Content

Przestrzeń Huttów

[Gamorra] - Gambit Knurów

Image

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Mistrz Gry » 10 Lip 2018, o 13:39

Gweek
Wystrzał Gweeka bardzo szybko ocucił niemalże wszystkich. Oderwani od świateł i dziwnych wizji, które wdzierały się do ich umysłów, zaczęli rozglądać się wokół, jakby dopiero co przebudzili się ze snu i nie do końca zdawali sobie sprawę z tego gdzie byli. Nurra i Guttor szybko podchwycili pomysł Gweeka i zaczęli robić sporo rabanu krzycząc na wszystkich, bijąc ich po głowach i kopiąc po zadkach. Podziałało, a dodatkowo lina, która powędrowała od ręki do ręki, ostatecznie "związała" grupę.
Zbili się wszyscy w ciasną grupę tworząc coś na kształt, żywej wyspy pośrodku bagnistej i mglistej nicości.
- Brakuje! - Krzykneła Nurra. - Brakuje trzech!
Guttor, Gweek i Nurra zaczęli rozglądać się po sobie.
- Jeszcze raz! Policzyć jeszcze raz! Sprawdzić dobrze. Wołajcie ich.
Grupę zaatakowała dziwna panika. Wzięła się znikąd. Owszem sytuacja była odrobinę skomplikowana ale Gweek nie widział, jeszcze by gamorreanie tak strachliwie reagowali w obliczu nieznanego. Ostatecznie przecież nie działo się nic niebezpiecznego. Jeżeli będą zachowywać się spokojnie to nikt w tej mgle nie miał prawa się zgubić. Przecież wszystko powinno ułożyć się dobrze.
Ale nawet Gweek czuł jak szczecina na karku mu się jeży.

Krzyk przechodzący w opętańczy kwik nagle dobiegł uszu wszystkich. Gwar i raban ucichł momentalnie. Wszystkie głowy zwróciły się w jednym kierunku. Dało się w tym momencie słyszeć jak we mgle, poza zasięgiem wzroku, jakiś gamorreanin konał w akompaniamencie kłapania szczęk i własnego krzyku, przechodzącego w nieartykułowane wrzaski i piski. Kakofonia rozszarpywanego mięsa, warczenia i przełykania trwała jeszcze chwilę a potem wokół zapanowała cisza totalna. Nikt nie miał wątpliwości, że jeden z ich kolegów został właśnie pożarty w całości przez... coś.
- Co... co... to jest? - Zapytała cicho Nurra.
- Nie wiem... - mruknął Gut'tor sięgając po włócznię. - Nic nie widać.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5815
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Kittani Levfith » 11 Lip 2018, o 14:42

Ogrom pracy jaki czekał na wszystkich we wnętrzu wulkanu był zdecydowanie większy, niż ktokolwiek mógł sobie wyobrazić. Kittani jednak nie czuła się przerażona zarządzaniem wszystkimi istotami zgromadzonymi w jego wnętrzu. W pewnym sensie czuła, że wróciła do swojego domu i należy o niego należycie zadbać po dłuższej nieobecności. Jeżeli nie ona - kto mógł to zrobić? Wszyscy wyżsi rangą oraz doświadczeniem przebywali na Duchu. Gweek miał swój klan, którym musiał się zaopiekować. Najemnicy pomimo sympatii względem rebeliantów niewiele wiedzieli o historii wulkanu oraz tego, czym miał się wkrótce stać. Przesiadując sama, w niemalże całkowitych ciemnościach w tylko sobie znanym zakamarku wulkanu mogła należycie skupić się na swoim zadaniu. Nie lubiła przesiadywać w dotychczasowej kwaterze Urpy, chociaż tam zawiązał się zalążek bazy dowodzenia. Zebrane kosztowności oraz artefakty budziły jej zainteresowanie, jednak jednocześnie niepotrzebnie rozpraszały. Przy podejmowaniu kluczowych decyzji wolała zostać sama z własnymi myślami - dokładnie tak, jak teraz przy grobie Cada.

Sekcja A i B wymagała obsadzenia grupą militarną w mieszanym składzie, uwzględniając zarówno rebeliantów jak i knury. Gamorreanie z racji znajomości terenu oraz faktu, że natywna rasa nie wzbudzała takich podejrzeń jak ludzie patrolowali głównie okolice wejścia przed wulkanem. Dalej mniejsza ilość knurów oraz zdecydowana przewaga uzbrojonych rebeliantów rozciągała się przez niemal całą długość korytarzy prowadzących od wejścia do wnętrza wulkanu. Każde z wejść dostało swojego kierownika, który czuwał nad zmianą wart oraz monitorował obecnych w sekcjach upewniając się, że każdy wrócił ze swojej warty czy też patrolu. Sekcja C nie wymagała zbytniej uwagi, toteż po kontroli i upewnieniu się co do faktycznego stanu została ona pominięta na korzyść innych. Sekcje mieszkalne obecnie sprawiały sporo problemu, toteż właśnie w te miejsca zostały zadysponowane wszystkie istoty z grupy porządkowej. Zdecydowaną większość zadysponowano do uprzątnięcia sekcji H oraz J, gdzie do tej drugiej wysłano również kilku techników aby naprawili to, co możliwe. Sekcja mieszkalna D z racji najlepszego stanu miała pozostać uporządkowana przez pozostałą grupę porządkową, która bez problemu powinna uporać się z uporządkowaniem oraz naprawą wentylacji. Do siedziby Urpy kobieta zdecydowała zadysponować Xantee oraz wskazanych przez niego towarzyszy. Poprosiła również Erda o wstępną wycenę poszczególnych rzeźb i obrazów, co do których Kittani nie była pewna. Erd natomiast przejął dowództwo nad pracami w sekcji F, gdzie zajęcie znalazła największa część techników. Do sekcji G zadysponowano najmniejszy ze wszystkich oddział składający się z pojedynczych osób z sekcji porządkowej oraz technicznej, aby przyjrzeli się systemowi pomp oraz uzdatniania wody. Maszyny górnicze oraz kopalnie pozostawiono jako najmniej priorytetowe. Q4 z racji wgrania całej mapy w swoje oprogramowanie mógł patrolować korytarze kopalni oraz te częściowo zalane do woli, jednak miał przy tym zbierać materiał oraz zawsze powracać do siedziby. Po wykonaniu większości najważniejszych prac wewnątrz wulkanu planowano przyjrzeć się generatorom oraz maszynom kopalniczym. Zawalone korytarze bardzo intrygowały, jednak obecnie wnętrze bazy oraz jego uporządkowanie stanowiło priorytet. Kittani znajdowała się gdzieś pośrodku tego wszystkiego - skupiła się głównie na wycenie kolekcji Urpy, przeglądała jego dokumenty, kontaktowała się ze wszystkimi dowódcami oraz sama doglądała różnych sekcji kiedy tylko mogła. Starała się również nawiązać kontakt z Nielegalnym Miastem, Gweekiem oraz Mirax i utrzymywać w miarę sprawny przepływ informacji.
Image
Awatar użytkownika
Kittani Levfith
Gracz
 
