Content

Archiwum

[Księżyc Gall] - Coś więcej niż pieniądze...

Re: [Księżyc Gall] - Coś więcej niż pieniądze...

Postprzez Elena Fox » 21 Sie 2020, o 01:06

"Było się nie ładować na ten złom..." — Skomentowała w myślach dziewczyna czując jak jej ramię jest bliskie zwichnięcia. Mężczyzna okazał się biegły w sztuce pojedynku, choć te kilka punktów należało jej oddać. Nie mniej jednak Czy to było ważne w tej chwili? Wszystkie mięśnie na ciele Eleny napięły się do granic, siłując z uczuciem bólu, który jej teraz towarzyszył. Cała ta sytuacja wyglądała na patową. Wewnątrz własnej głowy złodziejka już odtwarzała scenariusze, w których miałoby wydarzyć się coś więcej niż tylko jej śmierć. Tak jakby ta jedna perspektywa nie była tak zła.
Gdyby miała wolną rękę zapewne właśnie uderzyłaby się w czoło, w geście zażenowania i zrezygnowania. Devaronianin mógł poczuć jak jego przeciwnik przestał się bronić w tej chwili. Zielonooka z trudem wypuściła powietrze z ust. Jakby wzdychając w tej chwili. Czy jej martwe ciało cokolwiek zmieni w tej historii? Czy jej osoba jest warta próby ucieczki? Tak długo jak jej oprawca jest zainteresowany zabiciem jej w pierwszej kolejności nie musi się niczego innego obawiać. Wręcz przeciwnie, ta myśl zdawała się odkupieniem. Zakończeniem jej wieloletniego pasma udręk i niepowodzeń.
– Ugh... Chyba stać cię na coś więcej niż kiepska próba zastraszenia... — zaczęła, jej głos był dość delikatny, wręcz śpiewny. Bardziej jednak rogatego kosmitę mógł obchodzić ton jej wypowiedzi, to jak mówiła, nie słyszał strachu, paniki, na którą możliwe, że nawet czekał. Jego tryumf był dość... Krótki. — Skoro weszłam na pokład nie podnosząc alarmu... to chyba potrafię coś więcej niż odpowiadać na pytania... — nie załamała się nawet na chwilę, choć devaronianin był pewien, że ma trudność z mówieniem gdy zwyczajnie tak mocno naciska na nią. — W przeciwieństwie do kogoś, kto nawet nie potrafi zabezpieczyć swojego okrętu przed włamywaczem. — Dorzuciła, tak kpiącym tonem jakiego nie mógł się po niej spodziewać właśnie w tej chwili. Czy ta ludzka dziewczyna nie zdawała sobie sprawy z tego w jakiej jest sytuacji? Nawet jeżeli Zaahr chciał odpowiedzieć, nie zdążył. Elena właśnie w tej chwili wciągnęła powietrze i wypuściła je wraz ze słowami. — Tak właściwie, to tak starej wersji softu XS-800 dawno nie widziałam... Wiesz?
Awatar użytkownika
Elena Fox
Gracz
 
Posty: 44
Rejestracja: 27 Gru 2019, o 02:55

Re: [Księżyc Gall] - Coś więcej niż pieniądze...

Postprzez Zaahr Dromrahk » 21 Sie 2020, o 20:44

Gdy złodziejka wytykała mu błędy podirytowany devaronianin dociskał dzwgnię. Co za głupie pieprzenie. Jak ktoś może być przygotowany na atak jakiejś niewyrośniętej przybłędy. Zaahr sam był wojskowym pilotem i jego umysł na chwilę zaciął się na słowie "soft". Najwyraźniej swój brak argumentów kontrował argumentem siły.
- A za kogo ty mnie masz? Myślisz, że nie wiem, że latam pierdolonym złomem? - rogacz niemal krzyknął w jej kierunku i dalej pociągnął dyskusję z miną zwycięzcy:
- Zdajesz sobie sprawę, że wszystko co mówisz nie ma kompletnie znaczenia jak po zabiciu cię po prostu wpierdolę twoje truchło. Może jesteś dobra, ale twoim błędem było to, że postanowiłaś opierdolić zły statek... - Zaahr uciał wypowiedź i lekko odpuścił ucisk zupełnie jakby dostał udaru. Jego trzy ostatnie słowa odbiły się echem w jego umyśle i zdawały się nabierać innego znaczenia. Zaahr zdawał się mieć plan. Plan na opierdolenie Imperial IV. Potrzebował tylko jednej niewyrośniętej przybłędy. Zaahr odchrząknął.
- Postanowiłaś opierdolić zły statek - powtórzył po chwili o wiele spokojniejszym tonem - ten błąd uczynił mnie panem twojego życia. Na twoje szczęście twoje życie jest mi kompletnie obojętne. Prawdę powiedziawszy musisz być tak koścista, że aż niesmaczna - Poczuła jakby znowu odpuścił dzwignię.
- Z resztą nieważne. Ja wiem gdzie jest dobry statek do opierdolenia. Za dobrą kasę - ostatnie zdanie wypowiedział śmielej jakby chciał mieć pewność, że trafi to do jej słuchu. Po chwili już wyraźnie odpuścił dzwignię. Dopiero teraz oboje poczuli, że stopy Eleny były piętnaście centymetrów nad ziemią.
- Co mi możesz powiedzieć o opierdalaniu imperialnych fregat? - padło w końcu pytanie. Zaahr nie chciał go z początku zadawać takiego pytania. Dopiero potem zorientował się, że odpowiedź na nie to jedyna istotna w tej chwili rzecz. Podejrzewał, że ta dziewczyna z resztą też to wiedziała. Już na chwilę pożegnała się z życiem jednak właśnie teraz dostała szansę by znowu o nie zawalczyć.
Image
Awatar użytkownika
Zaahr Dromrahk
Gracz
 
Posty: 130
Rejestracja: 7 Cze 2018, o 17:42
Miejscowość: Toruń/Gdańsk

Re: [Księżyc Gall] - Coś więcej niż pieniądze...

