Content

Zewnętrzne Rubieże

[Taris] Pieniądze to nie wszystko?

Image

[Taris] Pieniądze to nie wszystko?

Postprzez Mistrz Gry » 11 Wrz 2020, o 09:04

Akcja przenosi się z Wayland

Wyszli z nadświetlnej tak, jak poradził im Locust - w odległości uniemożliwiającej imperialnym wykrycie ich. Byli oddaleni od planety o setki tysięcy kilometrów, ale już widzieli brudnozieloną poświatę Taris oraz stalowy kordon statków, broniący do niej dostępu.
Powoli zbliżali się do swojego celu, a Gen'dai tłumaczył swój plan.
- Za moich czasów - tłumaczyła Saine - Na powierzchnię ciągle przylatywały transporty medyczne, niekoniecznie z pomocą "humanitarną", że się tak wyrażę. W moim więzieniu często odwiedzali mnie ci wasi imperialni i wiem, że ich naukowców aż świerzbi, żeby eksperymentować na tej planecie. Czyli podchodzimy do lądowania jak za starych, dobrych czasów.
- Podleć powoli do miejsca, w którym blokada jest najcieńsza - kontynuował Locust - I podaj numery tego statku. Jesteśmy transportem zaopatrzenia dla głównego lekarza.
Blokada rosła w oczach. Zbliżali się powoli, dlatego zanim kontrola lotów ich wywołała, mieli czas popatrzeć i utwierdzić się w przekonaniu, że Imperium rzeczywiście zależało na całkowitym zablokowaniu Taris.
- Tu kontrola lotów, proszę się zidentyfikować - odezwał się kontroler, kiedy tylko Jack odebrał komunikat.
Locust popatrzył na Jacka i kiwnął głową.
- Tutaj prom lambda, nasze numery B-747-28 - powiedział Jack przez interkom - Mamy transport medyczny.
- Numery się zgadzają - mówił kontroler - Ale waszego statku nie ma w rejestrze. Według moich danych nikt nie spodziewa się dzisiaj transportu.
Locust dał Jackowi znak, żeby przedłużał rozmowę, a sam przecisnął się między ich fotelami i zaczął zdejmować obudowę głównego panelu sterującego statku. Saine chciała zapytać, co robi, ale Gen'dai uciszył ją gestem.
- W takim razie macie braki w rejestrze. Przelecieliśmy pół galaktyki, żeby dostarczyć to zaopatrzenie...
- Nie interesuje mnie, ile przelecieliście. Planeta jest zamknięta, bez wyraźnego rozkazu lub przewidzianego powodu nie mogę pozwolić na dokowanie, a tym bardziej lądowanie.
Locust wyszeptał coś do Saine. Kobieta powtórzyła Jackowi. Jack grał dalej.
- Proszę skontaktować nas z doktorem bzzdź - interkom zatrzeszczał, kiedy Locust wywołał krótkotrwałe spięcie imitujące zakłócenia - ... on wyjaśni bzzdź... ej misji bzzdź... imydyna nie może bzzdź bezużyteczna.
- Przyspiesz - zakomenderował Gen'dai.
Jack zwiększył prędkość, minęli pierwsze statki patrolujące ten rejon blokady.
- Mamy jakieś zakłócenia - powiedział kontroler - Wyłączcie silniki i naprawcie usterkę.
- Nie możemy - łgał Jack - bzzdź... uszkodzenia. Bzzdź zatrzymać się.
Locust wyrwał kilka przewodów. Interkom zdechł - nie usłyszeli już kontroli lotów, zobaczyli za to, że z jednej platformy poderwały się dwa myśliwce.
- Nie daj się przechwycić - przetłumaczyła Locusta Saine, kiedy olbrzym rozłożył za ich plecami zapasowy fotel i zaczął przypinać się pasami - Zwolnij, jakbyś chciał się zatrzymać, niech myśliwce się zbliżą. Daj się złapać polu grawitacyjnemu i wchodź pod dużym kątem. Imitujemy katastrofę lotniczą. W atmosferze może nam się zapalić skrzydło. Albo dwa.
Jack zwolnił. Myśliwce wywoływały ich, ale nie słyszeli, co piloci do nich mówią. Obydwie jednostki ustawiły się po ich bokach i eskortowały ich w kierunku platformy.
- Teraz.
Jack wdusił dźwignię przyspieszenia. Lambda wyrwała do przodu, na kilka sekund zostawiając myśliwce za sobą.
Zaczęli przyspieszać, kiedy zbliżyli się do granicy atmosfery. Minęli platformę i wpadli w ciąg grawitacyjny - ostro, pod niebezpiecznie ostrym kątem.
Zaczęło nimi rzucać, a przeciążenie szybko rosło. Myśliwce siedziały im na ogonie, ale weszły pod większym kątem, dlatego były dalej. Skanery wychwyciły następne dwa, które poderwały się z platformy.
- A teraz, człowieku - rzucił Locust, nie kłopocząc już Saine tłumaczeniem - Nie zabij nas.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6931
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Taris] Pieniądze to nie wszystko?

Postprzez Saine Kela » 14 Wrz 2020, o 17:32

Lot do układu Taris zleciał im dość szybko, ale z pewnością nie spokojnie. Perspektywa przebijania się przez kordon imperialnej floty nie napawał jej i Jacka optymizmem. Loctus miał jednak plan i z teorii brzmiał nawet sensownie, nie mówiąc już o tym, że dawał im pewną niewielką szansę na zwycięstwo. Niestety pomysł ten uwzględniał także katastrofę lotniczą, a z tym zdecydowanie dobrych wspomnień nie mają. Po ostatniej kraksie stracili praktycznie wszystkich towarzyszy, a rozbili się tylko na słabo zaludnionej planecie. Taris to inna bajka i jej zdaniem granica śmierci była jeszcze cieńsza.
Przypięła się do fotela i od momentu wypadnięcia z hiper przestrzeni, aż do chwili gdy przerwali imperialny łańcuch, ledwo oddychała. Machinalnie tylko robiła za tłumacza słów Gen'daia, aby Jack mógł wszystko dobrze zrozumieć. Ufała umiejętnościom pilotażu mężczyzny, ale nawet jak na jego zdolności, tę akcję można było nazwać jednym słowem - samobójstwo.
- Jack - odezwała się cała blada - Nie zabij nas...
Powierzchnia planety rosła w oczach, po chwili zajmując się już cały widok. Niewiele można było zobaczyć i rozróżnić, jako że wpadali w atmosferę w dziką prędkością i wszystko wokół wirowało. Kobietą telepało na wszystkie strony i tylko dzięki przypiętym pasom nie odbijała się po całym kokpicie. Jak to przeżyją, to będzie cud. Jak to przeżyją, wcale łatwiej nie będzie. Nie po to przecież wyrwali się z Wayland, by trafić na Taris, ale w tym momencie Saine miała już zamknięte oczy i nie myślała o tym, co będzie potem, tylko zaciskała mocno ręce na oparciach fotela.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 692
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: [Taris] Pieniądze to nie wszystko?

