Content

Przestrzeń Huttów

[Ugah'Uaulk] - Dzicz

Image

[Ugah'Uaulk] - Dzicz

Postprzez Mistrz Gry » 9 Lis 2018, o 00:08

Rayleigh rozbija się starym frachtowcem o powierzchnię nieznanej planety

Rozbili się. Statek w kilku miejscach powyginał się niszcząc wszystko co było w sektorze AA i częściowo sektory BB i CC. Ogień zaczął trawić większość pomieszczeń. Ci którzy przeżyli lądowanie, musieli szybko opuścić okręt. Wentylacja przestała działać, a dym zaczął dusić tych, którzy nie zostali uwolnieni z klatek. Ray ucierpiał najmniej, podobnie jak mostek. Eksplozja pasów i szarpnięcie mocno odcisnęło się na jego klatce, ale oprócz sińca nie nabawił się niczego poważniejszego. Pierwsze, to musiał się ewakuować ze statku. Czuł dym i słyszał chaos dobiegający z korytarzy... Szumiało mu w uszach od ciągłego hałasu i kręciło mu się w głowie. Uwolnił się od pasów i ruszył pędem ku wyjściu. Dym prawie go udusił podczas ucieczki. Na zewnątrz przywitał go zaś chłodny klimat, czarna noc, grupa ocalałych, świeże słodkie powietrze i niezwykła dżungla...

Otaczały ich bujne drzewa, wysokie na dziesiątki metrów, o potężnych pniach jak i korzeniach wystających z gęstwiny traw i pnączy. Same drzewa miały na sobie mnóstwo niebieskich świecidełek, które nieco rzucały światła na nieprzedarty mrok otoczenia. Niebieskie promienie wabiły owady wielkości pięści, by te najwidoczniej skorzystały z gościnności kwiatów. Insekty zdawały się nie zwracać uwagi na nieznanych przybyszów, uznając nektar kwiatów za coś zdecydowanie ciekawszego.
Dżungla bzyczała nie pozostawiając ani sekundy ciszy, a z różnych stron można było dosłyszeć dalekie nawoływanie nieznanych zwierząt bądź istot... dżungla żyła swoim życiem, tego byli pewni.
- powietrze jest zdatne dla nas do życia - powiedział zdyszany Choan
- niezwykłe mamy szczęście Ray - podsumował opierając się ciężko o kolana
- tylko tylu udało mi się uratować. Na statku jest za dużo dymu i nie mamy sprzętu by to ugasić... reszty niestety. Nie dalibyśmy rady... - przyznał ponuro, ale zaraz wyprostował się i rozejrzał po tych co pozostali.

Było ich trzydziestu czterech, licząc Raya i Choana. Piętnastu ludzi, sześć kobiet, czterech mężczyzn i czworo dzieci, do tego Rayleigh. Ośmiu Twileków, sześć kobiet, dwóch mężczyzn. Givin, Gammorean, rodzina czwórki Squibów co trzymali się blisko siebie, Trandoshan. Trójka Ugnaughtów i sam Choan Hsu. Wszyscy prócz Echani wyglądali miernie, większość była przerażona. Z pewnością głodna, a co niektórzy pewnie byli chorzy. Jedynie Gammorean i Trandoshan w miarę dobrze się trzymali i szukali wzrokiem wybawicieli, by zacząć od czegoś działania

Masz do ogarnięcia rozbitków i plan na wstępny obóz w kompletnie nieznanej dżungli. Póki co do pomocy nadaje się Gammorean i Trandoshan oraz niezłamanej woli Choan Hsu. Z knurem się nie dogadasz, ale posłucha poleceń. Podobnie z Trandoshanem. Potrzebny byłby wokabulator, ale wasze wyposażenie to właściwie nic takiego. Dopóki nie zgaśnie pożar na statku, to nie wejdziecie do środka po ewentualne dobra. Powodzenia
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6123
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Ugah'Uaulk] - Dzicz