Posty: 274
Rejestracja: 12 Lut 2014, o 17:08
Miejscowość: Poznań

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Mistrz Gry » 12 Lip 2018, o 16:59

Kittani
Prace ruszyły z miejsca i bardzo szybko wszyscy się ze sobą zgrali. Już nad grzybim jeziorem widać było ducha współpracy, jednak to co prezentowała sobą załoga wulkanu przechodziło wszelkie oczekiwania. Było dobrze, bo każdy miał swoje do zrobienia i każdy czuł się potrzebny.
Największym problemem były zapasy jedzenia; prowiant zabrany przez rebeliantów z Ducha mógł wystarczyć na jakiś czas, ale ze względu na liczbę osób ten czas był bardzo ograniczony. Mocno ograniczony. Z pomocą przyszli jednak Gamorreanie, którzy zaczynali znosić do wulkanu wszystko to co dało się zjeść a co można było znaleźć w dżungli. Syntetyczna dieta bardzo szybko została wzbogacona o grzyby, korzonki i mięso. Tego ostatniego było najwięcej.
Kittani bardzo szybko się przekonała, że wzbudzanie zaufania oznacza to, że wszyscy przychodzą do niej pytać o radę, podjęcie decyzji, wydanie opinii. Musiała być wszędzie. Musiała zajrzeć wszędzie. Każdego wysłuchać i przeczytać każdy raport. Miała pełno pracy. Nie narzekała jednak. Czuła, że tak trzeba by pokazać, prawdziwe przywództwo. Czuła, że słusznie zapracowuje sobie na to zaufanie. I co najważniejsze przed samą sobą zaczynała przyznawać, że daje radę a jej nominacja przez Mai'fach to nie był wybór mniejszego zła. Uśmiechała się tylko do siebie gdy uzmysławiała sobie jakie to wszystko jest podobne do pracy kelnerki i zarządzania salą.

***

Huk. Krzyk. Osuwająca się ziemia. Ciemność.

***

Żyła bo wszystko ją bolało. Normalnie człowiek by się cieszył, gdyby przeżył takie osuwisko. Kittani w tym momencie jednak czuła, że byłoby jej milej gdyby nie musiała się budzić w takim stanie; przynajmniej nie czuła by bólu. Piekły ją poobcierane ręce i nogi, w ustach i w nosie czuła suchy pył a w głowie ciągle szumiało.
Nie wiedziała gdzie była. Wszędzie wokół panowała najgłębsza ciemność. Było też zauważalnie cieplej. Nie musiała długo myśleć. Na pewno znalazła się w głębszych partiach wulkanu. I wszystko wskazywało na to, że była sama.

Leżała jeszcze jakiś czas zastanawiając się nad tym w jaki sposób doszło do tego wypadku. Wiedziała, że szła do Cada i przechodziła obok grupy techników, którzy grzebali coś przy na wpół zakopanym świdrze. Chyba chcieli go uruchomić... Reszty nie pamiętała.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5815
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Kittani Levfith » 13 Lip 2018, o 00:47

Nadchodzące dni w wulkanie upływały pod znakiem czystej harmonii. Wszystko zdawało się działać niczym w idealnie skonstruowanym i precyzyjnie nastawionym zegarku. Każdy wiedział co ma robić i wykonywał powierzone mu zadanie. Wykonywali nawet je ponad poziom tego, co mieli uczynić - chociażby nieoceniona pomoc Gamorrean, którzy zapewnili wyżywienie dla całego wulkanu. Kittani w natłoku nowych obowiązków oraz twarzy nie znajdowała czasu dla samej siebie. W miejsce pochówku Cada schodziła późną nocą, kiedy to większość mieszkańców wulkanu zasypiała a warta przebiegała bez problemu. Kilka godzin później wulkan ponownie budził się do życia, co oznaczało spływ kolejnych raportów oraz pytań. Była za wszystko odpowiedzialna. Doglądała wszystkich prac oraz osób niczym matka własne dzieci. Codziennie przemierzała kilka kilometrów wewnątrz wulkanu, odwiedzając niemalże wszystkie możliwe miejsca, czasami po kilka razy w ciągu dnia i nocy. Nie narzekała jednak na taki stan rzeczy - nie wyobrażała sobie, żeby było inaczej.

***


Ból oznaczał tylko jedno - nadal żyje. Nie wywnioskowałaby tego z samej ciemności, która otaczała ją z każdej strony. W gardle też miała jakoś podejrzanie sucho, a jeżeli umarła nie powinna takich rzeczy odczuwać. Leżała tak dłuższą chwilę, analizując to, co stało się przed odzyskaniem świadomości. Zapewne wpatrywałaby się w sufit z zamyśloną miną, ale w tych ciemnościach nawet nie wiedziała czy takowy istnieje i gdzie się znajduje.
- Ja pierdole - podsumowała swoją obecną sytuację w dwóch słowach, podnosząc się na poobdzierane przedramiona. Grymas bólu pojawił się na jej twarzy, jednak nikt nie mógł tego dostrzec. Nikogo obok nie było. Zresztą... w tej ciemności i tak nikt by nie dostrzegł. Tkwiła tak kilka sekund, nasłuchując czegokolwiek w okolicy. Czyżby nikt nie przeżył? A może zawaliła się sekcja, gdzie przebywała tylko ona? Biało-niebieska, nikła poświata obok niej wskazywała na działanie datapadu. Powoli podniosła go z ziemi aby dojrzeć strzaskany ekran. Nie mogła wykorzystać urządzenia do wysłania swoich współrzędnych czy też nawiązania kontaktu z innymi. Odruchowo sprawdziła swoje kieszenie, aby sprawdzić czy ma przy sobie komunikator służący do kontaktu z Gweekiem, najemnikami w mieście oraz Mirax i Nantelem. Podniosła się powoli z ziemi i wykorzystując światło urządzenia rozejrzała się po okolicy. Osuwisko niedaleko jej dobitnie utwierdziło ją w przekonaniu, że z tej strony już się nie wydostanie. Oświetliła drogę przed sobą - ciemny korytarz prowadzący do nikąd, w identycznym odcieniu wszechobecnego mroku co wszystko dookoła niej. Jedynie tajemnicze buczenie wskazywało na to, że coś ciekawego na jego końcu może się znajdować. Może to jakieś pomieszczenie techniczne do którego prowadziła winda?
- Taki mój przewrotny los... - mruknęła strzepując z siebie nadmiar pyłu i odkaszlnęła jego resztki z gardła. - Inni to chociaż mają świetlówkę i zarazem broń... a ja? - spojrzała na strzaskany ekran datapadu, który chwilowo nie nadawał się do niczego innego oprócz oświetlania sobie tego, co znajduje się przed jej stopami. Ruszyła powolnym, ostrożnym krokiem wgłąb korytarza.
Image
Awatar użytkownika
Kittani Levfith
Gracz
 
