Content

Przestrzeń Huttów

[Zordo's Heaven] Uzdrawianie duszy

Image

[Zordo's Heaven] Uzdrawianie duszy

Postprzez Axis » 17 Sty 2018, o 17:28

DEANDRA KONTYNUUJE GRĘ Z TEGO MIEJSCA

Deandra całą swoją uwagę skupiła na blasterze w ręku najemnika. Było jej niewygodnie, bolały ją plecy, a świeże siniaki nieco rozpraszały jej uwagę. Wzdrygnęła się, gdy niespodziewanie Chiss syknął. Poprawiła się na krześle, naciągnięte mięśnie i nadwyrężone biodra doskwierały jej coraz bardziej w tej pozycji. Błędem było pójście do tej knajpy, bolała ją głowa i przysięgłaby, że to kac, tylko że nic wczoraj nie wypiła. Chciała się wyprostować, ale nie było to możliwe. Westchnęła cicho i podniosła wzrok na niebieskoskórego, jego wykrzywiona twarz nie wróżyła niczego dobrego. Lady zacisnęła mocniej prawą dłoń, dla wszystkich zainteresowanych byłoby najlepiej, gdyby to spotkanie jak najszybciej dobiegło końca.

><><><><><><


Minęło sześć miesięcy od wydarzeń na Eriadu, a ona wciąż nie mogła przestać tym myśleć. Była nieco sfrustrowana całą sytuacją. Jelahan nieco rozgniewał się, gdy razem z Zetem próbowali opuścić galerię. Wyglądało na to, że uderzyła do niego mocniej niż jej się wydawało. Wyjaśniła mu zatem, że zupełnie nieoczekiwanie i wcześnie w tym miesiącu zaczęła krwawić, ale jeśli mu to nie przeszkadza, to mogą kontynuować zabawę w bardziej prywatnym otoczeniu. Na szczęście zboczeniec nie był aż tak perwersyjny i tylko wcisnął Deandrze wizytówkę do ręki i polecił umówić się na spotkanie, tak szybko jak to będzie możliwe.
Nie wiedziała jak zareagować, zdusiła budujący się w niej gniew i zmusiła się do uśmiechu. Miała nadzieję, że cokolwiek miało wyniknąć z tej niewielkiej operacji, jest tego warte. Nie mogła winić za nic Zeta, bo to był jej pomysł i sama sobie była winna, co nie zmieniało faktu, że wytykała to zmiennokształtnemu, kiedy tylko nadarzyła się okazja. Mężczyzna tylko kiwał głową i uśmiechał się do niej. Bydlak. Znał ją zdecydowanie zbyt dobrze.
Ta noc była też pierwszą, w której pojawiły się koszmary. Tym razem winiła za to ojca i jego chore eksperymenty. Cokolwiek jej zrobili przy użyciu tego specyfikiku wróciło z pełną mocą. Miała tylko nadzieję, że nie są to żadne wspomnienia, to było zbyt okropne, aby działo się naprawdę. Zaczynała wariować była tego pewna, budziła się w nocy z krzykiem, nawiedzały ją obrazy potwora, który sięga ku niej. Widziała kiedyś coś takiego przelotnie, gdy tatuowała jakiegoś studenta. Gość raczej miał coś nie pokolei w głowie, bo trakcie sesji bredził coś o demonach, sithach, potworach, ciemnej stronie mocy i mistycyzmie. Na sam koniec zapewnił ją konspiracyjnym tonem, że nikomu nie zdradzi, że jest wiedźmą.
Wszystko to doprowadziło do tego, że przestała sypiać. Zet próbował z nią rozmawiać. Skończyło się to tylko awanturą, podczas której oskarżyła zmiennokształtnego o zniszczenie jej życie i odebranie jedynej osoby, dla której cokolwiek znaczyła. Cała sytuacja stawała się coraz bardziej napięta. Nie mogła zrozumieć, czemu wciąż tu z nią jest i nie próbował jej opuścić. Odebrała mu nogę w bardzo nieprzyjemny sposób. Wykrzyczała mu prosto w twarz, że jest żałosnym stworem, który już nie może nikogo szpiegować, więc uczepił się jej, bo okazała mu litość i nie wykończyła, kiedy tylko miała okazję.
Nie rozumiała Zeta, nie była pewna, czy to kwestia płci, rasy, profesji czy po po prostu któreś z nich miało problemy mentalne. Kiedy padła ze zmęczenia i znów zobaczyła to coś, ścigające ją, kłaniające się, wyciągające do niej swoje łapska, krzyczała tak głośno, że mogłaby przysiąc, że Iskra się trzęsła. Pamiętała tylko, że ktoś ją objął. Podniosła zmęczony wzrok i bardzo długo wpatrywała się w Coena, który wziął się znikąd. Zapłakała z tym momencie, bo czuła, że oszalała. Rzuciła się więc mężczyźnie na szyję i przytuliła się do niego mocno. Pachniał nie tak jak powinien, zapamiętała go cuchnącego tanim alkoholem i nikotyną, ale to było bez znaczenia. Coen przytulił ją mocniej do piersi i głaskał ją po włosach. Uspokoiła się na tyle, że zasnęła mocno i tym razem nic się jej nie śniło.
Coen odwiedził ją jeszcze dwa razy nim zorientowała się, że to tak naprawdę był Zet i tak bardzo ją to uderzyło, że postanowiła coś z tym zrobić. Coś się z nią stało, musiała sięgnąć dna, jeśli zmiennokształtny robił dla niej to, czego nie lubił i z czym nie czuł się komfortowo. Pierwsze co zrobiła, to poszukała informacji i ten sposób trafiła na wzmiankę o Taris. W końcu wiedziała, że nie ma omamów, nie rozumiała tylko dlaczego to wydarzenie tak bardzo na nią wpływa. Zet sugerował, żeby porozmawiała o tym z Sheldonem, ale ona trochę obawiała wciągać w to w brata, mimo że istniała możliwość, że dzieje się z nim to samo.