Postprzez Jack Welles » 15 Wrz 2020, o 16:07

Jack miał niejasne przeczucie w jaki sposób pokonają kordon sanitarny. Wręcz można śmiało powiedzieć, iż sam taki pomysł rozpatrywał i był przygotowany na taką ewentualność. Co nie zmienia jednak faktu, że liczył na to iż nie będzie musiał ponownie rozbijać się o powierzchnię planety.
Bez protestu wykonywał polecenia Locusta i bez większego problemu szło mu lżenie przez komunikator. Był również przekonany o tym, iż kontrola lotu w pewnym sensie podejrzewała co zamierzają zrobić, czego dowodem była przydzielona im eskorta. Kolejnym dowodem było natychmiastowe poderwanie kolejnych dwóch myśliwców. Żaden z nich jednak nie miał żadnych szans by ich przechwycić nim dotrą do powierzchni planety.
- Postaram się - odpowiedział Jack krótko i bez emocji. Właściwie był pewien, że przelecą relatywnie bezpiecznie przez atmosferę i jedyne problemy pojawią się na samym końcu ich "lądowania"... No ale po kolei.
Otóż nie mogli sobie wyobrazić lepszej jednostki do wykonania tego manewru niż właśnie prom Lambda. Była to bowiem jednostka idealnie przystosowana do lotów suborbitalnych i atmosferycznych. Przede wszystkim posiadała ogromny zapas ciągu, jaki były w stanie wygenerować jej silniki. Choć w tej sytuacji nie były im one prawie do niczego potrzebne i właściwie nawet bez nich byłby Jack w stanie sobie poradzić. Kluczem do sukcesu była za to sama konstrukcja promu. Lambda była wyposażona, stąd jej z resztą nazwa, w charakterystyczne skrzydła służące jej do utrzymania stateczności lotu atmosferycznego i wręcz nadania jej całkiem przyzwoitych właściwości aerodynamicznych. W prawnych rękach była ona wręcz zdolna do wykonania lotu ślizgowego, z czego Jack miał zamiar w tym momencie skorzystać.
Po krótkiej chwili, od momentu przejścia promu z termosfery Taris w mezosferę, Jack skoordynowany sposób wygasił silniki, imitując tym samym ich usterkę. Miał zamiar wykonać resztę lotu po prostu szybując w atmosferze. Co prawda poruszali się przez to o wiele wolniej, jednakże myśliwce Tie nie miały możliwości bezpiecznego dla siebie pościgu. Ich konstrukcja, przy zaplanowanym przez Jacka wektorze podejścia, zwyczajnie nie wytrzymałaby przeciążeń. Nie mówiąc o tym, iż w przeciwieństwie do nich, Lambda posiadała osłony termiczne, które z powodzeniem chroniły trójkę śmiałków przed płomieniami, a które właśnie pojawiły się wokół promu gdy tarcie atmosferyczne wyraźnie wzrosło. Z zewnątrz musieli wyglądać niczym jakiś meteor, lecz w środku byli bardzo dobrze póki co chronieni. Jedynie co to wyraźnie zaczęła się podnosić temperatura. Jednakże całość zasilania została przesunięta przez Jacka na systemy podtrzymujące życie oraz tarcze ochronne kokpitu. Z głośnym hukiem zatrzasnęły się hermetyczna pancerna śluza oddzielająca sterownie promu od reszty Lambdy.
Tymczasem powierzchnia Taris nieubłaganie się zbliżała, a komunikator zamilkł, choć jeszcze przed chwilą wypluwał powtarzające się groźby ze strony kontroli lotów oraz pilotów myśliwców. Było to spowodowane zjonizowanym przez wysoką temperaturę powietrzem, które skutecznie zagłuszyło łączność radiową. Mniej więcej na wysokości 30 kilometrów nad powierzchnią, płomienie zaczęły znikać, a coraz wyraźniejsze stawały się megawieżowce Taris. Mimo, że planeta podlegała kwarantannie to z tej wysokości tego nie było zupełnie widać - sznury pojazdów powietrznych przesuwały się nad i pomiędzy budowlami, zupełnie obojętnie na to co się działo nad nimi na orbicie oraz pod nimi na niższych poziomach megamiasta.
Jack jednak nie miał czasu na podziwianie widoków, lecz musiał kontynuować przedstawienie. Korzystając z silników manewrowych wprowadził prom w mocno nieregularny korkociąg płaski, który dla obserwatorów z zewnątrz musiał wyglądać tak jakby prom faktycznie swobodnie spadał. I właściwie tak było i jedyną możliwością by z tego wyjść byłoby uruchomienie głównego ciągu silników. Nie taki miał jednak plan Jack. Najważniejsze w tym momencie było, by systemy przeciwprzeciążeniowe wytrzymały i uchroniły załogę przed utratą przytomności.
- Już niedługo - rzekł Jack do bladej niczym ściana Saine. Trudno jednak było w to uwierzyć, gdy świat za oknem wirował, tak jakby znaleźli się w ogromnej pralce. Tymczasem Welles zamknął oczy i zanurzył się w strumieniu Mocy. Musiał się naprawdę skupić by wykonać ostatni manewr. Kokpit promu Lambda był bowiem przy okazji kapsułą ratunkową wyposażoną we własny napęd. Miał on w zasadzie wystarczyć by nawet upadając z orbity, w miarę bezpiecznie wylądować na powierzchni planety. Jack chciał go wykorzystać w ciut inny sposób.
Nagle zrobiło się ciemno zza szybą kokpitu i kierowany przez Moc Jack uruchomił katapultę ratunkową. Kapsuła wystrzeliła niczym z procy pomiędzy budynkami, a reszta promu poleciała dalej, zamieniając się chwilę później w kulę ognia w wyniku uderzenia w megawieżowiec. Były przemytnik kierował mały stateczek coraz niżej, wgłąb megapolis, by ostatecznie na pół się rozbić, a na pół wylądować gdzieś na niższym poziomie.
- Wszysyc cali? - spytał się Jack, rozpinając pasy bezpieczeństwa.
Image
Image
Image
Awatar użytkownika
Jack Welles
Gracz
 
Posty: 2539
Rejestracja: 31 Gru 2008, o 21:04
Miejscowość: Olsztyn

Re: [Taris] Pieniądze to nie wszystko?