Posty: 274
Rejestracja: 12 Lut 2014, o 17:08
Miejscowość: Poznań

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Mistrz Gry » 13 Lip 2018, o 08:14

Kittani
Korytarz - rozświetlony bladym światłem datapadu - wydawał się być jednym z zapomnianych szybów kopalni. Był ciasny i klaustrofobicznie bliski. I o ile tunel kopalni w samym wulkanie były stare to ten wydawał się być antycznym. Wszystko przykrywała gruba warstwa pyłu i kurzu; Kittani się ciężko oddychało i cały czuła swędzenie w gardle. Nieregularnie wyciosane ściany, durastalowe klatki wzmacniające konstrukcje szybów i widoczne gdzie nie gdzie stare przewody sugerowały dobitnie, że korytarz nie był miejscem stworzonym siłami natury.
- Skkrr.. ani... eś... am?... Szzzzzzz... skrrr... ór... ani... zg...
Komunikator zaskrzeczał nagle. Odpięła go od paska spodni i spojrzała na jego wskazania. Albo był uszkodzony albo ze względu na swoje nowe położenie gubił zasięg. brunetka była pewna jednego: szukali już jej. Spróbowała im odpowiedzieć, ale wszystko wskazywało na to, że urządzenie póki co chciało działać tylko w jedną stronę i to w dodatku z marnym skutkiem.

Jakiś czas później, w miejscu gdzie korytarz zrobił się wyraźnie szerszy i mniej nieregularny, zobaczyła coś. Coś na co musiała spojrzeć dwa razy i powoli dopuścić do tego by zrozumiała to co widzi. Biały hełm bojowy. Podobny do tych, jakie nosili szturmowcy. Ten miał jednak czerwone zdobienia wokół wizjera. Hełm leżał sobie w spokoju obok innych gratów typowych dla kopalni: dwóch hełmów górniczych, wibrokilofów i kilku przecinaków. I pomimo tego, że był, jak wszystko, przykryty kurzem i pyłem, wyraźnie odznaczał się od reszty tak jakby zapraszając Kittani: "Podejdź do mnie. Zapoznaj się ze mną".
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5815
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Gweek » 14 Lip 2018, o 08:00

- Rozpalmy resztę pochodni i idziemy tam.
- Ale po co? Słyszałeś to?
- Już po nim. Zeżarło Snurka na dobre.
- No to zostało jeszcze dwóch. Gdzieś muszą tam być. Idziemy.
- dołączył się do krótkiej rozmowy trzeci z gówno dowodzących.
Gweek rozpychając zbity tłum na boki, utworzył z liny coś, na kształt litery U. Przedarł się na czoło kolumny, chwytając za topór. Kłapanie szczęk ustało definitywnie, a mgła ograniczyła widoczność z kilkunastu metrów, do zaledwie kilku. Mając na szpicy jeszcze dwóch włóczników po boku, szli do miejsca pożarcia nieszczęśnika, wołając pozostałych dwóch kompanów. Idąc w kierunku środka polany, byli jak na widelcu. Dobrze widoczni i głośni.

Początkowo panika nie chciała ustąpić miejsca zwykłemu strachowi, idąc z nim ramię w ramię, naprzeciw logice. Odgłosy może i pomogły uspokoić umysł, ale wyobraźnia dopowiedziała swoje. Mózg podrzucił obrazy tego, czego oczy nie widzą. W pamięci było dużo okropnych stworów, mogących łatwo rozprawić się z mieszkańcem planety. Perliste krople zimnych potów oblały ciała żyjących. Szli, jakby nie byli do końca zdecydowani, czy chcą zobaczyć TO, co zjadło ich kolegę.

- Chwycić za broń. Ubijmy tego potwora, nim ucieknie bezkarnie. - wódz chciał wlać trochę otuchy w dwa szeregi wojowników, przy okazji uspokajając własne sumienie co do podjętej decyzji. Z całego serca chciał uciekać, ale nie wiedział gdzie jest, ani dokąd ma się udać. Z przewieszoną bronią i częściowo pustym workiem przez ramię, nacierał przed siebie. Natkną się na ciało czy ślady krwi lub przestrzelą pustą przestrzeń, oddalając się od zdradliwej polany.
Image

gg 5214304
Awatar użytkownika
Gweek
Gracz
 
Posty: 237
Rejestracja: 13 Sty 2016, o 15:10
Miejscowość: Wrocław

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Nantel Grimisdal » 15 Lip 2018, o 21:39


