Content

Przestrzeń Huttów

[Gamorra] - Gambit Knurów

Image

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez BE3R » 12 Paź 2017, o 20:26

Spał spokojnie czujny niczym sam wiatr, gdy nagle usłyszał jakiś podejrzany dźwięk z pewnością nie było to pierdnięcie jednego z knurowatych. Obce świnie w obozie! Ocknął się natychmiast gotów do ucieczki na śmierć i życie! W przypływie irracjonalnego bohaterstwa postanowił jednak uprzedzić towarzyszy przed złodziejami. Dodatkowa zadyma ułatwiła by bezpieczny odwrót i zajęcie strategicznej pozycji.
- Kradną kurwy złodzieje kradddd - grube łapsko z grubymi śmierdzącymi dupą paluchami zatkało mu pyszczek, a raczej całą głowę. Paploo zaparł się co sił łapkami gryząc napastnika w palec. Gniewne chrumknięcie przeszło w bolesny kwik kiedy zęby niedźwiadka zacisnęły się na miękkim. Knur strzepnął ręką energicznie pozbywając się gryzącego go napastnika.
- Ty Chujuuuuuuuuu.... Wrzasnął Ewok lądując w pobliskich krzakach. Szybko pozbierał się i wlazł na najbliższe drzewo. Rozglądając się uważnie, przełaził z gałęzi na gałąź okrążając powoli przybyszów. Szybko też znalazł się w okolicy rozmawiających. Gweek wydawał się być rozluźniony, zatem Paploo również postanowił czekać. na zadymę zawsze będzie czas.
- małe chujki, mamrotał pod nosem oszczędzając co wyborniejsze wyzwiska dla tych którzy jego zdaniem kryli się w mroku a jego małe oczka nie były w stanie ich wypatrzyć. Zamknął więc oczy i siedząc na gałęzi wytężył pozostałe zmysły głęboko wciągając powietrze.
- Jebie knurem, stwierdził z miną znawcy.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
BE3R
Mistrz Gry
 
Posty: 1499
Rejestracja: 27 Paź 2011, o 21:47
Miejscowość: Chorzów

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Mistrz Gry » 13 Paź 2017, o 14:19

Gweek i Palpoo
Gweek stanął na przeciwko obcych skutecznie markując utykanie; ogólnie ucieszył się gdy do jego uszu doszły szepty jakie między sobą wymieniali nowo przybyli. "Utyka, nie ma oka. Kaleka. Jest mniejszy niż o nim mówiono". Nie doceniali go. To akurat było dobre. W razie zadymy zyskiwał element zaskoczenia. Ucieszyło go też to w jakim tonie się o nim wypowiadali. Obcy z czerwonymi opaskami na ramieniu brzmieli tak jakby byli zdziwieni i zaskoczeni jego osobą. Nie było w tych słowach złośliwej prześmiewczości tak charakterystycznej dla wrogów. Nawet fart szeptał mu, że Ci wojownicy przyszli za czymś innym.
- Ty jesteś Gweek. Gweek z nieba. Gweek z klanu Nurry. - Odezwał się największy, bez wątpienia lider bandy. Dzierżył on w swych łapach największą włócznię a do tego za pas miał zatkniętą solidnych rozmiarów pałkę nabijaną paskudnie wyglądającymi ćwiekami. - Witam Cię w imieniu wojowników klanu Ha,an. Nazywam się Guttor. Czego szukasz w tych stronach? Jakie są twe zamiary? Muszę to wiedzieć najpierw.
Guttor miał niski głos i donośny. Z pewnością wystarczało mu kilka słów by matronom uginały się z wrażenia nogi. Z pewnością był jednym z lepszych partii w okolicy. Poza tym robił wrażenie dumnego i honorowego osobnika. Gweek nie wiedział skąd pojawiło się w nim to przeświadczenie, ale Guttor jawił się jako osoba nad zwyczaj godna. Ta mniej ufna część Gweeka nakazywała mu jednak zachowanie czujności. Tak na wszelki wypadek...
Ortogg Stary i dwaj Thurgowie, którzy bardzo szybko stanęli za swym wodzem z pewnością nie mieli tak ufnych doznań; stali na szeroko rozstawionych nogach z toporami w ręku. W każdej chwili byli gotowi skoczyć do walki z obcymi.
- Groogg który rządzi teraz klanem Obrogga byłby zachwycony gdyby udało mi się doprowadzić Ciebie przed jego oblicze. - Kontynuował Guttor. - Skoro jednak jeszcze nie walczymy to znaczy, że możemy się dogadać. Nie, nie służę Grooggowi. Uprzedzę Twoje pytanie. On jednak przetrzymuje moich ludzi nad Grzybim Jeziorem i chciałbym wiedzieć co zamierzasz.

