Content

Przestrzeń Huttów

[Gamorra] - Gambit Knurów

Image

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Gweek » 8 Wrz 2018, o 11:01

Tak subtelnie jeszcze nie mordował. Zdarzało mu się podduszać opornych bywalców przeróżnych przybytków Tatooine, ale by jedynie pozbawić przeciwnika przytomności. Kobiety były takie... kruche. Ich ciała łatwo poddawały się "obróbce", a wielkie dłonie podobne do imadła, kruszyły delikatny materiał lub wyginały go na wszystkie strony. Wspomnienie sylwetki zatłuczonej na śmierć nastolatki w amoku, tej samej co strzeliła mu w japę, przez dosłownie chwilę pojawiła się przed nim. Wielki okręt okrągły jak jego oko, ze źrenicą w środku, krążył gdzieś przed nim, miejsce okropności jakich się dopuścił, gdzie został okaleczony. Miejsce, gdzie narodziły mu się głosy w głowie. I od tamtej pory nie chcą się wyciszyć.
Niektóre myśli wracały, tak samo jak ten dziwny "ćmuch" ze skrzydłami. Majster Kupy Złomu. Wielki Wizjoner. Zabrał wiele tajemnic do swego grobu. Mógłby podzielić się towarem lub zdradzić co brał, może i Gweek miałby te same jazdy co on, choć zająć jego pozycji by nie śmiał. Miejsce to pozostanie puste, jak skorupa jego ciała. Dziwoląg z teleskopami zamiast oczu, zezując wzrokiem, gadał do siebie. I tym razem zdawało się zgniłozielonemu, że słyszy głosy. Ale nie w głowie, tylko te prawdziwe, materialne, namacalne.

Wielki ciężar ustąpił tak, jakby siły grawitacji przestały istnieć. Wszystko odpłynęło, obmywając ze zmęczenia członki humanoida. Uwolnił się od topielca czy też uduszonej niewiasty. Pod powierzchnią wody dryfowała blada jak ściana, widziana z góry, jej skóra miała kolor ciemnofioletowy. Ciężko będzie stwierdzić jednoznacznie przyczynę zgonu w porównaniu do dwóch zdeformowanych ciał potworów z mgły. Wyrwany z zadumy cofnął się za swoją straż tylną.
- Brać go! - krzyknął, wskazując ręką na wynaturzenie kłapiące paszczą. Straż tylna stała się dwuosobową gwardią honorową. Posłuszni rozkazowi, ruszyli do boju po raz kolejny. Ich generał podniósł swój nóż i okrążając walczących, zniknął w siwej mieszance kropel wody i ciepłego, wilgotnego powietrza, tworzącego gęsty dym. Musiał nieco nadrobić drogi, choć nie zważał na to. Był jak ktoś, kto wyszedł ze sklepu i zapomniał portfela lub zakupów. Nie zważając na zostawionych za sobą wojowników, gnał na złamanie nogi w miejsce, gdzie zostawił Nurrę i Guttora. Tak mu się przynajmniej wydawało, że podąża w ich kierunku. Odgłosy otoczenia nie przypominały za bardzo ferworu walki, lecz liczył na przeczucie, że ich odnajdzie. Oby całych. I żywych.
Image

gg 5214304
Awatar użytkownika
Gweek
Gracz
 
Posty: 248
Rejestracja: 13 Sty 2016, o 15:10
Miejscowość: Wrocław

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Nantel Grimisdal » 8 Wrz 2018, o 22:33