Próby dojścia do gubernatora szły całkiem sprawnie, jak na to, czego wcześniej się spodziewał. Udało mu się umówić spotkanie z jednym z mechaników lokalnego przywódcy Imperium i teraz pozostawało mu już tylko dać z siebie wszystko, by go przyjęli.
Zbliżał się już wieczór i w pokoju, który wynajmował, miał już wszystko przygotowane na jutrzejszy dzień. Mógł już walnąć się na łóżko i pójść spać, ale zamierzał jeszcze posłuchać co nieco od mistyczki Sharii i spróbować tej medytacji, o której mówiła Mai'fach. Wyjął sześcienną kostkę i ścisnął w dłoni. Wydawała się taka niepozorna, a skrywała tak olbrzymią ilość wiedzy. Ciekawiło go, jakim tworem jest widmo mistyczki i czy jest w tym jeszcze jakaś cząstka jej istnienia, ale te pytania postanowił zostawić na później. Odprężył się, odetchnął głęboko i skupił swoje siły na holokronie. Po chwili czarna kostka uniosła się znad jego dłoni i otworzyła, a nad nią zamigotała mistyczka Sharia.
- Witam cię ponownie - widmo rozejrzało się po pokoju - Chyba dużo się zmieniło od naszej ostatniej rozmowy. Musisz stale być w ruchu, prawda?
- Prawda, mistrzyni. Chociaż sprawy mocno się naprostowały od czasu naszej ostatniej rozmowy.
Opowiedział jej o wszystkim. O swojej walce z Istotą z Etros i uwolnieniu Nadii, o łączącej ich więzi w Mocy, o tym, jak Jasna Strona go wspierała i jak teraz czuje jej obecność w każdej chwili. Potem przeszedł do dramatycznej walki na plaży i ich zwycięstwie. Opowiedział jej o Mai'fach i tej niepokojącej królikopodobnej istocie.
- Po tym wszystkim, co się ostatnio działo, postanowiłem, że chcę uczyć się o Mocy. O tym, jak z nią żyć. Dzisiaj prosiłbym cię, byś opowiedziała mi o Jasnej Stronie i o Zakonie Jedi, o którym wspominałaś. Przy następnej okazji poproszę cię o kolejną część o Ciemnej Stronie i tych dziwnych istotach, które z niej korzystają. Na razie chcę posłuchać, a potem poukładam sobie, czym są obydwie strony barykady.
Sharia kiwnęła głową i rozpoczęła swój wywód. Gdyby miała opowiedzieć o wszystkim, Nantelowi nie starczyłoby życia, skupiła się jednak na najważniejszych aspektach Jasnej Strony i na historii jedi z czasów jej życia. Była to zresztą ostatnia, którą dobrze znała i chciała przekazać, bo resztę współczesnych plotek uznała za zbyt niepewne, by przekazywać jako wiedzę swojemu uczniowi. Cały wykład trwał długo. Był środek nocy, gdy skończyła. Nantel kiwnął w podzięce zmęczoną głową i pożegnał się z mistrzynią. Schował holokron i walcząc z sennością usiadł ze skrzyżowanymi nogami na łóżku.
Niezbyt wiedział, jak powinien zacząć z tą medytacją. Na różnych holofilmach i w kantynowych opowieściach jacyś mnisi i kapłani najróżniejszych kultów po prostu siadali i wpadali w trans. Sam nie czuł się wystarczająco spokojny żeby od tak zacząć. Prędzej by po prostu zasnął. Żeby się pobudzić sięgnął po swój odtwarzacz muzyki. Może to była metoda dla niego, a przynajmniej sposób na tą chwilę. Odpalił na słuchawkach jakiś spokojniejszy kawałek i oparł się o ścianę. Siedział i siedział i może to ze zmęczenia, a może i muzyka pomogła, a potok myśli, który miał w głowie po wykładzie mistyczki zaczął zwalniać, aż w końcu przyłapał się, że nie myśli o niczym konkretnym. Nadal jednak nie czuł nic więcej, nie mówiąc już o jakimś specjalnym odczuwaniu Mocy. Wiedział, że w razie potrzeby może sięgnąć po tą cząstkę, którą stale teraz była przy nim, ale uważał, że nie o to chodzi. Obydwie mistrzynie mówiły mu, że ma słuchać, a nie wykorzystywać. Siedział tak więc jeszcze chwilę, aż w końcu zaczął przysypiać.
Stał przed warczącym psem. Zwykłym, miejskim kundlem typowym dla miast planet o umiarkowanym klimacie. Czuł, jak zwierzę się go obawia. Nie żywi do niego wyraźnej agresji, nie grozi mu, ani nie jest złe. Po prostu się bało. Dopiero po chwili zrozumiał, że pies jednak nie warczy na niego. Odwrócił się za siebie i zobaczył pędzącą w ich stronę wichurę, jakąś nieokreśloną siłę. Tratowała i miażdżyła wszystko na swojej drodze, a nieświadome jej potęgi zwierze stało i, dopiero teraz to zauważył, zasłaniało sobą swoje szczenię. Potężny podmuch zbliżał się i był już ledwie kilka metrów od Nantela, gdy ten postanowił działać. Chwycił i psa i szczenię i rzucił się na bok, ryzykując swoim życiem od potężnej siły i pogryzieniem przez psy. Tego, co się stało, nie zobaczył.
Ocknął się. Na zewnątrz nadal panowała noc. Czuł, że to, co widział przed chwilą, nie było zwykłym snem, a kolejną wizją, choć bardzo dla niego niezrozumiałą. Miał także wrażenie, że wyczuł też przez ułamek sekundy istoty wokół: w budynku, na ulicy poniżej. Wrażenie jednak szybko zniknęło. Siedział teraz sam w pokoju, nie bardzo wiedząc, jak ma rozumieć to, co stało się przed chwilą. Nie mogąc nic więcej na to poradzić, poszedł wreszcie spać.


Poranek nadszedł dość przyjemnie. Po wysiłku, którym była pierwsza próba medytacji, sen przyniósł nadzwyczaj dużo odpoczynku. Musiał przyznać, że to, co mówi się o medytacji i technikach relaksacji jakoś się sprawdza. Jakimś sposobem ta część przespanej nocy pozwoliła mu się całkowicie odprężyć, mimo wyzwań, które czekały go tego dnia. Tym samym z mniejszą ilością obaw udał się do Smarków Snurga, gdzie miał się spotkać z Axelem.
Lokal odstraszał właściwie wszystkim, co miał w sobie i trochę dziwiło go, czemu człowiek od gubernatora nie wybrał chociaż odrobinę mniej obskurnego miejsca. Mógł mieć tylko nadzieję, że ten cały Axel nie zrobił tego dlatego, bo chciał się pozbyć gościa, który wypytywał za dużo. Nantel nie chciał popadać w paranoję, ale czujność w imperialnym mieście musiał zachować cały czas, dopuszczając do siebie nawet mało prawdopodobne możliwości. Jednak tego, kim był a raczej kim była Axel, nie spodziewał się.
Po pierwszym wrażeniu szybko jednak oprzytomniał. Przed oczami wyobraźni Nantelowi zagościł obraz jego dziewczyny, Nadii, która dla niego była i tak lepsza pod każdym względem od obecnej w kantynie pani mechanik. Z Nadią nie miała żadnych szans i nie mogła się z nią równać. Tym bardziej, gdy byli połączeni więzią, która dla innych była niedostępna. Tym samym po pierwszych słowach brunetki otrząsnął się, wstał i podszedł do niej.
- Tak, to ja. Jursij Krito - wyciągnął w jej stronę rękę - Słyszałem, że szukacie mechaników, to jestem chętny.
- Jeszcze zobaczymy, czy się nadajesz - odpowiedziała kobieta, siadając przy jego stoliku.
- Dam radę. Zobaczysz. Jeszcze niedawno składałem dla jednego gościa Dash'a Dwunastkę. Szkoda tylko, że facet zdechł, zanim zdążył go użyć. Tym samym trafiłem tutaj, ale chyba nie gadaniem cię przekonam, co?
Image

Piękno tkwi w oku patrzącego. Strach też...
0000000
+++
Awatar użytkownika
Nantel Grimisdal
Mistrz Gry
 
Posty: 276
Rejestracja: 26 Kwi 2016, o 19:55
Miejscowość: Koszalin

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Kittani Levfith » 16 Lip 2018, o 13:42