Palpoo, który w tym czasie obserwował scenę z drzewa i obmyślał w swojej kudłatej łepetynie co powinien teraz zrobić poczuł coś charakterystycznego. Jego mały nos wychwycił zapach, którego dawno nie czuł. Coś co zapachniało mu dobrym jedzeniem. Poprzez dżunglę niósł się delikatny zapach pieczonego mięsa. Ludzkiego mięsa. Gdzieś niedaleko - najpewniej nad grzybim jeziorem - ktoś właśnie rozpoczął ucztowanie. Małe kosmate ucho wychwyciło też daleki i nikły krzyk kobiety wypełniony bólem i strachem. Krzyk wznosił się i opadał a po chwili zamarł zupełnie. W tym też momencie woń pieczonego mięsa stałą się jakby silniejsza.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5004
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Gweek » 13 Paź 2017, o 19:18

Oddział reprezentacyjny towarzyszący Guttorowi, bądź to, co z niego zostało, robiło niemałe wrażenie. Barczyści, mocno spasieni i niewątpliwie o dobrym zdrowiu fizycznym, mogli sprawić nie lada wyzwanie dla uzbrojonych w topory kompanów Gweeka. Bądź co bądź, byli wojownikami z prawdziwego zdarzenia niemal jak każdy rdzenny mieszkaniec tej niegościnnej planety.
Usłyszawszy swe imię, podrzucił w górę arg'garoka, łapiąc go za końcówkę drzewca, prostując do tej pory przygarbioną sylwetkę.
- Skoro wiecie kim jestem to i wiecie też kogo szukam. - skrzyżował swe ślepie z parą zielono-szarych oczu przywódcy. - Nie ukrywamy swej obecności, podążamy jeno śladem trupów wrogiego mi klanu. Prowadzą one do Grzybiego Jeziora i okolic waszej siedziby. - ukrywanie faktów nie miało sensu, wszak mogło zadziałać z obupóplną korzyścią dla zainteresowanych stron. - Kończą nam się zapasy, dlatego chciałem przybyć za dnia w pokojowych zamiarach, a nie jak złodzieje w nocy. - nie dało się ukryć aluzji do wybudzonego ze snu, terkoczącego cicho translatora Paploo.
- Swoją szansę na zaskoczenie nas we śnie już mieliście i wiedzcie, że tanio tłuszczu nie sprzedam. - ze słów wypowiedzianych przez dwójkę gamorrean wynika, że znaleźli się w patowej sytuacji. Decyzja do podjęcia była trudna. Jak zwykle mało wiedział o zastanej sytuacji i liczebności wrogiego oddziału. Sześciu i jedna trzecia na pięciu - starcie zapowiadało się krwawo. Strach w ślepym oku snuł swą opowieść o konsekwencjach działania lub pasywności. Teoretyczni sprzymierzeńcy mogli pomóc odbić więzionych rodaków, lecz cena jaką przyjdzie im zapłacić, liczona będzie w litrach krwi. Byle nie naszej.
- O losie moich kompanów nie mogę decydować. - posępnie spojrzał na boki, nie szukając oparcia w bojowej postawie trójki popleczników.
- Skoro tu jestem, pomogę uwolnię Gamorrę od Grooggowego ścierwa. Byle tylko zbliżyć się o krok do Nurry. - zrobił dwa kroki do tyłu, stając w szeregu gotowych do boju wojowników. - Zapytaj resztę, co sądzi o waszej propozycji.
Słowa ucichły, pozostawiając po sobie trzeszczące resztki, dogasającego z wolna ogniska.
Image

gg 5214304
Awatar użytkownika
Gweek
Gracz
 
Posty: 175
Rejestracja: 13 Sty 2016, o 15:10
Miejscowość: Wrocław

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez BE3R » 13 Paź 2017, o 21:48

