Content

Zewnętrzne Rubieże

[Księżyc Gall] - Siedziba Cuhlrion

Image

[Księżyc Gall] - Siedziba Cuhlrion

Postprzez Mistrz Gry » 9 Wrz 2019, o 13:47

Ooo tak. Zaahr dobrze to rozegrał. Znaczki symbolizujące zagrożenie i pantorańskie napisy na tej skrzynce musiały zrobić wrażenie, o tyle o ile jeszcze go nie skuli, o tyle musiał wymyślić teraz coś na prawdę mocnego, żeby go tak po prostu nie zamknęli po wymianie kilku zdać z gościem co zarządza tym wszystkim. Musiał próbować się z nimi dogadać.

Wsiedli od razu do małej jednostki transportowej. Ekskluzywny transporter. Statek nie miał hipernapędu. Nie potrzebował. Jego celem było dowiezienie gościa w najlepszych warunkach bezpośrednio do głównego prezesa. Tak mu się wydawało, że do głównego prezesa. Tymczasem wylądował na jakimś wielkim poligonie, gdzie korporacja musiała posiadać swoje siły militarne. Dawno nie był w bazie wojskowej, ale Ci chłopcy widać lubili dobre wyposażenie. Mizerny posterunek na Tatooine nie imał się do tej bazy. Liczne ogromne hangary, ciągłe patrole, setki hektarów zabudowań i kompleksów, gdzie z pewnością był schowany wszelaki sprzęt militarny. A pośrodku sztab wojskowy korporacji z prywatnym lądowiskiem dla dopasowanych statków, na dachu.
Zaahr niechętnie pożegnał się z luksusami lotu statkiem. Mógł się poczęstować tam świeżymi owocami, chrupnąć jakąś mięsną przystawkę i napić się dwudziestoletniego wina. Istna poezja. I to wszystko na miękkim siedzisku pasażera, podane przez piękną zmysłową zeltronkę. Wystrój statku też przyprawił devaronina w lepszy nastrój. Złote gzymsy ozdabiały obite ciemnym drewnem ściany pomieszczenia pasażerskiego, do tego ładna o szerokich liściach palemka i oczekująca stewardessa na polecenia. Sprawy znów zaczęły wyglądać tak jak powinny. Szkoda tylko, że dwóch strażników psuło zamysł koncepcji, do tego ewidentnie nie chcieli z nim rozmawiać.

Dwójka żołnierzy nie spuszczała go z oka. Zaprowadzili go w głąb betonowego sztabu. Znowu surowe pomieszczenia. Zaahr miał słuszne wrażenie, że bazy wojskowe zawsze wyglądały tak samo. Zimny metal, beton i szkło, na przemian w różnych proporcjach oraz zapach kurzu, bo coś co mogło wydzielać przyjemny zapach oczywiście się tutaj nie znajdowało. Chociaż stroje wojskowych miały nieco sztucznego korporacyjnego uśmiechu do zaoferowania. Prawie jak u Czerka. W końcu stanęli naprzeciwko drzwi o numerze 1421A. Tedd otworzył drzwi, a w nozdrza devaroniana uderzył świeży zapach mięty oraz drewna. Drewniane biurko i gabloty z przeróżnymi rzeczami zajmowały przestrzeń pomieszczenia. Białe ściany, ciemne panele i kilka donic z wybujałymi roślinami wykańczały pokój. Za biurkiem siedział neimoidian w złotej czapce, przeglądał coś na dużym holoprojektorze postawionym na biurku. Ciężko było odczytać jego wyraz twarzy, ale nieco ożył widząc gości. Dwójka żołnierzy stanęła przy drzwiach, a Zaahr zrobił kilka kroków do przodu.
- pan Zaahr Dromrahk. Poszukiwany przez Czerka, we własnej osobie - obślizgły uśmiech zagościł na twarzy obcego. Rozmowa widać zaczęła mu sprawiać przyjemność. Sięgnął za szklankę i popił drinka z miętą.
- nazywam się Zog Glaglog, prezes Instytutu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Chłopaki dajcie mu krzesło. Porozmawiamy sobie - Tedd podszedł i dosunął mu krzesło, które stało obok gabloty.
- i nalejcie mu jakiejś whiskey. Tak, może być koreliańska - i tak oto Zaahr zasiadł ze szklanką bursztynowego napoju. Rozmówca nadal ciągnął monolog.
- dostarczyłeś nam dwa prezenty, nie powiem Zaahr. Pierwsze, to sekretny pakunek Scentix, a drugie to siebie, za którego Czerka wystawiła okrągłą sumkę - Neimoidian zarechotał, zadowolony z sytuacji
- jak możemy się odwdzięczyć? - zapytał rozbawiony, obracając szklankę, jakby się nią bawił.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6625
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Księżyc Gall] - Siedziba Cuhlrion

