Content

Przestrzeń Huttów

[Nar Shadda] - Kto pierwszy, ten lepszy

Image

[Nar Shadda] - Kto pierwszy, ten lepszy

Postprzez Mistrz Gry » 30 Maj 2019, o 11:16

IG-102 przylatuje z nieznanej przestrzeni

Droid przeszedł do mostka kapitańskiego, skąd przez iluminatory miał widok na księżyc. Nie, żeby widok mógł zrobić na nieorganicznej istocie jakieś wrażenie, MagnaGuard chciał jednak dobrze zapamiętać, gdzie ląduje.
Bez większych przeszkód weszli w atmosferę, przeszli przez pierwszą kontrolę i lecieli dalej, ponad bezkresnym molochem.
Mijali w dole dzielnice wszelkiego rodzaju. Zwykłemu człowiekowi mogłoby zakręcić się w głowie od nadmiaru budynków, neonów i nisko latających pojazdów. Na szczęście droid nie miał tego problemu.
Zwolnili w sektorze, który z daleka wyglądał na bogatszy. Wieżowce były zadbane, błyszczące durastalą i ogromnymi iluminatorami. Lądowisko, na które zaczęli osiadać, było położone na tyle wysoko, że nie było z niego widać dolnych i ciemniejszych poziomów miasta.
Gridley sprawnie posadził statek. Kiedy tylko wyłączyli silniki, z wejścia do wieżowca wybiegło kilku ludzi. Część z nich była w mundurach, pozostali w pancerzach, które wyglądały nawet na porządne. Ci drudzy trzymali w rękach karabiny blasterowe.
Kiedy komando wyszło ze statku, na lądowisko wszedł kolejny mężczyzna. Siwe włosy miał ścięte na jeża, brodę gładko ogoloną. Spod krzaczastych brwi spoglądały na nich małe, głęboko osadzone oczy. Jego twarz znaczyły liczne szramy, nie wyglądały one jednak na blizny.
Mężczyzna był potężnie zbudowany. Mięśnie ramion i klatki piersiowej grały mu pod ubraniem podczas chodzenia, co groziło rychłym popękaniem szwów koszuli. W ustach natomiast trzymał krótkie, widocznie wielokrotnie palone cygaro.
Bez większych wyjaśnień czy wylewności podszedł do Gridley'a i uścisnął mu rękę.
- Witamy na Księżycu Przemytników - powiedział, uśmiechając się półgębkiem - Zapraszam do mojego biura.
Ruszyli zatem za nim. W tym czasie część ludzi, która ich nie eskortowała, zajęła się sprawdzaniem statku. Jednak nikt nie zabrał im broni, którą mieli przy sobie.
Poprowadzono ich do dużego gabinetu. Mężczyzna usiadł przy swoim biurku i wskazał im przygotowane krzesła, ustawione w półokręgu. Za plecami gospodarza umieszczone było ogromne okno z widokiem na czubki budynków wokół wieżowca.
- Nazywam się Berret Web - podjął ich gospodarz - Wasz nowy pracodawca. Mam dla was szczegóły zlecenia, bo skoro tu jesteście i z własnej woli poddaliście się kontroli, to liczę na owocną współpracę.
- Wiecie już, że waszym celem są Kasjusz i Ankolis. Macie ich sprowadzić żywych, dlatego też jest to zadanie niełatwe. Ci dwaj byli zamieszani w planowany napad na pewne kasyno. Udało mi się dostać do grupy, która to planowała, ci dwaj jednak uciekli. I tutaj zaczyna się wasze zadanie.
Mężczyzna podał plik kartek Cassinowi, a ten puścił je w obieg. Były tam zdjęcia poszukiwanych oraz dane miejsc ich ostatnich pobytów.
- Skoro byli w stanie uciec przede mną - zaczął ponownie, zaciągając się cygarem - To znaczy, że mają jakiegoś potężnego sojusznika. A moi przełożeni nie chcą przykładać ręki do czegoś, co może zepsuć kontrakty ich przełożonych. Skomplikowane, ale tutaj tak to działa. Dlatego sprowadziliśmy was. Jeśli potrzebujecie jeszcze jakichś informacji, jestem do waszej dyspozycji.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6601
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Nar Shadda] - Kto pierwszy, ten lepszy