Obiecujący zapach pieczonego mięska uwodził niczym najpowabniejsza włochata ewoczka, potrząsająca kuprem. Ach jak dawno już nie wąchał tyłka żadnej przyzwoitej pannie. Paploo rozmarzył się niebezpiecznie i siedział z zaróżowionymi pod futrem policzkami ignorując całkowicie toczące się na dole negocjacje. z rozmarzenia wyrwał go wyrzucony w górę topór. Broń śmignęła przed pyszczkiem Ewoka po czym wróciła do łapy Gweeka. Czyżby wódz dawał mu znać? Zdezorientowany spojrzał w dół na stojące naprzeciw siebie grupy. Złodziejskie knury wyglądały na dobrze odżywione i zaprawione w bojach, Snu Snu nie bardzo wiedział jak mógłby pomóc swoim towarzyszom, włócznie połamał mu dupą jeden z gammorean, noża nie miał, zaś proca byłaby niezwykle nieefektywna w walce w nocy i z drzewa. Niechybnie spierdolił by się na ryj góra po drugim pocisku. Nie byłby jednak wojownikiem gdyby nie spróbował wymyślić czegoś co ułatwiło by walkę jego towarzyszom. Rozejrzał się po otoczeniu a jego czarny nosek pracował zawzięcie. Co prawda nieco się ślinił wciąż czując dochodzące z nad jeziorka zapachy pieczystego, ale starał się skupić na woniach lasu, knury, gówno, jakieś wiewiórki, stejk, dobrze wysmażony. Nie zaraz, miodek. Zdecydowanie czuł miodek, gdzieś w okolicy musiało być gniazdo pszczół. I faktycznie niebawem spostrzegł charakterystyczny tekturowy obiekt zwisający z niezbyt odległej gałęzi. Ruszył ostrożnie w jego stronę licząc na to że na Gammorze pszczółki w nocy śpią podobnie jak ich kuzynki z którymi miewał do czynienia. Mógł jedynie liczyć na farta i na to, że jego wysiłki zostaną nagrodzone rojem wściekłych złodupców, a nie popierdującymi bzyczkami które nawet nie wiedzą na co im żądła.
Awatar użytkownika
BE3R
Mistrz Gry
 
Posty: 1499
Rejestracja: 27 Paź 2011, o 21:47
Miejscowość: Chorzów

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Kittani Levfith » 15 Paź 2017, o 13:13

Kobieta cały czas odnosiła dziwne wrażenie, że podczas jej drugiej wizyty Gamorra za wszelką cenę starała się ukazać swoje brutalniejsze oblicze niż ostatnio. Wszystko to, co dotychczas przeżyła na tej planecie też zdawało się być niczym. Problemy nawarstwiały się w zabójczym tempie i komplikowały coraz bardziej, wymuszając na nich szybką zmianę priorytetów i podjęcie właściwych kroków. Jednym z nich było ogłuszenie przedstawiciela wrogiego klanu i pociągnięcie go za język - może nie dosłownie, ale najważniejsze aby skutecznie. Tutaj nie wątpiła w fakt, że Krest sprawdzi się w roli tłumacza i z pewnością wykorzysta tajniki znane tylko najemnikom do otrzymania interesujących ich informacji. Bo spisał się na medal i nie spuszczał wzroku ze swojej zdobyczy, gotowy do ponownego ataku w każdym momencie. Nie miała wyrzutów sumienia przyglądając się knurowi z guzem na czole - nie raz ktoś ją ogłuszył w podobny sposób i przesłuchiwał, chociażby na tej planecie. Takie prawo dżungli - jesteś łowcą albo zwierzyną. Galaktyka nie wybacza braku zdecydowania i żąda za to najwyższej ceny.
Frogg i Dek oddalili się od nich już jakiś czas temu. Kittani odnosiła dziwne wrażenie, że czas potrzebny im na znalezienie jedzenia i powrót do nich wydłużył się już dwukrotnie i jednoznacznie było to zapowiedzią poważnych problemów. Uczucie niepokoju wzrastało z każdą minutą. Wiedziała, że jeżeli natrafili by na wrogów poradziliby sobie nawet z większą ilością. A co jeżeli ich drogi skrzyżowały się z całym wrogim klanem? Czy porwą ich w to samo miejsce co Nurrę? Kolejne pytania i niewiadome nie pozwalały jej na dalsze siedzenie w miejscu. Podeszła do Kresta wskazując dłonią na ich jeńca.
- Zwiążmy go i wyciągnijmy z niego wszystko, co się da. Obojętnie w jaki sposób - kobieta przykucnęła przy nim, wpatrując się chwilę w jego hełm. Była wyraźnie czymś zmartwiona, chociaż nadal zachowywała zdrowy rozsądek i zimną krew. - Nie sądzisz, że powinni już dawno do nas wrócić? Mam złe przeczucia...
Image
GG: 5918394
Awatar użytkownika
Kittani Levfith
Gracz
 