Postprzez Fenn Mereel » 9 Lis 2018, o 02:03

Prawie stracił przytomność przez przeciążenie, które z wielką mocą wbiło go w fotel nawigatora. Krew spłynęła mu z głowy do nóg podczas spadania, dziwne mrowienie rozeszło się po dolnych kończynach. Ray zamknął oczy i modląc się do wielkiego wszechświata prosił o miękkie lądowanie. Gruchnęło, walnęło, rzuciło nim w fotelu. Z mechanicznym jękiem rozległy się alarmy przeciwpożarowe. Większość instalacji elektrycznej zapaliła się natychmiast. W kolejnym przypływie adrenaliny walnął w przycisk automatycznego gaszenia. Nie było odpowiedzi. System nie działał.
Wybiegł ze statku trzymając w dłoni hełm z przyłbicą. Kasłał niemiłosiernie, charcząc przy tym jak opętaniec. Szybkie ogarnięcie wzrokiem otaczającego ich krajobrazu sprawiło, że o mało nie usiadł na tyłku z wrażenia. Nigdy w życiu nie widział tak wielkich drzew. Nie było ich na Abregado-Rae, nie mówiąc już o przeklętym Eriadu. Kątem oka wyłapał ogromne kwiaty i jeszcze większego komara. Natychmiast założył hełm.
- Powietrze jest zdatne dla nas do życia. - o mało nie podskoczył słysząc głos Choana Hsu. Przed chwilą byli więźniami łowców niewolników. Teraz byli więźniami całej planety. Innymi słowy trafili z deszczu pod rynnę.
Stan ocalałych również nie napawał go nadzieją. Grupka więźniów w zdecydowanej większości nie nadawała się do pracy, która na pewno ich czeka jeśli mają tutaj przeżyć. Zaś jedyna dwójka, która była w pełni sił nie znała basicu. Ray absolutnie nie znał się na przetrwaniu. Był mechanikiem, ćwiczył zapomnianą już prawie przez cywilizację sztukę walki. Wychował się pośród jezior, tak to prawda, ale to nie było to samo! Odetchnął głęboko kilka razy, starając się uspokoić. Z uporem maniaka próbował sobie przypomnieć instrukcje w razie katastrofy na niezamieszkałej planecie.
- Słuchajcie! Jestem Ray, to jest Choan Hsu. Musimy odejść od statku, obawiam się eksplozji. Idźmy na wschód, ale nie oddalajmy się za bardzo. - absolutnie nie wiedział co mieli zrobić. Spojrzał na Echaniego, który wyglądał najzdrowiej z nich wszystkich. Wskazał palcem na Tradoshanina, potem wskazał na Choana Hsu. Pamiętał, że Trandoshanie byli znani ze swoich łowieckich zdolności.
- Ty! Z Choanem poszukajcie wody i jakiegoś jedzenia. Powodzenia. Reszta za mną! - wskazał na Gamorreanina, aby podszedł bliżej. Ray poprowadził całą grupę kilkanaście metrów na wschód (a przynajmniej tak sądził, że na wschód) wciąż rozglądając się za jakimkolwiek schronieniem: jaskinią, wydrążonym pniem drzewa, kotlinką. Okolicę rozświetlała łuna rozbitego frachtowca, oraz bioluminescencyjna flora planety. Ray na wszelki wypadek włączył też latarkę, którą miał na czole hełmu. Obawiał się zwierząt, obawiał się chłodu.
- Pomóż mi znaleźć schronienie. - poprosił Gamorreanina. Zagubienie i bezsilność pozbawiały go ducha.
Postacie aktualne:
Rayleigh Silvano - Gwiezdny podróżnik

Poprzednie postacie:
Jac Randall - Hapanin; Starszy Szeregowy w 165 Grupie Do Zadań Specjalnych, Grupa Operacyjna "Mgła" - KIA
Desmond Ivey - Pół-Echani; Uczeń Jedi - zginął podczas bombardowania Coruscant
Fenn Mereel - Mandalorianin; Łowca Nagród, alor klanu Mereel - ash'amur (poległ)
Krusk Sel'thar - Bothanin; Kapitan Floty Nowej Republiki, Republic Class Star Destroyer "Invincible" - KIA

Aldo Cohl - Mirialanin; Mechanik - zginął zastrzelony przez Imperialnych
Awatar użytkownika
Fenn Mereel
Gracz
 