Kittani podejrzewała od czasu pierwszego obchodu wulkanu to, że ktoś zarządzał nim wcześniej od Hutta i skrywał w sobie wiele tajemnic. Co prawda chciała je poznać w późniejszym terminie oraz w inny sposób, jednak stało się. Los (czy też Moc) chciał inaczej. Brunetka zmuszona była oddychać przez materiał swojej bluzki - wszechobecny pył dostawał się do dróg oddechowych i drażnił jej gardło oraz nos. Przemierzała korytarz powoli i ostrożnie zważywszy na jego niewielkie wymiary oraz słabe oświetlenie w postaci rozbitego datapadu. Chwilę po pierwszym nawiązaniu połączenia przez komunikator powtórzyła 5 razy do komunikatora, że żyje i po zawaleniu znalazła się w opuszczonym korytarzu pod kopalnią. Może chociaż pojedyncze słowa jakoś do nich dotrą i pozlepiają je w jedno, sensowe zdanie. Przyczepiła swój komunikator do pasa i ruszyła dalej. W momencie kiedy korytarz przestał już być klaustrofobiczne wąski zatrzymała się wyraźnie zaintrygowana tym, co dostrzegła. Białe hełmy przyprawiały ją niemalże o mdłości - do dziś pamiętała ucieczkę przed kilkoma z nich pośród piasków Tatooine oraz ich patrole w mieście. Ten jednak zdawał się być inny... Podniosła go powoli z ziemi i przetarła ręką z kurzu. Czerwone elementy wyraźnie wskazywały na fakt, że nie było to standardowe wyposażenie szturmowca. Może to oddziały specjalne? Albo szturmowiec wyższy rangą? Nie znała się nad ich odznaczeniach czy ich wewnętrznej strukturze - wiedziała jednak, że czerwone elementy nie są przypadkowe. Imperium było tutaj wcześniej. Tylko po co? Co ukrywali? Czy Urpa był świadomy wszystkiego, co znajdowało się na niższych poziomach? Spojrzała uważnie na wizjer zastanawiając się, czy umożliwi jej lepszy widok niż marne oświetlenie z datapadu. Musiała założyć hełm aby sama się o tym przekonać.
Image
Awatar użytkownika
Kittani Levfith
Gracz
 
Posty: 274
Rejestracja: 12 Lut 2014, o 17:08
Miejscowość: Poznań

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Mistrz Gry » 16 Lip 2018, o 16:45

Gweek
Wkroczyli w mgłę idąc ostrożnie i niepewnie. Przedłużająca się cisza i złudny spokój szargały nerwy powodując u gamorrean nerwowe prychanie i nieustanne rozglądnie się wokół. W każdej chwili z mlecznobiałej i kłębiastej ściany mógł nastąpić atak. Przeczucie, że nastąpi on teraz, zaraz było wielce dokuczliwe i niczym świder wierciło w umysłach dziury, odbierając resztki rozsądku na rzecz postępującego szaleństwa. Każdy bagienny chlupot zdawał się zapowiadać nadciągającego potwora a każdy majaczący na skraju widzenia kształt drzewa był sylwetką obserwującego ich potwora.
- Może się najadło i se już poszło? Może już go tu nie ma? - Powtarzali po cichu wojownicy a w ich głosach słychać było wielką nadzieję pokładaną w tym życzeniowym myśleniu.
- Spokojnie... zachować spokój. - Mówiła Nurra cicho do wszystkich. - Gweek wie co robi. Zaufajcie mu.
Guttor robił to samo tylko, wokół niego skupiali się bardziej wojownicy Ha'an.

Wtedy Gweek je wyczuł. Fart go ostrzegał. Potwory. Bestie. Nienaturalne kreatury. Obserwowały ich. Nie atakowały. Czekały w cierpliwości. Nic nie widział. Nie dostrzegał żadnego ruchu ale wiedział, że zbliżyli się do nich niebezpiecznie blisko. Były niemalże tuż obok i szykowały się do ataku...

One zastawiły zasadzkę.

Kittani
Podniosła hełm i przy okazji wzbiła w powietrze niewielki obłok kurzu, który bardzo szybko zaczął drażnić jej nos. I to pomimo bluzki naciągniętej na twarz. Kichnęła mocno, aż w głowie jej się zakręciło. Poczuła jak łzy napływają jej do oczu, przetarła je skrajem rękawa i tymczasowo jej to pomogło.
Uniosła hełm wyżej i znowu kichnęła.
- Chujowy klimat w tej norze, co? - Usłyszała w głowie głos Cada i wyobraziła sobie jego uśmiech gdy to mówił.
Dopiero po chwili mogła lepiej przyjrzeć się znalezisku. Hełm niestety był nieaktywny. Nie widziała czy da się go jeszcze uruchomić; nie wydawał się być uszkodzony. Był porzucony i zapomniany, to fakt, ale nie przez to, że przestał pełnić swoje funkcje i stał się zbędnym śmieciem. Hełm zdawał się być "do uruchomienia". Kittani, dzięki wykształceniu inżynierskiemu, mogła by tego dokonać. Potrzebowała by do tego czasu i jakichś małych narzędzi, ale mogła spróbować uruchomić zdobycz. Było to w zasięgu jej możliwości.
- Dasz radę.
Obróciła go parę razy w dłoniach, szukając znaków szczególnych pozwalających zidentyfikować poprzedniego właściciela. Były tam. Oznakowania z czasów, które dawno minęły. Tuż ponad znakiem Starej Republiki i oznaczeniem 327 Korpus Gwiezdny widniało imię dawno zmarłego klona: "Ice".
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5815
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Kittani Levfith » 17 Lip 2018, o 14:38

Chmury kurzu, które wzbijały się wokół niej zapoczątkowały serię kaszlnięć tak mocnych, że łzy same napływały jej do oczu. Co gorsza - czegokolwiek by teraz nie dotknęła było nim pokryte, łącznie z jej ubraniem. Pył stawał się coraz bardziej uciążliwy.
- No chujowy, bardzo chu.... owy. - nie zdążyła dokończyć nim kolejny raz podrażniony nos dał o sobie znać owocując kolejnym, głośnym kichnięciem. Nawet jeśli rozmawiała sama ze sobą, nikt nie miał prawa jej usłyszeć w odległym, opuszczonym korytarzu. Taka rozmowa ze sobą dodawała również otuchy gdy człowiek był sam. Przyjrzała się uważnie hełmowi, oceniając pobieżnie jego stan. Z zewnątrz prezentował się całkiem dobrze - nie dostrzegła jakichkolwiek urazów mechanicznych, które mogłyby rzutować na jego funkcjonowanie. Wewnątrz też wszystko zdawało się być w porządku. Przyglądała się mu dłuższą chwilę, starając się znaleźć jakikolwiek punkt zaczepienia gdzie powinna zacząć. Statek czy hełm - trzeba było znaleźć jakieś dojście do głównego mechanizmu, który pozwoliłby przywrócić wszystkie funkcje.
- Inaczej zakicham się na śmierć w tej dziurze... - mruknęła układając datapad tak, aby mogła zacząć uruchamianie jej znaleziska. Przejrzała wszystkie swoje kieszenie oraz okoliczę w poszukiwaniu czegoś, co może jej ułatwić pracę. Brunetka obawiała się, że pył oraz nieznane jej lotne substancje mogące występować na niższych poziomach spowodują u niej problemy z oddychaniem. Musiała go naprawić aby przeżyć dalszą podróż wgłąb korytarza. Te hełmy były wyposażone w system wentylacji a fakt, że jeden z nich znalazła właśnie wewnątrz korytarza wskazywał na to, że były skuteczne. Dostrzegła logo Starej Republiki i przyjrzała się uważniej temu, co znajdowało się poniżej. Zagwizdała cicho, wyraźnie zaskoczona tym, co dostrzegła.
- 327 Korpus Gwiezdny... Ice... To mi się trafił kawał historii - kobieta przystąpiła do naprawy ponownie odwracając hełm - Ale imiona to mieli beznadziejne.
Image
Awatar użytkownika
Kittani Levfith
Gracz
 
