statku jest jedną z najlepszych na ten moment i pozwoli dokonać wszelkich badań i zwiadu bez wykrycia. Wysłanie jednostki naukowej jest korzystne, bo nie wiemy, co spowodowało zniknięcie patrolu, a w tamtym rejonie niewskazane jest angażowanie dla Vinsoth większych sił.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6123
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Vinsoth] Ocalała

Postprzez Nicciterra » 14 Wrz 2018, o 17:16

Kiwnęła głową na przywitanie. Czując atmosferę pośpiechu ruszyła w stronę wskazanego miejsca. Usiadła wyprostowana, nieco spięta. Trzymała dłonie na przylegających do siebie kolanach. Wsłuchiwała się z pełną uwagą jej białych oczu, wlepionych w tęczówki młodego mężczyzny.

- Vinsoth? - zagadnęła sięgając po datapad i zaczęła wertować informacje. Od razu przyjęła inną postawę. Nogę założyła na nogę, cztery palce zaczęły rytmicznie stukać o biurko Kimmiego, a druga dłoń wertowała strony zawartych informacji w datapadzie z dużą szybkością.
System Vinsoth w sektorze Quelii. Była tam planeta zamieszkana przez rasę Chev i Chevin. Układ jest węzłem w szlakach handlowych i był istotnym punktem kontroli wynikającej z blokady Taris. Aż dziw, że w takim miejscu zaginął cały patrol. Ktoś usunął system z bazy danych... a teraz ta tragedia, jakby całość się sklejała w jeden plan. Teoretycznie. Świadomość, że będzie prawdopodobnie na tropie zdrajców i wywrotowców, sprawiła, że serce zaczęło jej bić szybciej. Wygląda to na zorganizowaną działalność terrorystyczną wraz ze wsparciem od środka Imperium... a ona nie najlepiej czuła się z bronią w ręku, zdecydowanie nie najlepiej. I nigdy nikogo nie zabiła.
Poczuła, że musi sobie zapalić. Wyciągnęła elektrycznego papierosa z kieszeni munduru i nagle zorientowała się gdzie się znajduje. Uśmiechnęła się nerwowo do Kimmiego i włożyła go z powrotem do kieszeni. Poprawiła rękami mundur i usiadła znów prosto, przywołując z powrotem skromny uśmiech numer jeden. Wzięła swój służbowy datapad i zgrała informacje od Datrakasa.

Ponownie wbiła swoje przenikliwe spojrzenie w oczy człowieka.
- Rozumiem motyw. Wysłanie mniejszej trudnej do wykrycia jednostki nie spłoszy ewentualnych terrorystów z układu, czy też przestrzeni kosmicznej oddalonej od układu. Wtedy tylko wyliczę i prześlę naszym koordynaty stacjonujących sił i dorwiemy ich z zaskoczenia. Jeśli nie natrafię na obecność potencjalnych pirackich statków, dokonam pełnego badania układu. Może mają swoją kryjówkę w okolicznym pasie asteroid lub na jakiejś planecie z niezbyt agresywną atmosferą i twardą powierzchnią. Potrzebuję w tym celu sondy do pobrania. Jak zwykle do analizy układu oraz kilka w sytuacji, gdy brak danych zaprowadzi mnie na powierzchnię planety Vinsoth. Pracuję w pojedynkę, czy tym razem z kimś?

Poczekała na odpowiedź, po czym zapytała:
- co jest moim priorytetem w tej misji? Ustalenie losu zaginionej załogi, czy weryfikacja zagrożenia w okolicach, jak i w samym układzie Vinsoth?
Image
Awatar użytkownika
Nicciterra
Mistrz Gry
 
Posty: 315
Rejestracja: 18 Paź 2016, o 11:39

Re: [Vinsoth] Ocalała

Postprzez Mistrz Gry » 18 Wrz 2018, o 19:58

- Leci pani sama - po chwili jednak oficer dodał - Nie licząc oczywiście pani kolegów.
Datrakas wstał, dając tym samym znak, że spotkanie zbliża się do końca, a wszelkie pozostałe potrzebne dane lub też takie, które po prostu Imperium posiadało, Zin posiada już na datapadzie.
- Odpowiadając na pani drugie pytanie, przede wszystkim musimy dowiedzieć się, co się tam zdarzyło. To, ze zaginiona załoga patrolu jeszcze żyje, jest bardzo mało prawdopodobne. Priorytetem jest zachowanie misji w tajemnicy i szczególnej ostrożności. Liczymy, że stworzony przez panią statek podoła temu zadaniu. Szczególnie teraz Imperium potrzebuje jednostek wybitnych, które pomogą uchronić ład i porządek przed panoszącymi się wszędzie terrorystami. To wszystko. Melduje się pani u mnie, oczywiście z zachowaniem wszelkich protokołów bezpieczeństwa. Może pani odejść.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6123
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Vinsoth] Ocalała

Postprzez Nicciterra » 19 Wrz 2018, o 15:06

Zin wstała wraz za przykładem jej pośredniego przełożonego. Wsłuchała się w ostatnie słowa człowieka, stanęła na baczność.
- Możecie na mnie liczyć, zrobię co w mojej mocy i nie zawiodę. Zacznę natychmiast. - poczekała, aż gestem ją odprawi. Obróciła się i tym sposobem udała się by wyjść. Mijając próg i słysząc zamknięcie się drzwi za sobą od razu sprawiła, że papieros wskoczył jej do ręki. Stanęła na korytarzu, rozejrzała się dostrzegając piktogram zakazujący palenia. Zaciągnęła się z dzióbka i zamknęła oczy.

Kolejna praca. Oby nie nudna... przez chwilę pomyślała, żeby może ciekawiej by było, jakby rzeczywiście byli by tam jacyś super tajni piraci... Zaśmiała się pod nosem na myśl o super-piratach robiących w ciula Imperium w przestrzeni środkowych rubieży. Z drugiej strony to przez tego typu szumowiny Imperium miało ciągle problemy. Byli niebezpieczni i nie można było bagatelizować zagrożenia z ich strony. Z trzeciej strony pewnie musieli kogokolwiek wysłać do tej pracy. To była robota dla wywiadu, a ten pewnie miał teraz przewalone.
Wypuściła przed siebie biały dym z ust, czując drobną ulgę i zachętę do działania. Praca jak praca. Trzeba ją rzetelnie wykonać jak na arkańskie standardy przystało. Zrobiła pierwsze kroki ku wyjściu z budynku. Obsunęła rękaw na prawej ręce by na swoim wielofunkcyjnym zegarku ustawić odpowiednią muzykę w słuchawkach. Metalowe mikrokrążki, dyskretnie włożone w uszy, odtwarzały dźwięki zarówno komunikatora naręcznego, jak i z datapadu ścieżki dźwiękowe. Wzięła kolejnego bucha wiśniowego e-papierosa i pstrykała palcami w rytm muzyki
- no to do dzieła - wybrała połączenie z Bobem
- Bobby mamy zadanie. Rekonesans, a potem kolejno dogłębne badanie układu gwiezdnego, aż samej planety, dopóty dopóki nie zweryfikujemy zagrożenia kategorii co najmniej B. Nawiąż połączenie z działem technicznym na Bastionie, musimy pobrać nieco sond. Zapowiedź nas. I jak tam kawa?
- Przepis gotowy, czekam milady na degustację, kawa będzie czekać, jak już dotrze pani na statek. Steward przygotował też do tego ciasto specjalnie zaprojektowane na tą okazję. Obliczyłem nową kompozycję smakową.
- Wybornie. Dokonaj w międzyczasie symulacji skoku niestandardowego. Pełne oddalenie granicy grawitacyjnej, więc bez stresu. Musimy być w pełni incognito. Bliższa granica sektora Quelii. Oblicz na ile możemy dokręcić hipernapęd. Dokonaj też symulację pola maskującego, działamy tak jakby nas tam nie było
- Praca w toku. Zajmie to trochę czasu.
- Mamy sondy i droidy do odebrania. Pewnie i tak trzeba będzie je odpowiednio przerobić, czasu masz potencjalnie dużo...
- Gościmy kogoś na statku tym razem?
- Pracujemy sami. Czyli powoli, ale do przodu... nic nie może nam umknąć.