Postprzez Elena Fox » 22 Sie 2020, o 02:25

Ponownie zaciśnięta dźwignia sprawiła, że dziewczyna omal nie wypuściła powietrza z płuc wraz z jęknięciem. Starała się tego nie zrobić. Starała się nie pokazać mu, że ma nad nią jakąś przewagę. Po prostu nie mogła i nie chciała dać mu satysfakcji z cierpienia. Po chwili całość stała się wspomnieniem, jej mięśnie mogły odpocząć, a devaronianin kontynuował tyradę. Najwidoczniej nie pomyliła się nazywając kupą złomu ten statek.
Nawiasem, komentarz na temat jej braku tego tłuszczyku nie pozostał bez noty w pamięci. Lekko wzdrygnęła się wówczas, a jej przeciwnik mógłby przysiąc, że w tamtej sekundzie bardziej zajęta była oglądaniem własnego ciała, niźli czymkolwiek. Jego następne słowa przywróciły ją do rzeczywistości.
"Czy ty tyle gadasz, bo tak bardzo lubisz dźwięk swojego głosu?" — pomyślała, nie wypowiedziała tych słów na głos. Wręcz przeciwnie, wsłuchała się w to, co miał do przekazania jej, chyba przygłuchy obecnie devaronianin. Kosmita mógłby przysiąc, że na tą domniemaną propozycję zastrzygła uszami. Możliwe, że właśnie trafił w odpowiedni punkt?
– Na pewno to, że jak nie przyłapie cię jakiś zboczyl w kiblu, to możesz zostać niewykrytym bardzo długo... — rzuciła pod nosem wspominając poprzednie wtargnięcie na tak duży okręt. Wydarzenia z Czarnej Fortuny nadal były żywe w jej umyśle, jednakże teraz wiedziała, na co jeszcze ma zwracać uwagę. A, biedny Hutt, zapewne już nigdy nie będzie taki sam, coś tam lekko ścisnęło ją w sercu. Sam Vasto nie był przecież takim złym panem. Jakby nie patrzeć zaoferował jej stabilną pracę i wynagrodzenie,a to wszystko szlag trafił. Czy teraz sytuacja miała się zmienić i odwrócić? Może tak, może nie. Zielonooka nie była pewna, czy faktycznie tak to będzie wyglądać. Jednakże postanowiła już nie opierać się losowi. Skoro najgorsze, co może zrobić kosmiczny diabeł to zabicie jej i zjedzenie?
– A tak serio... Zależy od klasy, kto robił modyfikacje... — zaczęła nonszalancko, jeszcze nie zaryzykowała próby spojrzenia na niego. To nie był odpowiedni moment, musiała się uspokoić, a oczy najemnika zarejestrowały ten moment, jej nerwy powoli odpuszczały, zastępowane przez coś innego. Coś, czego były żołnierz nie mógł wówczas zrozumieć. Jej nastawienie zmieniło się w mgnieniu oka. — No i oczywiście czy... mamy schematy oraz jaka jest rewizja okrętu. Choć większość z nich posiada przyjemne tunele serwisowe, którymi da się przejść do każdej sekcji i na każdy z pokładów, oczywiście przeznaczone dla takich drobnych istot na ja, a nie dryblasów. Też... Czas na przygotowanie operacji też jest ważny — dodała po chwili, a Zaahr zrozumiał, że następne słowa wypowiadane przez nią kompletnie nie miały sensu, choć rozpoznawał takie jak tarcze, pulpit sterujący, czy też komputer pokładowy to technologiczne aspekty już nie mówiły mu za dużo, jego uszy zatrzymały się jednak na stwierdzeniu jakim skwitowała wypowiedź. — A tak przy okazji, bardzo cię rozzłości fakt, że to wasz własny dron pomógł mi wejść na pokład? — w głosie złodziejki dało się usłyszeć niejako tryumf, radość jaką miała w tej chwili z faktu, że on jej kompletnie nie rozumiał.
Awatar użytkownika
Elena Fox
Gracz
 
Posty: 44
Rejestracja: 27 Gru 2019, o 02:55

Re: [Księżyc Gall] - Coś więcej niż pieniądze...

Postprzez Zaahr Dromrahk » 25 Sie 2020, o 23:18

Gdy Zaahr zgubił się już całkowicie w technologicznym bełkocie przyznał przed sobą, że znalazł osobę idealnie nadającą się do roboty. Mógł powiedzieć, że nieznajoma dorównywała mu entuzjazmem mimo, że nie wiedziała jeszcze nic o robocie. Skąd było w niej tyle motywacji? Zaahr nie miał pewności ale podejrzewał, że wyczuła to samo co on. Ta misja to była ich szansa na odbicie się od dna.

Najemnik zignorował jej wstawkę o dronie jakby go to kompletnie nie interesowało. Był bardzo konkretnym gościem. Zawsze wiedział czego chciał. Teraz gdy odwrócił się do niej bokiem i uklęknął podnosząc swoją broń z ziemi zauważyła, dziurę w jego pancerzu, ślad po jej ostatnim cięciu. Z rany na piersi rytmicznie, ale i powoli wylewała się czarna i gęsta jak smoła posoka. Gdy schował blaster do kabury, wyciągnął z kieszeni mały nośnik danych.
- Mam plany tej fregaty - powiedział tajemniczo i kątem oka na nią spojrzał. Najwyraźniej chciał dalej podsycać jej entuzjazm.