Nagły odgłos za jego plecami ponownie wydzielił zastrzyk adrenaliny do krwi. Nantel ocknął się ze swojego przytępiałego oczekiwania. Droid protokolarny serii TC zabłysnął swoimi receptorami i wywołał mały atak paniki u mechanika. Jego gadanina na pewno już przyciągnęła uwagę któregoś z jego nieproszonych "gości", a dalsze hałasy zdradzą jego kryjówkę i doprowadza do niechybnego złapania. Musiał myśleć szybko. Droid najwyraźniej długo nie był włączany i jak to zwykle bywało dla tego typu modeli, wziął Nantela za swojego nowego pana-wybawiciela, który pozwoli mu wykonywać zaprogramowane zadania. Na jego nieszczęście zwykle też nie chciały się zamknąć i paplały przez cały czas, milknąć jedynie pod groźbą przerobienia na złom.
Temu tutaj niewiele zresztą do bycia złomem brakowało, ale przynajmniej nadal był w stanie się poruszać. Po pierwszym szoku spowodowanym zmianą sytuacji, oprzytomniał i szybko zaczął wymyślać nowy plan działania. Uszami wyobraźni już słyszał kroki jednego z tych gości, ktory zbliża się do jego kryjówki zwabiony hałasami.
- Tak, jestem tutaj po ciebie, ale mamy kłopoty - mówił do droida cicho, niemal szeptem, mając nadzieję, że jego obwody połączą dwa i dwa w całość i tak samo obniży ton głosu - Byłeś wyłączony przez długi czas i twój poprzedni właściciel umarł. Uruchom protokół B3 zmiany właściciela, by formalności stało się za dość.
Nantel miał już do czynienia, zarówno na Nar Shaddaa jako dziecko i później na Taris, z droidami tego typu. Były stare, ale wśród biedniejszej części mieszkańców galaktyki, szczególnie handlowców, wciąż się te droidy zdarzały i choćby ze względu na wiek wymagały naprawy. O droidach nie wiedział tyle, co o statkach, ale podstawowe programy przydatne przy ich naprawie i handlu nimi zdążył już poznać. Miał nadzieję, że wdzięczny droid usłucha tego, co do niego mówił.
- A teraz słuchaj uważnie. Na zewnątrz są goście, którzy chcą mnie złapać lub zabić. Wyjdziesz teraz ze schowka i gdy zwrócą na ciebie uwagę, zapytają lub wykonają jakikolwiek gest, odwrócisz ich uwagę. ucieknij w stronę schodów, a gdy będą zadawać pytania, powiedz, że pan wysłał cię na zwiad i czeka na ciebie piętro niżej w pokoju dwadzieścia cztery. Zabraniam ci mówić o tym schowku i o tym, że tu jestem i tu cię obudziłem. Wykonać. W nagrodę dostaniesz kąpiel olejową i naprawię cię, ze będziesz wyglądał jak nowy. Czekaj na mnie na piątej ulicy w tym sektorze miasta jutro punkt ósma czasu lokalnego.
Jeśli droidowi udałoby się, Nantel zyskałby wolną albo prawie wolną drogę do windy i szansy ucieczki z budynku. Nawet jeśli nie wszyscy wojskowi polecą piętro niżej sprawdzić słowa droida, to z tym jednym, który tu zostanie, powinien sobie z zaskoczenia poradzić. Wtedy dopadnie do windy i jak najszybciej zjedzie na dół, by schować się w uliczkach dzielnicy.
Image

Piękno tkwi w oku patrzącego. Strach też...
0000000
+++
Awatar użytkownika
Nantel Grimisdal
Mistrz Gry
 
Posty: 290
Rejestracja: 26 Kwi 2016, o 19:55
Miejscowość: Koszalin

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Mistrz Gry » 12 Wrz 2018, o 11:31

Gweek
Gweek gnał przed siebie kierując się bardziej instynktem aniżeli rozumem. Tym bardziej, że rozum nie miał zbyt wielu punktów zaczepienia w otaczającej mgle. Las rozbrzmiewał krzykami walczących ale białe kłęby moczarnej pary skutecznie mieszały zmysły i Gweekowi zdawało się, że walczący byli jednocześnie wszędzie i nigdzie.
Dodatkowo widok twarzy duszącej i topiącej się kobiety nie chciał go opuścić. Gdzie nie spojrzał wszędzie ją widział: w pniu drzewa, mchu, mgle. Nie chciała go opuścić. Czyżby ta biedna dziewczyna była niewinna? Czyżby ręce Gweeka odebrały życie niewinnej istocie? Ta myśl nie dawało mu spokoju i to pomimo tego, że cały czas usilnie przywoływał do siebie Nurrę.
Jej gibiące się biodra i rozkołysany cyc. Jej pełne porządania spojrzenie gdy oddawali się sobie w każdej wolnej chwili. Nurra. Nurra.
Biegł i myślami sięgał do swojej matrony. Ale twar dziewczyny i tak powracała.