W ramach terapii wróciła do pracy. Latała po Zewnętrznych Rubieżach i niemal po kosztach proponowała swoje usługi. Na Bespin spędziła kilka tygodni proponując swoim klientom wyłącznie prace trójwymiarowe. Na Geonosis w trakcie miesięcznego pobytu robiła tylko biomechaniczne tatuaże. Na Alamanii pracowała darmo, tylko klienci nie mieli nic do powiedzenia w kwestii tego, co otrzymywali. Na Tatooine po prostu rozstawiała sztalugi i malowała pustynne pejzaże, nie przejmując się tym, co myśleli o tym mieszkańcy. Powrót do sztuki bardzo zbawiennie na nią wpływał, bo odcinała się od wszystkiego wokół i zapominała w jakiej popapranej sytuacji się znalazła.
Zet był przy niej cały czas, w najtrudniejszych momentach, gdy budziła się w nocy z krzykiem, jako Coen. Była mu wdzięczna i pewnego razu poprosiła go, żeby po prostu był sobą. Wpatrywała się długo w jego olbrzymie niebieskie oczy i zielonkawą skórę, uśmiechnęła się tylko do niego i podziękowała. Tkwił przy niej na dobre i złe, to poruszyło nieco jej zmartwiałe serce. Zrobili razem jeszcze dwa zlecenia. Nie żeby jakoś specjalnie tego pragnęła, po prostu zmiennokształtny potrzebował robić coś innego niż siedzieć przy niej i się nudzić. Potrafiła być samolubna, ale rozumiała, co oznaczało życie w klatce. Wtedy też zrozumiała, że gdzieś tam po drodze zostali przyjaciółmi. To olśnienie uczciła kieliszkiem taniej wódki, takiej samej jaką wylała mu na kolano, w które go postrzeliła tamtego dnia, gdy go odkryła. Był to dość osobliwy sposób na uczczenie zmiany w ich relacjach, ale jakoś wydało się jej to właściwe.
Pierwsze zlecenie wykonali na Rodii, skopiowali jakieś dane należące do pewnego Rodianina prowadzącego podejrzane interesy z Huttami. Zapamiętała to dokładnie, bo po raz pierwszy od bardzo dawna zasłoniła całkowicie swoje tatuaże, przykrywając kosmetykami te na twarzy. Gdy wrócili na statek nie poznała siebie, miała na głowie czarną perukę, w oczach zielone szkła kontaktowe, a na prawym policzku niezwykle realistycznie wykonaną poszarpaną bliznę po jakimś ostrzu. W pierwszej chwili, gdy spojrzała w lustro, zdziwiła się co ta obca kobieta robi na Iskrze. Później zaczęła się nad tym głębiej zastanawiać, a kiedy naszły ją filozoficzne rozważania na temat tego kim jesteśmy oraz przywdziewanych masek w różnych sytuacjach i jaki to ma wpływ na psyche, uznała, że czas po raz kolejny złamać własne zasady i się nachlać.
Tamtego wieczoru skończyła w jakimś podrzędnym barze z ohydnym żarciem i jeszcze gorszym alkoholem. Upiła się dwoma szklankami tego, co w tym barze uchodziło za whiskey i pozwoliła się poderwać jakiemuś Mirialanowi, który miał dość fascynujące tatuaże na twarzy. Średnio pamiętała, co wtedy się stało, ale doskonale pamiętała jak Zet, w jego zwyczajowej formie Twi’leka, ciągnął ją przez jakieś bagno albo wyjątkowo wodnistą alejkę, zapamiętała z tego jedynie chlupot i jego rękę trzymającą ją bardzo mocno w talii. Seks musiał być dość intensywny, bo miała siniaki w miejscach o jakich myślała, że jest niemożliwe przy standardowych igraszkach. A dużo o tym wiedziała, bo oboje z Coenem mieli temperament i zbliżenia po awanturach nie należały do rzadkości. Nie chciała o tym rozmawiać, bo uważała, że nie ma o czym. Rodię pożegnała bez większego żalu, nieco bogatsza zarówno w pieniądze jak i pewne przemyślenia. Powiedziała wtedy swojemu towarzyszowi, że jeśli chce, może być sobą kiedy tylko zechce.
Drugiego zadania Zet brać nie chciał, ale go przekonała. Deandra, po okresie uzdrawiania swojej duszy przez sztukę, postanowiła uzdrowić ją w nieco bardziej fizyczny sposób, uprawiając seks z kim się dało i gdzie się dało. Zmiennokształtny obawiał się o jej stan umysłowy i nie chciał zrozumieć, że nic jej nie jest, po prostu cieszy się życiem. Polecieli więc na Zygerię gdzie mieli obserwować jednego z łowców niewolników, który prowadził dodatkowo nielegalną działalność szmuglując co się da. Lady o mało sama nie stała się niewolnikiem, gdy przespała się w facetem, który uznał, że może zarobić na jej umiejętnościach, nie tylko artystycznych. Gość cierpiał, bo Zet w wyjątkowy sposób poczuł się dotknięty tymi działaniami. Deandra jeszcze nie widziała tak wkurzonego zmiennokształtnego i postanowiła nieco ograniczyć swoje ekscesy, aby nie zaogniać tego, co się działo.
Przekazując zleceniodawcy informacje, jakie chciał, Zet uznał, że sześć miesięcy spędzonych w Zewnętrznych Rubieżach to zdecydowanie za dużo, bo to całe uzdrawianie duszy Deandry przyprawia go o rozstrój żołądka. Widać zabawa w ochroniarza średnio go bawiła, gdy najpierw zadawała ból po kosztach podejrzanym typom, malowała wydmy o zachodzie słońc w niebezpiecznej okolicy, a potem prowadzała się z kim popadnie. Żądał wakacji i spokoju przez jakiś czas. W taki oto sposób znaleźli się w Zordo’s Heavan, gdzie Zet miał jakieś stare kontakty i gdzie Lady nie powinna wpaść w żadne tarapaty.