Posty: 603
Rejestracja: 6 Lut 2010, o 12:59
Miejscowość: Warszawa

Re: [Ugah'Uaulk] - Dzicz

Postprzez Mistrz Gry » 9 Lis 2018, o 10:38

Istoty patrzyły się na człowieka, który zdawał się rozumieć co trzeba było robić. Niczym światełko w tunelu prowadził zabłąkane owieczki w jakimś kierunku. Choć Ray czuł coraz bardziej wszechogarniającą beznadziejność i brak perspektyw, poczucie władzy jakoś delikatnie osładzało sytuację. Ci ludzie patrzyli na niego jak w obrazek. Ważne, że Silvano dawał im poczucie, że wie co robi, że znajdą schronienie, że przeżyją. Nikt nie oponował. Wszyscy chcieli współpracować, aby przetrwać. Gammorean nie mógł się wysłowić w basicu, ale łapał o co chodzi. Jak na osobnika swej rasy był dość wychudzony, ale wciąż masywny i słusznej budowy. Zapasy w postaci ciała najwidoczniej pozwoliły mu zachować jakąś kondycję w trudnych warunkach niewolnictwa. Na komendę zareagował od razu. Ruszył przodem.

Godzina błąkania się po bzyczącej dziczy, zdawała się nawiedzać umysł człowieka. Nikt nie wiedział co kłębiło się w otchłani jego myśli. Nikt o tym nie pomyślał, że mógł wątpić. Był przywódcą wybranym przez los. Był ich jedyną nadzieją i nawet nie zwracali uwagi na to, że szukali właściwie na oślep.
Silvano szybko się przekonał, że włączenie latarki nie było najlepszym pomysłem. Duże owady zaczęły na niego szarżować jakby czegoś chciały. Wyłączył ją jak tylko pokaźny okaz odbił się rozpędzony od jego twarzy. Dostrzegł w pewnej chwili oblicze owada. Jego przerażające szczęki sugerowały że mógł solidnie ugryźć, duża niebieska siatka oczu napawała obrzydzeniem, podobnie jak długi, czarny, gruby odwłok. Nie wiedział, czy potrafił ten ów okaz dzikiej natury użądlić, nie dostrzegł szpikulca. Nie chciał się przekonywać. Czym prędzej zgasił latarkę widząc, że wabi to dominujące w powietrzu owady. Musiał póki co polegać na luminescencji otaczających go roślin.

Szukał i w końcu znalazł. Schronienie pod drzewem w podziemnej półce między pokaźnymi kamieniami. Korzenie oplatały całe miejsce. W środku również niczym kolumny pomieszczenia, przebijały się przez skałę podłogi, gdzieś daleko w dół. Teraz Ray dostrzegł, że teren jest mocno skalisty i mimo to wyrosła tu specyficzna dżungla. Pomieszczenie zdawało być cieplejsze, ale skrajnie ciemne. Lud wszedł do środka by spocząć i jakoś się ułożyć, odetchnąć po trudach.
Gammorean zaczął zbierać trawę i pnącza, by pozatykać luki między korzeniami i skałą. By uformować jedno wejście, które też chciał zasłonić. Zbierał patyki i tworzył wiązankę z nich, by z prowizorycznej deski zrobić zasłaniane wejście do schronienia. Ray dopiero wtedy zapalił ponownie światło, które tylko nieznacznie przeciskało się przez zasłonięte luki i wejście. Dwie ludzkie kobiety pokładały się ze skrajnego wymęczenia. Prawdopodobnie nie przeżyją nocy. Reszta jako tako trzymała się blisko siebie. Różnice rasowe szybko przestały mieć jakiekolwiek znaczenie. Znalazł schronienie to się liczyło.

Silvano zasiadł na kamieniu, obolały, zmęczony... musiał coś obmyślić. Jakiś czas później usłyszał kroki nadchodzących. To był Choan i Trandoshan.
Rzeczywiście gad był łowcą, zgodnie z ich tradycją rasy. Nawet coś przynieśli. Były to... te wszechobecne owady. Nawet martwe napawały obrzydzeniem. Zebrali ich całą prowizoryczną siatkę, na szybko zrobioną z pnączy.
- Ghark jest łowcą. Trandoshanie widzą w ciemności lepiej i dopatrzył się, że te owady mogą być łupem. Jak zbiorą nektar... są nawet smaczne - skomentował Choan, którego widać było zmęczenie zaczęło łapać. Trandoshan zaś zaskrzeczał jakieś inne Ghark, kiedy ten wypowiedział najwidoczniej jego imię.
- Gahrr'akr się nazywa - poprawił się Echani, kiedy to kilka istot z ocalałych zbliżyło się by zobaczyć łupy myśliwych.
- Jest tego trochę, ale nie starczy dla wszystkich... - powiedział ciszej Choan.
- Nie znamy tej dziczy... może lepiej poczekać na dzień? Czy może jeszcze zapolujemy na kilka owadów? Słyszałeś te jęki w oddali? Z pewnością jest tu większa zwierzyna.