Postprzez Sskirt » 17 Lip 2019, o 15:10

Oprogramowanie nasunęło droidowi skojarzenie, że powierzchnia Nar Shadda dość mocno przypomina tą, jaką miał okazję rejestrować podczas ataku na Coruscant. Podobne wysokie budynki, sznury pojazdów i rozświetlane neonami ciemności niższych poziomów aglomeracji.
Nawet grupka istot, która wyszła im na przeciw miała wiele analogi z tą, na którą natrafili, gdy lądowali w hangarze, żeby porwać z bunkra ówczesnego kanclerza. Byli nienajgorzej zorganizowani i nieźle wyposażeni, a nawet też pilnowali kogoś na te standardy ważnego. No i tu podobieństwa się kończyły, bo wtedy wystarczyło dojść po trupach do niezbyt odległego celu, a teraz dopiero zaczynali swoje poszukiwania. No i nie byli w stanie obracać w peżynę powierzchni planety. Nawet punktowo.
Normalna istota, członek drużyny w dodatku, pewnie nie wepchnęła by się bezczelnie ze swoją wypowiedzią przed wypowiedź kapitana tejże i to bez narady z nim. Robot jednak nie odczuwał, żeby te zasady w jakichś sposób na nim ciążyły, to też po utworzeniu do pamięci kopi puszczonych w obieg dokumentów sformułował pytanie.
- Mówiłeś o grupie, czy to oznacza, że złapaliście jej resztę? I - dodał po chwili z wyczuwalnym akcentem na pierwszym słowie - właściwie przesłuchaliście? To w końcu byłoby źródło informacji o ich wspólnikach
Wielowątkowe oprogramowanie droida równolegle do rozmowy zabrało się za analizę skopiowanych wcześniej kartek, zwracając szczególną uwagę, czy nie powtarzają się jakieś miejsca lub typy miejsc, gdzie byli oni widziani. Pewna uwaga została też przypisana do sprawdzenia co reprezentują sobą jeśli chodzi o aspekt miliarny, czyli w walce.
- Zasadniczo przydałaby się też wiarygodna mapa okolicy, jako osoba obracająca się tutaj na pewno masz coś takiego.
Image
Awatar użytkownika
Sskirt
Gracz
 
Posty: 196
Rejestracja: 3 Sie 2016, o 21:59
Miejscowość: Września

Re: [Nar Shadda] - Kto pierwszy, ten lepszy

Postprzez Mistrz Gry » 19 Lip 2019, o 10:24

Gridley rzucił droidowi spojrzenie spode łba, ale kiedy wysłuchał jego pytań widocznie stwierdził, że lepszych by nie zadał, dlatego wzruszył ramionami i czekał spokojnie na odpowiedź. A IG-102 zarejestrował sobie, że jak na przywódcę, Gridley niezbyt umie dbać o dyscyplinę we własnym oddziale.
- Grupa, o której mówię - odparł Web - Została wyeliminowana zgodnie z naszymi procedurami.
Droid, po powierzchownej analizie tych słów łatwo wywnioskował, że owa grupa do żywych nigdy nie wróci.
- Ale - kontynuował Barret - Przesłuchaliśmy jedną osobę, zanim... dołączyła do reszty swoich ziomków. Od niej też dowiedzieliśmy się, że w grupie są jeszcze Kasjusz i Ankolis. I od niej pochodzą informacje, które wam przekazałem.
- Mapę oczywiście mam - podał Gridley'owi niewielki chip - Zaznaczono na niej miejsca, w których ostatnio pojawiali się poszukiwani oraz dane o wspomnianych miejscach, lokalach bądź ich właścicielach.
Gridley schował mapę, a IG-102 tymczasem skupił się na analizie poprzednich danych.
Szybko zauważył, że Kasjusz i Ankolis najczęściej widywani byli w nocnych klubach i barach. Nie dziwiło go to, bo w końcu jeśli byli w i d z i a n i, to na pewno w miejscach publicznych, ale wskazywało to chociaż, jakie miejsca preferują. Albo jakich znajomych do pomocy mają.
Ostatnim miejscem, w którym widziano ich zaledwie wczorajszego wieczoru, był bar "Brzdęk". Świadek, który udzielił informacji, widział dwójkę mężczyzn wchodzących na zaplecze. Wychodzących nie widział.
Całą analizę przeprowadził dosłownie w kilka sekund, nie odwracając uwagi od toczącej się jednocześnie rozmowy:
- Jedna rzecz mi nie pasuje - odezwała się Ayanami - Skoro dorwaliście tak łatwo całą grupę, dlaczego ciągle wymyka wam się ta dwójka? Dlaczego musieliście posłać aż po nas?
Barret Web uśmiechnął się obrzydliwe, ssąc cygaro.
- Jest to jedna z rzeczy, które staramy się ustalić - odpowiedział - Też chciałbym wiedzieć, jakim cudem w jednej chwili mamy świeże informacje, o miejscu ich pobytu, a kiedy grupa uderzeniowa ląduje na miejscu, chłopaczków już nie ma. Podejrzewamy - przełknął ślinę. Przerwa w zdaniu była niezauważalna dla człowieka. Ale nie droida - Podejrzewamy, że pomaga im ktoś wysoko postawiony, albo że korzystają z pomocy półświatka. W każdym razie sprawnie się organizują i równie sprawnie wodzą moich ludzi za nos. Mamy tylko nadzieję, że nie spodziewają się zatrudnienia przez nas kogoś takiego, jak wy.
Web spojrzał po twarzach zebranych przed nim łowców.
- Potrzeba wam czegoś jeszcze? Kiedy chcecie zaczynać akcję?
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6601
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02


Wróć do Przestrzeń Huttów

cron