><><><><><><


Jęknęła i przerwała na chwilę. Rozciągnęła się aż strzeliły jej stawy. Chiss spojrzał na nią pytająco. Tatuaż był niemal skończony, ale odpowiednie wycieniowanie ciemnego blastera na skórze koloru indygo nie było proste. Była wdzięczna, że Zeta chwilowo nie było, bo miałby coś do powiedzenia na temat jej stanu i typa, z którym spędziła wczorajszy wieczór - Zeltornem miłującym sztukę wszelkiego rodzaju i twierdzącym, że przewozi części mechaniczne do myśliwców. Lady była pewna, że kłamał i w jednym i w drugim przypadku, ale mało ją to obchodziło. Nie potrzebowała jego języka do mówienia prawdy.
Spięła się i dziesięć minut później ukończyła zamówienie. Nie miała pojęcia dlaczego ktoś chciałby mieć na skórze martwego Mandolarianina, ale nikt jej nie płacił za zadawanie pytań, które nie miały znaczenia. Wtarła w zmaltretowaną skórę balsam.
- Pamiętaj, nie mocz tatuażu, nie naciągaj skóry i pozwól jej oddychać. Noś luźne ubrania i wcieraj kojące balsamy przez dwa dni.
Chiss uśmiechnął się, zapłacił i wychodząc minął się w drzwiach z Zetem, który wpadł niczym burza na pokład Iskry. Widać było, że nie jest w najlepszym nastroju.
- Widziałem twojego znajomego, tego który chciał “obejrzeć twoje obrazy” - jego nieprzyjemny ton nie pozostawiał żadnych złudzeń do tego, co o tym myślał. - Umawiał się na spotkanie z samym Zordo.
- Co z tego? - Lady nie patrzyła na niego, tylko porządkowała stanowisko, przy którym pracowała.
- Po prostu mam cholerną nadzieję, że twoje uzdrawianie duszy, czy jak tam nazywasz swoje eskapady, nie skończą się dla nas kłopotami.
Image
GG: 8232072
Awatar użytkownika
Axis
Gracz
 
Posty: 205
Rejestracja: 2 Gru 2011, o 11:33

Re: [Zordo's Heaven] Uzdrawianie duszy

Postprzez Mistrz Gry » 18 Sty 2018, o 15:54

Zet usiadł w fotelu zwolnionym przez klienta i rozejrzał się po pomieszczeniu. Widząc, że Deandra, nie spieszyła się z udzieleniem odpowiedzi na zadane zaczął do niej mówić. Mówienie do Deandry miało miejsce często i zawsze wtedy gdy Zet miał lepszy humor i/lub gdy wiedział, że w ten sposób uczyni swoje towarzystwo jeszcze bardziej nieznośnym.
- Zastanawiam się, dlaczego ze wszystkich miejsc w galaktyce, wybrałaś akurat to? Mam całą masę złych wspomnień z Huttami, wiesz o tym prawda?
Wiedziała. Przez całą drogę na Nal Hutta Zet truł o tym. W różnych kombinacjach. Huttowie chcieli go zabić. Huttowie mu nie zapłacili. Huttowie mu nie zapłacili i chcieli go zabić. I co najmniej dwóch mężów mmiało solidne powody by szukać rewanżu za znieważenie ich żon. (Szelmowski uśmiech Zeta sugerował, że same zainteresowane nie czuły się znieważone). Zet najwyraźniej na nowo chciał roztrząsać temat, który był już obgadany przynajmniej trzy razy i za każdym razem nie otrzymał żadnej sensownej odpowiedzi.
- Nadal nic nie mówisz? Nie uchlisz rąbka tajemnicy?
- Przecież sam chciałeś tutaj lecieć. Chciałeś wakacji. - Odpowiedziała mimowolnie dając się wciągnąć w durną rozmowę.
- Chciałem, chciałem. Ale nie sądziłem, że tak chętnie podłapiesz ten temat. Za chętnie jak dla mnie. Coś ukrywasz.
- Nic, kurwa, nie ukrywam. Zet, proszę Cię, zejdź już z tego tematu. Miejsce jak każde inne. I teraz, zanim spróbujesz pociągnąć tę rozmowę dalej, rozważ solidnie kwestie wypierdalania z tego pomieszczenia i nie zawracania mi dupy. Chyba, że masz coś innego do powiedzenia.
- Ale wulgar z Ciebie, no, no. Co się tak unosisz?
- Na pewno nic nie ukrywasz?
Niewielki słoik z barwnikiem trafił Zeta w czoło. Ten nie przejął się jednak tym atakiem i tylko zaśmiał się (choć ręką złapał się za czoło i zaczął je pocierać).
- Hehehe... Deandra się nerwi... Ała... Hahaha... Weź... Kurde... Z ołowiem masz te farby?
Zet spojrzał na rękę, była na niej krew. Z rozciętego czoła wylewała się na niego struga krwi. I zalewała mu oczy.
- Hahahaha... Taka silna... Hahahaha... - Śmiał się Zet i odchylając się w fotelu tak by powstrzymać krwawienie. To jednak nic nie dało, krew nie zwolniła ani na moment. Deandra miała wręcz wrażenie, że z każdą chwilą jest jej coraz więcej. Nagle czerwona struga wytrysnęła z czoła Zeta niczym z odkorokowanego gazowanego napoju, zabryzkując przy tym wszystko wokół, łącznie z jej wykrzywioną w niemym krzyku twarzą. Zet śmiał się cały czas ale jego głos zaczynał się zmieniać. Stawał się coraz niższy. Chwilę potem wszystko ucichło. Nagle. Tak jak się rozpoczęło tak się skończyło. Zet siedział w fotelu z głową wygiętą do tyłu a wszędzie panowała nienaturalna cisza. Deandra pomyślała, że głowa była odchylona pod dziwnym kątem. Chciała o coś zapytać, ale jeszcze bardziej chciała uciec. Bo wiedziała co ją czeka.
Zet drgnął. Wyprostował się i spojrzał się na nią. Jego oczy płonęły czerwienią.
- Przybądź do mnie! Wzywam Cię. Bądź mi sługą. Pokłoń się przed Królową. Zjem Cię...