***

W mgle przed nim zamajaczył kształt. Gweek zatrzymał się na chwilę by lepiej mu się przyjrzeć. Po chwili wiedział na co patrzy: martwy Rakghul z kilkoma włóczniami w sobie. Ostrożnie ruszył dalej. Od kilku minut nie słyszał już odgłosów walki więc w lesie panowała przejmująca cisza; martwiło go też to, że nie mógł przywołać Nurry w swych myślach. To nie był dobry znak.
Po kilku krokach trafił na kolejne ciało rakghoula. I na kolejne. I jeszcze jedno. Nigdzie nie widział jednak ciał gamorrean.
Do czasu.
Bo nagle znalazł wszystkich. Nurre, Guttora i cała reszte. Zamarli w bezruchu ciągle gotowi do walki z rakghoulami, których ciała leżały wokół. Stali w zwartym kręgu dzierżąc broń.

Żyli.


Saine
Duch nie znikał tylko wpatrywał się w nią. Mirax miała wrażenie, że duch patrzył się na nią z pogardliwą wyższością.
- Czego nie rozumiesz jeszcze? Hmmmm.... Wytłumaczyć Ci mam? Och.... Nie wierzę, że to robię. OK... Jestem mistrzyni K'ma a ty przejęłaś moje ciało. Ja ciągle żyję i obserwuję Twoje poczynania od samego początku. Jednak dopiero ostatnio jestem na tyle silna by móc się pojawić przed Tobą. I teraz tak... Chciałabym byś coś zrozumiała. Skup się i słuchaj uważnie. Wypierdalaj z mojego ciała, suko! Nie jesteś prawdziwą Mirax! Jesteś tylko odległym jej echem. Jakimś popapranym upiorem... Jesteś tylko upiorem... Echem... Jesteś echem...
- Echem... - Pato odchrząknął i stanął przy Mirax. Jego trąbkowa facjata zdradzała pewne zmieszanie i nieufność wobec Mirax. - Nie ma go. Żołnierz. Odszedł ścieżką w stronę dżungli. I mogła byś tak nie leżeć nieprzytomnie na ziemi? To nas trochę przeraża. I jeszcze z kimś rozmawiasz. Mogłabyś? Dzięki. A i Utto ma jeszcze coś do dodania.
Gamorreanin zaczął coś kwikać gestykulować i tąpać nogami a Pato zaczął tłumaczyć.
- On mówi, że wie gdzie poszli Ci wszyscy tutaj. Ruszyli w stronę Nielegalnego Miasta. Musimy się zastanowić co dalej. Utto jeszcze mówi, że ślina Ci wisi u twarzy, wytrzyj ją.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5940
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Kittani Levfith » 14 Wrz 2018, o 14:02

Kobieta natychmiast zamarła bez ruchu widząc reakcję droida. Kto by pomyślał, że nadal będzie aktywny i dostrzeże jej ruch niemal natychmiast? Oczami wyobraźni widziała już bolt mknący ku niej. W chwili gdy miała się schować przed śmiercionośnym strzałem i stracić droida z oczu nagle dostrzegła, że przechyla się w niekontrolowany sposób... Dźwięk upadającego na ziemię metalu utwierdził ją tylko w przekonaniu, że problem ze strażnikiem właśnie samoistnie się rozwiązał. Wychyliła się zza skały aby przyjrzeć się korpusowi który zamarł bez ruchu, ukazując zaawansowane stadium korozji.
- Aha - mruknęła do siebie nadal nie do końca dowierzając w to, co zobaczyła. Droid nie stanowił już dla niej niebezpieczeństwa. Jego broń natomiast mogła jej się przydać. Brunetka podeszła bliżej i po oględzinach droida oraz swojej nowej broni zainteresowała się panelem, który znajdował się obok drzwi. Zastanawiała się, czy zwykłe zwarcie załatwi sprawę i otworzy przed nią jedną z największych zagadek wulkanu. A może to droid był tutaj kluczem?
Image
Awatar użytkownika
Kittani Levfith
Gracz
 
Posty: 289
Rejestracja: 12 Lut 2014, o 17:08
Miejscowość: Poznań

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Mistrz Gry » 17 Wrz 2018, o 18:01

Kittani
Obejrzała broń i drzwi. W obu przypadkach zamki były zapieczone i w obu przypadkach nie było żadnej pewności, że mechanizmy zadziałają.