***


Weszli do rozległego prostokątnego pomieszczenia z czarnym stołem w jednym z kątów. W pokoju wspólnym panował półmrok, oświetlenie stanowiło kilka przyciemnionych lamp. Ciszę zakłócało chrapanie starego besaliska na niedbale odsuniętej od stołu kanapie. Miał na sobie biały podkoszulek i znoszone brązowe spodnie. Uwagę też przykuwały cztery czarne kabury. Jego twarz zasłaniała brązowa fedora. Na jednym z jego pokaźnych ramion znajdował się tatuaż mówiący o przynależności do jednej z pirackich band.
- Poznaj Goznela - Zaahr rzucił obojętnie gdy powolnym krokiem podchodził do stołu. Na blacie leżały puste lub półpełne butelki po alkoholu, szklanki, popielniczka pełna petów oraz karty do sabaka. Devaronianin podłączył nośnik danych pod holoprojektor, który wyświetlił wspomniane wcześniej plany. Imperial IV posiadał obszerne hangary pozwalające pomieścić sześć eksadr myśliwców. Standardowo posiadał też dwa promy Lambda oraz kilka innych jednostek wspierających i technicznych. Stworzony do działań krążowniczych, był latającą fortecą i jak na fortecę przystało był całkiem wolny. Imperial IV posiadał hipernapęd klasy czwartej. Za kilka tygodni fregata miała wylecieć szlakiem nadprzestrzęnnym z Corellii do Javin.
- brakuje tu tylko jednej informacji - zaczął powoli devaronianin. Zdążył już zdjąć uszkodzony pancerz i właśnie był w trakcie przemywania cięcia na piersi z czarnej skrzepliny za pomocą nasączonej wodą szmatką. Następną rzeczą jaką miał do zrobienia to zalepić ją plasterem z bacty z pobliskiej apteczki, jednak zanim to zrobił wziął bezpańską niedopitą szklankę whisky do ręki i dokończył myśl:
- nie ma nic o tym co będą przewozić. Na szczęście to już nie jest tajemnicą dla wujka Zaahra - po ostatnich słowach wyszczerzył mięsożerne zęby i wlał trunek do ust.
Image
Awatar użytkownika
Zaahr Dromrahk
Gracz
 
Posty: 130
Rejestracja: 7 Cze 2018, o 17:42
Miejscowość: Toruń/Gdańsk

Re: [Księżyc Gall] - Coś więcej niż pieniądze...

Postprzez Elena Fox » 27 Sie 2020, o 02:01

Dziewczyna obserwowała uważnie diabła, który przed chwilą prawie odebrał jej życie. Wzrok spoczął na każdym przedmiocie, na każdym najdrobniejszym szczególe. Także dostrzegła to, co chciał jej teraz pokazać. Sięgnęła go jednym z uderzeń. Zdecydowanie, to jej wibronóż. Skoro teraz osobnik niemalże odwrócił się do niej plecami okazując jakąś formę zaufania, to Elena nie zamierzała jej zdradzić. W głowie rozbudzone zostało na nowo pragnienie by uciec stąd. Dziewczyna cieszyła się na zbieg okoliczności i jej entuzjazm był bardziej widoczny. Powoli jednak wyciągnęła rękę po własną broń, która została włożona do pochewki przy pasie.
Poprawiając ubranie, fryzurę, choć na to drugie to potrzeba stylisty, Fox uważnie słuchała kosmity, a także, gdy wyjął nośnik zaczęła się zastanawiać nad tym, co właśnie nastąpi. Śledziła każdy jego ruch. Manierę, obserwując go z uwagą, nie przerywając ani razu.
"Mam plany fregaty." — To zdanie zdawało się utkwić w jej głowie rozbrzmiewając coraz głośniej. Devaronianin mógł zobaczyć jak jadowicie zielone oczy złodziejki błysnęły jeszcze bardziej, ten blask potwierdzał jego przypuszczenia. Widział też jak temperatura delikatnie podniosła się w ciele, krew ludzkiej dziewczyny musiała płynąć szybciej, gdyż serce biło mocniej. El podążyła za nim, nawet nie musiał zbytnio gestykulować. Ich niepisana współpraca rozpoczęła się z chwilą, w której zaczęli rozmawiać, a także odłożyli broń.


Pierwsze wrażenie... Nie było dość dobre. Trzeba przyznać, że choć złodziejka nie oczekiwała zbyt wiele po kimś, kto lata takim złomem, jak to zwykł już zaznaczyć jej obecny... wspólnik? pracodawca? pan? Tego nie była pewna, nie mniej wiedziała, że jej los może całkowicie się odmienić, a tym samym zaskoczyć ją. Gonzel nie wywołał u niej żadnej reakcji, może poza wzdrygnięciem się. Chociaż pokrzepiającym był brak ludzi, jak do tej pory, jedyną istotą tego gatunku jest ona sama i to ją najbardziej cieszyło.
Karty do sabacca. Mentalnie zanotowała by kiedyś spróbować zagrać z nimi, choć bez zakładu, jak na razie. Wprawdzie kiedyś musiała nauczyć się zasad, gdy jeszcze oszukiwała na ulicy i nie zajmowała się pozyskiwaniem pieniędzy w inny sposób, to teraz warto byłoby wrócić do grania dla zabawy, rozrywki i może odprężenia się. Jeśli inne metody zawiodą.
Z entuzjazmem małego dziecka Ellie oglądała wyświetlone plany. Usiadła bliżej, by móc przyjrzeć się schematom jakie zaprezentował jej Zaahr. Kosmita mógł przysiąc, że rozbudzał jej fantazję na ten temat coraz mocniej. Prawdopodobnie nawet się nie pomylił. Dziewczyna wierciła się próbując złapać jak najwięcej informacji i zapamiętać. Jej dłonie wędrowały po hologramie jakby badała wzór przed sobą. W pewnej chwili palec utkwił w jednym miejscu. Bardzo konkretnym, było ono na niższym pokładzie, niedaleko hangaru dla floty lambd. Nie odezwała się. Pozwoliła mu mówić i obserwowała jego manieryzmy.
– Nie jeden zabiłby za taki komplet zębów. — Rzuciła szczerząc się w uśmiechu, dopiero teraz devaronianin mógł przyjrzeć się dokładniej nowemu nabytkowi. Przez całą długość jej twarzy, poczynając od policzka, a kończąc na linii tuż pod okiem widział szramę, która z pewnością powstała poprzez uderzenie jakiejś formy bicza. Idąc dalej mógł też zauważyć, że poza kilkoma świeższymi ranami, miała też nacięte wargi w poprzek, około centymetra od każdego z kącików ust, pionowo. Ktokolwiek to zrobił musiał się świetnie bawić, same ślady nie były idealnie proste jednak Zaahr mógł ocenić, że czas poświęcony na działanie z pewnością był bardzo przykrym doświadczeniem dla Eleny. W jej spojrzeniu dostrzegł coś jeszcze, ale nie umiał tego nazwać.
Wujek Zaahr... — powtórzyła po chwili w zamyśleniu za nim. — Dobrze, niech i tak będzie. Co będziemy zabierać Imperialnym? — zapytała wreszcie nie powstrzymując już własnej ciekawości. W tamtym momencie też przysunęła się bliżej, a najemnik mógł poczuć jej zapach, było nie było, ich walka dostarczyła trochę ruchu, tak więc i pot był naturalny. — Już nawet wiem, w jaki sposób mogę unieszkodliwić tę fregatę. Tylko... Musisz mnie jakoś wpuścić na pokład. — Dodała wreszcie, wciągając powietrze. Tarisianka oddychała nadal płytko, choć już nie tak bardzo jak z początku, a Zaahr wiedział, że to oznacza, iż powoli się przyzwyczaja do miejsca. Była znacznie spokojniejsza, mniej gwałtowna, nie mniej jednak nadal coś mu nie pozwalało zapomnieć o tym, że ona dość prędko przeszła do rozmowy na temat tego zlecenia i domniemanej akcji. Łut szczęścia? Ślepy traf? A może miała jakiś plan w zanadrzu? Najemniej jeszcze nie mógł w stu procentach przyznać, że jej ufa.
— Rozumiem, że trasa przelotu jest także znana? — zapytała przerywając ciąg myśli Dromrahka. Celnie, choć niepotrzebnie. Ścieżka była także w rękach najemnika.
Awatar użytkownika
Elena Fox
Gracz
 