***

Obudziła się łóżku w swojej kajucie. Przez chwilę zastanawiała się co było snem a co jawą. Musiała chwilę czasu poświęcić na to bo miała problemy z rozszyfrowaniem rzeczywistości i odszukaniem faktów. Chiss, którego tatuowała, był u niej dzisiaj w południe. To był fakt. Kolejnym faktem było, to, że po robocie poszła się napić. Ostatnim faktem był Zet, który musiał po nią przyjść do lokalu bo ta awanturowała się po pijaku i zaczepiała ochronę. To pamiętała. Względnie. Nie pamiętała jak znalazła się z powrotem na statku.
- Jak już przestałaś krzyczeć - zawołał Zet z głębi statku - to chodź do messy coś zjeść. Na kaca też coś się znajdzie...
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5429
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Zordo's Heaven] Uzdrawianie duszy

Postprzez Axis » 19 Sty 2018, o 14:13

Mruknęła coś niezrozumiałego w odpowiedzi i podniosła się z łóżka. Otarła spocone czoło i wypuściła głośno powietrze. Włosy odstawały jej we wszystkich kierunkach, przeczesała je palcami, ale niewiele to dało. Opuściła swoją kajutę nie przejmując się zbytnio, że miała na sobie jedynie obcisły szary bezrękawnik i majtki. Przestała sypiać nago, gdy zorientowała się, że to Zet przychodzi ją w nocy pocieszać.
Do messy dotarła na autopilocie i ciężko siadła na krześle. Położyła złożone ramienia na stole, a na nich czoło, bolała ją głowa. Nie zorientowała się, że Zet postawił obok niej szklankę z paskudztwem imitującym lekarstwo na kaca, dopóki nie trąciła jej łokciem. Wyprostowała się z ociąganiem i zmierzyła ohydztwo surowym wzrokiem.
- Przestaję pić.
- Mhm - mruknął w odpowiedzi Zet, kończąc szykować śniadanie. Nie trzeba było być znawcą zachowań, by wiedzieć, że nie wierzył w to, co mówiła.
- Nie, serio mówię. Szlag mnie trafiał, gdy Coen chlał - skrzywiła się podnosząc szklankę do ust. - Starałam się o nim nie myśleć i zapomniałam jak to wtedy było. Poza tym alkohol nie pomaga, chyba nawet śnią mi się bardziej chore rzeczy.
- Deandro, doskonale wiesz, że powinnaś porozmawiać z kimś o swoich koszmarach - zmiennokształtny podstawił jej śniadanie i usiadł na przeciw niej. - Wiem, że to wstydliwe i niekomfortowe, ale może ci to pomóc.
Lady wypiła jednym haustem zieloną mieszankę i trzaskiem odstawiła szklankę na stół. Była nieco zaspana, więc jej morderczy wzrok nie osiągnął pełni efektu. Nie podobało jej się to otwarcie, więc postanowiła go sprawdzić.
- Teraz chcesz rozmawiać o wstydliwych i niekomfortowych rzeczach - głos jej zadrżał niebezpiecznie, ale Zet na to nie zareagował, po prostu czekał. - No dobrze, porozmawiajmy o seksie.
Utkwiła w nim swoje spojrzenie, ale zmiennokształtny je wytrzymał. Rzadko kiedy Deandra była w stanie zastraszyć mężczyznę swoją postawą i zachowaniem. Pewnie miało to coś wspólnego z tym, że niemal całe życie pracował jako szpieg.
- Skoro już o tym wspominasz - uśmiechnął się do niej szelmowsko. Bydlak. - Uważam, że źle się prowadzisz. Wchodzisz do łóżka najróżniejszym facetom i nie obchodzi cię kim są. Dziwi mnie, że w ten sposób uzdrawiasz swoją duszę.
- Ciekawe, że to poruszasz - nie podobał jej się jego ton, który zepchnął ją do ofensywy, w tej sytuacji atak był dla niej najlepszą obroną. - Chciałabym ci przypomnieć, że jestem bardzo seksualną osobą. O czym doskonale zdajesz sobie sprawę, bo podszywałeś się pod mojego kochanka przez niemal rok. Mam ci przypomnieć jak często w czym czasie lądowaliśmy w łóżku?
Lady przygwoździła spojrzeniem Zeta. Nie była pewna czy się zarumienił. Czy jego rasa jest w ogóle do tego zdolna? Odniosła wrażenie, że chwilowo jego policzki zrobiły się nieco ciemniejsze, ale trwało to zbyt krótko, by miała pewność. Cholerni zmiennokształtni szpiedzy, nic nie dało się z nich wyciągnąć, jeśli właśnie nie wykrwawiali się na podłodze. Nie odpowiedział, drań wiedział, kiedy lepiej nie odpowiadać. Mimo to zdenerwowała się jeszcze bardziej, bo poczuła, że się z nią bawi.
- Na pewno wiesz. Trudno zapomnieć chwile, kiedy musiałeś się poświęcić dla zadania - krzyczała na niego, a on zachowywał całkowity spokój, zaczęła wyglądać przy nim jak wariatka. - Cudowny komplement dla kobiety, gdy facet się zmusza, żeby z tobą sypiać.
- Skończyłaś? - zapytał, jakby prowadzili normalną rozmowę, jego taktyka działała, co bardzo nie podobało się Lady.
- Nie, nie skończyłam - podjęła, ale nieco spokojniejszym tonem. - Zmierzam do tego, że gdy dowiedziałam się kim jesteś, nastały długie miesiące celibatu. Potrzebowałam się nieco wyszaleć. Nie patrz tak na mnie, to twoja wina.
- Moja wina? - Zet po raz pierwszy dał po sobie poznać, że jest zdenerwowany. - Niby jakim cudem odpowiadam za twoją rozwiązłość?
- Gdy dzielisz przestrzeń z gościem, który z tobą sypiał, choć tego nie chciał, ale robił to, bo mu twój ojciec zapłacił, taka sytuacja robi nieprzyjemne rzeczy twojej psychice. Lubię czuć, że ktoś mnie chce.
- Wiesz, że oni bardziej chcą seksu z tobą niż ciebie, prawda? - zaczął ostrożnie Zet.
- To bez znaczenia, chcieli tego, a ja się dobrze bawiłam. To właśnie uzdrawia mi duszę. Jeśli cię to pocieszy, to ograniczę nico moje rozrywkowe życie, nie mam już na to siły.
- I tak wracamy do początku naszej rozmowy. Twoje koszmary, wiesz, że możesz ze mną porozmawiać o wszystkim.
- Nie chcę o tym rozmawiać. Nie mogę wypocząć i mi odbija, ale to nic niezwykłego w moim przypadku - skoncentrowała się na swoim jedzeniu.
- Nie myślałaś o tym, żeby tam polecieć? - zapytał niemal nieśmiało.
- Absolutnie nie! - uderzyła widelcem w stół. - Nie pojawię się w miejscu, gdzie panoszą się stwory, które przyprawiają mnie o gęsią skórkę. Nie upadłam jeszcze na głowę. Nie wiem, co mogłoby się stać, żebym pojawiła się chociaż w sąsiedztwie tej planety. Jak cię dręczą koszmary, to od nich uciekasz, a nie ich szukasz.
Zet podniósł ręce w obronnym geście, dając jej do zrozumienia, że to tylko propozycja. Nie zamierzał jej atakować i zmuszać do czegoś, czego nie chciała.
- To nie może wiecznie trwać. Czy tego chcesz czy nie, będziesz musiała coś w tej sprawie zrobić.
- Wiem, ale ten moment jeszcze nie nadszedł - westchnęła cicho. - Powiedz mi lepiej jakie masz plany na dzisiaj, może dołączę do ciebie i odłożę na jakiś czas uzdrawianie duszy, żebyś nie musiał się martwić.
Image
GG: 8232072
Awatar użytkownika
Axis
Gracz
 