*** Soundtrack ***

Na statku przywitał ją Steward. Droid protokolarny ubrany był jak zwykle w smoking i muszkę. Humanoidalny droid skonstruowany z pozłacanego stopu metali, miał podłużną cylindryczną głowę, gładką i błyszczącą, bez widocznych receptorów, jedynie trzy małe czarne dziurki były widoczne w miejscu gdzie miały imitować usta. Gruby męski głos, który z pewnością należeć miał do prawdziwego dżentelmena odezwał się przy rampie statku
- pani Iterra? Jak spotkanie?
- panie Stewardzie, całkiem udane - uśmiechnęła się do maszyny podając rękę, by ten przybliżył ją do swojego trój-dziurkowego głośnika w ramach imitacji pocałunku.
- pięknie pani wygląda w imperialnym mundurze.
- Steward znów schlebiasz - machnęła ręką próbując zbyć przyjemny komplement. Jej uśmiech nie zbladł.
- Jest okropnie przyciasny, kobiety w wojsku zawsze mają pod górkę - powiedziała kładąc dłonie na żebrach przy piersiach.
- Mam wrażenie, że oddech mam skrócony do połowy. Jeszcze ta sztywna atmosfera w biurze. Kimmi jak zwykle spięty. Zaraził mnie. Facet potrzebuje relaksu to aż widać... Ach. Potrzebuję odetchnąć.
- Zalecam przebranie się w ciemnoniebieską długa sukienkę klasycznego kroju, dostarczona na czas w zeszłym tygodniu od Imperial Fashion Studio. Dziś odebrałem, czeka w kajucie na wieszaku. W międzyczasie zaparzę kawę i podam ciastko w mesie. - wyjaśnił droid zapraszając gestem do środka. Kobieta przekroczyła próg, będąc znów w domu.
- Jesteś kochany Stew.
- Cała przyjemność po mojej stronie.



Po odświeżającym prysznicu, przy lustrze w łazience poprawiła skromny makijaż. Zawsze poprawiała nieco rzęsy i kontury oczu. Założyła złote kolczyki w kształcie trzech wiszących na krótkich łańcuszkach sopelków. Wnętrze mesy było wystrojone w ciemnobrązowe materiały wiszące niczym kotary w miejscach gdzie widniałaby golizna metalu statku. Światło było zainscenizowane za pomocą archaicznych świec w żelaznych czarnych świecznikach. Kilka akcentów ozdób z czerwonych kwiatów komponowało się z szerokim asortymentem sprzętów kuchennych i półek oraz szafek. Na końcu mesy przy ścianie na drewnianym stole dla czterech osób czekała zaparzona kawa w filiżance i ciastko na talerzyku.

Elegancko ubrana zasiadła przy stole. Wzorek na wierzchu kawy do złudzenia przypominał kwitnącą arkaniańską różę. Było nawet posypane przyprawami, by uwzględnić kolor. Ciastko było zrobione na spodzie z orzechów wraz z gęstym kremem czekoladowym i migdałami na wierzchu. Podane na ciemno-purpurowej podstawce w świetle świec budowało przyjemną atmosferę.
W końcu przechyliła nieco filiżankę by skosztować kawy. Przyjemna gorycz w przełyku zdradzała posmak palonego karmelu i suszonych śliwek. Smak goryczy równoważyło słodkie ciastko. Do messy przyszedł Steward i dosiadł się po przeciwnej stronie
- Widzę, że smakuje pani
- Istna rozkosz Stewardzie... istny splendor - przyznała, wyciągając paczkę klasycznych papierosów. Droid bez słowa potrudził się odpaleniem papierosa od własnej zapalniczki wbudowanej w swój metalowy kciuk. Biały dym wkrótce uniósł się ku sufitowi.
- Dziękuję Stew. Dobrze jest Cię mieć przy sobie - uśmiechnęła się do cylindrowej złotej głowy droida. Między dwójką zapanowała chwila przyjemnej ciszy. Kobieta w końcu dopaliła papierosa.

- Zapytaj Boba jak przygotowania do zadania. Ściągnął już dane statystyczne z imperialnej bazy?
- tak pani Zin. Bob już wszystko ściągnął. Dane na temat zjawisk naturalnych ciał niebieskich w sektorze Quelii jak i dane astrologiczne są zgrane na pamięć statku.
- Jak dział techniczny? Można lecieć po maszyny?
- Tak, można odebrać sondy. Mogą nam udostępnić dziesięć sond. Ich jakość jednak jest kwestionowana pani Zin.
- Zajmę się tym w trakcie skoku. Poinformuj ich też, że pobierzemy części techniczne. Musimy wyskoczyć na dobry początek między Cathar a Vinsoth, ale tak o około jednej czwartej bliżej Vinsoth. Na granicy z sektorem Corosi w miejscu gdzie jest pustka. Stamtąd nasłuchamy czy nie ma jakichś sił w układzie i okolicach Vinsoth. Potem zrobimy skok blisko, przed układ Vinsoth. Dokonamy kolejnego nasłuchania. Wyliczymy miejsce nie uczęszczane przez nikogo i tam wskoczymy ponownie. Wnet zrobimy pełne badania systemu, z asystą sond. Jak nic nie znajdziemy, trzeba będzie wejść niepostrzeżenie na jak najbliższą orbitę Vinsoth i wysłać nad powierzchnię sondy. Z resztą wszystko wyjdzie w trakcie... Aprobata i rekomendacje Boba?
- Bob rekomenduje zakup własnych sond i ich modyfikacji. Poleca też zainwestowanie oszczędności we własną wytwórnię sprzętu
- Słusznie. Po tej misji z pewnością sprawię sobie własne. Imperialny sprzęt wymaga modernizacji na litość... co do własnej wytwórni zapytam się brata, czy ma siły i możliwości na wdrożenie się w odłam branży technologicznej i czy nie mógłby mi sprawić większe prywatne zaplecze... Steward przygotuj obiad na za trzy godziny... Dobra trzeba polecieć do działu technicznego...
Image
Awatar użytkownika
Nicciterra
Mistrz Gry
 
Posty: 315
Rejestracja: 18 Paź 2016, o 11:39

Re: [Vinsoth] Ocalała

Postprzez Mistrz Gry » 20 Wrz 2018, o 16:18

Wizyta w dziale technicznym była... cóż, wizytą w wojskowym wydziale technicznym. Nudna konieczność współpracy z mało ambitnymi i pozbawionymi wyobraźni służbistami. Wszystko, co zamówiła, zostało odliczone co do sztuki. Każda, nawet najmniejsza śrubka była wydana we wskazanej przez nią ilości. Gdyby nie BOB, ta urzędnicza skrupulatność i drobiazgowość chyba wpędziłaby ją w depresję. Technicy pracujący w magazynach nosili ten tytuł chyba tylko na pozór. Mając do dyspozycji tyle nowoczesnych rozwiązań, tyle twórczych możliwości, wciąż tkwili w jakimś maraźmie i szarej codzienności wśród przestarzałych procedur i rozwiązań.
- Tak kończy się, gdy się ściąga na studiach - skomentował jej przemyślenia BOB, gdy droidy pakowały ostatnie części na jej statek.
Zderzenie z urzednikami jednak przetrwała i mogła zająć się swoją pracą. Lot na pierwszy punkt wyliczony przez jej SI potrwa kilkanaście godzin, podczas których będzie mogła odpowiednio przystosować sprzęt.

***


Wyszli z nadprzestrzeni w towarzystwie codziennych rozmytych świateł otaczających ich w próżni gwiazd, które po chwili znów były pojedynczymi kropkami na czarnym tle. Jeszcze przed zwolnieniem z prędkości nadświetlnej włączyli systemy maskowania, stając się praktycznie niewidocznym dla każdego. No chyba, że wlecieliby wprost w inny statek. Przestrzeń kosmiczna była jednak na tyle duża i pusta, że prawdopodobieństwo tego zdarzenia było zbliżone do zera.
- Skok zakończony pomyślnie, pani Iterra. Jakie są nasze następne działania? - głos BOBa wypełnił wnętrze statku - Brak wskazań na skanerach. Jesteśmy tu sami.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6123
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Vinsoth] Ocalała

Postprzez Nicciterra » 24 Wrz 2018, o 22:35

- Tak się kończy leserka, brnięcia przez bramki najmniejszą linią oporu. Są tak przyzwyczajeni do grawitacji, że równie dobrze mogliby się nie ruszać z miejsca, jeśli by tylko mogli. Gdyby nie biologia co napędza ich popędy, to nie odróżniali by się za bardzo od... ale mniejsza z nimi Bobby, bo jeszcze ksenofobi się nabawię, albo zespołu chronicznego bólu dupy. Ważne, że mamy rutyniarzy za sobą. My traktujemy pracę z należną czcią i tego się trzymajmy. No - wkrótce rzeczywiście Zin ruszyła przerabiać sondy pełną parą.