Posty: 44
Rejestracja: 27 Gru 2019, o 02:55

Re: [Księżyc Gall] - Coś więcej niż pieniądze...

Postprzez Zaahr Dromrahk » 30 Sie 2020, o 01:15

Na devaronianinie blizny na twarzy dziewczyny nie zrobiły większego wrażenia. Cóż... Zewnętrzne Rubieże bywały bezwględnym miejscem gdzie zgodnie z prawem ewolucji wygrywał bardziej przystosowany. Nikt nie wiedział tego lepiej niż Zaahr. A ludzka samica nieważne jakby była utalentowana to wciąż była jedzeniem. Szybkim... ale jedzeniem.

- Spokojnie, nie podniecaj się - powiedział odstawiając szklankę. Oczywiście, że jej nie ufał. Przecież nie ufał nikomu. Wątpił, że akurat ona to zmieni. Skoro taki murglak jeszcze żył to znaczyło, że był cwańszy niż na to wyglądało. A on w końcu nie lubił cwaniaków. Na jej szczęście potrzebował właśnie kogoś takiego jak ona. Więc może ubiją interes? Taki jak zawsze? Taki... na jego korzyść? Ale czy ona mu zaufa? Z drugiej strony, teraz gdy pętla na jego szyi zaciskała się coraz mocniej, może sam chciałby komuś zaufać? Zwłaszcza gdy większość korporacji z którymi miał styczność chcę go zajebać, jego brat knuje przeciwko niemu i Hellsa prawdopodobnie została kupiona przez impów. Może to był właśnie moment na odrobinę przyzwoitości i autentyczności? Zaahr szybko przegonił te okropne myśli. Mało brakowało, a zostałby ostatnią pizdą.
- Zanim cokolwiek ci powiem... te informacje kosztowały mnie naprawdę dużo i nie mam zamiaru wypaplać ich byle komu. Dlatego ustalmy szczegóły naszej małej współpracy - Zaahr przeszył El wzrokiem. Rejestrował każdy nawet najmniejszy ruch w jej ciele.
- Narazie ja nie ufam tobie i ty nie ufasz mi. Byłby to uczicwy układ gdybyśmy pominęli fakt, że jedno z nas ma znacznie więcej do ugrania niż drugie. Dlatego oszczędze tobie szczegóły całej misji. No... przynajmniej do momentu, kiedy będziesz już w tym siedziała tak jak my. Czyli po same uszy. Chyba, że wolisz dalej szlajać się po Donovii i liczyć, że ktoś cię odjebie w najmniej bolesny sposób - z tym ostatnim Zaahr mógł trafić w czuły punkt. No bo jaką alternatywę miała? Wiedziała już, że jest dla niego cenniejsza żywa. Był to komfort, na który w przeszłosci nie zawsze sobie mogła pozwolić. Dał jej szansę na zmienienie swojej sytuacji. Czy właśnie nie tego szukała, gdy postanowiła okraść ten statek? Wyglądało na to, że devaronianin potrafił się targować. I nie miał zamiaru jej odpuścić.
- Możesz też zagrać w ciemno i polecieć z nami jutro na Corellię - mogłoby się wydawać, że rogacz chciał wymusić na niej zaufanie. Albo posłuszeństwo.
Image
Awatar użytkownika
Zaahr Dromrahk
Gracz
 
Posty: 130
Rejestracja: 7 Cze 2018, o 17:42
Miejscowość: Toruń/Gdańsk

Re: [Księżyc Gall] - Coś więcej niż pieniądze...