Nantel
Droid nic nie odpowiedział. Spojrzał się tylko na Nantela i po chwili milczenia ruszył do wyjścia ze schowka. Robił przy tym pełno nieakceptowalnego hałasu; stary droid chrzęścił i stukał jakby zbudowany był głównie z rdzy bez całkowitego udziału jakiegokolwiek smaru. Hałas, który generował MUSIAŁ być słyszany przez napastnika z pokoju. Nie mogło być inaczej.

Kittani
Brunetka pracowała ciężko nad otworzeniem drzwi, przy czym cały czas zerkała na połamanego droida. Miała wrażenie, że ten ją obserwuje. Czuła się nieswojo przez to. Droid jednak nie ruszył się nawet o milimetr a jego oczy z pewnością dawno przestały cokolwiek widzieć.
Pochyliła się nad panelem otwierającym drzwi i zaczęła demontować osłonę pozwalającą się jej dostać do elektroniki sterującej. Z braku lepszych narzędzi postanowiła sobie pomóc przerdzewiałym chwytakiem droida, który po prostu wyrwała z jego korpusu.
Droid cały czas się w nią wpatrywał. Jakby z żalem...
- To przez to powietrze. - Powiedziała do siebie. - Nawdychałam się zarodników i mi teraz odbija.
- No. Masz rację. Trochę się nawdychałaś. - Powiedział Droid.
Zamarła. Ostrożnie obróciła głowę. Droid był tam gdzie był.
- Ha. Myślałaś, że to ten droid powiedział? Nie... To byłam ja, Cad. Pospiesz się. Bo zbzikujesz tutaj. Te zarodniki zatruwają rozum. Zginiesz jak te nieszczęsne klony przed Tobą.

Nantel
Droid wyszedł na korytarz wprost w ręce porywacza. Spojrzenia Nantela i nasłanego zbira skrzyżowały się...

Kittani
W końcu udało się jej dostać do wewnętrznego sterowania. Od razu spostrzegła, że ma dla siebie dwie wiadomości. Dobrą i złą. Dobra była taka, że:
- Cholera, znam ten typ elektroniki. Podobne składałam przecież na uczelni...
Zła wiadomość była taka, że część podzespołów (kondesatorów i oporników) była już zniszczona upływem czasu, przez co układ nie działał jak trzeba. Mógł zadziałać, ale potrzebował ingerencji Kittani.
Musiała tylko znaleźć właściwe wartości napięć i oporów...
Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry

Nantel
... a przynajmniej tak się wydawało Nantelowi. Bo zbir nie ruszył w stronę ukrytego w schowku mechanika tylko za hałasującym droidem. Droid jazgał tak straszliwie, że po chwili dało się słyszeć zza ściany oburzone głosy innych gości chcących spać.
- Co jest do kurwy nędzy! To jest porządny lokal! Tutaj się po nocach śpi a nie słucha głośno tej nowoczesnej muzyki! Ściszyć mi to ale już.
Nagle drzwi od schowka otworzyły się i do środka wskoczył porywacz kryjąc się zapewne przed gośćmi i obsługą hotelową. Nie zauważył nantela.
- Szefie. Jakiś stary droid nas spalił. Co robimy?
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5940
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Gweek » 17 Wrz 2018, o 18:25

Przemierzając nieznane, oznaki szaleństwa powoli wylewały się na wierzch świadomości. Powracała raz za razem, to w kamieniu, to w kałuży. Im szybciej biegł, tym szybciej go doganiała. Dokuczała, kując niewidoczne wnętrze oka. Gweek nie mógł zgubić prześladującej go młódki, a bardzo się starał. Przywoływał widoki znane, wspomnienia rozkosznych chwil rozlewał na swą świadomość, a ona i tak tam była. Przyglądała się, próbując zająć nienależne jej miejsce. Nawet nie pomyślał, że może nie zobaczyć już nigdy więcej dwóch zostawionych za sobą wojowników na pastwę potwora. W umiejętnych rękach mieli prócz broni, położone na szali życie, które dobiegło końca.