Pstryk, pstryk, pstryk. Palce lewej dłoni sprawnie wydawały rytmiczne dźwięki do skocznej piosenki, w krótkich przerwach, kiedy chwytała za inne narzędzie lub część. W warsztacie bujała się na krześle w rytm muzyki granej w uszach, podczas pracy.
- hejeee hjee jeje!
Raz-dwa-trzy droid poskładany! Czujniki pododawane. Akumulator do pełna naładowany.
Układ sterowania zsynchronizowany. Imperialne kształty zdeformowane. System samozniszczenia wmontowany
- Uu-Uuuu Droidzie mó-ój!

Sondy za sondami ulegały szczegółowemu demontażowi. A następnie w oczach powstawały z rozsypki, część po części. Stały się znacznie mniejsze, niezdatne do walki i wydobycia materiałów, przystosowane do specjalistycznych zadań zbierania informacji. Były tak zaprogramowane, że ulegały samozniszczeniu, gdyby zostały przechwycone przez przypadkowego łowcę złomu. Kody miały oficjalne, przemysłowe z lokalnej gildii górniczej, jakby zostały zostawione w systemie na długoterminową pracę rozpoznawczą. To jakby imperialni namierzyli przypadkiem jednostkę. Wolała unikać ranienia kogoś oficjalnego z Imperium. Zin jednak była przekonana, że nikt cywilny nie stosuje czujników zdolnych wyłapać jej zmodyfikowane sondy, o ile nie trafi na realne zagrożenie.

- Szacuję, że świetnie się nadajesz na gwiazdę popu, pani Zin. Wedle podobieństwa ruchów ciała i poziomu skomplikowania tekstu piosenki posiadasz bardzo przybliżony obraz popularnych gwiazd - ni stąd ni zowąd odezwało się AI.
- Wiesz... brzmi to dość sarkastycznie, oboje wiemy, że fałszuję tak bardzo, że nie trzeba szczególnie dywagować na ten temat.
- To nie kwestia klarowności głosu, są implanty korekcyjne i modulujące. Obliczyłem, że jesteś w stanie znacznie zwiększyć swoje zasoby kredytów z małym nakładem pracy, poświęcając ledwie dziewięć i osiem dziesiętnych procenta czasu na odtwarzanie aktualnych trendów z dozą samoistnej improwizacji i wzmożonej manifestacji cielesnej.
- Manifestacji cielesnej...? Sugerujesz bym paradowała w samej bieliźnie w jakichś fikuśnych jedwabnych wstążkach?
- Potwierdzam. Wraz z poziomem odmienności prezentowania i sugerowania nagości, rośnie poziom przykuwania uwagi, co z kolei przekłada się na kredyty. Trzeba jednak uważać na punkt krytyczny załamania funkcji, kiedy to zakrycie ciała jest mniejsze niż cztery i osiem tysięcy sześćset pięćdziesiąt jeden dziesięciotysięcznych procenta w przypadku ssaków. Spadek zainteresowania publiki paradoksalnie załamuje się lub dzieło zostaje oficjalnie objęte cenzurą i traci się zyski w długoterminowym rzucie.
- Aleś wymyślił. Nigdy w życiu... Bob, to poniżające
- Wedle moich obserwacji i notowań: żeńskie przedstawicielki większości ras, w tym Arkanianki, są uwarunkowane do skupiania na sobie uwagi samca. Nie ma w tym nic co sprawiałoby Ci ból. To logiczne korzystanie z cech, atutów i jest to też naturalny proces samospełnienia egzystencji.
- Odnoszę wrażenie, że przeglądasz za duuużo holonetu w wolnym czasie, Bob. W moim przypadku to wygląda nieco inaczej niż statystycznie. To mnie nie dotyczy. Nie wyglądam tak dobrze, by się sprawdzić w tej roli. Z resztą to fucha dla nastolatek
- Zaprzeczam. Wedle moich skanów echolokacji, pani zalicza się do top pół procenta żeńskich przedstawicieli ssaków. Kwestia prezencji pani Zin i będzie miała pani wzrost dochodów przy odpowiednim zarządzaniu o dwadzieścia tysięcy trzysta trzydzieści jeden i trzy dziesiąte procenta.
- Ehhh... nie wstydzę się Ciebie i tak byłam pewna, że mnie przeskanowałeś wzdłuż i wszerz, ale zawstydzasz mnie mówiąc coś takiego, wiesz? I do tego to nieromantyczne. Nie w moim stylu
- Rzeczywiście, zakładając pani preferencje przekłada pani przekonania w tym momencie nad efektywność. To wysoce nieoptymalne w stosunku do posiadanych cech i potencjału.
- Wiesz... nie przekonasz mnie w ten sposób do wyskoczenia na scenę Bob. Wolałabym napisać Ci brata, albo siostrę, zamiast zbijać miliony, sprzedając do tego swoją twarz i ciało. Takiej naukowiec jak ja nie wypada machać tyłkiem do prostaczków, Bob litości... zdecydowanie za dużo holonetu Bob. Procesor Ci się chyba przegrzał od tego, a cholera wie na jakie Ty stronki wchodzisz.
- Sugeruję podniesienie finansów wedle zaleceń. Oto najlepsza nasza możliwość na dzień dzisiejszy z jedynym zastrzeżeniem drobnej zmiany poglądów. I byłaby to szansa na znalezienie sobie samca. Byłoby w czym przebierać. Rozważając większą ilość partnerów istnieje zdecydowanie większa szansa na dopasowanie osobnika wedle pani preferencji, metodą eliminacji - Zin nie odpowiedziała od razu. Zamurowało ją. Cisza dziwnie kontrastowała teraz z kretyńską melodyjką w uszach, rzeczywiście jakiejś podkategorii popu.

- A więc to oto Ci chodziło od samego początku?! Mówiłam, że nie chcę na ten temat więcej rozmawiać! - Bob zamilkł, a ona wyciągnęła papierosa w trybie ekspresowym. Zapaliła go i zaciągnęła się, aż zionęła dymem jak smok. Chwilę potem prychnęła rozbawiona sytuacją. Że też stwierdził, że obliczy jej miłość.
- Wracajmy do pracy Bob. Sondy skończone. Ostatnie trzydzieści minut przed wyjściem. Raport. Teraz...

***

Przestrzeń kosmiczna była niewzruszona. Nie było nic co przez załogę Exteriora można było uznać za niezidentyfikowane obiekty, czy potencjalne zagrożenie. Sektor Qualii w okolicach Vinsoth zdawał się milczeć, jak to próżnia miała zwyczaj. Niedługo później statek skoczył do wyliczonego miejsca przed badany układ planetarny. Ponownie, czytniki i długo pozyskiwane jak i analizowane dane nie wykazały szczególnej sytuacji. Od to Vinsoth.

Zin w końcu zdecydowała się na wejście w system i wypuszczenie sond na dokładne przebadanie systemu. Wykrycie niczego szczególnego, zaczęło powoli zasiewać w kobiecie niepokój związany z nieznaną sytuacją. Nie odkryła żadnych śladów w przestrzeni kosmicznej. Czyżby cały patrol zadokował?? Tak, o? Zniknął? Musieliby zdezerterować i uciec... Metodą eliminacji największych prawdopodobieństw pozostała jej jeszcze planeta do wstępnej analizy z orbity, wysyłając również sondy w miejsca trudno dostępne, dla klaryfikacji danych. Jeśli to nie da jej żadnych wskazówek, będzie musiała ponownie przejrzeć wszystkie zebrane dane i szukać powiązań.