Postprzez Saine Kela » 16 Wrz 2020, o 20:20

Wszystko działo się naprawdę błyskawicznie, choć w pewnym momencie Saine sądziła, że ten stan niepewności nigdy się już nie skończy i prędzej zejdzie na zawał, niż doczeka końca tego upadku. Ostatecznie, gdy była już pewna, że tego nie przeżyją, zatrzęsło, walnęło, na moment zabrakło jej tchu i zrobiło się potwornie cicho. Choć może nie do końca cicho, ponieważ tak mocno huczało jej w głowie, że przez krótki moment nie wiedziała, co jest grane. Po chwili usłyszała głos Jacka i otwarła z trudem oczy, czując się tak, jak powinna się czuć każda osoba po katastrofie lotniczej. Była zdezorientowana i obolała, ale o dziwo, zdecydowanie żywa.
- T-taak. - wychrypiała.
Spróbowała się przekręcić, ale pasy bezpieczeństwa mocno ją trzymały. Była oszołomiona, ale powoli wracała do siebie. Trzęsącymi się rękami uwolniła się wreszcie z pasów i odetchnęła. Dali radę. Nie dość, że przedostali się przez kordon imperialny, to jeszcze udało im się umknąć pościgowi i żywi wylądowali na planecie. Spojrzała na Jacka.
- Nie wiem, jak to zrobiłeś... ale żyjemy. Jesteśmy na Taris, ostatniej planecie, na której chciałabym teraz być. Co teraz? Chyba będzie trzeba opuścić statek, żeby Imperium nas nie wytropiło.
Odwróciła się w stronę Loctusa. To on chciał się tu znaleźć i przy okazji obiecał im nie robić krzywdy. Teraz się okaże czy mówił prawdę. Inna kwestia to fakt, że znajdują się na planecie pełnej zarazy. Będzie trzeba rozeznać się z okolicy i bardzo uważać. Saine nie wiedziała jakim sposobem dadzą radę się stąd wydostać. Jeszcze nie wiedziała.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 692
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: [Taris] Pieniądze to nie wszystko?

Postprzez Jack Welles » 17 Wrz 2020, o 09:57

- Masz rację, choć nie do końca - powiedział Jack, wstając z fotela pilota. Coś nieprzyjemnie strzyknęło my w plecach i kolanie - Jestem za stary na to gówno... - jęknął pod nosem i zaczął metodycznie zbierać sprzęt.
- Bardziej mnie martwią lokalni niemilce oraz ofiary epidemii. Co prawda jesteśmy w miarę wysoko, ale dawno tu nie byłem. Najprawdopodobniej ponadto Imperium wyśle za nami łowców głów, nie fatygując swoich żołnierzy. W skrócie musimy się zbierać i to szybko zanim zlecą się gapie i będzie w stanie ktoś rozpoznać nas.
W między czasie zaczął zbierać sprzęt, który upakował w schowkach w kokpicie. Była to głównie broń w postaci wnuczka klasycznego E-11 - ST-W48, paru termodetonatorów oraz całego mnóstwa ogniw energetycznych. Ponadto miał przygotowane pakiety medyczne oraz proste racje żywnościowe. W skrócie był przygotowany do przedzierania się przez wrogów, choć w duchu liczył na to, iż nie będzie takiej konieczności.
Image
Image
Image
Awatar użytkownika
Jack Welles
Gracz
 
Posty: 2539
Rejestracja: 31 Gru 2008, o 21:04
Miejscowość: Olsztyn

Re: [Taris] Pieniądze to nie wszystko?

Postprzez Saine Kela » 17 Wrz 2020, o 17:30

- Wiem. Taris jako centrum zarazy nie jest aktualnie najpopularniejszą planetą do uprawiania turystyki.
Mówiąc szczerze, to Imperium tak ściśle blokowała jakiekolwiek informacje z planety, że tak naprawdę nie mieli pojęcie czego się spodziewać i czy sytuacja jest rzeczywiście, aż tak tragiczna, jak to początkowo zakładano. Po dość gwałtownych zdarzeniach jakie miały miejsce jakiś czas temu, nie ma się czemu dziwić, że wszystko jest pilnowane, a władze imperialne są mistrzem w ukrywaniu prawdy. A skoro blokują informacje, to pewnie jest jeszcze gorzej.
Ruszyła za Jackiem, zbierając się w sobie. Pierwsze oszołomienie minęło, choć dość boleśnie odczuwała skutki na wpół kontrolowanej katastrofy lotniczej. Miała jedynie swoją torbę, a w niej cały swój skromny dobytek - trochę kredytów, broń, kardy z danymi, detapad i kilka innych pierdół. Zgarnęła jeszcze jeden blaster, który przyczepiła do biodra. W obecnych okolicznościach broń zdecydowani im się przyda, patrząc na to, że znajdują się właśnie na Taris. Ciekawe jak planeta żyła przez ostatnie miesiące... pewnie oprócz liczby zarażonych wrósł też pewnie odsetek przestępstw i ogólnie bezprawia.
- Jack, masz jakiś plan, gdzie moglibyśmy się udać i byłoby to miejsce w miarę bezpieczne? Na Taris bywałam rzadko, nie był to punkt numer 1 jeżeli chodzi o moje wyprawy badawcze.
Z tego co kojarzyła, Jack był przemytnikiem, więc sporo obracał się w tych nieco ciemniejszych kręgach, być może wiedział to i owo, co mogłoby ich ocalić. Poprawiła torbę, zapięła kurtkę i związała mocno włosy. Jeszcze raz sprawdziła broń i spojrzała wyczekująco na mężczyznę.
Co jakiś czas zerkała na Loctusa, zastanawiając się, co on planuje i co obecnie zamierza zrobić.
- A ty, co teraz planujesz? - zwróciła się do niego w starorepublikańskim.
Była zwarta i gotowa ruszyć w drogę, musiała jednak wiedzieć, na czym stoją.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 692
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: [Taris] Pieniądze to nie wszystko?

Postprzez Jack Welles » 18 Wrz 2020, o 11:47

Karabin Jack ukrył pod swoją kurtką wzdłuż ciała - na pierwszy rzut oka nie było go widać, ale w razie potrzeby bez problemu mógł go dobyć. Przy pasie miał w kaburze swojego wiernego 434 DeathHammera, a resztę sprzętu pochował po kieszeniach.
- Najlepiej byłoby gdzieś się przyczaić na średnich poziomach - odpowiedział Saine - Może w jakimś motelu czy całodobowej kantynie. Na pewno będzie trzeba zejść z ulicy. O opuszczeniu Taris póki co nie ma co nawet marzyć, ale może uda mi się odnowić jakieś stare kontakty. Coruscant to nie jest, ale możliwości mamy tutaj całkiem sporo... Pytanie tylko co zamierza sama wiesz kto - dodał starając się nie kierować wzroku ku Locustowi.
Image
Image
Image
Awatar użytkownika
Jack Welles
Gracz
 
Posty: 2539
Rejestracja: 31 Gru 2008, o 21:04
Miejscowość: Olsztyn

Re: [Taris] Pieniądze to nie wszystko?