Postprzez Elena Fox » 6 Wrz 2020, o 03:51

Przez pierwsze kilka chwil zielone oczy śledziły intensywnie rozmówcę. Devaronianin z pewnością wiedział, że dziewczyna bada go i obserwuje każdy jego manieryzm. Nawyki miała dobre, jednakże nie była w tym aż tak biegła jak on sam. Ba, przez moment nawet wydawało się, że chciała go o coś zapytać, gdy ponure myśli spowiły osobę Dromrahka. Milczała. Po chwili zainteresowanie przesniosło się na coś innego, a może sama właśnie rozpamiętywała swoją przeszłość? Może przez przypadek najemnik wyzwolił coś innego?
Nie czekając nawet na pozwolenie Elena sięgnęła po jedną ze szklanek, napełniła ją resztkami z butelki stojącej obok. Niczym dziki zwierz powąchała ów trunek, po czym z nutą zastanowienia upiła łyk. Skrzywiwszy się na sam smak burknęła pod nosem, że "piła już lepsze". Co prawda ten komentarz był najmniej ważny. W miarę jak diabeł mówił El coraz mocniej rozwierała powieki reagując na każde jego słowo. Chyba nie takiego efektu oczekiwał. Niezrażony kontynuował wypowiedź, a obecna towarzyszka nie przerywała mu.
Miał rację. Najemnik wypunktował sporo i rzeczywiście miał rację. Teraz, gdy natarczywe myśli samobójcze ją opuszczały złodziejka zdała sobie sprawę z tego, jak bardzo potrzebuje odrobiny bezpieczeństwa, tego komfortu psychicznego. Tej ciszy umysłu, która pozwoli jej na normalne działanie. Choć na to nie wyglądało, devaronianin był właśnie biletem do tej chwili. Tarisianka nie chciała się do tego przyznać, nie mniej musiała, że właśnie tego potrzebowała. Przymrużyła oczy upijając kolejny łyk po czym odstawiła naczynie tuż obok.
– ... ale mogę zostać tutaj na noc? — wyrwało się z niej, naiwnym tonem, podobnym do dziecka, które pyta o pozwolenie rodziców. Zabawne jak w ciągu kilkunastu chwili życie potrafi spłatać figla. Były żołnierz dobrze wiedział jak rozgrywa tę rozmowę, jednak nie mógł przewidzieć takiej reakcji z jej strony. Ludzka dziewczyna patrzyła na kosmitę przed sobą jakby próbując uprosić go o możliwość nieopuszczania okrętu. — Na zewnątrz jest zimno... a tutaj nie... — czy opuszczała gardę? Ciężko stwierdzić, przed chwilą nawet przyparta do muru była zdolna szczekać na niego, a teraz?
Awatar użytkownika
Elena Fox
Gracz
 
Posty: 44
Rejestracja: 27 Gru 2019, o 02:55

Re: [Księżyc Gall] - Coś więcej niż pieniądze...

Postprzez Zaahr Dromrahk » 20 Wrz 2020, o 09:07

Devaronianin westchnął ciężko. Najwyraźniej ludzka kobieta wolała w tej chwili zaspokoić swoje podstawowe potrzeby niż rozwijać jego plan zostania obrzydliwie bogatym. Co za rozczarowanie. Zaahr jednak nie łamał się. W ramach czegoś co w swojej głowie nazwał „inwestycją na przyszłość” wstał i kiwnął głową, by za nim poszła. Kierowali się z powrotem do korytarza z kajutami.
- Kiepska passa, co? – zagadał ją z wymuszonym uśmiechem, gdy kierowali się do pustej kabiny. Cały spacerek odbył jednak się w ciszy, właściwie Elena jedynie mruknęła twierdząco. Kiepska passa to mało powiedziane, a Dromrahk dobrze o tym wiedział. Za dobrze...
- Mi też ostatnio nie idzie. Albo ktoś chce mnie zajebać, albo opierdolić. Ale ja wyjdę na swoje. Zawsze wychodzę – dodał z pewnością siebie, gdy drzwi się rozsunęły. Gdy dotarli do kajuty złodziejka oddychała, dość głośno, widocznie ta niewielka ilość alkoholu musiała na nią podziałać. Czyżby miała aż tak słabą głowę? Rozkład pokoju i umeblowanie były takie same jak te w tym należącym do jej niedoszłej ofiary: łóżko, stolik, szafa wbudowana w ścianę i drzwi do łazienki z prysznicem. No i oczywiście pomieszczenie było klimatyzowane.
- Musisz być cholernie głodna… daj mi kilka minut to zostawię ci coś ciepłego pod drzwiami - spojrzał na nią, gdy wchodziła do pokoju. Sam jednak został w progu, jakby chciał zaznaczyć do kogo od tej pory należała kajuta. Stwierdzenie o jedzeniu sprawiło, że odwróciła się w progu. No właśnie, wchodząc pozwoliła by jej plecy były odsłonięte. Najemnik mógł wnioskować, że jakąś formę zaufania zyskał? Zdawałoby się, że strzygła uszami na propozycję posiłku. Przez chwilę jeszcze milczała, jego pytanie jednak nie przeszło bez echa.
- Hej, jak się w ogóle nazywasz? - przez chwilę jeszcze milczała, jego pytanie jednak nie przeszło bez echa. Zielone oczy zamrugały jakby właśnie usłyszała coś, czego nie spodziewała się wcześniej.
– El Fox — Odpowiedziała krótko. Choć Zaahr mógł mieć wrażenie, że to jest pseudonim, który sama sobie nadała. Jej przeszłość... Nie była ważna. W żadnym wypadku, umiejętności już owszem. — Rozumiem, że "wujek Zaahr" także nosi inne miano, prawda? — Zapytała wreszcie, licząc na jakąkolwiek odpowiedź. Usiadła na łóżku patrząc na devaronianina. Ręce splecione razem. Zaahr również się przez chwilę zawahał jakby przypomniał sobie wszystkie wszystkie listy gończe na jego osobę. Koniecznie zależało mu więc, żeby po przedstawieniu się szybko zmienić temat.
- Zaahr Dromrahk. Z TYCH Dromrahków... Nie wiem jak to zrobisz, ale radzę ci przestawić swój chujowy zegar biologiczny na devaroniański. Za cztery godziny pobudka - dodał oschle zmieniając temat. Ot, kolejna rzecz, która wkurwiała go w ludziach. Osiem godzin snu, żeby prawidłowo funkcjonować? Ludzie byli naprawdę nieprzystosowani do życia. Po wypowiedzianych słowach Zaahr zniknął w korytarzu.