Powoli, jednostajnie, acz konsekwentnie rozpędzany statek dotarł nad Vinsoth. W polu maskującym maszyna mogła swobodnie dokonać kilku obrotów w około planety w poszukiwaniu potencjalnych miejsc przebywania większych skupisk metalów, a w szczególności szczątków statków. Wysłała też jedną błądzącą sondę w stronę miejsc gdzie były oficjalne doki, by pozyskać informację, czy przypadkiem nie ma statków zwyczajnie zadokowanych. Skanowała też na szerokim spektrum fal, chcąc znaleźć cokolwiek. Zin jednak nie wyciągała pochopnych wniosków i przystąpiła do badań skrupulatnie.
Image
Awatar użytkownika
Nicciterra
Mistrz Gry
 
Posty: 315
Rejestracja: 18 Paź 2016, o 11:39

Re: [Vinsoth] Ocalała

Postprzez Mistrz Gry » 27 Wrz 2018, o 18:20

Zbliżający się do orbity Vinsoth statek i krążące jak oszalałw po całej przestrzeni sondy, skanowały całą przestrzeń wokół siebie. Czujniki nastawione na wychwytywanie każdej, nawet najmniejszej nieprawidłowości, zasypywały pokładowy komputer milionami bajtów danych. Przez długi czas ciężko było stwierdzić coś z wyników skanowania. Wyglądały normalnie, choć donosiły o małym, właściwie zerowym ruchu wokół planety. Poza krążącymi kosmicznymi śmieciami i małymi meteorytami, które za chwilę miały się spalić w atmosferze, nic innego w okolicy się nie przemieszczało. Dopiero po chwili Zin załapała, że właśnie to jest pierwsza dziwna oznaka. System wyglądał jak wymarły. A przynajmniej tak wyglądała otaczająca go przestrzeń kosmiczna.
Sygnał alarmowy sondy zaskoczył panią naukowiec tak bardzo, że aż podskoczyła w miejscu.
- Jedna z sond coś znalazła.
- Widzę Bob, widzę.
Iterra przyjrzała się wynikowi skanowania, który na pokładowy komputer dotarł wprost od sondy. Po chwili mieli już też obraz z kamery na niej zamontowanej.
Urządzenie unosiło się w kosmicznej przestrzeni przed trzema dryfującymi w próżni myśliwcami tie. Wyglądały na nieuszkodzone, poza nielicznymi otarciami i uszczerbkami spowodowanymi najpewniej zderzeniem się między sobą podczas dryfu. Ich silniki i układy były wyłączone od dawna, a w środku brak było oznak życia w jakichkolwiek próbach odczytu. Wynik skanu wykazał, ze gdzieś dalej w okolicy są kolejne cztery maszyny, tak samo zimne i pozbawione oznak życia. Po chwili sonda podleciała bliżej kokpitu i zaglądając przez szybę do środka, Zin ukazał się obraz martwego pilota, całkiem już zamarźniętego od długiego przebywania ciała w próżni. Ciało nie wyglądało, jakby przed śmiercią pilot doznał jakichkolwiek zewnętrznych obrażeń. Wciąż było przypięte pasami do fotela, z hełmem na głowie. W pozostałych myśliwcach widok był podobny - martwi piloci bez oznak obrażeń, dryfujący w swych zimnych statkach przez kosmiczną próżnię.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6123
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Vinsoth] Ocalała

Postprzez Nicciterra » 28 Wrz 2018, o 16:14

Oczy jej śmigały po wielkiej holoprojekcji wypełniającej obszerną messę statku, przy zgaszonych światłach. Na osobnym datapadzie odznaczała kolejne pod-obszary układu za generalnie przebadane. Układ co nieciekawe zdawał się być monotonnie... martwy? Żadna sonda nawet nie zarejestrowała jeszcze wykrycia cywilnych jednostek... Wnet natrafiła na pierwszy ślad

Nie był to najprzyjemniejszy widok na dobry początek. Martwi piloci, zdawali się po prostu tam być, jakby nigdy nic. Brak śladów ingerencji do środka był już całkiem zbijający z tropu, zagadkowy i... dogłębnie martwiący. Pytanie, czy coś pierw uśmierciło pilotów, czy wszystkie systemy myśliwców zostały sabotowane. Nie wyglądało na to drugie. Piloci jak trwali tak byli. Coś ich dosięgło, a kolejne myśliwce z powodu bezruchu wyczerpały energię utrzymującą TIE przy funkcjonowaniu i próżnia dostała się do środka w momencie wyczerpania... Szczególnie martwiący, że tych myśliwców było trochę, nie była to pojedyncza losowa anomalia. Była tu ukryta zależność.
Zin w półmroku niebieskawego światła, zaczęła się kręcić po całej messie, drapiąc się prawą dłonią po policzku a drugą pstrykając od czasu do czasu, jakby dyktowała kolejne punkty wypowiedzi.
- Bob podłącz się sondami do kilku z myśliwców. Sprawdź zasoby energii reaktora... Jeśli reaktory są bliskie pozbawienia paliwa, oznacza to, że ktoś sabotował ich misję. Trucizna, uwolniona z jakiegoś urządzenia, zamontowana uprzednio na myśliwcu mogła dokonać czegoś takiego, a uruchomiony myśliwiec bez zarządzania oszczędzał energię tak długo na ile mógł utrzymać podtrzymywanie życia. Sprawdź też logi myśliwców, ale ostrożnie na wirusy - zatrzymała się w miejscu i wbiła wzrok w punkt za hologramem.
- Zachowaj ostrożność przy wczytywaniu plików, odtwórz je najlepiej w osobnej powłoce niestandardowej maszyny wirtualnej, może wirus spowodował powolne zaniechanie utrzymywania stałej zawartości tlenu na statku, mogli się nawet nie zorientować, kiedy dopadła ich śmiertelna śpiączka, w końcu ludzie stanowią większość personelu Imperium.
- Prawdopodobieństwo teorii jest niebywale wysokie pani Zin. Co jest równie niebywale niepokojące, gdy teoria okaże się fałszywa. Statki mają na sobie ślady odbić się od siebie. Dryfują tu na prawdę długo.
- Aż dziw, że żaden łowca złomu jeszcze tego nie skubnął, przecież te cholery to zaraza
- I jeszcze jedno... nakaż pozostałym sondom zejść w atmosferę, niech zaczną wstępne badanie planety.
- Zbliż statek do jednego z myśliwców i wyciągniemy pilota. Może uda się ustalić przyczynę zgonu - powiedziała opuszczając natychmiast messę i kierując się do kokpitu.

AI poczęło kontrolować podlot, a sama za pomocą manipulatorów powoli i delikatnie dokonała ekstrakcji zwłok z myśliwca. Gdy trup znalazł się na wysuwanej platformie uruchomiła sekwencję składania się ładowni. Ubrała się w ochronny kombinezon. Wzięła ze sobą skaner ręczny i kilka przyrządów do zebrania próbek.

Była pewna, że jedna z jej teorii jest prawdziwa... bo jak niby inaczej mieli zginąć?
Image
Awatar użytkownika
Nicciterra
Mistrz Gry
 