Posty: 274
Rejestracja: 12 Lut 2014, o 17:08
Miejscowość: Poznań

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Saine Kela » 17 Lip 2018, o 17:55

Szykowanie się do wyprawy nie było łatwe ani przyjemne. I nie dlatego, że trzeba było jakiś wielkich prac i planowania czy też zabierania wielu rzeczy, wręcz przeciwnie, do wykonania zadania potrzebne było im niezbędne minimum. Fakt że udało jej się uniknąć wiecznie dreptającego za nią miśka wcale nie poprawiał jej nastroju, głównie dlatego, że do jej misji dołączyło dwóch kompanów, a właściwie trzech licząc gada nazywanego powszechnie Ejem. Wiedziała, że nie puszczą ją na misję samą, ale nie sądziła, że będzie musiała iść z jednym z knurów oraz Toydarian, który jak się zorientowała, miał na imię Pato. Mirax była chodzącą cierpliwością i spokojem, ale nawet ona miała swoje granice, a ta dwójka zachodziła jej za skórę i to skutecznie. Trójka - nie można zapominać o Eju, który dziwnym trafem sobie ją upodobał i zachowywał się niemal jak domowy pupilek, który nie odstępował Mirax na krok. Zupełnie nie rozumiała dlaczego. Do tego z powodu obecności Knura ich podróż wcale nie była tak szybka, jakby tego chciała, gęste zarośla dżungli skutecznie utrudniały szybki marsz. Ona mogła zwinnie przemykać, Pato już trochę gorzej (kiepsko się lata w gęstych zaroślach, choć był mały i nie było tak źle), a Utto to był chodzący taran. Wolny, ale skuteczny.
Jej przewodnik był małomówny i niestety mówił tylko po gamorreańsku, a co za tym idzie, Pato musiał wszystko tłumaczyć. Toydarianin z kolei gadał jak najęty, do tego sypał mnóstwem kiepskich żartów i już po kilkunastu minutach drogi Mirax wiedziała, że będzie ciężko. Do tego wyraźnie czuła dystans i brak zaufania knura, który patrzył na nią spode łba, jakby miała lada moment wyciągnąć miecz i ich wyrżnąć. Naprawdę miała dość tego ciągłego patrzenia na nią jakby była nie wiadomo kim, kogo trzeba wiecznie pilnować.
Starała się to znosić ze spokojem, ba! Nawet próbowała nawiązać jakąś nić porozumienia, bo skoro mieli współpracować, wypadałoby się i poznać i zacząć sobie choć minimalnie ufać. Starała się mówić o misji i o tym, co będzie ich czekać. Plan był stosunkowo prosty - podejść do do obozu wrogiego klanu niezauważonym, wybadać sprawę, dowiedzieć się jak najwięcej i wycofać się równie szybko, sprawnie i niezauważenie. Innymi słowy niewskazane były jakiekolwiek bezpośrednie kontakty.
Robili krótkie postoje, w czasie których Mirax na przemian starała się nawiązać przyjazną konwersację i nie oszaleć od tego dziwnego towarzystwa. Do tego Ej ciągle się przy niej kręcił i wszystko wąchał, miała wrażenie, że lada moment i wetknie swój nos w jej futro. Przy sobie mieli niezbędne minimum. Trochę prowiant, jakąś broń oraz komunikatory. Do tego Mirax miała po swojej stronie Moc oraz wyostrzony węch i słuch, podobnie jak Ej. Co więcej nauczyła się w ciągu kilku godzin mniej więcej z Ejem porozumiewać, wysyłając sygnał przez Moc, mogła skierować go w konkretnym kierunku, by np sprawdził teren przed nimi. Jako naturalna fauny tej dżungli i tak nie wzbudzałby zdziwienia. Starali się trzymać w miarę blisko brzegu Grzybiego Jeziora, mając je po swojej prawej stronie. Po jakimś czasie jezioro się skończyło i szli wzdłuż rzeki, czy raczej kanału, który jak się dowiedziała łączył Grzybie Jezioro z drugim jeziorem, a potem jeszcze z trzecim, gdzie znajdowały się Pola Śmierdzących Stóp.
Dojście na miejsce zajęło im praktycznie cały dzień i gdy powoli zaczynali się zbliżać, ich kroki i kolejne posunięcia zaczynały stawać się wolniejsze i ostrożniejsze. Wszystkie zmysły musiały zostać wyostrzone. "Przyjemny" spacer się skończył, czas trzeba było wziąć się od pracy. Co więcej, Mirax obiecała sobie, że nie zawiedzie, pokaże im że można jej ufać, a także uniknie walki. Miała dość zabijania, chciała wreszcie pokazać się z innej strony.
- Trzeba teraz zwolnić, powoli zbliżamy się do Pól Śmierdzących Stóp - przetłumaczył chrumkanie Pato.
- Taak... wiem. Czuję.
- Przecież myłem stopy! Nie śmierdzą aż tak bardzo przecież, jak już to on! Pewnie czuć go na całych polach! - zaśmiał się Pato, wskazując knura, a Miraz przewróciła tylko oczami.
To nie będzie prosta misja i wcale nie chodziło o cel, do którego zmierzali. Ej przemknął obok niej ginąc na moment w zaroślach.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 596
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Mistrz Gry » 19 Lip 2018, o 10:59