Postprzez Mistrz Gry » 19 Wrz 2020, o 14:30

Po wątpliwej jakości "lądowaniu" Locust wydawał się być w najmniejszym szoku z całej trójki. Kiedy Saine i Jack rozmawiali, olbrzym zaczął przeszukiwać schowki kokpitu-kapuły. Usłyszeli zaraz jakiś rumor, potem starorepublikańskie przekleństwo, którego Saine nie ważyła się przetłumaczyć, a po chwili ciszy Gen'Dai walnął łapą w poszycie pokładu i pokręcił głową. Widocznie nie znalazł nic przydatnego.
- A ty, co teraz planujesz? - zwróciła się do niego Saine.
- Musimy dostać się na niższy poziom miasta - powiedział Locust, wstając i wyglądając za iluminator - Nie na samo dno, ale dość blisko tego bagna. A tam będę potrzebował pomocy kogoś, kto umie rozeznać się w ruinach. Najpierw jednak musimy znaleźć drogę do tych poziomów. Za moich czasów miasto wyglądało zupełnie inaczej i pewnie te wasze białe żołnierzyki zamknęły co niebezpieczniejsze rejony.
- Najpierw poszukajmy jakiejś zapadłej kantyny - kontynuował Gen'dai - I znajdźmy kogoś, kto wskaże nam drogę. Tym razem będzie trochę trudniej, bo nie będziemy mogli wlecieć tam statkiem, he, he.
Usłyszeli gdzieś z daleka wizg silników. TIE zbliżały się w miejsce katastrofy statku.
- Chyba znaleźli swoją zgubę - wtrącił Locust - Ale tutaj też mogą się niedługo zjawić. Ktoś już na pewno poinformował ich o rozbiciu kapsuły. Wychodzimy, szybko.
Nie kłopocząc się otwieraniem włazu, Locust przywalił w niego kilka razy barkiem i wytoczył się na zewnątrz, kiedy metal ustąpił.
Znajdowali się w czymś, co mogło być lądowiskiem, dużym tarasem czy też otwartym hangarem. W każdym razie wokół siebie mieli nieco otwartej przestrzeni, a nad głowami widzieli popołudniowe niebo Taris. Patrząc bliżej horyzontu, dostrzegli już strzeliste wieżowce i poziomy wyższego miasta. Widzieli pojazdy, unoszące się w powietrzu i tworzące długie i zawiłe szlaki. Widzieli także dym, unoszący się z megawieżowca, który znajdował się bliżej, niżby tego chcieli.
- Pospieszcie się - zakomenderował Locust, po czym ruszył truchtem w stronę najbliższych zabudowań.
Ruszyli za nim. Szybko przebiegli przez platformę i schowali się w cieniu innych tarasów i lądowisk. Wbiegli między budynki, dostali się na jakieś schody, kluczyli po uliczkach i chyba przebiegli przez czyjś sklep (przynajmniej tak im się wydawało). Nagle wpadli w tłum. Ostatnia uliczka wychodziła na jakąś większą ulicę, wzdłuż której świeciły neony barów i sklepów. W wolnych miejscach na deptaku handlarze rozstawili kramy i wykrzykiwali ceny do przechodniów i obelgi do konkurentów. Saine poczuła się nagle, jakby cofnęła się o jakieś pięć tysięcy lat. Dzielnice handlowe na niższych poziomach Taris chyba były odporne na czas i postęp.
Locust rozglądał się bezradnie, wśród napisów i rozmów w języku, którego nie rozumiał. Był właściwie u siebie, a jednocześnie w obcym miejscu.
- Znajdźmy jakiś bar - powiedział w końcu - Muszę się napić.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6931
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Taris] Pieniądze to nie wszystko?

Postprzez Saine Kela » 24 Wrz 2020, o 19:46

Plan Jacka brzmiał sensownie, ale prawda była taka, że po prostu nie mieli zbyt wielkiego wyboru. Znaleźli się w bardzo niesprzyjających warunkach i nie dość, że Imperialni będą im deptać po piętach, to jeszcze cała ta planeta jest jednym wielkim zagrożeniem.
- Jakoś musimy to teraz przetrwać. I trzymać się razem.
Właściwie to Saine czuła, że musi trzymać się Jacka, zresztą był jej nieoficjalnym i samozwańczym ochroniarzem. Nie brała tego na serio, ale w obecnej sytuacji wiedziała, że samodzielne myszkowanie po planecie, na której szaleje zaraza, do tego wśród mieszkańców, którzy od długiego czasu są po prostu kompletnie odcięci od reszty galaktyki i kto wie, jak wygląda obecna sytuacja społeczna.
- Im będziemy schodzić niżej, tym będzie większe zagrożenie ze strony rakghuli. - powiedziała bez przekonania i potem przetłumaczyła Jackowi, czego oczekiwał Loctus.
Nie podobało jej się to, ale nie mieli wielkiego wyjścia. Obcy nadal nie znał współczesnego języka i choć nie wątpiła, że będzie się uczył szybko, póki co poniekąd był od nich, a konkretnie to od niej, uzależniony. Miała nadzieje, że ich drogi się rozejdą, ale wychodzi na to, że nie. Martwiła się, w jakie jeszcze kłopoty wpadną.
Bez dalszych ceregieli opuścili statek, z zamiarem uniknięcia spotkania z żołnierzami Imperium.
- Jack, jak będziemy za nim tak szli, to prędzej niż później kłopoty znajdą nas same. On i tak się rzuca w oczy wystarczająco mocno. - skrzywiła się, gdy Loctus na nich zawołał. - Nie wiem, czego on szuka i o jakich ruinach mówi, a nie wiem, czy chce mu mówić o tym, że jestem archeologiem. Wolałabym się w to nie mieszać...
Gdy jeszcze mówiła, wyszli na główną ulicę i aż się zachłysnęła. Nie sądziła, że Taris pomimo blokady będzie aż tak tętniło życiem, zupełnie jakby nic się nie działo i nie było żądnej zarazy. Owszem wszystko wydawało się wyjątkowo prymitywne i takie pierwotne, ale jednak żywe.
- Jack, poprowadź.
Zarzuciła kaptur na głowę i poprawiła torbę na ramieniu, czując przy okazji ciężar blastera. Nie rzucać się w oczy i nie wpadać w kłopoty. Będzie ciężko...
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 692
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: [Taris] Pieniądze to nie wszystko?