Posty: 315
Rejestracja: 18 Paź 2016, o 11:39

Re: [Vinsoth] Ocalała

Postprzez Mistrz Gry » 30 Wrz 2018, o 20:21

Zabrali się do pracy. Gdy BOB zajął się systemami myśliwców, ona nadzorowała pracę chwytaków i wyciąganie pilota z myśliwca do jej statku.
- Pani Zin, systemy przeskanowane. Wydają się czyste, nikt nieuprawniony w nich nie grzebał. Reaktory posiadają średnio 37,16 % mocy. W rejestrach odnotowano kontakt z niezidentyfikowanym statkiem, po którym nastąpił nagły spadek ciągu, prawdopodobnie na skutek śmierci bądź utraty przytomności pilotów. Systemy działały przez sto dwadzieścia siedem standardowych godzin i trzynaście minut, po czym przekierowały moc do systemów podtrzymywania. Ze względu na brak reakcji, po kolejnych dwudziestu czterech godzinach wyłączyły się. Automatyczny sygnał alarmowy został zdalnie wyłączony w momencie napotkania tego statku. Od pilotów nie wyszła też żadna wiadomość poza system.
Następna w kolejce była obdukcja ciała pilota. Nieboszczyk był całkowicie zamrożony. Na skutek temperatury panującej w próżni jego ciało było niczym kostka twardego lodu. Twarz pilota wyglądała dziwnie. Z pozoru normalnie, ale pod warstweką lodu była jakby szara i ścięta, choć mógł to być również efekt odpływu krwi. Zanim ciało zamarzło, było przecież utrzymywane w warunkach życiowych. Zin nie była biologiem, więc musiała zdać się na analizę sztucznej inteligencji na podstawie jej baz danych i zdolności szybkiego przeszukiwania holonetu.
- Nie posiadam zaawansowanego oprogramowania medycznego, ale po szybkiej analizie zalecam umieszczenie ciała w kriokapsule i tam dokonanie skanu.
Tak też zrobili. Podczas dokonywania analizy, nadszedł jednak kolejny komunikat od strony sond. Jedna z nich, zanim skierowała się do atmosfery, wykryła siedem pierścieni hipernapędu oraz... jeszcze jeden statek wielkości małego frachtowca. Odległoś, jak na skalę przestrzeni kosmicznej, była całkiem bliska.
- Analiza medyczna zakończona. Jak zaznaczyłem wcześniej, nie jestem specjalistą, więc pewność wyników wynosi 78,65 %. Według skanu pilot to około trzydziestoletni mężczyzna. Przyczyną śmierci był szok komórkowy. Wykryte białka szoku i stopień degradacji tkanek wskazuje na szok temperaturowy, wysokich temperatur. Brak jest jednak oznak działania ognia bądź innego zewnętrznego lub wewnętrznego źródła ciepła. Podsumowując: jego ośrodkowy układ nerwowy myślał, że się gotuje i w efekcie zabił się sam, tak jakby gotował się żywcem.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6123
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Vinsoth] Ocalała

Postprzez Nicciterra » 2 Paź 2018, o 14:30

- co za okrutna śmierć... - skomentowała krótko wynik BOBa. Wpadła w bezruch na fotelu w messie, kiedy to dokonywali obróbki danych. Charakter zdarzenia był wstrząsający i w pewnym sensie... ekscytujący. Jakim cudem pilot w obliczu zagrożenia manualnie wyłączył sygnał alarmowy, a potem usmażył mu się cały ośrodek nerwowy? Do tego nie musiała długo główkować by zobaczyć charakter zbiorowy tego zjawiska. I sama właśnie znajdowała się w tym zbiorze. Choć można powiedzieć, że po fakcie, to jednak przyczyna śmierci i fakt manualnego wyłączenia sygnału, było zjawiskiem paranormalnym i nie wiadomo wszystkiego... Do tego wykryto pierścienie należące do TIE i kolejny obiekt kosmiczny, co był to równie mało ruchliwy frachtowiec.

Palce lewej dłoni pierwsze się ożywiły, stukając intensywnie o blat stołu. Wskazujący palec drugiej dłoni przeciągnął się po ustach kobiety.
- Sprawdź ten frachtowiec BOB. Statki te potrafią na prawdę długo wytrzymać w próżni na własnym źródle energii, nie są też zaprogramowane tak jak TIE. Powinniśmy znaleźć więcej dowodów i... prawdopodobnie umarłych w lepszym stanie. Ja napiszę wstępny raport do Kimmiego - zarządziła po czym głosowo napisała raport na datapadzie:

Raport pierwszego kontaktu - Zin Iterra - Vinsoth
Wykryto skutki działania zagrożenia poziomu A++
Podejrzewana aktywność Mocy.
Stan śledztwa - w trakcie.

Przestrzeń kosmiczna w sąsiednich układach gwiezdnych od Vinsoth zachowała normę funkcjonowania.

Sam układ Vinsoth odstaje od wszelkiej normy. Aktywność regularna statków cywilnych spadła do zera. Znaleziono zaginiony patrol. Przyczyna śmierci oraz zarejestrowane manualne wyłączenie nadania sygnału alarmowego sugeruje paranormalny charakter zjawiska. Logi TIE wnoszą, że patrol napotkał niezidentyfikowany statek, który opuszczał atmosferę planety, po czym doszło do tragedii. Piloci zginęli w środku, myśliwce nie noszą żadnych obrażeń i zewnętrznej ingerencji.

Szczegółowe dane przesyłam wraz z raportem.
//- logi TIE - ZAŁĄCZONO
//- dane z sekcji zwłok - ZAŁĄCZONO
//- rekord aktywności grawitacyjnej w układzie Vinsoth - ZAŁĄCZONO
//- zdjęcia stanu TIE oraz pilotów - ZAŁĄCZONO


- Dobra, to powinno zainteresować Kimmiego. BOB, jak tam frachtowiec? Możemy się do niego podłączyć?

Iterra spodziewała się zastać frachtowiec w podobnym stanie co TIE, w sensie wykryją tam martwą załogę, po tym jak uda się ona w kombinezonie do środka. Stan planety jednak coraz bardziej ją interesował. Brak ruchu w przestrzeni był skrajnie niepokojący. Chciała tym prędzej udać się statkiem w atmosferę planety, lecz sondy miały uczynić to pierwsze. Pierw jednak frachtowiec. Mógł mieć więcej wskazówek odnośnie zaistniałego zjawiska.
Image
Awatar użytkownika
Nicciterra
Mistrz Gry
 
Posty: 315
Rejestracja: 18 Paź 2016, o 11:39

Re: [Vinsoth] Ocalała

Postprzez Mistrz Gry » 4 Paź 2018, o 17:44

- Rozpoczynam jego skan - oznajmił BOB, gdy Zin ustawiała kriokapsułę w ładowni i podłączała pod źródło zasilania ze statku.
W tym samym momencie poczuła też, że statek ruszył i obrał kurs w stronę miejsca, w którym prawdopodobnie dryfowały pierścienie hipernapędu wraz z frachtowcem. Pierścienie na pewno posłużyły myśliwcom tie do dostania się do układu tak odległego od najbliższego im niszczyciela. Jaki jednak z nimi związek miał unoszący się w próżni frachtowiec, pozostawało tajemnicą. Czy był tym tajemniczym statkiem? Zin wątpiła, by był to ten niezidentyfikowany obiekt, ale niczego nie można było wykluczyć. Po kilku chwilach poczuła, jak statek zaczął wyhamowywać. Dotarli w pobliże tego drugiego. Przeszła do pomieszczenia wspólnego, by jeszcze raz mieć trójwymiarowy obraz tego, co badało właśnie jej SI.
- Skan zakończony - odezwał się jej elektroniczny towarzysz - w przeciwieństwie do myśliwców, ten statek ma uszkodzony układ zasilania. Prawdopodobnie na jego pokładzie wybuchł mały pożar, który został ugaszony. Analiza wykazała lekkie naruszenie struktury kadłuba w maszynowni. Systemy statku są wyłączone, ale układ podtrzymywania życia padł ledwie chwilę temu. Wykryłem oznaki życia w pomieszczeniu wspólnym frachtowca. Prawdopodobnie jedna osoba. Przybyliśmy w ostatniej chwili. Układ podtrzymywania życia utrzyma jej stan jeszcze przez około dwadzieścia trzy standardowe minuty. Potem ta istota popadnie w stan katatoni i istnieją szanse bliskie zeru, że uda się ją uratować. Jeśli chcemy tego dokonać, sugeruję pośpiech. Śluzy frachtowca są sprawne i w razie potrzeby możemy uzyskać stabilne połączenie.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6123
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Vinsoth] Ocalała