Tak samo jak to, które opuściło martwe ciało leżące przed gamorreaninem. Albo martwe było już wcześniej, a teraz dopiero unieruchomione na dobre. Przybite jakoby do ziemi, a jedna z włóczni tkwiła w miejscu, gdzie powinno znajdować się serce owej pokraki. Minął je ostrożnie, gotów rzucić się w każdej chwili do walki, niechby tylko drgnęło. Z kolejnym i następnym postąpił tak samo. Martwa cisza i blade lico człowieczej dziewczyny. Słyszał pijackie opowieści o białych szczurach pustynnych na Tatooine. Przychodzą, gdy kres pijackiego życia ma dobiec końca. Może tutaj przychodzi co inne? Ale przecież nie pił dużo. Przynajmniej na Gamorr i nie na umór. Owszem, miał w zwyczaju się rozluźnić, ale te czasy minęły. Widocznie głowa mu się popsuła. Wchodzą i wychodzą z niej różni tacy, najróżniejsi. Słyszy głosy, widzi zmarłych. Ktoś będzie musiał mu ją naprawić. Albo spróbuje na własną rękę lekarstw, które pomagały.

Ale nie było to miejsce i czas na takie rozwiązania. Widząc znajome ryje, odchrząknął głośno. - Ładnie się beze mnie bawicie. Opatrzyliście rannych, bo zaraz ruszamy.
- Głupiś, oj głupiś. Już myślałam, że Cię zeżarły!
- Nurra czym prędzej rzuciła mu się na szyję.
- Mało brakowało. Prawie mi uciekła.
- Nie zostawiaj mnie nigdy więcej, rozumiesz?!?!
- uścisnął ją mocno, podniósł i zakręcił, aż nogami zakręciła pełne koło wokół niego. Reszta kompanii pobieżnie przejrzała swe przepastne cielska. Dobytku nie mieli dużo, bo więcej ekwipunku niż zapasów, które szybko zużywali, podobnie do broni.

Nie wiedząc dokładnie gdzie mają iść, chwilę stali w zwartej grupie. Debatując o tym, że na pewno nie skierują się tam, skąd nadeszło to całe zło. Nie wrócą po własnych krokach, jeśli kiedykolwiek nawet by je odnaleźli. Będą kontynuować wędrówkę przed siebie. Wspólnie wybrali kierunek, drogą demokratycznej większości. Na nic się zdały umiejętności tropienia, polowania czy wyczucia kierunku. Stąpali na grząskiej i podmokłej powierzchni globu. Co jeszcze ukrywa nieznana część planety?
Image

gg 5214304
Awatar użytkownika
Gweek
Gracz
 
Posty: 248
Rejestracja: 13 Sty 2016, o 15:10
Miejscowość: Wrocław

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Kittani Levfith » 18 Wrz 2018, o 15:22

Była tak blisko, a jednocześnie tak daleko... Brunetka nieco zrezygnowała zabrała się za ściąganie osłony. Tylko ten cholery droid jej przeszkadzał... Czuła się nieswojo, zupełnie jakby jej ledwo żyjący wróg spoglądał z żalem na swoje wyrwane ramię. A może wcale się nie złamał? Może to jakaś diabelska sztuczka z czasów klonów? Może zaraz jego oczy ponownie zapłoną blaskiem a on odda strzał prosto w jej plecy? Ta myśl nie dawała jej spokoju do tego stopnia, że co chwila kątem oka kontrolnie spoglądała na sztywny korpus droida. Gdy po chwili do jej nasilającej się obserwacji doszedł głos zamarła bez ruchu. Korpus leżał bez jakichkolwiek znaków działania podzespołów.
- Przestań... - mruknęła jakby w odpowiedzi do głosu Cada - To nie jest śmieszne. Staram się jak mogę - dodała pod nosem, skupiając się na tym aby sprawnie przekręcić chwytak droida. Kiedy jej się udało i ostatnie z utrzymujących kawałek blachy zabezpieczeń wreszcie puściło ostrożnie ściągnęła osłonę z panelu. Oparła dłonie o biodra oceniając pobieżnie stan elektroniki. Znała ten typ układów... Był jednym z nieco bardziej zaawansowanych zabezpieczeń drzwi, które stosowało się na statkach wyższej klasy w celu zabezpieczenia ważniejszych pomieszczeń. To były jedne z tych zajęć, na których nie było nawet możliwości oszukiwania czy ściągania. Kto by wówczas pomyślał, że zdobyte w ten sposób umiejętności pozwolą jej otworzyć tajemnicze drzwi z czasów Starej Republiki gdzieś ukryte na Gamorr, kilkaset metrów pod powierzchnią planety.
- Jak to mówili... Wiedza to potęgi klucz - mruknęła dobierając odpowiednie wartości. Albo drzwi się otworzą ukazując swoją tajemnicę albo spali cały układ.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Image
Awatar użytkownika
Kittani Levfith
Gracz
 