Posty: 205
Rejestracja: 2 Gru 2011, o 11:33

Re: [Zordo's Heaven] Uzdrawianie duszy

Postprzez Mistrz Gry » 26 Sty 2018, o 16:06

- Moje plany na dzisiaj są bardzo proste. Skoro już trafiłem gdzie trafiłem to złoże wizytę swojemu dawnemu pracodawcy. Tak dla rozluźnienia atmosfery. Co ciekawe... Skontaktował się on ze mną poprzez starą skrzynkę i zgłosił mi pewne rewelacyjne wiadomości. I zrobił to stosunkowo niedawno, wiesz? I to jest właśnie ciekawe. Jesteś ciekawa tego co jest takie ciekawe? - Spojrzał na nią nie gasząc uśmiechu. Deandra kiwnęła głową co w sumie mogło oznaczać cokolwiek; jako, że usta miała zajęte jedzeniem Zet nie usłyszał od niej nic więcej. Musiał zdać się na domysły.
- Muszę zdać się na domysły. Nic nie chcesz mówić. Więc zakładam, że to kiwnięcie głową było na "tak". "Tak Zet jestem bardzo ciekawa tego co Ci tam napisał"- zaczął naśladować sposób mówienia Lady. Deandre przeraziło to jak wiernie skopiował barwę i ton jej własnego głosu. Wrażenie było tym bardziej makabryczne, że cały czas pozostawał w swojej naturalnej, cokolwiek brzydkiej, postaci. Zdziwienie minęło jednak szybko. Zet lubił ją zaskakiwać swoimi umiejętnościami, a ona po części przyzwyczaiła się do tego jego "szpanowania".
- Nie szpanuj...
- Nie szpanuje.
- Szpanujesz. Mów dalej...
- Szapnuje. No dobra. Zatem. Mój znajomy twierdzi, że ponoć przyleciałem na Ylesię i złożyłem wizytę przedstawicielom klanu Besadii. Ponoć widziano tam mój statek. I ponoć byłem na rozmowach z przedstawicielami klanu. Dziwne, co?
Deandra wolała skupić się na smaku pochłanianej potrawy. Była obłędna. Nie znała jej, ale przypominała smażone mięso z wyglądu. Bo w smaku było słodkie. Nie miała czasu na dziwności Zeta.
- Mhm.. Szalenie. Co to jest?
- Nie chcesz wiedzieć.
- Nie chcę wiedzieć?
- Nie. Ale dobrze Ci zrobi.
- Dobrze?
- Aha. Uspokoi wnętrzności. Dziwne to jest bo mój statek - jedyny jaki kiedykolwiek oficjalnie miałem - został na Taris. Czaisz? Na Taris. Kiedy jeszcze było tam normalnie. A teraz, gdy Taris praktycznie przepadło, okazuje się, że na Ylesi jest mój statek. Jestem bardzo ciekawy co go tam sprowadza. Dlatego chcę iść na to spotkanie. Możesz mi towarzyszyć.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5429
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Zordo's Heaven] Uzdrawianie duszy

Postprzez Axis » 3 Lut 2018, o 22:13

- Hmmm... Bardzo chętnie poszłabym z tobą - urwała na chwilę i westchnęła głośno. - To jednak zależy od tego, gdzie się umówiłeś.
Zet skrzywił się nieznacznie i to była wystarczająca odpowiedź na jej pytanie. Deandra nabiła na widelec kawałek mięsa z większą siłą niż to było konieczne.
- Nie szkodzi. Pójdę z tobą, jestem dorosła i poradzę sobie - przeniosła spojrzenie na Zeta i dość intensywnie wypatrywała się mu w oczy. - Ciekawi mnie natomiast powód, dla którego umówiłeś się w tej knajpie.
- Wiesz, tak po prawdzie, to z twojego powodu. Chodzisz tam niemal codziennie odkąd tu jesteśmy - Zet nie miał na tyle przyzwoitości, aby wyglądać na skruszonego. - Lubię wiedzieć, gdzie i z kim jesteś, dla własnego spokoju.
- To się nazywa stalking - prychnęła w jego kierunku, ale po chwili uśmiechnęła się. - Masz farta, że cię lubię, bo inaczej... chwila. To przez ciebie ten Korelianin z zamiłowaniem do militariów, ucieka na mój widok, jakby ścigało go Imperium?