***


W celu dostania się do kuchni Zaahr minął wspólny pokój, który wciąż rozświetlały plany imperialnego okrętu przy głównym stole. Besalisk wciąż leżał na kanapie i pochrapywał. W końcu devish dotarł na miejsce i otworzył lodówkę pełną mięsa należącego do różnego rodzaju istot. Oprócz klasycznych w kulinariach mięśni były też organy: najczęściej wątroby, serca i żołądki. Większość była pakowana próżniowo. Wyglądało na to, że Iskierka przyzwyczaiła się do diety swoich krewnych (mimo, że devaronianki były wszystkożerne), natomiast Goznel… cóż, Goznel jako roślinożerca ze szczególnym zamiłowaniem do tytoniu nie miał nic do gadania. Zaahr rozgrzał masło na patelni i po kilku chwilach wrzucił na nią polędwicę z banthy. Z obrzydzeniem na twarzy przysmażył mięso robiąc z niego czarną podeszwę w przekonaniu, że takie mięso właśnie lubią ludzie – pozbawione naturalnych soków i walorów smakowych w nich zawartych. Gdyby to byłaby porcja dla niego lub Luga lekko przypiekłby steka po trzydzieści sekund z obu stron. Ale oni nie bali się przyznać do swojego barbarzyństwa – po prostu nie byli pieprzonymi hipokrytami. Nie to co większość ludzi, którą Zaahr napotkał na swojej drodze. Wyjątkiem była Dayame – szefowa do spraw sprzedaży z którą miał nieszczęście pracować w Czerce. Czasem zdarzało mu się rozpamiętywać wieczór, gdy przed pierwszym wspólnym zbliżeniem na kolację przygotowywał jej właśnie półsurowego steka banthy. Moment gdy kroiła pełną czerwonych soków polędwicę i z nieukrywaną rozkoszą wkładała kęsy do ust był jednym z najbardziej seksownych momentów jego życiu. Zaahr nie miał do niej żalu, że go wrobiła. Postąpiła w końcu według swojej natury.

Gdy stek był już dobrze wysmażony Zaahr przerzucił go na talerz i dał na środek kawałek masła. Na koniec posypał go grubymi ziarenkami soli będąc w przekonaniu, że odpowiednie przygotowanie dania według jakichś tam standardów je ukulturalnia. Sam nie rozumiał tego zwyczaju. Dla niego mięso było po prostu mięsem. Już miał ruszać do Eleny, gdy nagle przypomniał sobie jej twarz, gdy wzięła łyka whisky. Nie był to najsmaczniejszy alkohol jaki piła w życiu, ale był znośny biorąc pod uwagę okoliczności i zapotrzebowanie. Można powiedzieć, że w tej kwestii Zaahr i El zgadzali się w stu procentach. Złapał za jedną z nieoznakowanych sposób butelek ze złocistym płynem i nie kwapiąc się o dodanie do zestawu szklanki podszedł do drzwi od kabiny należącej do Eleny, po czym zapukał. Cisza. Coś w nim drgnęło, jakby przeczucie. Po raz drugi dzisiaj złapał za pistolet w kaburze i nie czekając chwili dłużej najemnik otworzył drzwi. Wzrokiem omiótł pomieszczenie w poszukiwaniu drobnego kształtu posiadającego ludzką temperaturę ciała. W pierwszej kolejności dostrzegł buty, które stały tuż obok łóżka, a na pościeli... znoszona kurtka, pas z narzędziami oraz wibronóż w pochwie. Zastanawiającym jednak był brak właścicielki tych rzeczy, nie mogła uciec, przecież wiedziałby o tym pierwszy, czyż nie? Choć przy jej talencie do wchodzenia, to i wyjść też potrafiła. Nie mniej wkrótce udało się zlokalizować zgubę. Leżała skulona na podłodze, spodnie, buty i koszula. Ułożona niczym bezpański kundel. Oddychała dość nieregularnie i płytko. Ręce co rusz zaciskały się. W jego czerwonych oczach wyglądała po prostu żałośnie. Powoli by jej nie obudzić podniósł talerz z posiłkiem i butelkę i zostawił jej po drugiej stronie drzwi. Sam zamiast iść do swojej kajuty wrócił do salonu.

Wiedział, że już nie zaśnie. Chwilę wpatrywał się w karty do sabaka. Pamiętał, że nie rozegrali ostatniej partii, z resztą dobrze bo Zaahr dostawał tego dnia ostro po dupie od swoich devaroniańskich kompanów. Z ciekawością odwrócił wszystkie rozdane karty na drugą stronę. Ku jego zdziwieniu na stole znalazły się dwie karty "Idioty" mimo, że w talii do sabaka zawsze była tylko jedna. Ktoś musiał grać dodatkowymi kartami z rękawa, Zaahr miał nawet już swoich podejrzanych...
- Poodoo - zaklął po cichu i po złożeniu talii w stos rozsiadł się na krześle obok chrapiącego Goznela. Stopy oparł o stół i tastując leniwie karty zaczął po raz kolejny studiować plany od rebeliantów. W końcu teraz gdy miał po swojej stronie Elfox, wiele zamkniętych dróg stało przed nim otworem. Ta skrzynka z materiałem biologicznym musi być gdzieś w jakimś suchym miejscu gdzie możnaby ją łatwo zabezpieczyć. Najlepiej, żeby pomieszczenie miało tylko jedno wejście. Nie musi być duże, w końcu z całego transportu na Tatooine została tylko jedna skrzynka. Jego skrzynka...