Posty: 289
Rejestracja: 12 Lut 2014, o 17:08
Miejscowość: Poznań

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Nantel Grimisdal » 18 Wrz 2018, o 21:16

Strzał ogłuszający z blastera nie miał nawet jak rozświetlić małego i napchanego dwoma mężczyznami schowka. Kiedy tylko zbir wpadł do środka i zamknął drzwi za sobą, Nantel przyłożył mu do brzucha lufę i wystrzelił. Skorzystał z tego, że porywacz wział go za swojego szefa i zupełnie nie spodziewał się tego, co nastąpiło. Kolejną korzyścią był hałas, jaki narobił droid. Strzał z przyłożenia nie był aż tak głośny, zbir wygłuszył go częściowo swoim strzałem, ale jazgot na zewnątrz jego kryjówki całkiem już wystrzał zagłuszył.
Mężczyzna z zaskoczoną miną zwiotczał i stracił świadomość. Nantel złapał go za koszulę i przytrzymał, by ten upadając na sprzęt nie narobił więcej hałasu. Pozwoliłm u powoli opaść na podłogę, po czym bezceremonialnie zaczął go przeszukiwać. Szukał czegojolwiek podejrzanego, czegoś co pozwoli mu zidentyfikować, kto ich przysłał i w jakim konkretnie celu. Nie chcieli go zabić, więc ich zleceniodawca mógł im zdradzić coś więcej. Przedmioty, które ten człowiek miał przy sobie, też mogły mu powiedzieć, kim byli porywacze. Obejrzał też ręce i kark ofiary, czy nie ma tak czegoś charakterystycznego.
Kiedy skończył przeszukiwanie, stwierdził, że eliminacja jednego z mężczyzn i hałasy na zewnątrz dają dobrą okazję do ucieczki. Rozejrzał się po korytarzu, czy nie ma tam któregoś z pozostałej dwójki i kidy droga była wolna, zaczął spiesznie przemieszczać się w kierunku windy.

***


Nadia pomagała właśnie jednemu z ludzi Kittani w ambulatorium, na którego obsunął się kawałek skalnej ściany. Od kilku godzin próbowali odnaleźć ich dowódcę w sieci tuneli, do których spadła. Ekipy pracowały, ile się dało, ale praca była ciężka i groziła wieloma wypadkami. Mieli więc sporo pracy z rannymi.
W pewnym momencie poczuła jednak coś innego niż zmęczenie i senność. Gdzieś z tyłu głowy, w tej części umysłu, gdzie zawsze czuła tą niesamowitą więź, pojawił się niepokój. Jakby jej ukochanemu miało coś grozić. Nie wiedziała za bardzo, co zrobić, bandaż który trzymała w ręce, bezwiednie odłożyła na stolik obok. Czuła, że jej chłopak ma kłopoty. Chciałaby być przy nim i mu pomóc, ale jedyne, co mogła teraz zrobić, to skupić się na czymś pozytywnym i cicho modlić się do siebie, by jemu też nic się nie stało.
- Nantel? - cichy szept wyrwał jej się z ust.
Image

Piękno tkwi w oku patrzącego. Strach też...
0000000
+++
Awatar użytkownika
Nantel Grimisdal
Mistrz Gry
 
Posty: 290
Rejestracja: 26 Kwi 2016, o 19:55
Miejscowość: Koszalin

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Mistrz Gry » 19 Wrz 2018, o 14:18