Palpoo
Samica podeszła bliżej i wzięła od Ewoka kawałek mięsa na kiju. Obejrzała go uważnie a potem wsadziła całość do ust i połknęła niemalże na raz. Potem uśmiechnęła się swoim drapieżnym uśmiechem i oddała ewokowi kijka. Odwróciła się do swojej towarzyszki i coś do niej powiedziała. Palpoo nie rozumiał warczącej mowy Shyriiwook wiedział, jednak jak interpretować gesty; te były uniwersalne w całej galaktyce. Rozmowa samic mogła wyglądać mniej więcej tak:
- "Idź, idź już sobie".
- "Zostanę chcę się pośmiać".
- "Idź już sobie nie denerwuj mnie."
- "Głupia jesteś".
- "Idź".
- "Na pewno?"
- "Tak. Idź. Będzie dobrze".
- "Ech... Jak tam chcesz".
Ostatecznie druga z samic poszła sobie zostawiając dziwną futrzaną parę razem. Ewok mógł mówić w zrozumiały dla wookiego sposób; uszkodzony wokabulator przekładał jego słowa. Gorzej było ze zrozumieniem słów samicy. Ni w ząb nie dało się z tych warknięć wyłowić coś sensownego. Nawet mowa gestów nie pomagała; Palpoo wiedział tylko, że "piratka" nie ma wobec niego złych zamiarów. Ta jednak szybko znalazła rozwiązanie problemu komunikacyjnego. Zaczęła pisać szponem po ziemi. Rozmowa prowadzona w ten sposób była długa, ale Palpoo mógł się w końcu czegoś dowiedzieć.
Wookie miała na imię Nalla i należała do gildii Claatuvac. Palpoo nie miał pojęcia co to za gildia, ale z jakiegoś powodu było to ważne. Potem Nalla napisała coś co sprawiło, że Palpoo zatkało.
- Zawsze chciałam poznać Ewoka. To wielcy wojownicy. Pomogli pokonać imperium. Uratowali mojego krewnego. To przez pamięć o Endor ruszyłam w świat. Dziękuję. To mój szczęśliwy kamień. Zabierz go.

Nantel
- A więc, Panie Kirto. Może usiądziemy i pogadamy sobie na spokojnie, co? Mam jakąś godzinę zanim wrócę do domu Khadima. - Usiedli na przeciwko siebie przy jednym ze stolików. Pomimo, że wybór wolnych miejsc był bogaty (bo nikogo w lokalu nie było) to tak naprawdę był on bez znaczenia (bo wszystkie miejsca były tak samo zniszczone i brudne). Snuurg szykował "to co zawsze" dla Axel i krzątał się gdzieś w głębi swojej kuchni; zapachy jakie z tego miejsca dochodziły były... smakowite. Żołądek Nantela aż zaczęło skręcać.
Axel uśmiechała się cały czas i wpatrywała się w Nantela swoimi dużymi roziskrzonymi oczyma. Nie mógł się oprzeć wrażeniu, że ona już go rozgryzła. Nie potrafił tego zinterpretować. Po prostu przeczucie. A może moc mu to podpowiadała? Miał wręcz ochotę powiedzieć jej, że jest Nantelem Grimisdalem.
Myślenie o Nadii pomagało wystudzić umysł.
- Więc opowiedz mi coś o sobie. Skąd jesteś? Dlaczego akurat Gamorra?

Saine
Podróż mijała spokojnie i nie obfitowała w żadne spektakularne wydarzenia. Mirax bardzo szybko przyzwyczaiła się do trójki towarzyszy. To zaskoczyło nawet ją samą, ale wiedziała chyba w czym rzecz. Nikt na nią nie patrzył w oceniający sposób; a ostatnie dni spędzone z rebeliantami polegały głównie na tym. Utto był burkliwy ale robił swoje i dużo bardziej zwracał uwagę na otoczenie niż na Mirax. Nie bał się jej i traktował jak równą sobie. Pato pod tym względem przewyższał Utta; nie widział w osobie Kushibana niczego niezwykłego. Mógłby sobie tylko darować, żarty na temat jej i Palpoo. Zdaniem Toydarianina Mirax wyglądała by ładnie u boku ewoka na ślubnym kobiercu. Ej nie przeszkadzał, ba! Pomagał jak tylko mógł, a gdy tylko wspierały go delikatne sugestie Mirax, jego skuteczność była niesamowita.
Cała grupa wykorzystywała wszystkie swoje atuty w sposób optymalny.

***

Z krzaków pierwszy wystawił głowę Ej. Zaraz potem Pato, Mirax i na końcu Utto. Przed sobą mieli olbrzymią polanę ulokowaną nad brzegiem jeziora. Gęsta dżungla została wykarczowana w promieniu jednego kilometra tworząc miejsce pod bazę klanu Obrogga. Zamknięta z jednej strony brzegiem jeziora i z pozostałych trzech przez ścianę drzew była idealnym miejscem zarówno do ukrycia jak i obrony. Woda i las zapewniały wszystko co było potrzebne do utrzymania i wyżywienia większej liczby wojowników.
Tyle tylko, że w bazie nikogo nie było. Skórzane namioty rozmaitych kształtów i rozmiarów, legowiska, stosy broni i ubrań, resztki jedzenia były pozostawione same sobie. Wszystko wokół zdawało się być opuszczone w pośpiechu; pozostawiono jedynie to czego nie można było zabrać bez długiego pakowania.
Okolicę zdominowała cisza. Jedynymi dźwiękami jakie dochodziły do uszu oddziału zwiadowczego był łopot licznych proporców i chorągwi.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5815
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Gweek » 20 Lip 2018, o 15:13

Wiedział czy raczej wyczuł, że coś czai się we mgle. Nie tylko Gweek miał to przeczucie, że duzo narządów wzroku oblepia patrzałkami i to w dodatku bezkarnie całą grupę. Pytanie tylko jak wiele oczu śledzi podążające ofiary w głąb pułapki. I wtedy mgła jakby się rozpłynęła na boki, ukazując otoczonych gamorrean ze wszystkich stron. Widok niespotykany, gdyż od niepamiętnych czasów jeden oczodół miał zasklepiony. Zdawało się, że Gweek widzi jak za młodu, a nawet lepiej przez gęste mleko unoszące się między nami, a Nimi?!?! Aż wypuszczane powietrze zaświszczało mu między zepsutymi zębami. Gwizdnąłby, jakby umiał, ale tylko wydukał wystraszony nie bez powodu.
- Otoczyły nas. - zabrał z cudzej ręki pochodnie i rzucił w kierunku bestii, rozświetlając dzielący dystans między dwoma grupami, prowokując potwory do ataku.
Image

gg 5214304
Awatar użytkownika
Gweek
Gracz
 
Posty: 237
Rejestracja: 13 Sty 2016, o 15:10
Miejscowość: Wrocław

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Nantel Grimisdal » 20 Lip 2018, o 19:34