***

Około cztery godziny później


Dzień zaczął się od awantury. Z resztą tak jak Zaahr się spodziewał. Wiedział, że Lugrulk jest zbyt dużym kretynem, żeby dostrzeć w dziewczynie potencjał.
- Chciała opierdolić MÓJ statek, a ty częstujesz ją MOIMI zapasami, dajesz jej MÓJ alkohol i nocujesz ją w jednej z MOICH kajut?! - krzyczał napakowany devaronianin w białym podkoszulku i w kamizelce z narzędzami. Tego dnia był wyjątkowo nadpobudliwy, najwyraźniej sam posiłkował się jakimiś wspomagaczami, które nastawiały jego zegar biologiczny. Za jego plecami stał zaspany jeszcze besalisk, który najchętniej wróciłby jeszcze do pozycji horyznalnej.
- Czy ty naprawdę jesteś aż takim idiotą? - odpyskował mu Zaahr siedząc na kanapie - ta dziewczyna to nasza szansa na skok. Nie ma opcji, żebyśmy wzięli ich abordażem. Nawet z flotą piratów od Goznela...
- Przeprogramowała naszą sondę praktycznie na kolanie. Pewnie mogłaby sabotować zabezpieczenia od środka, opuścić tarczę, uszkodzić wieżyczki... - przerwała Iskierka siedząca w rogu pokoju. Na kolanach miała upolowanego przez Elenę drona, którego zdążyła już przebadać. Lug machnął tylko ręką i odwrócił się do nich plecami. Wyglądał jakby zastanawiał się czy nie lepiej wyrzucić dziewczyny ze statku czy po prostu jej nie zjeść. Z drugiej strony Zaahr wspominał mu już, że wygląda na kościstą...
Image
Awatar użytkownika
Zaahr Dromrahk
Gracz
 
Posty: 130
Rejestracja: 7 Cze 2018, o 17:42
Miejscowość: Toruń/Gdańsk

Re: [Księżyc Gall] - Coś więcej niż pieniądze...

Postprzez Elena Fox » 25 Wrz 2020, o 02:14

Nawet nie wiedziała kiedy usnęła. Właściwie jak do tego doszło? W jednej chwili szarpała się z Devaronianinem, w następnej piła jego alkohol i rozmawiała o skoku stulecia. O napadzie na Imperial IV, który przedstawiał się jako łakomy kąsek. Elena oczami wyobraźni już widziała ten plan, wykonanie, choć daleki był od ideału, to znajomość schematów i zwyczajów obsługi pomagały bardzo. Widziała to, jak wpadła w tarapty, ale udało się jej uciec i skontaktować z resztą załogi... Czym jednak różnił się ten napad od próby kradzieży wzornika pancerza należącego do potężnego Vasto the Hutt, cyz też kodów bankowych? Może sojusznikami? Może garścią kosmitów, głównie Devaronian, którzy mogą ją wesprzeć? Jakim cudem zasnęła? Dlaczego opuściła gardę? Sama zadawała sobie to pytanie bardzo długo.
Tymczasem głośna rozmowa, jak nie kłótnia obudziły ją. Świadomość wróciła powoli spychając w odmęty umysłu sen, w którym i ona, i Zaahr stają się obleśnie bogaci, dla niej to był nowy start, nowe życie. Dla niego? Może kolejne zlecenie. Fox powoli otworzyła oczy i przetarła twarz, była pewna, że już nie uda się jej powrócić do pozycji leżącej. Nawet nie chciała, jej mózg zasygnalizował dość ostro, że jest głodna, najzwyczajniej głodna. Wzrokiem odszukała coś... Co przypominało posiłek, zimny i przypalony stek. Musiał wystarczyć, wartości odżywczych nie było w nim żadnych, choć, dało jej to do myślenia, posiłek, jakikolwiek by nie był, znalazł się tutaj, jedyną osobą, która mogła go przynieść był najemnik. Devaronianin i choć nie był jej nic winien, nie zostawił jej tutaj głodnej, co więcej zaoferował też kajutę na statku. Dlaczego? Czy była dla niego cenna jako specjalista w swojej dziedzinie? Bo przecież nie mogła mu się podobać. To było totalnie niemożliwe, nie był zainteresowany niczym innym jak pieniędzmi i... może wizją zjedzenia jej, w końcu to mięsożerca, a ludzie tak jakby mogliby stanowić posiłek.
Te myśli dziewczyna szybko odrzuciła, doskonale wiedziała, że właśnie jej umiejętności uczyniły ją atrakcyjną żywą, nie martwą. Wiedziała też, że mogła zostać wyrzucona w każdej chwili, jednak ten drobny gest był dla niej bardzo ważny. Zjadła zimne już mięso i popiła.
Awantura trwała w najlepsze. Złodziejka nastawiła uszu i nasłuchiwała. Głos dziewczyny, która uprzednio wysłała drony także rozpoznała, właściwie to był pierwszym, który zapamiętała. W duchu zachichotała, przeprogramowanie tych zabawek nie było trudne, gorzej było zasymulować sygnał, żeby wejść na pokład. To coś, czego dawno nie robiła, a mogła równie dobrze uruchomić alarm, jeśli te droidy nie były zarejestrowane w systemach obronnych na pokładzie. Nie mniej, jej pewność siebie w tej dziedzinie lekko wzrosła wówczas. Teraz tylko głos utwierdził ją w przekonaniu, że jeszcze będzie im potrzebna. Rozbroić wieżyczki i zdjąć tarcze od wewnątrz, właśnie to planowała od samego początku, jednak jej tajemniczy "pracodawca" trzymał karty przy odrerach i nie pozwolił spojrzeć w swoją rękę. Choć cel ich rabunku nie był ważny, to statystyki i okolice napadu już owszem.
W gardle jej zaschło po spożyciu steku, trzeba to przepić, jedyny dostępny był trunek, wyglądał na inny niż ten, który piła poprzedniego wieczoru. Smakował też inaczej. Dziś nie była w formie, żeby od rana rozruszać obolałe ciało. Wczorajsza sesja dała zielonookiej dość mocno się we znaki, toteż teraz musiała to nieco przeczekać. Tak więc siadła na łóżku i spokojnie dokończyła stek. Jej rzeczy leżały obok, nawet nie wiedziała kiedy zdążyła zdjąć wierzchnią warstwę by pozostać w samej koszuli i spodniach. Zmęczenie aż tak mocno był obecne?
Awatar użytkownika
Elena Fox
Gracz
 
Posty: 44
Rejestracja: 27 Gru 2019, o 02:55

Re: [Księżyc Gall] - Coś więcej niż pieniądze...