Postprzez Jack Welles » 2 Paź 2020, o 09:22

Tego Jack się nie spodziewał. W sensie przewidywał, iż mimo zapewnień Locusta, wcale nie da im spokoju gdy już trafią na Taris, to jednak nie myślał o tym, że będzie on chciał się wraz nimi pchać się w jeszcze gorsze gówno. Dodatkowo wyłamanie śluzy przez kosmitę, choć były przemytnik już praktycznie chwytał za dźwignię bezpieczeństwa ją otwierającą, tylko zwiększyło jego niepokój, który od jakiegoś czasu narastał.
W jego głowie układał się niczym z puzzli następujący obraz: niezrównoważonej emocjonalnie istoty o tendencjach psychopatycznych, która dodatkowo będąc świadoma swojej ogromnej siły nie stroniła od przemocy. Prócz tego był on najwyraźniej bardzo inteligentny i przejawiał zdolności dowódcze. W wojsku szybko pewnie zrobiliby z niego jakiegoś liniowego sierżanta, ale w obecnej sytuacji Jack wolałby, żeby od nich się odstosunkował. Co prawda z Wellesa był żaden psycholog, ale życiowe doświadczenie rzadko go zawodziło, zwłaszcza jeśli chodzi o ocenianie innych dżentelistot - nie rzadko przecież zależało od tego jego własne życie. Nie pozostało więc im nic innego, jak tylko się cieszyć, iż mają go po swojej stronie, zwłaszcza w kontekście wycieczki w zamknięte rejony Taris.
- Na początek postarajmy zrobić jakieś małe zakupy - rzekł Jack, wpadając na pewną myśl. Taris, podobnie jak inne miasta-planety pokroju Nar Shaddaa czy Coruscant, były w gruncie rzeczy kosmopolityczne: była tu mieszanka dżentelistot z praktycznie każdego zakamarka Znanej Galaktyki. Można by śmiało powiedzieć, iż z tego powodu wynikała ich siła oraz to co przyciągało kolejnych nowych mieszkańców. Powodowało to jednak, iż basic wcale nie był dominującym narzeczem. Ba - istniały całe dzielnice gdzie bez znajomości huttese czy duroskiego nie szło niczego załatwić, a wręcz prosiło się o kłopoty.
- Czoubaso! - rzekł do sklepikarza, który dopiero co skończył zajmować się innym klientem. Zeszli bowiem z głównego traktu dzielnicy handlowej, w jedną z bocznych odnóg, wzdłuż której znajdował się ciąg straganów wypełnionych po brzegi mniej lub bardziej sprawnymi droidami oraz ich częściami.
- Masz może jakiś translator z vobulatorem? - spytał się, kontynuując w języku wywodzącym się z Nal Hutta - Ting kuuing kuu suu ah - dodał klepiąc się po kieszeni.
- Tysiąc dwieście kredytów i ani kredyta mniej - odpowiedział mu sprzedawca.
- Iis hoppoda noupa! - odpowiedział Jack z wyraźnym oburzeniem.
- Koo ja maia stiupa jeśli myślisz, że taniej taki sprzęt dostaniesz - stwierdził niewzruszony sklepikarz wskazując na proste chromowane pudełko z głośnikiem zamocowane na łańcuchu, który dało się zawiesić na szyi.
- Dogadajmy się - powiedział Welles pojednawczo - może jakiś barter wchodzi w grę?
- Co proponujesz?
- Dam ci sześćset kredytów i taki gadżecik - powiedział Jack wyjmując z kieszeni termodetonator.
- Daj dwa i 700 kredytów, to po kosztach ci puszczę ten translator - odpowiedział szybko sklepikarz, rozglądając się nerwowo.
- Cza uana dou bota - powiedział Welles kładąc sprzęt i pieniądze na kontuarze - Va foppa dżii uontahiumpa? - spytał się biorąc świeżo nabyte urządzenie do ręki.
- Ty na prawdę koo ja maia stiupa - odpowiedział sprzedawca uśmiechając sie obleśnie. Jack machnął w odpowiedzi tylko ręką i szybkim krokiem ruszył dalej, poganiając gestami dłoni swoich towarzyszy.
- Prezent dla ciebie - powiedział do Locusta gdy odeszli, podając mu urządzenie, które posłusznie powtórzyło jego słowa w starorepublikańskim - tu w okolicy była knajpa, która powinna się nadać do naszych celów. Postarajcie się tylko nie wyglądać jak turyści i powinno obyć się bez problemów - dodał wcale nieprzekonanym tonem głosu.
Image
Image
Image
Awatar użytkownika
Jack Welles
Gracz
 
Posty: 2539
Rejestracja: 31 Gru 2008, o 21:04
Miejscowość: Olsztyn

Re: [Taris] Pieniądze to nie wszystko?

Postprzez Saine Kela » 8 Paź 2020, o 18:39

Nie uwolnią się od tego niezbyt chcianego towarzystwa za szybko. Nie była pewna czy to dobrze, czy źle i nie była pewna, czy chce się dowiadywać. Istota była niebezpieczna, nawet bardzo niebezpieczna. Mogliby spróbować powiedzieć po prostu, że pójdą swoją drogą, ale nie mieli pewności czy przypadkiem Loctus nie zechce siłą zmusić ich do współpracy. Na razie nie chciała tego sprawdzać i najwidoczniej Jack też nie. Poczekają, zobaczą, co z tego wyniknie i skorzystają z najbliższej możliwej okazji, by się wyrwać.
Jack przejął chwilowo inicjatywę, wpadając na całkiem dobry pomysł. Ona sama raczej nie podjęłaby się negocjacji w takim miejscu, choć w swoich dotychczasowych podróżach miała do czynienia z wieloma różnymi sytuacjami, a niektórzy tubylcy bywali trudni. Starała się jednak zachować kamienną twarz, słuchając wymiany zdań między Jackiem a handlarzem, która jednocześnie była okraszona niewybrednym słownictwem. Odetchnęła dopiero jak odeszli od bazarku.
- Świetny pomysł Jack, to nieco ułatwi nam sprawę i nie będę musiała robić za tłumacza.
Zaczęli przedzierać się przez tłum, we wskazanym przez niego kierunku. Taris nie było raczej zbyt turystycznym miejscem, a teraz to już w ogóle. Sądziła, że knajpy na tym poziomie teraz zdecydowanie bardziej będą przypominać mordownie, niż przytulne kawiarnie.
- W tym momencie raczej bardziej przypominamy uciekinierów, niż turystów. Bo za miejscowych z pewnością nas nie wezmą.
Zerknęła niepewnie na Loctusa, który z ich trójki wyróżniał się najbardziej. Jakby ktoś ich przypadkiem szukał, on niemal świecił jak latarnia morska, przebijał ich ponad głowę. Sądziła też, że raczej od wieków nikt nie widział Gen'dai, rasa ta nie była zbyt liczna w galaktyce. Mógł przyciągać kłopoty. Nie wiedziała, w jakim był wieku, ale patrząc na to, że nie mówił ze współczesnym, był bardzo stary. Z tego, co się orientowała, rasa ta w podeszłym wieku często chorowała na psychozę. Miała nadzieje, że Loctus jest w pełni władz umysłowych.
- Jak przysiądziemy gdzieś spokojnie, będzie można zastanowić się co dalej.
Zaciągnęła kaptur na głowie, czując niepokój.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 692
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: [Taris] Pieniądze to nie wszystko?