Postprzez Zaahr Dromrahk » 10 Wrz 2019, o 18:44

Zaahr miał w końcu okazję dać upust swojej wrodzonej złośliwości. Z uśmiechem na ustach zagryzał mięsko i dopychał je winem patrząc przy tym nienaturalnie długo na strażników – w końcu mogli mu gówno zrobić. Rzeczywiście nie byli zbyt rozmowni, musieli za to znieść jego wzrok podczas gdy devaronianin przeżuwał pokarm. Z otwartymi ustami. Czasami tylko rozglądał się boki i z przyzwyczajenia szacował cenę różnych przedmiotów. Stewardessa również nie miała lekkiego życia. Próbowała spławić gościa w najbardziej grzeczny sposób jaki mogła sobie tylko wyobrazić, lecz ten wcale nie był jednym z tych którzy nie rozumieli prostego „nie”. On jak najbardziej rozumiał, że na pewne rzeczy nie miał co liczyć. Wyglądało na to, że gdy nazywając ją „złotkiem” i pokazując długi jęzor po prostu złośliwie i celowo nadużywał gościnności korporacji. Dlaczego się tak zachowywał? Przecież ta zagadka była dziecinnie prosta. Siedząc tak na mięciutkim ekskluzywnym siedzeniu szybko zorientował się, że jest martwy. Mógł tylko zostawić granice dobrego smaku za sobą i być szczęśliwym i najedzonym devaronianinem. To że był pogodzony z najgorszym losem jaki mógł go tego dnia spotkać nie znaczyło jednak, że Zaahr wyłączył szare komórki. O nie… to wręcz pomagało mu myśleć. Taki już był. Do końca swoich zasranych dni dopóki ktoś nie odłączy jego mózgu od reszty ciała, Dromrahk będzie knuł jak tu dalej zostać żywym. Chociaż o kilka sekund dłużej. Potem te sekundy zamieniały się w minuty… być może miało to związek z jego wrodzoną złośliwością. Nawet gdy cały świat dawał mu do zrozumienia, że chce się go pozbyć, ten skurwysyn po prostu nie chciał zdychać.

Gdy podróż statkiem się skończyła i zaczęli kierować się przez militarny kompleks Zaahr rzucił coś tylko o „niedobrych przystawkach i chamstwie obsługi”. Myślami jednak ciągle był gdzieś indziej. Co się tutaj działo? Czy będzie wystarczająco przekonywujący? Jaki był najgorszy scenariusz jego losu? To że trafi na neimoidiana, który będzie znał jego personalia i będzie gotów oddać go z miejsca Czerce? A bo tak się właśnie stało. Trzeba było działać. Na szczęście neimoidianie nie byli skomplikowani. Ten tutaj zachowywał się jakby bawiło go pastwienie się nad rogaczem, jakby chciał usłyszeć błaganie o litość. Babka jednak mówiła że neimoidianom zawsze zależało tylko na pieniądzach, nie było co do tego żadnych wątpliwości. Ten tutaj na przykład częstując go koreliańską whiskey wyraźnie dał mu do zrozumienia że jest do najzwyczajniejsza w świecie rozmowa o interesach. Konkretniej rozmowa w klimatach „co mi dasz jak cię nie zabiję”. Cóż to wciąż był biznes, a Zaahr nie nawet nie próbował sobie przypomnieć ile razy był po drugiej stronie biurka. Prezes po prostu chciał się upewnić, że jest w stanie wykręcić na tej okazji jak największy profit. Problem polegał na tym, że nie posiadał on najnowszych informacji. Zaahr więc postanowił zastosować broń masowego rażenia – prawdę. Bo nawet ona bywała czasami użyteczna. A jak to mówiła babka Zaahra: Każda prawda musi zawierać w sobie trochę kłamstwa. Czy jakoś tak…