Posty: 210
Rejestracja: 12 Lut 2014, o 17:08
Miejscowość: Poznań

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Mistrz Gry » 15 Paź 2017, o 17:41

Gweek i Palpoo
To co Palpoo uznał w pierwszej chwili za gniazdo "Endorskich Pszczół Bólu" zwanych też w jego rodzinnych stronach jako "Złodupce Zagłady" okazało się być kolejną formą grzyba, a tych wszak na gamorrze nie brakowało. Ten konkretny, do złudzenia przypominający gniazdo wspomnianych pszczół, nie był zasadniczo niebezpieczny, a przynajmniej nie tak, jak endorskie złodupce. Miał on jednak pewną brzydką właściwość którą Palpoo miał wkrótce poznać.

***

- Wodzu, pójdziemy za Tobą. - Powiedział Thurg Utopiec, a jego Mniejszy imiennik pokiwał znacząco głową. W czasie gdy Gweek przemawiał do przywódcy wojowników z klanu Ha'an, Buj i Jub dołączyli do swego wodza i przyjęli nie mniej bojową pozę. Gweek spojrzał za siebie. Jego oddział nie był już tak liczny jak w momencie gdy wyruszał z Gamorry. Nie miał przy sobie Frogga, Urtogg i Thurg Większy nie żyli. Ci którzy przy nim wytrwali - choć niewątpliwie zaprawieni w boju i zahartowani - obecnie byli mocno zmęczeni. Nie mógł im odmówić lojalności i bitności, ale ich wartość bojową musiał w tym momencie oceniać ze sporym marginesem błędu.
- Ha, ha, ha! Nie wiesz co mówisz! Uwolnisz Gamorrę od Grooggowego ścierwa, mówisz? Sam? Czy z pomocą tej piątki która stoi za Twoimi plecami? - Na te słowa kompanii Gweeka prychnęli z niechęcią, Guttor zdawał się nie przejmować prowokacyjnym zachowaniem klanbraci Gweeka. - Nie podołasz. Nawet cały klan Nurry nie ma szans gdy Obroggi zawezwą wsparcie podległych klanów. - Guttor zarechotał, ale znowu nie dało się w jego głosie wyczuć negatywnych emocji. Raczej przyjacielskie przedrzeźnianie.
- Wie to każdy kto urodził się na Gamorrze. Ty jednak nie jesteś tutaj rodzony. I pewnie dlatego jakimś sposobem dokonasz tego. Nie wiem co prawda jak miałbyś tego dokonać, no ale. Co ma się stać to i tak się stanie.
W tym czasie za plecami Guttora zbierali się wojownicy jego klanu. Gweek swym jednym okiem wypatrzył dziesięciu gamnorrean uzbrojonych głównie w włócznie. Wszyscy mieli czerwone przepaski na ramionach. Gdyby doszło do walki klan Ha'an miałby blisko dwukrotną przewagę liczebną; w swych rachunkach Gweek pomijał zdalniaka i Palpoo, których potencjał bojowy był dla wodza w tym momencie podobny.
- Szukasz Nurry? Czyli plotki o jej porwaniu są jednak prawdziwe. To smutne wieści. Jednak szczęśliwa gwiazda przyświeca naszemu spotkaniu, bowiem i ja jej poszukuję. Wieści o waszym połączeniu się i zabiciu Obrogga były impulsem dla wielu. Wiele pomniejszych klanów uznało ten wyczyn jako znak do zerwania się do walki z obecnym porządkiem. A w zasadzie jego brakiem. Moi pobratymcy z chęcią wsparli by Nurrę Póki jednak nad Grzybim Jeziorem Grooggowe ścierwa przetrzymują moich ludzi mam związane ręce. Gdybyśmy jednak połączyli siły? Oni nie spodziewają się ataku. Tak się składa, że wiem gdzie ukrywa się niemała grupa Twoich klan braci. Jeżeli zaprowadzę Cię do nich pomożesz nam?
W tym momencie z drzewa ponad ich głowami na polanę spadł Palpoo w otoczeniu śmierdzących sporów, które wystrzeliły z grzyba, który do samego końca Ewok brał za gniazdo złodupców. Upadając jednak Palpoo oprócz smrodu grzyba wyczuwał intensywniejszą woń palonego ludzkiego mięsa.
- Kurwa, a co to za kosmate gówno? Czyżby dotknął grzyba "Wiele Dni Smrodu"?
Wszyscy gamorreanie zaczęli rechotać, choć starali się robić to po cichu. Tylko Gweek się nie śmiał; nie znał grzyba "Wiele Dni Smrodu". Choć zaczynał czuć jego bukiet.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5004
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez BE3R » 15 Paź 2017, o 20:40