Postprzez Jack Welles » 9 Paź 2020, o 10:54

- Tu każdy kto się trochę rzuca w oczy uchodzi za turystę - powiedział Jack z kwaśnym uśmiechem. Szczęście w nie szczęściu towarzyszył im Locust. Co prawda rzucał się w oczy strasznie, ale jego aparycja powodowała, że większość mijanych dżentelistot starała się patrzeć w innym kierunku. Szczerze mówiąc nie był jedynym tego typu przypadkiem wśród istot, które krzątały się na trakcie. Wszak okolica, w której się znajdowali, była na prawdę kiepska. Było trzeba jednak szybko zejść z widoku i już za chwilę miała pojawić się ku temu okazja.
- O tym miejscu mówiłem - powiedział Jack wskazując na obskurne drzwi, znajdujące się w jeszcze bardziej obskurnym zaułku. Koślawy szyld głosił: "Pod rubieżnym Gamorreanem". Szczęśliwie, po wejściu do środka, okazało się iż w zasięgu wzroku nie ma żadnego żywego przedstawiciela tej rasy. Co innego jeśli chodzi o na prawdę obleśne plakaty, na których w rolach głównych występowali właśnie Gamorreanie wraz z żeńskimi przedstawicielkami większości znanych humanoidalnych i nie tylko ras.
- Niektóre miejsca się nie zmieniają... - mruknął Jack z wymieszanym niesmakiem oraz rozbawieniem, i poprowadził swoich kompanów wgłąb lokalu. Za winklem okazały się mieścić prywatne loże, w których można się było schować przed ciekawskimi spojrzeniami, mając dalej widok na sale.
- Idę do baru zaciągnąć języka - powiedział Welles po tym jak Saine z Locustem siedli - jakby co to na tyłach znajduje drugie wyjście - dodał.
- Trzy razy czysty etanol z wodą - powiedział do barmana i następnie kontynuował - Potrzebuję załatwić parę spraw na dole. Znasz kogoś kto tam bywa?
Image
Image
Image
Awatar użytkownika
Jack Welles
Gracz
 
Posty: 2539
Rejestracja: 31 Gru 2008, o 21:04
Miejscowość: Olsztyn

Re: [Taris] Pieniądze to nie wszystko?

Postprzez Saine Kela » 9 Paź 2020, o 19:52

Na szczęście nie musieli długi kluczyć między uliczkami i Jack dość sprawnie poprowadził ich do knajpy. Wchodząc tam Saine odruchowo się skrzywiła. To było jedno z tych miejsc, do których w życiu by nie weszła, chyba że byłaby zdesperowana. Najwidoczniej była. Już sama nazwa przybytku wołała o pomstę do nieba, a jego wnętrze i klientela były jeszcze gorsze.
- Jack, gorszego miejsca nie mogłeś znaleźć? - szepnęła dość konspiracyjnie, starając się nie gapić na obleśne plakaty.
Tego miejsca chyba nigdy nie odwiedził nikt, kto miałby, choć minimalne pojęcie o aranżacji wnętrz. Może nawet i lepiej, że tak nie było, bo pewnie padłby na zawał na sam widok. Przecisnęli się przez korytarz, aż do loży, gdzie mogli usiąść. Jak na tak obskurne miejsce nawet dbali o prywatność, czego w życiu by się nie spodziewała.
- Mam nadzieje, że wiesz, co robisz Jack i pamiętaj, że jesteś moim ochroniarzem. - mrugnęła. - Wolę więc nie zginąć przez twoje kontakty.
Żartowała oczywiście, ale z drugiej strony, póki co i tak byli na siebie skazani, a dotychczasowe doświadczenia sprawiły, że mimo wszystko mu ufała. Tego samego jednak nie mogła powiedzieć o Loctusie, który budził w niej lęk. Przez moment jeszcze wpatrywała się w plecy mężczyzny, gdy podchodził do baru, a po chwili przeniosła wzrok na Gen'dai.
- Minęło dużo czasu, nim ostatnim razem byłeś na wolności, mogło się wiele zmienić. Tego czego szukasz, może już nie być.
Chodziło jej o to, że czegokolwiek szukał i do czegokolwiek teraz dążył, nie było pewności, że to znajdzie. A przynajmniej, że znajdzie to w stanie, jakim by chciał. Starała się zachować dystans i jednocześnie zerkała w stronę sali, chcąc zorientować się w sytuacji i tym, czy przypadkiem nie zauważy czegoś znaczącego, odbiegającego od normy. Taris to niebezpieczne miejsce, zwłaszcza teraz gdy panuje zaraza i choć wydawało się, że wszyscy żyli po staremu, jak gdyby nigdy nic, kto wie, co mogło się dziać.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 692
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: [Taris] Pieniądze to nie wszystko?

Postprzez Mistrz Gry » 19 Paź 2020, o 18:40

- I właśnie dlatego potrzebuję waszej pomocy - powiedział przy pomocy translatora Locust, kiedy Jack odszedł do baru - Żeby znaleźć pewien... zabytek archeologiczny.
Tymczasem Jack opierał się o lepki blat i czekał na zamówione drinki. Barman podał mu trzy wypełnione do połowy szklanki i pochylił się konspiracyjnie w jego stronę.
- Nie jesteście stąd, ha? Ty, twoja kobieta i ta góra mięcha. Gdybyście byli, tobyście wiedzieli, że na dole nie załatwia się już żadnych interesów.
- Nie pytałem, czy mogę tam coś załatwić. Pytałem o kogoś, kto mnie tam zaprowadzi.
- Kolejni poszukiwacze przygód się znaleźli - sarknął barman - Nic, tylko zarazę roznosicie. A rakghule się mnożą, a żryć mają co, bo i schodzicie tam ciągle.
- Czyli jednak ktoś schodzi.
- Ano schodzą. Ale nie łatwa to przeprawa. I nie mówię wcale o potworach. A chcesz zejść - tu wykonał znany w całej galaktyce gest pocierania palcem wskazującym kciuka - Musisz płacić. Ode mnie za darmo masz przestrogę. Od mojego znajomego za darmo dostaniesz kopa.
- A jak się z tym znajomym skontaktować?
- Wieczorem tu będzie - powiedział barman - Możecie tu poczekać te kilka godzin, albo przygotować się na wyprawę. Same blastery mogą wam nie wystarczyć.