Zmiennokształtny wyszczerzył się szeroko, wyglądał nieco upiornie.Deandra przeciągnęła dłonią po twarzy i westchnęła głośno.
- Chyba nie chcę tego wiedzieć -odpowiedziała po chwili. - Nie mam żadnego problemu z pójściem z tobą do kantyny. Jeśli któryś z bywalców mi podskoczy, to będzie tego żałować. Umiem o siebie zadbać.
- O! - żywo zainteresował się Zet. - Nie miałem pojęcia, że masz jakieś umiejętności w walce wręcz. Dobrze wiedzieć.
- Oj Zet, Zet - pochyliła się nad stołem i położyła dłoń na jego ramieniu. - Czasami jesteś tak bardzo naiwny, że aż mi cię szkoda. Jestem artystą, nie walczę, nie muszę, mam ciebie.
- Co? - wydusił się z siebie. - Mam zastraszać dla ciebie innych?
- A już tego nie robisz? - uśmiechnęła się krzywo, podnosząc do góry lewy kącik ust. - Wiesz ile razy nazwano mnie dziwką w ostatnich tygodniach?
- Nie będę nawet próbować zgadywać - jaszczurowaty przygryzł dolną wargę. - Zwłaszcza, że prawdopodobnie umiesz powiedzieć, jaki kolor pościeli połowa z nich ma w swoich kajutach.
- Po pierwsze - tatuażystka wskazała go palcem, zniżając głos. - Nie mam takiej wiedzy, bo w większości przypadkach nie dotarliśmy nawet do sypialni. Po drugie mam zasady.
Wyprostowała się na krześle i dumnie uniosła podbródek do góry. Rzucając nieme wyzwanie, które zmiennokształtny, na nieszczęście dla niego, podjął.
- Zasady? Ty masz zasady? Ostatnie kilka miesięcy raczej tego nie potwierdzają.
- Bo jesteś facetem i jak każdy facet masz bardzo wąskie postrzeganie rzeczywistości - przyszpiliła go wzrokiem. - Fakt spałam z wieloma w ostatnim czasie, gdybyś jednak bardziej zwracał uwagę na to z kim sypiam, a nie skupił się wyłącznie na ilości, byłoby miło. Tak się składa, że wyzywają mnie ci, którzy zostali odrzuceni, bo uważają, że moja rozwiązłość daje im prawo do dyktowania mi z kim powinnam pójść do łóżka.
- Mężczyźni nie lubią być odrzucani - zaczął powoli. - Szczególnie przy twoim prowadzeniu się.
[aka[/aka]- Mężczyźni w takim razie są idiotami. Ucierpiała ich duma, gdy zostali odrzuceni przez frywolną kobietę i z tego powodu deprecjonują mnie. Ciekawe jak bardzo cierpi na tym ich reputacja. To jedno być odrzuconym przez otwartą kobietę, a co innego przez szmatę, która daje każdemu.
- Nigdy nie zrozumiem kobiet - Zet potrząsnął głową. - Chyba nawet nie chcę próbować. Nie jestem pewny, jak doszliśmy do tego tematu. Zapytałem tylko, czy idziesz ze mną na spotkanie, a zmieniło się w to dysputę, której nie chcę nawet tknąć długim kijem.
- To mój wrodzony talent, każda kobieta go ma - uśmiechnęła się szerzej do niego. - Chodzi mi o to, że pójdę z tobą, a jak któryś mi podskoczy, to użyję na nich mojej tajnej broni. Znaczy ciebie.
- Skąd pewność, że się na to zgodzę?
- Ponieważ już to robisz - jej ton zdradzał, że jest rozbawiona. - Poza tym zawsze mogę podzielić się informacją, na temat tego, jak straciłeś nogę.
- Zaczynam głęboko żałować swoich wyborów życiowych - westchnął ciężko. - Szczególnie ostatnio.
- Nudziłbyś się beze mnie. Gdyby naprawdę było ci tak ze mną źle, już dawno znalazłbyś sobie coś lepszego do roboty.
- Naprawdę zaczynam żałować, że wziąłem to zlecenie..