Podobnie do Zoga, Zaahr bawił się swoją szklanką. Tak jak swojego rozmówcę, cała ta sytuacja również go bawiła. I zarazem podniecała. Znał stawkę – swoje życie. A to była akurat wysoka stawka, taka o którą lubił grać.
- Wiem, że napisy na skrzynce mówią co innego, ale technicznie należy ona do Imperium – powiedział z uśmiechem jakby poprawiając prezesa i wziął łyka whiskey. Mógłby mu powiedzieć wszystko jednym tchem ale po co? Cokolwiek Zaahr robił, miał tylko jeden cel – dobrze się bawić i ta sytuacja nie była wyjątkiem. Pauzy w odpowiednim miejscu na przepłukanie swojego gardła alkoholem miały za zadanie utrzymać napięcie, przejąć inicjatywę i co za tym idzie doprowadzić neimodiana do szewskiej pasji.
- Powiem nawet więcej. Było tego koło dwudziestu skrzynek – przerwa na łyk – ale zdaje się że wysadziłem resztę w powietrze – dodał złośliwie po czym stwierdzając że wystarczająco dużo prawdy zostało powiedziane, pociągnął dalej:
- Po wyjściu z nadświetlnej i kontakcie ze stacją kosmiczną mogłem też przypadkiem wysłać wiadomość Impom, którzy mnie ścigali, że ja i skrzynka mamy się całkiem nieźle i że przy dokowaniu możemy wpaść w łapska korporacji Culhrion – kolejny łyk whiskey – tak na wypadek spotkania z zachłannym neimoidianem. Więc widzę tylko dwa wyjścia z tej sytuacji. Jak na porządnego obywatela przystało możesz oddać mnie i skrzynkę rządowi dostając w zamian co najwyżej „wdzięczność Imperium” albo możesz stwierdzić że blefuje, nazwać mnie kłamliwym devaronianem, zachować skrzynkę, oddać mnie Zielonym a potem poczekać aż przyjdą tu szturmowcy i przewrócą ci to piękne dębowe biureczko. A skoro została tylko jedna skrzynka, mogę sobie tylko wyobrazić jak cholernie nadgorliwe będą impy w przeczesywaniu tego miejsca. No ale ty nie masz o co się martwić. Z pewnością wszystko co tu się dzieje odbywa się zgodnie z prawem – Zaahr wyzerował szklankę po czym postawił ją na wspomnianym meblu.
- Dobre, napiłbym się jeszcze trochę – rzucił po czym spojrzał prezesowi prosto w oczy i powiedział:
- Możemy też wypracować kompromis czyli umowę opłacalną dla obu stron – Zaahr wolał wytłumaczyć znaczenie słowa „kompromis”. Z neimodianami nigdy nie wiadomo. Oczywiście rogacz miał już plan, ale były idiotą gdyby nie chciał wysłuchać w tej sytuacji swojego rozmówcy. Prezes na pewno musiał przetrawić to ciężkie danie złożone z prawdy lekko przyprawionej kłamstwem.
Image
Awatar użytkownika
Zaahr Dromrahk
Gracz
 
Posty: 68
Rejestracja: 7 Cze 2018, o 17:42
Miejscowość: Toruń/Gdańsk

Re: [Księżyc Gall] - Siedziba Cuhlrion

Postprzez Mistrz Gry » 12 Wrz 2019, o 10:46

- panie Zaahr - neimoidian zaczął powoli, pozwolając wysłowić się gościowi, który zaś szybko to opróżnił szklankę. Widać gad przyglądał się z uwagą i badał zachowanie Zaahra. Oznaczało to, że wszystkiego nie wiedzą. Był ciekaw, a więc sytuacji byłego szefa spraw bezpieczeństwa Czerki nie był jeszcze pewny.
- pamiętam, że oficerowie Czerki lepiej byli zadbani, chyba nastały ciężkie czasy - Zog wskazał strój i wygląd jednorogiego. Skrzywił wyraz twarzy ze zniesmaczeniem, po czym machnął powoli ręką, by Tedd nalał jeszcze alkoholu devaroninowi.
- musiało trochę minąć czasu i działy się niezwykłe rzeczy, nieprawdaż? Życie weryfikuje, co? Na listach gończych wyglądał pan znacznie bardziej dostojnie, prawidłowo. Napomnę też fakt, że chcą pana żywego... lub martwego - rozmówca zrobił dramatyczną przerwę, akcentując prześmiewczo ostatnie słowo - Jeśli chciałbym te pieniądze za Twoją głowę nie rozmawialibyśmy teraz tutaj, hmmm? - gad wyszczerzył zębiska, napawając się chwilą, kiedy to rujnował siłę zapewnień czerwonoskórego, o jego nietykalności.
- a co do umów, opłacalnych dla obu stron. Ja oferuję tylko umowy opłacalne dla obu stron. Wiesz, inaczej - machnął ręką, jakby chciał ogarnąć wszystko co jest w pomieszczeniu - to wszystko by nie hulało. Poza tym, trzydzieści pięć tysięcy za Twoją głowę, to jak dla mnie niewielka suma. Na Twoim miejscu czułbym się obrażony. Nie dość, że wykopali z wysokiego stołka, to jeszcze ścigają i to za poniżającą cenę. - neimoidianin sięgnął za szklankę i odchylił się nieco na fotelu, robiąc pauzę. Wyglądało na to, że gad miał zamysł.