***


Przy tlącym się już tylko wraku statku typu lambda latały jeszcze drony przeciwpożarowe. Kilku imperialnych żołnierzy nadzorowało ich pracę, kilku innych stało na obrzeżach gruzowiska i pilnowało, żeby nikt z gapiów za bardzo się nie zbliżał. Nie bali się, że ktoś przypadkowy się poparzy. Bali się, że ktoś przypadkowy podsłucha.
Komandor porucznik Travis Hutbell osobiście przyleciał obejrzeć miejsce wypadku. Po klęsce ludzi odpowiedzialnych za blokadę dowództwo wyraźnie i dobitnie wyłożyło mu, dlaczego na powierzchni planety musi pójść im lepiej. Dlatego też Hutbell dostał odgórne polecenie, aby sprawą zainteresować się osobiście.
Stał teraz wśród ruin pozostałych po budynku, w który uderzył prom i zastanawiał się, czym sobie zasłużył na tak wątpliwą przyjemność.
- Kapitanie Stamets - Travis zwrócił się do przechodzącego obok mężczyzny - Proszę o raport.
- Trzydzieści dwie osoby ranne, w tym dwanaście w stanie ciężkim, sir. Pięć osób zmarło na miejscu, dostałem informacje, że dwie kolejne zmarły w drodze do szpitala. Ewakuowaliśmy z okolicy dwieście trzydzieści trzy osoby.
- Ile osób zajmowało budynek?
- To jeden z biurowców, sir. Należy do prywatnej firmy.
- Rozumiem, że księgowość już zajmuje się odszkodowaniami?
- Tak jest, sir. Pani Helen właśnie dostała listę.
- Długą listę?
- Za przeproszeniem, sir - kapitan przełknął ślinę - Nie chce pan wiedzieć.
Jeden statek, jedna szmata puszczona przez blokadę, a tyle roboty i szkód. I oczywiście odpowiedzialność spada na niego. Kogoś ze stopniem na tyle niskim, żeby można było to na niego zrzucić, ale na tyle wysokim, żeby nie miał jeszcze związanych rąk.
- Jak już uprzątniecie ten bałagan, chcę zobaczyć, co nagrali piloci TIE - powiedział Hutbell - I przyślij do mnie podporucznika Halley'a. Trzeba znaleźć kogoś, kogo będziemy mogli pociągnąć do odpowiedzialności.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6931
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Taris] Pieniądze to nie wszystko?

Postprzez Jack Welles » 27 Paź 2020, o 11:26

- Taa... - odpowiedział Jack, wziął drinki i skierował się z powrotem do stolika. Znowu pakowali się w tarapaty i jego wewnętrzny głos nalegał coraz głośniej by po prostu wyjść z kantyny i olać całą tę sprawę. Z drugiej jednak strony cholerne poczucie obowiązku nie pozwalało mu na pozostawienie Saine na pastwę Locusta i bandy rakghouli.
- Jestem już na to za stary... - jęknął pod nosem i chwilę później siedział już z trójką swoich towarzyszy.
- Wieczorem ma się tu zjawić ktoś, kto nas zaprowadzi na dolne poziomy - rzekł popijając wódkę z wysokiej szklanki. Nie był to najlepszy napitek jaki w życiu pił, ale jego sterylność gwarantowała brak rozwolnienia, a alkohol zbawiennie działał na jego samopoczucie.
- Chciałbym jednak wiedzieć czego konkretnie od nas chcesz? Jesteś nam winien bardziej szczegółowych wyjaśnień, choćby ze względu na to, że gdyby nie my, to twój żałosny, choć muskularny, tyłek dalej by gnił na tej zapomnianej przez bogów planecie - dodał zdecydowanym tonem głosu, po czym zwrócił się do Saine, która z wyraźnymi wątpliwościami spoglądała na szklankę, którą jej podał - Pij śmiało... Jest to najlepsze lekarstwo dla duszy na jakie możemy sobie w tym momencie pozwolić, a na pewno nie poczujesz się od tego gorzej.
W międzyczasie myślami Jack powędrował do kryształu, który miał powieszony na rzemyku na szyi. Było to serce broni, którą ktoś kiedyś mądry określił jako elegancką na bardziej cywilizowane czasy. Niestety te jakoś nie chciały nastać ponownie, a sytuacja coraz bardziej sprawiała wrażenie wymagają ponownie jej zmontowanie. Ogółem, choć stanowiła szczyt wyrafinowania oraz była niezaprzeczalnie szczytem osiągnięć w zakresie broni białej, to jej ogólna prostota budowy umożliwiała zbudowanie jej przy pomocy części jakie można by było dostać na praktycznie każdym straganie ze złomem elektronicznym - oczywiście pod warunkiem posiadania kryształu zasilającego, którego Welles przecież miał w posiadaniu, oraz precyzyjności, jaką właściwie można było uzyskać jedynie przy pomocy pewnej mistycznej sile, w której Jack był przecież biegły. Czasu też mieli pod dostatkiem w tym momencie, bo do wieczora zostało kilka godzin. Welles postanowił, więc że jak już z Locustem wszystko wyjaśnią to poświęci ten czas właśnie na odbudowę swojego oręża.
Image
Image
Image
Awatar użytkownika
Jack Welles
Gracz
 
Posty: 2539
Rejestracja: 31 Gru 2008, o 21:04
Miejscowość: Olsztyn

Re: [Taris] Pieniądze to nie wszystko?