Kittani
Drzwi drgnęły i rozsunęły się do połowy. Szczelina była na tyle duża, że Kittani mogła się przez nią wcisnąć do środka. Zajrzała do środka i dostrzegła długi korytarz prowadzący w głąb kompleksu. Z pewną ulgą odkryła, że część przypodłogowego oświetlenia zareagowało na jej pojawienie się i rozjarzyły się nikłym światłem; gdzieś tam w głębi reaktor ciągle pracował.
- Resztkami sił zapewne, co Cad? - rzuciła do siebie. Tym razem Cad jej nie odpowiedział.
Zaczęła się szykować do przejścia przez szczelinę gdy coś innego zwróciło jej uwagę. Za sobą, z głębi kopalni po której błądziła, usłyszała echo odległego wołania.
- Kittani -ani -ani -ani. Jesteś tam -am -am?
Brunetka rozpoznała ten głos. Choć znała go krótko wiedziała, że był to Toydorianin Wato. W odległym echu słychać było też elektorniczne pikanie i gwizdy.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5940
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Kittani Levfith » 19 Wrz 2018, o 15:09

Brunetka odetchnęła z ulgą widząc, że drzwi otwarły się chociaż do połowy. Nie liczyła na więcej - była wdzięczna, że dobrze dobrała wartości a stan układu oraz samych drzwi pozwolił jej na otwarcie ich chociaż trochę. Nawet oświetlenie przypodłogowe zareagowało na jej obecność. Było to niczym odnalezienie śladu cywilizacji pośrodku wszechobecnej ciemności. Już miała zamiar wejść do środka gdy wtem... usłyszała swoje imię. I tym razem nie był to głos Cada.
- Wato? - zapytała samej siebie, odwracając głowię w kierunku skąd przyszła. Pospiesznie ściągnęła hełm i odkrzyknęła, tym razem pewniejsza w tym, do kogo należał głos. Mechaniczny dźwięk jedynie utwierdził ją w przekonaniu, że to ktoś z ekipy spieszący jej na ratunek. - WAATOO! Q4? Wato! Coś znalazłam!
Wyrwany chwytak droida włożyła pomiędzy drzwi, w powstałą szczelinę. Nie powinny się nagle zamknąć, ale dla pewności przeciągnęła jeszcze korpus droida i pozostawiła go w powstałej szczelinie. Wypatrywała z niecierpliwością Toydorianina oraz towarzyszącego mu droida, nasłuchując czy coś jej odkrzykną.
Image
Awatar użytkownika
Kittani Levfith
Gracz
 
Posty: 289
Rejestracja: 12 Lut 2014, o 17:08
Miejscowość: Poznań

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Saine Kela » 19 Wrz 2018, o 18:56

Mistrzyni wprawiła ją w osłupienie i to niemałe. Nie tak wyobrażała sobie tę istotę, spodziewała się raczej dobrej, spokojnej, zrównoważonej i mądrej kobiety, a pokazała się... furiatka. Owszem, Mirax rozumiała, że ta chciała wrócić do swojego ciała, ale ona sama też by tego chciała, tylko nie wiedziała jak... skoro ją obserwowała to czy nie widziała cierpień Eygan? Jej rozterek? Jej zagubienia? Gdyby była taka możliwość, dziewczyna zbierałaby teraz szczękę w ziemi. Na szczęście pojawił się Pato i wyrwał ją z tej dziwnej i niezrozumiałej sytuacji.
- Co...? - spojrzała na niego zaskoczona i lekko nieprzytomna, ale szok powoli mijał.
Patrzyła to na jednego, to na drugiego starając się wrócić do rzeczywistości. I rzeczywiście leżała, choć nie pamiętała, żeby się kładła... co właściwie się stało? Rozejrzała się wokół, ale "ducha" mistrzyni nie było. Co? Jak? O co...? Czy ja wariuję?
Odetchnęła głęboko, wycierając mordkę łapką i zebrała się w sobie. Nie było czasu na to, by zajmować się jej własną sprawą i wątpliwą kondycją psychiczną, mieli zadanie do wykonania.
- To na co czekamy? Idziemy dalej, musimy ich znaleźć, żeby wiedzieć co się święci i przesłać wiadomość do obozu jak najszybciej. Zbieramy się natychmiast.
Zebranie się nie zajęło im wiele, właściwie mogli ruszyć od razu po śladach. Nie mieli pewności, czy w pobliżu nie ma więcej szturmowców, więc należało poruszać się ostrożnie i nie wychylać zbytnio. Zanim jednak Poszli dalej, Mirax podeszła do truchła Eja. Przykucnęła przy nim i popatrzyła na jego gadzie cielsko. Dotknęła łapką jego łba i przymknęła oczy. Czuła w Mocy ulatujące życie gada. Tak, nie żył już od jakiegoś czasu, ale nadal wokół niego wyczuwała... coś. Nie potrafiła tego określić, ale wiedziała, że i to niedługo zniknie. Pogłaskała gadzi łeb i pochyliła się lekko. Na swój sposób pożegnała Eja.
Ruszyli dalej zgodnie ze wskazówkami Gamorreanina. Przed nimi długa droga.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 610
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Mistrz Gry » 20 Wrz 2018, o 23:27