Tyknął patykiem potencjalne gniazdo Złodupców Zagłady, jednak zamiast delikatnego tekturzastego oporu poczuł miękką bułczastość. Zaskoczony cofnął patyk co zaowocowało wystrzeleniem z bułczastego grzyba chmury zarodników. Były wszędzie w uszach w nosie w oczach. Potężne kichnięcie oczyściło drogi oddechowe obcego wytrącając go równocześnie z równowagi. Krótki lot w dół był pełen apetycznego zapachu pieczonego mięsa. Przynajmniej tyle zanim zginie...

<JEB>

Na szczęście dupa zamortyzowała upadek, Ewok przez chwilę leżał nieruchomo z szeroko otwartymi oczami. Czuł wyraźnie wszystkie posiadane kości i jakiś cholernie niefajny zapach. Głupiutki misiek nie mógł wiedzieć że "Wiele dni smrodu" to jeden z rzadszych składników służących do produkcji najdroższych bo naturalnych perfum w galaktyce. Niejeden handlarz oddałby za tego grzyba córkę do burdelu, a i niejedna dama zaszczyciła by swymi względami tak zabójczo pachnącego młodzieńca, gdyby nie był ewokiem, no i był bogaty, i wyższy. W sumie jak byłby bogaty mógłby być ewokiem. Dla większości mieszkańców dżungli grzyb zwyczajnie śmierdział i Palpoo nie był wyjątkiem. Małe puchate gówno wstało z jękiem a potem...
-Och zaiste o ziemię uderzyć raczyłem co nieszczęściem i bólem napawa członki moje.
Wolkaburator nie zniósł najlepiej upadku i coś się w nim poprzestawiało
- Drodzy towarzysze, tam na górze wyczułem wyraźnie woń pieczystego. Nad pobliskim jeziorem jakieś dżentelistot grillują ludzi w celach konsumpcyh... tłumacz zaskrzeczał i zdechł a Palpoo kilkakrotnie przywalił w niego łapką cały czas wydając z siebie niezrozumiałe piski.
- Do kurwy nędzy co za zjebany złom. Zamiast rechotać tępe ćwoki ogarnijcie co oni tam nad jeziorem wpierdalają może się chuje podzielą.