Postprzez Saine Kela » 29 Paź 2020, o 10:57

Loctus nie był zbyt skory do rozmowy i najwyraźniej nie zamierzał wdawać się w szczegóły, co nieszczególnie jej się podobało. To mogło sprowadzić na nich jeszcze większe kłopoty, niż mieli obecnie, a właśnie tego należałoby teraz unikać. Wiedziała jednak, że nie namówi go do zwierzeń, choć mogłaby spróbować. Był jednak jedną wielką niewiadomą i nie miała pewności czy go nie wkurzy.
W końcu wrócił i Jack, minę miał co najmniej nietęgą, ale najwidoczniej czegoś przydatnego się dowiedział.
- Oby tylko nie było to oszustwo. Już sam pomysł schodzenia na niższe poziomy jest bardzo ryzykowny. - skrzywiła się.
O ile Saine miała nieco opory by naciskać Gen'dai, o tyle Jack tych oporów już nie miał. Przełknęła z trudem gulę w gardle, jak usłyszała jakie słowa do niego kierował. Jakby nie było, ciężko jest ich nazwać "towarzyszami", poniekąd zostali przecież zmuszeni do współpracy, co ani jej, ani Jackowi się nie podobało. Mocniej ścisnęła swoją szklankę, zastanawiając się, czy przypadkiem zaraz nie nastąpi wybuch gniewu. Co ona mogła w tym momencie zrobić? Niewiele. Poza podstawą walki i wiedzą szeroką wiedzą o historii, archeologii i znajomości wielu języków, nie miała żadnych przydatnych umiejętności.
- Jackowi chodzi o to, że jak mamy już pakować się w jakąś kabałę, to warto wiedzieć w jaką, by się na to przygotować. Póki co wyrażasz się bardzo enigmatycznie.
Saine starała się wyciągnąć z pamięci jakieś skrawki informacji na temat Taris, jej historii i zdarzeń jakie miały tu miejsce, ale nie było to łatwe zadanie. Po prostu informacji jest za dużo, a planeta ta przeszła już bardzo wiele na przestrzeni tysięcy lat. Z pewnością kryła w sobie wiele tajemnic. Przetrwała wojny domowe, wojny madaloriańskie, wojnę galaktyczną, wojny klonów, stare Imperium i wiele, wiele innych konfliktów. Chciał znaleźć zabytek archeologiczny, a że sam Loctus miał już swoje lata, to wnioskowała, że musiało być to co najmniej coś, co miało kilka setek lat, jak nie więcej. Mogła więc z góry wykluczyć najnowszą historię. To jednak nadal wiele wiedzy do przeanalizowania, a nie miała żadnego punktu zaczepienia.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 692
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: [Taris] Pieniądze to nie wszystko?

Postprzez Mistrz Gry » 6 Lis 2020, o 17:26

Ku zaskoczeniu Saine Locust nie wybuchł gniewem. Nie walnął pięścią w stół, nie rozniósł baru na kawałki. Nawet nie podniósł głosu. Ba, Gen'dai odpowiedział spokojnie i rzeczowo, jakby od dawna spodziewał się pytania. Być może kryło się za tym jakieś poczucie winy? Albo chociaż odrobina wdzięczności?
- Jak rozumiem, niewiele wiecie o moim życiu zanim zostałem uwięziony w tamtym... grobowcu. Spieszę zatem z wyjaśnieniem. Taris, a przynajmniej jej dolne poziomy, nieformalnie należały do mnie i moich ludzi. Jak się zapewne domyślacie, nie zarabialiśmy na życie uczciwie. Ważne jest jednak to, że zarabialiśmy. I były to duże sumy. A ja, jako przywódca, dysponowałem pewnymi... możliwościami, tak to nazwijmy. Przynależną mi zatem część urobku, na który to ciężko sobie zapracowałem, ukryłem. Ale my, Gen'Dai, wiemy, że wartość kredytów zmienia się w czasie. Jesteśmy tak długowieczni, że zapewne w samym tylko więzieniu przeżyłem więcej inflacji, niż wy usłyszeliście to słowo. Zatem swoje kredyty zamieniłem na coś bezpieczniejszego, coś, czego wartość w czasie nie zmaleje, a raczej wzrośnie i ukryłem swoją "lokatę" w bezpiecznym miejscu. Miejsce to znajduje się... na dole właśnie, w miejscu, gdzie kiedyś mieliśmy swoją siedzibę. Dlatego teraz, po niespełna trzydziestu siedmiu setkach lat, potrzebuję kogoś obeznanego z tym światem - kiwnął głową w stronę Jacka - oraz z archeologią - skłonił się w stronę Saine - aby odnaleźć coś, co kiedyś sam schowałem, a co pragnę teraz odzyskać.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6931
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Taris] Pieniądze to nie wszystko?

Postprzez Saine Kela » 15 Lis 2020, o 14:16

W pierwszym momencie nieco bała się reakcji Gen'dai, ale nie ma się co dziwić, po tym, co przeszli i biorąc pod uwagę fakt, ze ten rosły obcy rozniósł w perzyny imperialnych i to bez najmniejszego problemu, do tego po prostu ją porwał jak szmacianą lalkę. Najwidoczniej jednak pierwsza akcja zaraz po uwolnieniu z więzienia była poniekąd potrzebna - była to reakcja więźnia, który chciał uciec i już nie wrócić, nie chciał się zapędzić ponownie w to samo miejsce. Teraz mógł już nieco odpuścić. Chyba. Mimo wszystko odetchnęła, gdy usłyszała, że nie ma się co martwić o wybuch złości. Mogłoby się to przecież źle skończyć nie tylko dla niej i Jacka, ale i dla wszystkich pozostałych gości tej spelunki. Słuchała więc teraz uważnie.
- Rozumiem, ale mam nadzieje, że zdajesz sobie sprawę z tego, jak wiele czasu minęło? Mogło się bardzo dużo zmienić, a twojej "lokaty" już nie ma. Oczywiście nie przekonamy się o tym, póki nie znajdziemy tego miejsca.
Westchnęła, zdając sobie sprawę z tego, że tak łatwo nie uciekną od towarzystwa kłopotliwego obcego. Niezależnie od tego, czy miał jakieś zgromadzone kosztowności, czy już dawno je rozkradli i tak będą ich szukać, choćby po to, by się o tym przekonać. Wprawdzie perspektywa odkrycia jakichś starożytnych artefaktów była bardzo kusząca, to jednak obecna sytuacja nie należała do najlepszych. Byli persona non grata - poszukiwało ich Imperium, do tego jeszcze znajdowali się na planecie, nie dość, że objętej zarazą, a tym samym globalną kwarantanną, to jeszcze wszędzie mogło czaić się niebezpieczeństwo - jak nie ze strony rakghuli, to od strony lokalnych mieszkańców, dla których obecne sytuacja też łatwa nie była i każdy musiał jakoś sobie radzić.
Spojrzała na Jacka, jakby szukając w nim oparcia i rozwiązania tej sytuacji, ale wiedziała, że ich możliwości nie są najlepsze. Być, albo nie być. Czy taka wyprawa, biorąc pod uwagę wszystkie negatywne okoliczności, będzie dla nich opłacalna? I czy dadzą radę później się stąd wyrwać?
Saine oparła łokcie na stole, a następnie położyła czoło na dłonie, gapiąc się z brudny stolik. Pęd badacza walczył w niej z instynktem samozachowawczym, który mówił jej, że to może się bardzo, bardzo źle skończyć. Jack miał swoją Moc, Gen'dai był po prostu sobą i posiadał rasowe umiejętności, które wynosiły go na wyżyny, a ona... była zwykłym naukowcem. Choć czy te ograniczenia kiedykolwiek ją powstrzymywały?
- Jack, co o tym sądzisz? - podniosła głowę i spojrzała na mężczyznę.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 692
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska


Wróć do Zewnętrzne Rubieże

cron