Postprzez Nicciterra » 4 Paź 2018, o 20:00

- przystępujmy do podłączenia. Uratujmy tę istotę - zarządziła kobieta, ale nie z taką łatwością, jakby można przypuszczać. Jakoś czuła dziwne wewnętrzne nie, by pomóc komuś w potrzebie. Dlaczego? Czysta obawa?
Obawa przed tym, że może jakimś cudem właśnie to jest ten statek, który mógł być przyczyną tej tragicznej śmierci innych pilotów? To było jednak bezpodstawne rzucanie wniosków. Wciąż czuła się normalnie, a BOB nieustannie ją monitorował. Jednak podczas przebierania się otarła czoło z pojedynczej kropli potu. Przecież z drugiej strony, ten statek nie odleciał z jakiegoś powodu... Co jak co, dawno nie miała rzeczywiście tak ciekawej roboty od swojego przełożonego.
Po paru minutach biały kombinezon ponownie okalał jej ciało, a widok zza wizjera zdawał się być nieprzyjemnie ograniczony. Statek powoli i delikatnie przyłączył się do znacznie większej jednostki.
- Jesteśmy podłączeni pani Zin - usłyszała ponownie swojego asystenta w słuchawkach, po czym zeszła do ładowni, by przez nią dostać się na statek. Cenne minuty mijały, musiała się śpieszyć jeśli chciała ocalić to życie i też dowiedzieć się czegoś.
- Wyślij dwa drony przodem i dwa zostaw, by monitorowały śluzę. Nie wiemy czy sytuacja tego statku jest powiązana z sytuacją TIE. Ja pędzę ku istocie, by zabrać ją na pokład - przedstawiła plan. Był on ryzykowny, ponieważ statek nie został całkiem przebadany, a ona stawiała swoją stopę na pokład, wychodząc ze strefy komfortu. Świadomość nieznanego wywołała ciarki wędrujące wzdłuż kręgosłupa, a Arkanianka na chwilę się zatrzymała, by przyjrzeć się jej blasterowi u boku
- Mam nadzieję, że nie będzie trzeba po Ciebie sięgać - mruknęła pod nosem do broni z której tak niechętnie strzelała, po czym przyśpieszyła kroku, kierując się wedle zaleceń AI.
Image
Awatar użytkownika
Nicciterra
Mistrz Gry
 
Posty: 315
Rejestracja: 18 Paź 2016, o 11:39

Re: [Vinsoth] Ocalała

Postprzez Mistrz Gry » 8 Paź 2018, o 19:15

Delikatne syczenie poprzedziło sygnał dźwiękowy sygnalizujący, że śluzy zostały połączone i przejście jest szczelne. Mimo tego, Zin nie miała zamiaru wchodzić na obcy statek bez kombinezonu ochronnego. ryzyko skażenia frachtowca jak i jego załogi było zbyt duże. Śluzy otworzyły się i pani naukowiec ujrzała mroczne wnętrze drugiego statku skąpane w czerwonym blasku migających świateł awaryjnych. Chociaż silniki statku zostały wyłączone, być może przez wykrytą przez Boba awarię, to układ podtrzymywania życia jeszcze działał. Tym samym skanery wykryły obecność tlenu w odpowiednim stężeniu i i utrzymująca się sztuczną grawitację. Układy, w szczególności ten od utrzymywania wilgoci, jednak zaczynały niedomagać, bo przy podłodze unosiła się delikatna mgiełka.
Dwie sondy poleciały przodem, podczas gdy ich towarzyszki zaczęły unosić się w pobliżu śluzy. Zin podążyła łącznikiem na pokład drugiego frachtowca. Klimat panujący wewnątrz i mrugające światło przyprawiały ja o ciarki. Jedna z sond poleciała w prawo, w stronę gdzie powinien znajdować się kokpit. Druga skręciła w kierunku maszynowni.
- Pani Iterra, nadal oznaki życia wykrywam jedynie od jednej istoty, wyłączając panią. Sonda zaraz... Jest! Przed wejściem do maszynowni leży kobieta. Nieprzytomna, ale jeszcze oddycha!
Zin pognała w tamtą stronę. Po chwili zobaczyła to, o czym mówiło jej SI. Na podłodze statku leżała nieprzytomna, ale żywa jedyna jego pasażerka albo członkini załogi. Była zmizerowana i brudna, ale Iterra od razu poznała, ze wedle ludzkich standardów kobieta musiała być ładna. Może nawet piękna. Lekka myśl zazdrości przebiła się do jej umysłu zanim została stłamszona ściśle naukowym podejściem. Na głowie w pobliżu skroni widziała małe rozcięcie, z którego przestała już lecieć krew, zalepiając jej twarz czerwonym płynem. Kobieta przez długi okres czasu musiała być niedożywiona i prawdopodobnie ukrywała się lub była więziona, co sugerowało jej podarte i brudne ubranie. Szybkie oględziny jej stroju ujawniły mała plakietkę z identyfikatorem, według której kobieta nazywała się Katrin Meredith i należała do personelu naukowego Korporacji Dathenes. Obok jej nieprzytomnej ręki leżała skrzynka z narzędziami.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6123
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Vinsoth] Ocalała

Postprzez Nicciterra » 9 Paź 2018, o 16:59

Zin przyklękła i dokonała krótkiego skanu, by upewnić się, że ofiara nie posiada żadnych wewnętrznych ran. Nieprzytomna, ale oddychała. Założyła jej maskę do oddychania, po czym wysiliła się do przeniesienia ciała wedle klasycznego chwytu ratowniczego, łapiąc od tyłu pod pachami za tors.
- ile Ty ważysz... - jęknęła z wysiłku Zin stwierdzając w myślach jednocześnie, że ma szczęście, że nie trafił jej się jakiś Houk. Wynosiła kobietę z frachtowca, kiedy w połowie drogi już przyszedł Steward by wyręczyć ją w zadaniu. Dotarła w bezpieczną sferę swojego statku.
- jest osłabiona i skrajnie wyczerpana, ale nie ma żadnych ciężkich ran. Kroplówka i odpoczynek wystarczą - stwierdziła biorąc się do dzieła. Wspólnie ze Stewardem zanieśli ją do drugiej i ostatniej wolnej kajuty na tym statku. Pomieszczenie te posiadało cztery łóżka i domyślnie było utrzymane w szpitalnym surowym stylu. Druga, kajuta Zin, też mogła pomieścić cztery osoby w dobrych warunkach, ale łóżko było tylko jedno, a pozostałe miejsce zajmowały jej szafy na ubrania, regały z nośnikami danych i komputerowa konsola do stricte czystej rozrywki.
Zin czyniąc za pielęgniarkę i lekarkę, dała jej odżywkę poprzez zastrzyk w tyłek mający pomóc jej się pozbierać. Przebrała dziewczynę w białe spodnie i białą koszulę, a jej ciuchy i bieliznę oddała Stewardowi do wyprania. Przemyła i opatrzyła ranę na głowie. Ułożyła ją na łóżku. Zaaplikowała kroplówkę i podłączyła do aparatury śledzącej stan zdrowia. Skończywszy, przyjrzała się jeszcze jej twarzy, a zazdrość znów gdzieś ukłuła ją niespodziewanie. Była młoda, piękna i pewnie mogła...
- BOB jaki status frachtowca? - rzuciła przed siebie nieco głośniej niż trzeba było, ściągając w końcu z siebie kombinezon. Obróciła się wnet na pięcie i wyszła z kajuty w kierunku messy i czekającego na nią hologramu sytuacji. Mogąc zapalić od razu też sięgnęła po papierosa. Gorzki, acz ciepły smak tytoniu błogo przegnał rozdrażnienie i ponownie skupiła się na istotnych okolicznościach, że też na zazdrość ją wzięło? Tej kobiecie trzeba było pomóc w tej sytuacji.
- Obiekt wymaga kilku napraw w tym usprawnienia hipernapędu. Nie posiada szczególnych uszkodzeń, łatwo jesteśmy w stanie doprowadzić go do działania. Nie widać, żeby jednostka brała udział w walce
- Czyli najwidoczniej sama wywołała pożar i uszkodziła systemy... jak na członkinię personelu naukowego jestem rozczarowana jej poziomem - skomentowała krótko z jakąś dziwną satysfakcją.
- Albo ta korporacja to jakiś kapitalistyczny babol i rozdają tytuły za pieniądze - machnęła szyderczo ręką.
- Warto wziąć pod uwagę jej stan wyczerpania pani Zin - zabrzmiał wszechobecny BOB
- Próbujesz ją bronić?
- Zaprzeczam. Nie znamy pełnych okoliczności zaistnienia sytuacji. Istoty organiczne pod wpływem ogromnego stresu potrafią czynić największe, nawet absurdalne błędy. Sprawa może wyglądać szczególnie, kiedy to podejrzewamy aktywność mocy. Powinniśmy ją przesłuchać jak najszybciej, by ustalić realny przebieg sytuacji.
- ... masz rację. Tylko co ja z nią potem zrobię... będę musiała ją zawieźć przed oblicze inkwizycji, jako materiał w postępowaniu sprawy na Vinsoth. Wątpię by się jej to spodobało, ale fakt jest taki, że nie może nam uciec, a jej postępowanie musimy kontrolować. Skupmy się jednak na sprecyzowaniu zagrożenia. Poślij sondy bliżej ku powierzchni planety, niech poszukują dalszych oznak życia. My musimy poczekać, aż się obudzi - zarządziła przeciągając palec po ustach.
- możliwe, że na Vinsoth jest jakieś zmienne pole Mocy, które łapie w swoje oddziaływanie wszystkie istoty zawarte w zasięgu. Niech drony sprawdzą logi systemu, a potem przerzucą odpowiednie części na statek i rozpoczną jego naprawę. Może się przydać wolna jednostka. W międzyczasie, jak już wszystkie potrzebne części będą na pokładzie, oddal nas od planety nieco. Zachowajmy większy dystans, bo odnoszę wrażenie, że dotarliśmy do granicy strefy śmierci. Dopóki sondy nie wykryją normalnego życia na planecie, dopóty swobodnie nie możemy wlecieć. Chyba, że ocalała nam nieco więcej wyjaśni
- Ja w międzyczasie zmodyfikuję i skonfiguruję nowy sterownik do systemu tego frachtowca, by w razie czego kontrolować jego lot BOB z naszej instancji na Exteriorze. Niech Steward też przygotuje coś do jedzenia, bo zgłodniałam, a jak skończy niech oczekuje pobudki naszej śpiącej królewny. Trzeba jej zapewnić komfort i ciepłe przyjazne przywitanie, nie wiadomo w jakim stanie psychicznym jest. I niech Stew mi kawę przyniesie. - powiedziała przed siebie w przestrzeń statku i ruszyła do warsztatu.