Dokończył i ciężko jęcząc zebrał się z ziemi i prewencyjnie spierdzielił między swoich towarzyszy pokwękując i ciągnąć za sobą falę smrodu. Będzie się musiał solidnie wytarzać w jakimś błocie czy czymś...
Awatar użytkownika
BE3R
Mistrz Gry
 
Posty: 1499
Rejestracja: 27 Paź 2011, o 21:47
Miejscowość: Chorzów

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Rafael Rexwent » 16 Paź 2017, o 14:52

Paul siedział oparty o ścianę niemalże bez ruchu. Zdawałoby się, jakby spał, ale on cały czas zachowywał czujność. W każdej chwili był gotów sięgnąć po stojący obok karabin, by odpowiednio przywitać niespodziewanych (nie)gości. A jednak odpoczywał. Lata doświadczenia pozwoliły mu wyrobić odpowiednie ułożenie ciała podczas momentów wytchnienia, dlatego pomimo pełnej ostrożności mięśnie nie były obciążone. Jednakże chłód i tak powodował naturalne odruchy. Mężczyzna czuł po zbroją gęsią skórkę, tylko czy na pewno była ona skutkiem nocnej aury? Całkiem możliwe, chociaż niewykluczony udział w tym miały przyjemne wizje uwolnienia swojej masochistycznej cząstki. By torturować. By złamać knurzy umysł i rozkoszować się widokiem złamanego wroga. Bo ten Gamorreanin na to miano bez wątpienia zasłużył.
Nadejście Kittani nie wywołało u niego żadnej reakcji. Pozostał na miejscu, oszczędzając energię. Za to po usłyszeniu jej słów przez ciało mężczyzny przeszedł dziwny, rozkoszny dreszcz. Nie spowodowany zimnem, tylko radością na skutek przyzwolenia na tortury. Kapka adrenaliny niemalże samoistnie wtłoczyła się do krwioobiegu, by ożywić przepływ życiodajnego płynu. Stworzenie z otchłani umysłu zastrzygło uszkami w swej mrocznej jamie. Wyszczerzyło tylko swój pyszczek najeżony malutkimi, ale ostrymi niczym żyletki ząbkami. A potem na powrót zakryło się ogonem i zapadło w sen. Jeszcze nie jest jej czas.
- Wedle życzenia. – Dopiero po chwili Kerst odezwał się pełnym złowrogiego tonu głosem, jaki bezlitośnie przefiltrowały głośniki hełmu wydobywając na zewnątrz tylko beznamiętne, jednostajne słowa wyprane z uczuć.
- Sądzę. Sądzę również, że wpadli w ręce wroga, pękli, a ku nam biegnie właśnie stado wściekłych Gamorrean. - Mężczyzna powoli wstał rozglądając się za czymś nadającym się do pętania. Najlepszy byłby łańcuch. Tak, zdecydowanie. Nawet knurowi będzie go trudniej zerwać. - Wtedy miło się zaskoczę, gdy jednak okaże się inaczej, a będę gotów, gdy spełni się najgorszy scenariusz. - Dodał.
Image

"Nie wahaj się powiedzieć ludziom na których ci zależy o uczuciach żywionych do nich. Bo jutro może ich tam nie być." ~ Akagi
Awatar użytkownika
Rafael Rexwent
Gracz
 
Posty: 263
Rejestracja: 7 Lis 2014, o 17:01

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Gweek » 16 Paź 2017, o 18:47

Wsparcie okazane swemu wodzowi przez kompanów nie było wielkim zaskoczeniem w sytuacji wiszącej groźby, zagrożenia życia, jak i w przyszłości, nad którą usilnie pracowano.
Łańcuch jest tak mocny jak najsłabsze jego ogniwo. Jedno już stracił w czeluściach Galaktyki. Kolejne dwa odłączył w Nielegalnym Mieście, teraz ważyły się losy całego, metalowego sznura o sześciu oczkach i małym breloku podpiętym do początku plecionki.

Gweek kiedyś myślał, że wszystko kręci się wokół kredytów, peggatów, trugutów, wupiupi czy innej, nieznanej mu waluty takiej jak choćby aurodium. Społecznośc klanowa okazała mu tyle życzliwości, wyrozumiałości i teraz to dobro znów wracało. Wojownicy byli dla niego oparciem, jak on dla nich. Czuł się sternikiem na niespokojnym morzu gąszczu, drzew, roślinności ścigającej się o dostęp do nielicznych promieni słonecznych przenikających panujący wookoło półmrok. Razem stanowili barkę żaglową czy skiff, toporami niczym wiosłami nieśli łódź w zieloną dal horyzontu, zaburzając stojące wody seledynowej łuny, która unosi się nad budzącym do życia ogromem roślinności. Czy tak wygląda normalne proste życie? - zapytał sam siebie, słysząc niewinne docinki Guttora.