Gweek
Dwa dni drogi później teren zaczął się zmieniać; grząskie i plaskające bajoro zaczęło ustępować przyjemnie twardej i niezapadającej się ziemi. Wszędzie wokół zaczęły pojawiać się skały, a podłoże zaczynało się piąć ku górze. Zbliżali się do Zakopanych Zadów. Tak przynajmniej twierdził Guttor.
- Ziemia się podnosi. Drzewa karleją. Zbliżamy się do Zakopanych Zadów. Mniej więcej.
- Ciekawe czy mniej czy więcej. - Mruknął ktoś w orszaku. Guttor nie zareagował na zaczepkę. Doskonale wiedział, że na skutek gęstej mgły dawno pobłądzili. Na pewno ich podróż przez bagno miała się wkrótce skończyć, ale nikt nie mógł jednoznacznie wskazać jak miała się skończyć. Po cichu każdy liczył na przynajmniej dzień solidnego odpoczynku i suszenia.
Trudy pokonania nieprzebytych moczarów wyssały z oddziału Gweeka wiele sił. Wszyscy byli zziębnięci, przemoczeni, niewyspani i głodni. Nieliczna elektronika, którą ze sobą mieli zaczynała w tych warunkach mocno szwankować. Podobnie było z blasterami. Jedyne co jednak udało się całej drużynie to nie stracić nikogo więcej. Nie licząc pierwszych ofiar rakghouli i dwójki przybocznych, którzy poświęcili się dla Gweeka, stan bandy nie uszczuplił się bardziej. Co biorąc pod uwagę zamieszanie jakie towarzyszyło pojawieniom się rakghouli było nie lada wyczynem.
Nie mniej szczęśliwym zrządzeniem losu było to, że rakghoule nie zaatakowały już później; choć wszyscy z lękiem spoglądali za siebie żyjąc w przeświadczeniu, że w kłębach mgły ujrzą nadciągający cień zwiastujący parszywą śmierć.

W końcu, po zdawać by się mogło wieczności spędzonej w cieniu pod koronami drzew, Gweek i reszta gamorrean ujrzeli światło Opoku prześwitujące oślepiającymi nowennami pomiędzy pniami drzew.
Gdy wyszli w końcu z krainy cienia ku jasności przez chwilę byli oślepieni.
A potem ujrzeli piękną, zalaną blaskiem Opoku dolinę zamkniętą z dwóch stron kopcowatymi wzgórzami. Cała dolina porośnięta była szumiącym morzem traw i tylko gdzie nie gdzie widać było pojedyncze drzewa.
Niebo było czyste a powietrze, wzburzone od lekkich podmuchów wiatru, orzeźwiająco świeże. Praktycznie każdy brał w płuca głęboki wdech, tak jakby oddychanie było najprzyjemniejszą rzeczą na świecie.
- Hmmmm... Nie wiem gdzie jesteśmy. Przepraszam. Ukarzcie mnie. - Powiedział Guttor.
- Chyba Cię pojebało. - Rzuciła Nurra. - To nie Twoja wina. Coś wymyślimy, prawda Gweeku?
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5940
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Poprzednia

Wróć do Przestrzeń Huttów