Raport dronów o pomyślnym przebiegu napraw towarzyszył Arkaniance podczas jej manufaktury sterownika. Precyzyjne urządzenia warsztatu odbierały polecenia pisane na zintegrowanym datapadzie, modyfikując kartę i grawerując kolejne połączenia w logice elektroniki. Nim sondy dadzą szczegółowy raport i zaczną wracać znad powierzchni planety w celu uzupełnienia paliwa, naukowiec miała sporo czasu, by dopieścić tworzony sprzęt i... zjeść obiad.

Zdjęła tylko biały fartuch i umyła porządnie ręce, by zasiąść przy stole. Jednak nawet mimo tego, że zwykle nikt ją nie widział kiedy pracowała, zawsze dbała o schludny elegancki ubiór. Biała koszula w czarnych spodniach i skórzane czarne buty co najmniej musiały być, choćby pod białym fartuchem przez większość czasu.
Posiłek w postaci szerokiej palety parzonych i barwnie doprawionych warzyw jak najbardziej ją satysfakcjonował. Lekkie dania nie obciążały ciała, to i w konsekwencji umysłu, a miała przeczucie, że czeka ją spory wysiłek.

Podsumowując, sondy lecą ku powierzchni w poszukiwaniu oznak życia. Drony naprawiają statek. Zin tworzy odpowiedni sterownik, by później zamontować go na działającym normalnie statku. Czeka również na pobudkę ocalałej i postępuje zachowawczo.
Image
Awatar użytkownika
Nicciterra
Mistrz Gry
 
Posty: 315
Rejestracja: 18 Paź 2016, o 11:39

Re: [Vinsoth] Ocalała

Postprzez Mistrz Gry » 14 Paź 2018, o 17:19

Ocalona z tajemniczego dryfującego statku, spała jeszcze najlepsze. Zin wykorzystywała czas, w którym sondy zaczynały przeczesywać planetę, na doprowadzenie znalezionego frachtowca do porządku. Tyle pytań, a tak mało odpowiedzi... Kim była ta kobieta? Skąd ten statek? W teorii nudna misja zaczynała być niesamowicie ciekawa, ale i niebezpieczna. Bo jaką w sumie przewagę miała pani naukowiec w porównaniu z obeznanymi w pilotażu i zagrożeniu pilotami myśliwców tie? Czy jeśli jej statek zostanie w jakiś sposób ostrzeżony, nie będzie to ostatnia jej chwila życia? Jedynie ten jeden system maskujący mógł ją w tej chwili chronić. A ona musiała zaufać w pełni sztucznej inteligencji, która kierowała jej statkiem.
Z tych ponurych rozmyślań wyrwał ją sygnał alarmowy sond, które wysłała na Vinsoth. W końcu odnalazły jakieś większe skupisko życia. Inteligentnego życia. Jedno z urządzeń napotkało koczownicze plemię chevinów, zbite w dość ciasny obóz u podnóża jednej z góry, dość nienaturalnie dla nich z dala od stepu. Kiedy jednak sonda poleciała dalej, napotkała znacznie ciekawszy obiekt. Kolejny frachtowiec, według wskazań modyfikowany ZH 25 Questor, z dwoma pasażerami. Co ciekawe, ustawiony z dala od obozu chevinów, jakby był tam trochę niechciany, a przynajmniej jakby mu tubylcy nie ufali. Drony miały jeszcze kawałek roboty, ale Zin w tym samym momencie już skończyła prace nad sterownikiem.
- Pani Zin, czy mam dokończyć wgrywanie sterownika do frachtowca, czy lecimy za wskazaniem sond? - odezwał się BOB - Obiekt może próbować ucieczki.

***

Bahgar tal Kheetel stał wśród rozciągających się wszędzie wokół niego stepów Vinsoth. Odkąd był tutaj ostatnim razem, planeta odżyła po ostatnich walkach. Nada pamiętał, jak zażarte walki toczyli tu z mandalorianami. Teraz jednak miejsce było wręcz ciche i spokojne, odkąd ostatnim razem zniknęło mu podczas odlotu kilka lat temu. Zniszczenia po walkach zastąpiła natura: zieleń roślin i odgłosy zwierząt.
Przybył tutaj niedawno, podążając tropem herszta piratów, który dopuścił się zbezczeszczenia świątyni Khishra na Kalee. Śledztwo, jakie przeprowadził, wykazało, że z jakiegoś powodu pirat ten zaraz po tym, jak dopuścił się świętokradztwa, poleciał właśnie do tego miejsca. Czy podążał śladem Baghara? Czy chciał skrzywdzić kogoś z miejscowych, z kim Kaleeshanin zawarł nici przyjaźni podczas walk? Nie wiedział, ale postanowił sprawdzić każdą wskazówkę, mającą doprowadzić go do zbrodniarza.
Na miejscu, w jednym z koczowniczych obozowisk chevinów, gdzie miał nadzieję znaleźć swojego znajomego wśród nich, spotkał się jednak z zaskakującą sytuacją. Jego znajomego, Skatra, który mógłby być potencjalnym celem dla pirata, nie było, wyruszył z misją do innego klanu. Wszyscy chevini byli jednak jakby zlęknieni i przestraszeni i nie chcieli wskazać, dokąd i po co się udał. Po kilkudniowych namowach i prośbach, wspominając tez stare czasy, udało mu się z nich wydobyć, że powodem całej tej dziwnej sytuacji, jest jakieś spełniające się właśnie mroczne proroctwo. Ponoć kilka dni temu, tuż przed tym, jak Bahgar przybył na planetę, miała na niej seria znaków, które chevini uznali za pasujące do starego proroctwa o powrocie złego bóstwa. Odtąd nikt nie odlatywał z planety, a zlęknieni tubylcy trzymali się razem i tylko specjalni wysłannicy przemieszczali się przez stepy. W końcu jednak kaleeshańskiemu wojownikowi udało się dowiedzieć, w którym kierunku podążył jego znajomy. O innych przybyszach całe plemię milczało jak grób, wskazali jednie taką informację.
Gdy już miał wyruszać w drogę, z powrotem wsiadając do swojego frachtowca, Ironfist ostrzegł go, ze na skanerze widać kilak niepokojących sygnałów. Jakby zakłócenia. Bahgar chwycił starą, sprawdzoną lornetkę i przyjrzał się niebu. Zobaczył tam lecących w ich kierunku kilka sond. Z daleka nie był jeszcze w stanie rozpoznać, czyjej produkcji.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6123
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Vinsoth] Ocalała

Postprzez Nicciterra » 15 Paź 2018, o 00:41

Moment w którym znalazła inteligentne życie na tej planecie był na początku pełen ulgi, lecz zaraz potem znów spochmurniała... nie była to na szczęście strefa śmierci, planeta funkcjonowała w zaburzony sposób, ale funkcjonowała. Nadawało to wyjątkowości przypadkowi pilotów i tej nieznajomej, ale również i narzucało wątpliwości co do spójności zaistniałych zdarzeń. Dużo strzępów wielu danych. Brak ciągłości, a zagrożenie jakie było, z pewnością jest niezmienne. Czyhające gdzieś, w nieznanym miejscu...