><><><><><><


W kantynie było głośno. Delikatne żółtawe światło rozświetlało nieco bladą i zmęczną twarz Deandry. Lady ubrała się normalnie, zostawiając skąpe i obcisłe ubrania na Iskrze. Nie chciała zbytnio się wyróżniać, dlatego uznała, że odejdzie od dotychczasowego wizerunku, żeby nie przyciągać zbędnej uwagi. Stało się coś zupełnie odwrotnego, stali bywalcy dość intensywnie się w nią wgapiali z wyraźnym zdziwieniem malującym się na twarzy.
Zmiennokształtny westchnął, ale nie powiedział ani słowa. Ścisnął mocniej rękę Lady i pociągnął ją w stronę prywatnych stolików znajdujących się na piętrze. Byli już tuż przy wejściu, gdy jeden z mężczyzn siedzących przy przejściu chwycił ją mocno za przedramię, zmuszając do zatrzymania się. Kobieta próbowała się wyrwać, ale bezskutecznie, twarz mężczyzny była wykrzywiona złością. Obrzucił wzrokiem formę, którą przybrał Zet i prychnął głośno.
- Dziś nie przyjmuję odmowy.
Deandra puściła dłoń zmiennokształtnego, aby złapać równowagę, co nie było proste przy butach, jakie nosiła.
- Puszczaj, albo zacznę krzyczeć - powiedziała spokojnie. - Co jak co, ale ochronę to mają tu dobrą. Zabieraj ode mnie swoje brudne łapska.
- Bo co? - barknął i przyciągnął ją do siebie, jego koledzy podnieśli się i stanęli na drodze Zetowi. - Co niby mi zrobisz?
- Zdejmę buty, a to czternastocentymetrowa szpilka - oparła czubek stopy na krześle, na którym siedział. - Wiesz, co może zrobić z ludzkim ciałem taki obcas?
- Nie odważysz się - syknął, ale nieco rozluźnił uścisk.
- Postawisz na to swoje jaja? - rozejrzała się wokół. - Przyciągamy uwagę, rób swoje, a ja zrobię swoje, następnie mój przyjaciel zrobi swoje. Może nie od razu, ale kiedyś na pewno.
Facet warknął głośno, ale odepchnął ją na tle silnie, że straciła równowagę. Na szczęście złapał ją Zet, który przypatrywał się gościowi z morderczym wyrazem twarzy. Zmiennokształtny nigdy nie potrzebował wielu słów, by poinformować otoczenie o swojej opinii. Jego grymas i spojrzenie musiały powiedzieć wystarczająco wiele, bo grupa nagle zaczęła wyglądać na zdenerwowaną. Zet objął Deandrę w talii i skierował ją w kierunku schodów.
- Przynosisz same kłopoty - syknął jej cicho do ucha.
- Przypominam, że to ty wybrałeś to miejsce. Chciałeś mnie szpiegować, taki jest rezultat - odpowiedziała mu cicho. - Choć szkoda, że skończyło się w taki sposób, chętnie zdjęłabym te buty są cholernie niewygodne.
- Nie będę nawet pytać.
Mruknął, gdy dotarli wreszcie do swojego stolika. Prywatne stoliki znajdowały się na obszernym balkonie, zawieszonym pod wysokim sufitem. Nad barierką znajdowało się jakieś pole siłowe, które miało zapobiegać samobójstwom i nieszczęśliwym wypadkom, jakie niestety zdarzały się w przeszłości. Pole tłumiło nieco odgłosy z dołu, dzięki czemu było trochę ciszej. Ich zarezerwowany stolik stał w alkowie po przeciwnej stronie balkonu do schodów. Trudno było minąć ich przypadkiem, bo za nimi była jedynie ściana. Ktokolwiek chciał do nich podejść musiał to zrobić celowo.
Deandra usiadła na obszernej kanapie i skupiła się na menu, które było dostępne jedynie dla prywatnych stolików. Znalazła kilka ciekawych pozycji, ale nie miała pojęcia, czy będą mieli na nie czas. Zarzuciła Zetowi ramię na szyję i przysunęła się bliżej. Uznała, że tego typu zachowanie nie będzie niczym niezwykłym i po prostu wtopią się w tłum, gdyby ktoś z dołu na nich patrzył, nie żeby mógł cokolwiek zobaczyć. Uśmiechnęła się do niego.
- Rozluźnij się Zet, udawaj, że jesteśmy na randce - roześmiała się głośno. - Byłeś chyba kiedyś na jakiejś, nie?
- Naprawdę zaczynam żałować, że wziąłem to zlecenie - mruknął z niezadowoleniem, ale obydwoje wiedzieli, że nie mówił tego poważnie.
Image
GG: 8232072
Awatar użytkownika
Axis
Gracz
 