Postprzez Zaahr Dromrahk » 2 Paź 2020, o 15:42

Lugrulk po krótkim namyśle odwrócił się do Zaahra i machnął ręką.
- Doobra, przyprowadź ją no tutaj to pogadamy - powiedział nieco spokojniejszym tonem. Jednorogi od razu wyczuł, że coś nie grało. Jego braciszek jakoś za szybko wymiękł. Chwilę wpatrywali się w siebie nawzajem po czym Zaahr odłożył talię kart do sabaka, którą się dotychczas bawił i leniwie wstał z krzesła. Nie lubił wykonywać poleceń kogoś to mu nie płaci to też zbytnio się nie spieszył. Poza tym badał atmosferę. Coś się nie zgadzało. Zdaniem Zaahra, Lugrulk Dromrahk chciał zabić Elenę Fox.

***


Zaahr bez pukania wpadł do kajuty Eleny. Zastał ją siedzącą na łóżku i wcinającą steka. Bez pardonu podszedł do niej na odległość metra i wypalił półszeptem:
- Dobra, Elfox. Wiem, że nie miałaś za dużo czasu na przemyślenie tego wszystkiego, ale musisz mi teraz zaufać i zrobić to co ci każę. Teraz wyjdziemy na korytarz, bądź za mną i nie wychylaj się. Gotowa? - dziewczyna w odpowiedzi posłusznie pokiwała głową. Musiała mu zaufać. Było już za późno cokolwiek innego. Zdążyła tylko zauważyć jak devaronianin ustawił swój pistolet blasterowy na ogłuszanie.

***


Lugrulk rozglądał się jak gdyby nigdy nic po pokoju opierając się o stół. Jego prawa ręka luźno spoczywała na blasterze przy pasie. Starał się zachować spokój mimo, że dziś z rana dopierdolił sobie podwójną dawkę sulfuru. Ostatnio kiedy to zrobił udało mu się okantować Zaahra w karty. Do tej pory wszystko układało się po jego myśli a za chwilę miało być jeszcze lepiej. W końcu jego oczy spoczęły na stole. Obok talii do sabaka leżały dwie karty awersem do góry. Jedną z nich był Idiota. Devaronianin przesunął wierzchnią kartę. Druga była identyczna do pierwszej. Na chwilę zrobiło mu się gorąco. W całym pijackim ciągu zapomnieli z Iskierką po sobie posprzątać. Po chwili usłyszał parę kroków w korytarzu. Nim zdążył zareagować zobaczył swojego brata w progu i niską kobietkę chowającą się za nim. Nim zdążył cokolwiek powiedzieć Zaahr uniósł pistolet blasterowy w jego kierunku i strzelił w niego wiązką ogłuszającą. Naćpany devaronianin w jednej chwili znalazł się w swojej ulubionej knajpie na Nar Shaddaa, zbyt daleko by usłyszeć swój upadek na podłogę.

Senne marzenia zaczęły się zacierać, a do jego rozbolałej głowy napłynęła świadomość. Poczuł chłód penetrujący jego ciało i otworzył oczy. Znajdował się w ładowni swojego frachtowca... w klatce dla dzikich bestii. Lugrulk ostrożnie usiadł i złapał się za głowę, jakby to miało uśmierzyć ból. Dopiero po chwili dostrzegł Zaahra, który patrzył w jego kierunku opierając się o ścianę. Uśmiechnął się tylko i zaczął mówić lekceważącym tonem:
- Elena złamała zabezpieczenia Włóczęgi. Z logów statku wynika, że próbowałeś się wczoraj z kimś skontaktować. Normalnie pomyślałbym, że to jakiś stary znajomy - Lug ciąglę trzymał głowę w dłoni sprawiając wrażenie niezbyt zainteresowanego słowami Zaahra.
- Moją uwagę jednak przykuł fakt, że przed przylotem na Galla kontaktowałeś się z nim co kilka tygodni...
- Zaahr, spierdalaj - Lugrulk wciął się jednak w jego głosie dało się słyszeć rezygnację. Zaahr totalnie go zignorował i postanowił dokończyć zdanie:
- ...w równych odstępach czasu. Dokładnie tyle ile wynosi lot z Devaronu na Nar Shaddaa. Domyśliłem się to co Iskierka zdążyła już potwierdzić czyli, że jest to wasz pośrednik z Huttami w handlu i przemycie devarońskimi quarrami ...
- Zaahr, kurwa! Wypuść mnie!
- Nie wypuszczę cię dopóki ty nie potwierdzisz kolejnej rzeczy, którą już wiem - Zaahr wyprostował się i podszedł do klatki.
- Jakiej?
- Że chciałeś mnie zrobić w chuja i opchnąć skrzynkę Scentix Huttom - skończył i przyklęknął przy klatce w której znajdował się jego brat. Lugrulk tylko rozłożył ręce w zrezygnowaniu.
- Dlatego chciałeś zabić dziewczynę. Bo obawiałeś się, że włamała się do systemów statku - powiedział i pogroził mu palcem - dosyć tego pierdolenia Lugrulk. Jedyne czego nam brakowało to gangsterzy na karku. Ale od teraz to jest mój problem. Za to twoim problemem jest to, że błędnie uważasz się za cwańszego devisha ode mnie - Zaahr wstał i stanął i ruszył do wyjścia. Zanim zniknął w korytarzu odwrócił się poinformował przemytnika:
- Będziemy ruszać na Corellię. Masz więc czas, żeby się dobrze zastanowić czy chcesz pracować razem czy oddzielnie. Po wylądowaniu każdy może pójść w swoją stronę ale pamiętaj, że plany fregaty należą do mnie i do Goznela. A i jeszcze jedno... reszta załogi podjęła już decyzję - po tych słowach Zaahr zniknął w koryatrzu zostawiając Lugrulka w zamkniętego w ładowni.
Image
Awatar użytkownika
Zaahr Dromrahk
Gracz
 
Posty: 130
Rejestracja: 7 Cze 2018, o 17:42
Miejscowość: Toruń/Gdańsk

Re: [Księżyc Gall] - Coś więcej niż pieniądze...

Postprzez Mistrz Gry » 5 Paź 2020, o 23:26

Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6990
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Poprzednia

Wróć do Archiwum

cron