Nikt ze stojących po tej stronie barykady, nie zgadzał się z usłyszanymi zarzutami, dając upust swej frustracji poprzez pochrumkiwania, kwiknięcia, poburkiwania. Prychnięcia nie trwały długo, aż do momentu zmiany kursy przez mówiącego.
Jeden po drugim, kolejno gospodarze tego terenu ujawiniali swoją obecność za plecami najokazalszego osobnika grupy. Podobnie uzbrojeni, odziani w pancerze z wygarbowanej skóry, pokonanych własnoręcznie drapieżników, przetykane rzemieniami.

- Opowiedziano mi o wyczynach Obrogga i starszyzny jego klanu. Widocznie obaj nie godzimy się na występki i poczynania tej, tej... bandy. - zawahał się, szukając odpowiedniego słowa.

SRU !

I znalazł... - To? To jest... yyh... był mój mały zwiadowca. - odpowiedział na pytanie i skierowane włócznie w stronę porośniętego futrem i fartuszkiem stwora. Oprócz podmuchu powietrza, do narządu węchu i mózgu Gweeka wkręcał się fetorek tutejszej flory. Pachniało wyśmienicie... dla pasożytów żywiących się tym ohydztwem.
- O, gówno spadło z nieba! - tak skomentował ktoś z tłumu.
- Dobrze, że nie wdepłem. - odezwał się szeptem inny z "tubylców".

- Pomożemy wam, jak powiedzieliśmy przed chwilą. Daliśmy słowo i trzymamy za wasze. - zrobił pauzę, jakby nad czymś myśląc. - Każdy topór i włócznia się przyda w walce, więc połączenie sił jest najlepszym co może nas spotkać. - zaproponował, wyciągając przed siebie prawicę. Miał dodać, że później rozejdą się każdy w swoją stronę. Jeśli tylko dożyje do tego "potem".
Jeśli zasłyszane słowa staną się prawdą, to choć część z gamorrean odzyska swoje rodziny i bliskich. Będą w miarę bezpieczni i może szczęśliwi. Ich droga się skończy. Droga śmierci i zniszczenia, jaką za sobą zostawia pozostanie tylko mglistym wspomnieniem. Czy to dlatego ciągle uciekał, czując całym sobą czychające zagrożenia i niebezpieczeństwa? Był gotów Ufając, że limit Fartu się jeszcze nie wyczerpał.

Wiatry niosące smrodliwe obłoki, opary unoszące się znad ewoka przyniosły kolejne wieści. Malec wyniuchał woń spalenizny.
- Wiecie, co tam się może dziać? - pytanie zawisło nieznośnoe, kwasem oblewając zawiązujący się sojusz. Wydawać by się mogło, że pośpiech jest wskazany. Lepiej zlecieć się na miejsce jak ścierwojad, niż być jego martwą ofiarą.
Image

gg 5214304
Awatar użytkownika
Gweek
Gracz
 
Posty: 175
Rejestracja: 13 Sty 2016, o 15:10
Miejscowość: Wrocław

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Mistrz Gry » Wczoraj, o 22:46

Gweek i Palpoo
Guttor i Gweek podali sobie dłonie. Ten drugi poczuł przy tym mrowienie na karku. Fart dawał o sobie znać choć nie potrafił zinterpretować tego doznania. Było inne niż dotychczas i na pewno nie było ostrzeżeniem przed niebezpieczeństwem.
Po krótkim przywitaniu obie grupy usiadły przy niewielkim ognisku i zaczęły snuć dokładniejsze plany co do ich następnego wspólnego posunięcia. Napełniali przy tym brzuchy do nie zważając wcale uwagi na to, że "dopiero co jedli" i "na rano nic nie zostanie".
Połączone siły obu oddziałów dawały razem 17 twardych i bitnych gamorrean i jednego zadziornego ewoka. Nie wiedzieli jednak dokładnie wobec jakiej siły przyjdzie im się zmierzyć. Od Guttor Gweek dowiedział się, że nad Grzybim Jeziorem klan obrogga urządził sobie więzienie i jako taka nie była silnie broniona. To co wyczuwał w powietrzu Palpoo zostało szybko rozpoznane przez pozostałych gamorrean.
- To ludzie. Ale i nie tylko. Widziałem jak Obroggi pędzą ich z jakiegoś miejsca w dżungli. Skąd? Mówią, że z jakiejś kopalni. Ale nie ma czegoś takiego jak kopalnia ludzi, nie?
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5004
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Gweek » Dzisiaj, o 13:17