Polujesz, czy organizujecie się. Jeśli nie polujesz. To komu nie dasz pożywienia? Musisz wtedy wybrać sześć istot. Jeśli polujesz robisz rzut 3k6 o takich efektach.
- za każdy wynik 1 - nic
- za każde kolejne oczko jeden owad upolowany (maksymalnie 15, za trzy szóstki)
- za każdy wynik 6 - przykuwacie uwagę dżungli ku sobie i w zależności ile szóstek, taka skala niespodzianek(obrażeń z reguły i kłopotów) was czeka. Przy trzech szóstkach będzie przesrane ^.^
W przypadku polowania, pierw rzut, a potem opis, który kończy się na złapaniu określonej liczby stworzeń i kierowaniu się z powrotem do kryjówki. Liczę na opis jak zabierasz się do złapania tych insektów.
Jeśli nie polujesz zakończ post na próbie oddania się snu, ustawiając też odpowiednio warty. Nie opisuj nadejścia dnia.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6123
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Ugah'Uaulk] - Dzicz

Postprzez Fenn Mereel » 9 Lis 2018, o 21:34

Jakimś cudem los uśmiechnął się do nich i Gamorreanin okazał się być doskonale zaznajomiony z życiem w lesie. Bardzo szybko udało mu się przystosować prowizoryczne schronienie, tworząc coś w rodzaju lepianki. Było w niej przytulnie, chroniła przed wiatrem i możliwe, że również przed deszczem. To było najlepsze czego mogli oczekiwać.
- Dzięki. - podziękował knurowi włączając lampkę w hełmie i stawiając go na środku lepianki, aby mogli cokolwiek widzieć.
Adrenalina znowu opadła, Raya zmogło na tyle, że aż przysiadł na kamieniu. Dopiero teraz poczuł zmęczenie, głód, pragnienie. Wcześniej ściśnięte w najdalszy kąt jego jaźni przez stały dopływ hormonu niebezpieczeństwa, uderzyły ze zdwojoną siłą. Westchnąwszy głośno przyjrzał się grupce nieszczęśników, która została z nim uwięziona na tej nieznanej mu planecie. Instynktownie sięgnął językiem ku wybitemu kłu i ukruszonej czwórce.
Mieli sporo ludzi i twi'lekan. Gammoreanina, Echaniego, Trandoshanina, małych krasnali takich samych których widział pracujących w stoczniach remontowych Eriadu. Pamiętał, że słyszał o nich jakimi pracowitymi istotami są. Przeniósł wzrok dalej, zauważając Givina. Nagle w jego głowie zajaśniał promyk nadziei. Wszyscy Givini byli doskonałymi matematykami! Znał jednego astronawigatora Givina, który wciąż chwalił się że osobiście wylicza obliczenia skoku i nie używa komputera nawigacyjnego. Możliwe, że mieli szansę dowiedzieć się, gdzie są! Potem dojrzał skuloną w rogu, przytuloną rodzinkę Squibów. W kosmoporcie Eriadu było ich mnóstwo. Gryzonie były łowcami złomu, potrafiącymi sklecić coś z niczego. Płomyk nadziei rozbłysł mocniej. Pierwszy raz od wielu lat nie przeklinał swojej pracy na ciężkich frachtowcach. Bez niej nie wiedziałby nic o galaktyce i istotach ją zamieszkujących.
W tym momencie do lepianki weszli Choan Hsu i Trandoshanin. Przynieśli ze sobą jedynie widziane wcześniej owady. Ray modlił się, by nie musieć ich jeść, ale z drugiej strony kiszki mu marsza grały.
- Dzięki. - kiwnął głową Echaniemu i Gahrr'akrowi. Już drugi raz dzisiaj dziękował prosto z serca. Żałował tylko, że to on musi podjąć trudną decyzję.