Myślenie o Nadii pomagało oprzeć się urokowi jego rozmówczyni. W myślach jednak musiał kilka razy powtórzyć sobie, by zachować spokój. Kiedy tak patrzył na świdrujące spojrzenie kobiety siedzącej przed nim, musiał mocno się skupić, by nie palnąć jakiegoś głupstwa. Pewnie nie bez powodu to właśnie ona kontaktowała się z "nowymi". Musiała być niezła w wyciąganiu z ludzi tego, czego nie chcieli mówić. Tylko Nantel też spędził trochę życia na targowaniu się i odpowiednim słuchaniu wszystkich klientów, którzy przychodzili do warsztatu. Nie żeby robił to specjalnie, ale przynajmniej w rozmowie z Axel nie był aż tak bezbronny.
- No dobra, od czego by tu zacząć... Urodziłem się na Nar Shaddaa. Jak miałem trzy lata, to nauczyłem się odkręcać śruby kluczem magnetycznym. Jak miałem cztery lata...
Przerwał na chwilę i uśmiechnął się, dając do zrozumienia, że był to żart. W tej krótkiej chwili spróbował wybadać reakcję kobiety, co może da mu pomysł, jak dalej ma postępować.
- A tak na serio, na Nar Shaddaa ojciec i z resztą cała rodzina prowadzili warsztat. Całkiem dobrze im szło. Ja byłem najmłodszy, ale sporo się tam nauczyłem. Tylko od nich spieprzyłem, jak miałem szesnaście lat. Dość już miałem tamtego rynsztoka. Księżyc Przemytników był wystarczająco brutalny dla młodego chłopaka i chyba chciałem się już od tego uwolnić. No to stwierdziłem, że ucieknę. Byle gdzie. Byle dalej od Przestrzeni Huttów. Chciałem spróbować na Korelii.
Przerwał na chwilę ponownie, wykorzystując to, że gamorreański barman w końcu podał Alex drinka. Znowu próbował odgadnąć myśli kobiety i musiał stwierdzić, że nadal patrzy się na niego, jakby wiedziała, że kłamie. Jakby wiedziała, że tylko część historii jest prawdziwa i kim Krito jest naprawdę. Nantel jednak się nie poddawał. Postanowił postawić wszystko na jedną kartę. Gdzieś w głębi siebie czuł wsparcie, jakie dawała mu więź z Nadią, co jeszcze dodało mu sił i pomysłowości.
- No... no dobra - westchnął i udał zrezygnowanie. - Dobra, masz mnie. Ta historia z Korelią i tak nie trzyma się kupy. Przyleciałem z Taris - wypalił jednym tchem.
Wiedział, jak traktowano uchodźców z Taris i miał nadzieję, że będzie to wystarczająco podejrzana informacja, którą mógł ukrywać, by Alex uznała, że tą właśnie tajemnicę wyczuwała w jego słowach. Po tym, jak to powiedział, zapadła cisza, którą dopiero on przerwał.
- Jestem z Nar Shaddaa i spieprzyłem od rodziców na Taris z jakieś dziesięć lat temu. Miałem nadzieję, że tam będzie lepiej. Wszędzie mówiło się, że pieniądze na odbudowę planety dają szansę na lepsze życie dla młodych. Dla tych, co nie boją się wyzwań. W gruncie rzeczy Dolne Taris niezbyt różniło się od Nar Shaddaa, gdy tam dotarłem, ale jakoś się odnalazłem. Byłem blisko załapania się do zespołu ścigaczy. Szef naprawdę mnie lubił. Zespawałem mu takiego Dasha'a, że reszta zespołów mało się nie posrała, jak zobaczyła jego osiągi. Tylko potem dostał bolta w łeb od któregoś z gangów i tyle z tego wyszło. No a potem... Chyba nawet tutaj ludzie słyszeli ze szczegółami o tej masakrze na planecie. Uciekłem w ostatniej chwili. Akurat raz w życiu miałem farta, że szef warsztatu wysłał mnie po ścigacz klienta, który utknął w Górnym Mieście i psuł oficjelom widok. Jak tylko ta masakra się zaczęła, wskoczyłem na pokład pierwszego lepszego frachtowca, który stał na pobliskim lądowisku. Udało mi się sprzątaniem i naprawami przekupić kapitana, który jak się okazało leciał na Gamorrę. Tutaj mnie zostawili. Tym sposobem znowu szukam roboty, tylko postanowiłem od razu spróbować iść na szczyt. Wiem, co potrafię i nie zamierzam się marnować w podrzędnym warsztacie przez resztę życia.
Na tym skończył swoją opowieść i z bijącym sercem czekał na reakcję Alex.
Image

Piękno tkwi w oku patrzącego. Strach też...
0000000
+++
Awatar użytkownika
Nantel Grimisdal
Mistrz Gry
 
Posty: 276
Rejestracja: 26 Kwi 2016, o 19:55
Miejscowość: Koszalin

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Mistrz Gry » Dzisiaj, o 10:17

Kittani
Kittani dokładnie obejrzała znalezisko angażując do tego cały swój - lekko uśpiony - inżynierski zmysł. Bardzo szybko odkryła wszystkie krytyczne punkty konstrukcji, które były wyposażone w jakąkolwiek elektronikę. Dokładne oględziny utwierdziły ja w przekonaniu, że znalezisko może zostać na nowo uruchomione. Wiedziała, też, że na 90% głównym problemem urządzenia było brak źródła zasilania. Mogła spróbować je przywrócić wykorzystując do tego uszkodzony cyfronotes. Co prawda warunki miała dalekie od "warsztatowych" a jedynymi narzędziami w okolicy był kilof, przecinak i młot do rozbijania skał, ale mogła spróbować.
Na szczęście nie musiała na początek korzystać z górniczego sprzętu. Osłony zasilania zdejmowały się bez użycia siły i już po chwili dwa przewody z cyfronotesu były wpięte hełm.
Kittani przełączyła włącznik na pozycję "ON".
I hełm ożył. Szum statycznych zakłóceń wychwytywanych przez zestaw komunikacyjny hełmu zdecydowanie świadczył o tym, że zabieg Kittani się powiódł. Dziewczyna cieszyła się se swojego sukcesu jednak bardzo krótko, bo tak jak szybko szum się pojawił tak szybko też zniknął. Mało tego, pobór energii z cyfronotesu praktycznie go rozładował. I to w oka mgnieniu; gdy ekran przygasł Kittani została uwięziona w zupełnej ciemności i przytłaczającej klasutrofobicznej ciszy.
Poczuła na szyi ciężką łapę paniki, która zaczynała zaciskać swe palce i dławić jej oddech. Nie poddają się jej jeszcze szybko złapała za cyfronotes i wymusiła na nim uruchomienie się. Blask ekranu rozbudził jej nadzieję, ale stan baterii pokazywał 5% dawało jej to jakieś 15 minut nikłego światła.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5815
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Poprzednia

Wróć do Przestrzeń Huttów