Posty: 205
Rejestracja: 2 Gru 2011, o 11:33

Re: [Zordo's Heaven] Uzdrawianie duszy

Postprzez Mistrz Gry » 12 Lut 2018, o 15:18

Zachowywali się jak na pierwszej randce. Udawanie pary mieli już przećwiczone wielokrotnie i wychodziło im to naprawdę dobrze. Do tego stopnia, że przyjmowali sobie fikcyjne osobowości i odkrywali się na nowo. Tego rodzaju gra była dużo lepszą w efekcie. Paradoksalnie ich wspólna łóżkowa przeszłość z okresu pseudocoenowego nie pomagała za bardzo. Bycie sobą w trakcie tego typu akcji nie opłacało się. Prawie zawsze któreś z nich było po nich obrażone. "To skomplikowane" powtarzała sobie często w myślach patrząc na Zeta.
Tym razem był człowiekiem. Przystojnym blondynem o niebieskich oczach, smukłej sylwetce i nienagannych manierach. Jego strój i sposób mówienia średnio pasował do raczej "brudnego" charakteru lokalu. Zdecydowanie lepiej komponował by się z ekskluzywną i drogą restauracją na Courscant niż z wnętrzem zatłoczonego, głośnego i zdecydowanie mało ekskluzywnego klubu w "Przystani Zorda", gdzie za luksusowe mogły uchodzić co najwyżej duże ilości alkoholi, narkotyków i łatwych panien.
Rozmowa im się kleiła więc odgrywana randka była przez to zabawna i odświeżająca. Co ciekawe, byli chyba najatrakcyjniejszą parą w lokalu bo wszyscy przyglądali im się z zazdrością. Faceci chcieliby wyglądać jak Zet-blondyn i chcieliby posiąść Deandrę. Kobiety chciałby posiąść Zeta-blonydna i oblać kwasem Deandre. Zeta bardzo to bawiło.
Bardzo.
- Bardzo mnie to bawi wiesz? Wy kobiety jesteście takie... zawistne. Takie... Ech, aż brak słów. Sam jad. Faceci jakoś tak lżej podchodzą do kwestii własnej urody nie sądzisz?

***

Rodianin który pojawił się przy ich stole i bez ceregieli przysiadł się obok Deandry, nie powiedział słowa. Wyciągnął tylko okrągły holo-projektor i uruchomił go. Potem machnął na kelnerkę i zamówił "coś mokrego i z alkoholem". W tym czasie holoprojektor ożył i wyświetlił przed oczami Zeta i Deandry pomniejszony obraz hutta Zordo.
- Och... Ho, ho, hoooo. Witaj. Witaj, mój najlepszy powierniku mych tajemnic. Dawnośmy się nie widzieli, prawda? - Głos dobiegający z przekaźnika był skrzekliwy i zniekształcony, choć Deandra domyślała się, że w rzeczywistości basowy śmiech Hutta wprowadzał by w drżenie całe pomieszczenie.
- Tak, to prawda. Trochę nam zeszło od ostatniego spotkania o najczcigodniejszy.
- Tak, tak... Zeszło... Ho, ho, hoooo. Zeszło. Ja jednak nie zapomniałem. Mam nadzieję, że Tobie też pamięć nadal służy, co? Ho, hoooo... Byłoby bardzo, niemądrze gdybyśmy zapominali o długach, prawda?
- Bardzo niemądrze. Bardzo. Dlatego wierzę, że tak się nie stanie.
- Och, nie. Oczywiście, że spłacę swoje długi wobec Ciebie.
- Mam nadzieję, że nie to o co prosiłem ni było zbyt uciążliwe.
- Och nie. Uratowanie mojego potomka Ksorby było czymś niezwykłym. Nigdy nie będę wstanie wyświadczyć Ci przysługi o równie wielkim znaczeniu. Już zawsze będę Twoim dłużnikiem.
- Zupełnie nie mogę się z Tobą zgodzić, najczcigodniejszy. Uważam, że właśnie spłacasz swój dług wobec mnie z nawiązką.
- Skoro tak mówisz... Joel Shelley został namierzony na Ord Mantell. W niewielkim kurorcie na Mayla Atol. Tam też... się leczy. Mój pracownik powinien podać Ci teraz dysk z danymi.
Rodianin położył na stole niewielki podłużny przedmiot. Deandra dostrzegła, że przedmiot wyposażony był w standardowe złącze komputerowe.
- Razem z nim jest też tam człowiek o którego pytałeś. Coen. O... O. Co ja widzę. Dopiero teraz zauważyłem. Nie dostrzegłem wcześniej. Witam. - Niewielki obraz Hutta zwrócił się w stronę Deandry i pokłonił się jej.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5429
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02


Wróć do Przestrzeń Huttów

cron