- Posłuchajcie wszyscy. Tego wieczora niestety zjedzą nieliczni, przepraszam. Jutro poszukamy jedzenia dla wszystkich i sprawdzimy, czy pożar wygasł. Postaramy się wygrzebać cokolwiek przydatnego ze statku. - podał po jednym owadzie Choanowi Hsu, Trandoshaninowi, oraz Gamorreaninowi. Podszedł do Givina.
- Jestem Ray. Podobno dobrzy z was matematycy, zacznij więc obliczać gdzie możemy być. Wydaje mi się, że cztery dni temu wystartowaliśmy z Dantooine, kierowaliśmy się na... Toydarię, tak, na Toydarię. Statek miał 3 klasę hipernapędu. - starał się przypomnieć sobie wszystkie szczegóły na temat tej nieszczęsnej przygody, która sprowadziła ich w to miejsce. Pozostały mu dwa robale. Stanął przy rodzinie Squibów.
- Kiedy pożar wygaśnie będziemy potrzebować waszej spostrzegawczości i sprytu. Widziałem już kiedyś jak pracują Squibowie, będziecie nam bardzo potrzebni. - nie dał im jednak owada.
Dał go najzdrowiej wyglądającej dorosłej osobie spośród reszty. Potrzebowali jeszcze jednej pary rąk do jutrzejszego polowania. Kiedy racje były już rozdane, wskazał na Gamorreanina.
- Ty druga warta, Choan Hsu trzecia. Ty... - wskazał na trandoshanina. - Ty czwarta, obudź mnie wraz ze świtem. Pójdziemy razem zapolować. Ja biorę pierwszą wartę. Choanie, jak tylko wstaniesz weź ze sobą Gamorreanina i poszukajcie wody. Najsilniejszy z reszty zostanie na straży. - usiadł w drzwiach, zamknął na chwilę oczy. Zginie tutaj, jak nic wszyscy tutaj zginą. Wpakował sobie robala do ust, rozgryzł szybko powstrzymując odruch wymiotny i łyknął. Wbrew rozmiarom posiłku, poczuł się całkiem najedzony. Musiał się skupić, odrzucić złe myśli zanim pociągną go w dół. Nie mógł myśleć o tych, których nie nakarmił. Musiał zapomnieć o umierających z wycieńczenia dwóch kobietach. Wszystkich nakarmi jutro, niech tylko przeżyją noc. Błagam, niech tylko przeżyją noc.
Wrócił pamięcią do twarzy wszystkich ludzi, których zabił kilka godzin temu. Nieważne ile się zapewniał, że byli najgorszymi szumowinami galaktyki, że dobrze się stało. Czuł się mordercą, jednak czuł się też wojownikiem bo tak Ona określała wszystkich, którzy poświęcili się praktyce Teräs Käsi. A chyba wojownicy powinni chronić słabszych za wszelką cenę? Nic już nie wiedział.
Na szczęście medytacja pomogła mu wyciszyć umysł. Po upłynięciu swojej warty obudził Gamorreanina i sam położył się na mchu. Zasnął w sekundę.

Przez tego najsilniejszego mam na myśli tego, któremu dałem jedzenie.
Postacie aktualne:
Rayleigh Silvano - Gwiezdny podróżnik

Poprzednie postacie:
Jac Randall - Hapanin; Starszy Szeregowy w 165 Grupie Do Zadań Specjalnych, Grupa Operacyjna "Mgła" - KIA
Desmond Ivey - Pół-Echani; Uczeń Jedi - zginął podczas bombardowania Coruscant
Fenn Mereel - Mandalorianin; Łowca Nagród, alor klanu Mereel - ash'amur (poległ)
Krusk Sel'thar - Bothanin; Kapitan Floty Nowej Republiki, Republic Class Star Destroyer "Invincible" - KIA

Aldo Cohl - Mirialanin; Mechanik - zginął zastrzelony przez Imperialnych
Awatar użytkownika
Fenn Mereel
Gracz
 
Posty: 603
Rejestracja: 6 Lut 2010, o 12:59
Miejscowość: Warszawa


Wróć do Przestrzeń Huttów