Coś się działo. Coś się zmieniało. Coś ewoluowało. Knurza skorka na grzbiecie jednookiego po raz kolejny dawała o sobie znać. Tak samo jak za pierwszym razem gdy ją poczuł, a jednak inaczej niż zwykle. Cudowne właściwości "Farta" - jak nazywał swoje trafne przeczucia co do przyszłych niebezpieczeństw, tym razem nie ponaglały do ucieczki czy walki o życie. Nie pasowało mu to wielce, drapanie po szyi okazało się bezowocne. Szybki przegląd doliny skąpanej w ciemności miał się tak, jak wróżenie ze środka rzyci.
Zajadając się resztkami obpieczonej padlinki, słuchał i knuł plan ataku na obóz jeniecki. Pokazał przy okazji arsenał małej grupki. "Kulki mocy" co to rozrywają ciała na strzępy i odrzucają w losowych kierunkach na kilka metrów po wybuchu, kijaszki strzelające światłem co robi dużo ała.
Mamrocząc pod nosem, wydawało mu się, że zasnął na siedząco. Doznał wizji. Była jak koszmarny sen, w którym wcina delikatne, ludzkie mięso, oblizując ze smakiem paluszki. Delektował się "ludziną" wraz ze swoimi kompanami. - Gweeku, o Wielki Gweeku! Spójrz tylko jak mięso gładko odchodzi od kości. - obrócił głowę w stronę głosu i ujrzał. Ujrzał gołe, rozczłonkowane, przeważnie ludzkie ciała. Sine głowy z wyłupionymi oczami, niektóre nie miały nosow i języków. Kilka nabito buńczucznie na włócznie. Nad wielkim ogniskiem płomienie osmalały wielki gar zupy. Płyn bulgotał podgrzany do temperatury wrzenia. Podchodząc bliżej, zajrzał do środka. Gęsty wywar parował obficie. Miszając chochlą, wzburzył zawartość z dna. Na powierzchnię wyplynęła malutka rączka. Taka jak jego, gdy był młody. Chciał wymiotować, ale nie mógł. Zaczął się dusić.

- Uuu ...
- Ale siadło...
- Przyjeb mu jeszcze raz. Dla pewności.
- słowo czynem się stało, dłoń wielka jak łopata uderzyła po raz drugi w plecy Gweeka. Kawałek mięsa obrośnięty chrząstką wystrzelił z gardzieli jak bolt z lufy blastera. Ledwie łapiąc oddech, dychał ciężko. Omawiano właśnie pochodzenie specyficznego zapachu. Wstał ciężko, zaciskając pięści. Kłykcie zbielały, rozjaśniając skórę rąk do koloru jasno zielonego.
- To teraz posłuchaj uważnie. Kilku pytań. Co byś zrobił jakby ktoś napadł na twoją siedzibę i klan? Co byś zrobił, jakby ktoś porwał Ci matronę? - zrobił przerwę na tyle długą by dać Guttorowi czas do namysłu, ale nie na odpowiedź.
- A teraz ktoś wpierdala MOICH ludzi! - podkreślił jeden z wyrazów dając jasno do zrozumienia, że nie żartuje.
- Nalegam by się pospieszyć z atakiem...
Image

gg 5214304
Awatar użytkownika
Gweek
Gracz
 
Posty: 175
Rejestracja: 13 Sty 2016, o 15:10
Miejscowość: Wrocław

Poprzednia

Wróć do Przestrzeń Huttów