- Wie pan z kim klienci wolą robić interesy? - poczekał chwilę, ale nie dał mu odpowiedzieć - z przyjaciółmi. A jeśli nie mogą robić interesów z przyjaciółmi, to z kim wolą robić interesy? - znów poczekał chwilę, ale ponownie nie dał dokończyć - nadal z przyjaciółmi. Rozumie pan, dobrze by było jakbyśmy zaczęli się tak traktować, jak przyjaciele, więc proszę mi tu pogróżek już więcej nie rzucać - neimoidian nachylił się przez biurko, przy tym złączył palce dłoni w piramidkę. Widać, lada moment miał rzucać konkretami.
- od teraz pracujesz dla mnie. Oczywiście za miesięczną pensję i szereg premii. Z pewnością się panu to spodoba.

Możesz wtrącić swoje pięć groszy, czy coś, albo krótko odpisać. Odpis może być krótki. Może być to miejsce do stawiania warunków.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6625
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Księżyc Gall] - Siedziba Cuhlrion

Postprzez Zaahr Dromrahk » 12 Wrz 2019, o 16:35

Odpowiedź prezesa bolała. I to bardzo. Mowa ciała devisha zmieniła się mgnieniu oka. Zbieg się nieco przygarbił i przykleił się plecami do opracia krzesła jakby miał zaraz z niego spaść i zapaść się pod ziemię. Gdy whiskey wypełniło jego szklankę, wziął ją od razu do ust jakby przez tą czynność chciał uniknąć zmieszania i bycia ocenianym. Drugim powodem był fakt, że bał się też trzęsących rąk w alkoholowym zespole odstawiennym – kiepskiej przypadłości biorąc pod uwagę, że jego specjalnością były pistolety blasterowe. Najpierw prezes przypomniał mu, że był kiedyś oficerem Czerki, cios prosto w jego ego. Potem sparował pogróżki rogacza i natychmiastowo wyprowadził kontrę mówiąc mu o nędznych trzysiestu pięciu patykach za jego głowę. Zaahr trzymał whisky i je sączył, żeby zamaskować powoli puszczające nerwy, które miały być przecież ze stali kiedy to nagle usłyszał wypowiedź neimoidiana o pracy. Zachłysnął się napojem, odstawił szklanę i przyłożył dłoń do ust.
- Pensja? Szereg premii? – zapytał jakby wciąż nie dowierzając co się właśnie stało. Najwyraźniej tak wyglądało szczęście. Wtedy kiedy przestawał już liczyć na luksusy związane z korporacyjnym życiem, okazało się że znalazł się w idealnym miejscu w idealnym czasie. Ktoś chciał mu zaproponować pracę, szantażując go przy tym! Gdy niejaki Zog Glagog wejdzie już w posiadanie jego duszy, Zaahr nie będzie musiał się o nią martwić. Cóż za wspaniały interes.
- Nie powiem, uwielbiam propozycje nie do odrzucenia. Nic tak nie nadaje sensu życiu jak właśnie one – powiedział z nieco skwaszonym uśmiechem.
- Mogę handlować informacjami, ochraniać obiekty i ludzi, Mogę też rozwiązywać problemy... im są one większe, tym więcej żołnierzy bym potrzebował. Z resztą... zrobie wszystko dla dobrej kasy. Tylko zostaje ciągle kwestia Imperium. Ostatnio nie za bardzo się lubimy więc wolałbym unikać z nimi konaktu...
Image
Awatar użytkownika
Zaahr Dromrahk
Gracz
 
Posty: 68
Rejestracja: 7 Cze 2018, o 17:42
Miejscowość: Toruń/Gdańsk


Wróć do Zewnętrzne Rubieże

cron