Niedługo sondy napotkały inny statek. Lekki frachtowiec i... wedle wstępnego skanu dwójkę indywidualistów. Dreszczyk emocji dawał się we znaki. Co tu robili, jakie ich było nastawienie do imperium, kim byli.
- dokończmy naprawę frachtowca, potrzebuję drony z powrotem na statku. Niech sondy rozproszą się dookoła niespodziewanych gości, a jedna zbliży się do nich. Nadamy przez tą jedną oficjalną transmisję... trzeba lepiej się im przyjrzeć i wybadać... jakby okazali agresję niech sondy uciekają, są nieuzbrojone - zarządziła kobieta, po czym ruszyła do kokpitu, by przyjąć poważną postawę z rękami za plecami w rozpiętym fartuchu naukowca. Poprawiła nieco włosy i rozpoczęła nagrywanie komendą głosową.

- Tu Zin Iterra, Imperialny Korpus Medyczny. Proszę określić swoje zamiary, cel pobytu oraz dobrowolnie poddać się inspekcji. Pragnę podkreślić, że znajdujecie się jednostką kosmiczną w strefie kwarantanny biologicznej - uniosła lewą brew i zamilkła, co BOB uznał za koniec nagrywania.

- Dobra podlećmy wstawić ten sterownik - powiedziała już do wszechobecnej sztucznej inteligencji, po czym z zaciekawieniem wyczekiwała próby nawiązania połączenia z sondą przez odbiorców nagrania. Przypadkowi przybysze z własnym interesem? Czy może część układanki? Z ich aktualnego położenia wynikało, że byli tu zanim Zin przybyła do układu, a ich statek stacjonował dokładnie tam jakiś dłuższy czas. Pytanie, jak długi? Czy byli w okresie kiedy nadlatywał patrol?
Image
Awatar użytkownika
Nicciterra
Mistrz Gry
 
Posty: 315
Rejestracja: 18 Paź 2016, o 11:39

Re: [Vinsoth] Ocalała

Postprzez BZHYDACK » 15 Paź 2018, o 19:05

Vinsoth.
Planeta, która go ukształtowała na równi z rodzinną Kalee, domem przodków-bogów. Miejsce tak podobne, że było dla niego drugim domem, gdyż to tutaj stał się tym, kim się stał. Aż dziw, że wcześniej nie zdawał sobie sprawy, jak ważna była w jego drodze życia, że nie odwiedził jej już po wojnie, w odróżnieniu od niektórych pobratymców, którzy przybywali tu by uczcić poległych przyjaciół lub by poznać miejsce, gdzie ojcowie stoczyli zażarty bój z legendarnymi wojownikami Mando i wygrali. Miejsce, gdzie Kaleeshanie podjęli próbę wstąpienia w szeregi bogów. Gdzie sam Bahgar podjął tą próbę - być może udaną. Po śmierci przekona się o tym, gdy stanie w panteonie u boku największego z nich, Qymaena jai Sheelala. A teraz musiał pomóc przodkom znów dotknąć boskości - zabijając bluźniercę. Bezcześciciela bez sumienia i moralności, nie ważącego się podnieść ręki na to co najświętsze. Bahgar mógłby wybaczyć (choć to słowo bardzo rzadko gościło w jego myślach) atak na niego, atak na jego rodzinę. Ale uderzenie w przodków... było niewybaczalne. Nie było śmierci, która pozwalałaby godnie wywrzeć zemstę, nawet to dziwne żywe stworzenie które widział w laboratorium Wywiadu na Bastionie.
Bahgar powrócił myślami do rzeczywistości. Niestety, jego przyjaciela z czasów wojny, odważnego Chevina Skatra, nie znalazł w jego plemieniu. Na tej teraz cichej i, zdawałoby się, sielskiej planecie stało się coś bardzo niepokojącego, Chevini nawet w czasie wojny nie zachowywali się z taką rezerwą i... przestrachem jak teraz. Prawdą było, że wojna, nawet straszna, była czymś znanym, a Mandalorianie - przeciwnikiem widocznym i materialnym. A proroctwo i mroczne bóstwo... No nie wiadomo czego się spodziewać. Ale Bahgar miał swoją misję, pierwszą naprawdę ważną od lat. Nie mógł pozwolić, by coś uniemożliwiło mu jej wykonanie. Zdobyte informacje były nieliczne, ale lepsze niż nic - niejednokrotnie rozpoczynał śledztwo mając mniej.
Kaleeshanin odetchnął głęboko, wchłaniając mieszankę woni stepów Vinsoth. Czuł całe otoczenie, trawy i zioła. Pyłki unoszące się na wietrze. Chrząszcza skrytego w trawie. Trop zającowatego zwierzęcia prowadzący do norki. Odchody rogatych roślinożerców sprzed kilku dni. I wiele innych. W miarę jak szedł naprzód, intensyfikował się zapach gorącego metalu, paliwa, tworzyw sztucznych... Zapach statku kosmicznego. Idąc na pokład "Bezdusznego" wąchał intensywnie. Wolałby iść pieszo przez step, wśród tych wszystkich naturalnych woni, liczył się jednak czas, który dawał mu frachtowiec dzięki swej szybkości.
- Bahgar, mam dziwny odczyt na skanerze. Jakieś zakłócenia, jednak zbliżają się. Chyba mamy towarzystwo. Na dziewiątej. - z komunikatora rozległ się głos Ironfista, Caleba Skarta. Jednego z niewielu prawdziwych przyjaciół Bahgara. Kaleeshanin odpiął lornetkę (zwykłą optyczną) od pasa, nastawił ostrość i przyjrzał się obiektom.
- Sondy.
Droidy zwiadowcze rozproszyły się wokół frachtowca, a jedna podleciała w kierunku włazu, wyraźnie biorąc azymut na pozycję Bahgara. Kaleeshanin przypiął z powrotem lornetkę i czekał. Nie zauważył na sondzie żadnego uzbrojenia. Z bliska wygląd i styl małego droida wyraźnie zdradzał pochodzenie z imperialnych zakładów, choć tego akurat modelu Bahgar do tej pory nie spotkał. Sonda nadała komunikat, potwierdzając podejrzenia łowcy. Kaleeshanin zsunął kaptur i poprawił maskę tak, by wyraźnie było widać że jest durastalowa - istniało prawdopodobieństwo, że zostanie rozpoznany jako weteran w służbie Imperium.
- Bahgar tal Kheetel. Misja łowiecka. Prywatna.
Image

GG 31165496
Awatar użytkownika
BZHYDACK
Gracz
 
Posty: 217
Rejestracja: 18 Sty 2016, o 12:29

Re: [Vinsoth] Ocalała

Postprzez Mistrz Gry » 16 Paź 2018, o 19:50

Była w trakcie montowania sterownika na frachtowcu, gdy BOB dał jej znać, że nadeszła odpowiedź od załogi statku znalezionego na Vinsoth. Zin pozwoliła dronom, które już uporały się z naprawą, dokończyć spawanie. BOB natomiast zajął się sprawdzaniem jego kompatybilności z oprpgramowaniem statku. Pani naukowiec przełączyła wiadomość nadesłaną przez sondy na komunikator. Od razu wyświetliła jej się sylwetka zamaskowanego kaleshanina, prawdopodobnie łowcy, który zaraz potwierdził jej przypuszczenia swoim lakonicznym komunikatem. W tym samym czasie sondy przesłały też kolejne dane, które mówiły o dziwnych zachowaniach tubylców: nietypowych skupiskach, zgromadzeniach i małym ruchu.
- Pani Zin - wtrąciło się nagle SI - osobnik, którego znaleźliśmy na planecie widnieje na imperialnej liście weteranów ostatniej wojny z mandalorianami.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6123
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Następna

Wróć do Zewnętrzne Rubieże