Content

Archiwum

[Zordo's Haven] Kantyna "Zordo's Den"

Re: [Zordo's Haven] Kantyna "Zordo's Den"

Postprzez Reiner Spark » 24 Maj 2013, o 00:33

W klubie panował spory tłok. Nieogolony mężczyzna w średnim wieku zasiadał samotnie przy stoliku, nieco na uboczu rozglądając się po lokalu z umęczonym wyrazem twarzy.
Od trzech dni Reiner Spark znajdował się na Zordo's Haven. Odkąd zaczął robić w tym gównianym interesie, jeszcze nie zdołał znaleźć odpowiedzi na nurtujące go pytanie: czemu Huttowie, śmierdzące i obrzydliwe ślimaki, zawdzięczali swój sukces w gangsterskim światku.
- Kurwa - zaklął, gdy wyciągając kolejnego papierosa z opakowania, zdał sobie sprawę, że zostały mu już tylko dwa. Oczywiście miał kilka dodatkowych paczek w torbie, która teraz wisiała na oparciu kantynowego krzesła, jednakże sam fakt, iż każdą kolejną spalał w szybszym tempie niż poprzednią, nie był satysfakcjonujący.
Gęsty dym zawisł przez chwilę nad stolikiem Reinera. Najemnik przyglądał się jak obłok zmienia kolor pod wpływem przecinających go świetlistych promieni padających z lamp. Głupie uzależnienie miało swe korzenie jeszcze w czasach, gdy był imperialnym sługusem, nigdy jednak nie próbował go rzucić. Zbyt to lubił.
Blondynka o krągłym tyłku i czarnych oczach spoglądała na niego uwodzicielsko, opierając się o blat baru. Z początku kompletnie jej nie skojarzył, lecz w końcu błysnęły mu przed oczami wspomnienia wczorajszej nocy.
- Ach, tak... - mruknął pod nosem z zadowoleniem, będąc dumny z siebie. Raz na jakiś czas zdarzało mu się kompletnie zniszczyć, czego następnego dnia załował, lecz wczoraj widocznie dokonał całkiem dobrego wyboru. Dzisiaj jednak obiecał sobie wrócić w końcu do interesów. Jeszcze kilka dni spędzonych na bezczynnym siedzeniu i trwonieniu pieniędzy, doszczętnie wyczyściłoby mu konto. Za cholerę jednak nie chciało mu się ruszyć dupy z wygodnego fotela, a tępy ból głowy po niedawnym balu wcale mu nie pomagał. Wypełnił więc płuca ponownie sporą dawką substancji smolistych, po czym pociągnął łyka "martwego Jedi", który obecnie miał za zadanie postawić Reinera na nogi.
Stoczywszy w głowie bitwę na argumenty za i przeciw podniesieniu się z miejsca, musiał przyznać tym drugim, że zdecydowanie przeważyły.
Image
Awatar użytkownika
Reiner Spark
Gracz
 
Posty: 121
Rejestracja: 25 Lis 2012, o 14:03
Miejscowość: Kraków

Re: [Zordo's Haven] Kantyna "Zordo's Den"

Postprzez Arish Maldare » 24 Maj 2013, o 11:46

"Stuk. Stuk. Stuk." - Zadźwięczała myśl. Denerwujące.
Trudno jest zapanować nad odruchami i nawykami. Jeszcze trudniej walczyć z uzależnieniami i pokusami. Zwłaszcza tutaj. Kolorowy klub znajdujący się na stacji marzeń. Przynajmniej tych powierzchownych. Dlaczego w myślach wybijała rytm kroków, jakby szła na obcasach? Może dlatego, że zawsze tak ubierała się do klubów? Może z tęsknoty za dawnym stanem rzeczy? A może po prostu starała się zagłuszyć niepokój?

Mruknęła pod nosem, gdy weszła do wnętrza lokalu. To nie tak, że nie spodziewała się tłumów. Po prostu nie była przygotowana na takie stężenie wszelakich istot. To utrudniało całe zadanie. Westchnęła głęboko i podrapała się po policzku. Dmuchnąwszy w chabrowe włosy, szarpnięciem poprawiła skórzaną kurtkę narzuconą na luźną koszulkę. Czerń. Kolor nie pasujący do Zeltron, a jednak od bardzo dawna jej ulubiony. Nowe ubrania były dość wygodne, choć ta obróżka, czy cokolwiek to było, niekoniecznie jej pasowała, ale jak mus to mus.

Wsunęła się między tańczących z wprawą stałej bywalczyni klubów. Tu się obróciła, tam zrobiła kilka kroków, gdzieś indziej stuknęła kogoś ramieniem i już przebiła się przez tonącą w pląsach masę. Dziś nie mogła się bawić. Dobre wrażenie - to sobie powtarzała. Utknąwszy na stacji na kilka dni zdążyła się wyszaleć. Jakimś cudem udało jej się też nie przegrać całego majątku. Sukces.

Usiadła przy barze i spojrzeniem zachęciła barmana do podejścia.
- Je... d... - Zawahała się. - Daj mi raz "Martwego Jedi" - Położyła przed mężczyzną kilka monet o odpowiednich nominałach i westchnęła. Nie mogła też planować upijania się. Z resztą dla Zeltron to i tak niemal niewykonalne... przynajmniej przy jej obecnych finansach.

Czekając na zamówienie rozejrzała się leniwie przybierając zarazem pozę mówiącą "Nie zbliżaj się. Gryzę." DL-22 mogące, w tym przypadku, spełniać funkcję przysłowiowych zębów znajdował się przy pasku, w kaburze. Niestety zakaz strzelanin nieco ograniczał możliwości potencjalnych gróźb. Cóż. Oby szybko Lidia się tu zjawiła. Na ułamek sekundy jej wzrok padł na mężczyznę przy stoliku, ale nie zainteresował jej w żaden sposób. Przynajmniej na razie, szukała bowiem swej przyjaciółki...
"Gdzie jesteś..."
Image
Awatar użytkownika
Arish Maldare
Gracz
 
Posty: 56
Rejestracja: 20 Sty 2013, o 17:10

Re: [Zordo's Haven] Kantyna "Zordo's Den"

Postprzez Zung'inn » 24 Maj 2013, o 19:32

Próg kantyny przekroczył rosły, zakapturzony mężczyzna. Ruszył powolnym krokiem w stronę baru, na jego piersi widać było lekki pancerz bojowy. Kiedy światło padło na jego twarz, klienci baru lekko się zdziwili, na jego twarzy była maska. W sumie ten osobnik wyglądał zabawnie, przyszedł do baru, w masce, z kapturem na głowie, czyżby chciał ukrywać swoją brzydką mordę ? A może zaraz ją zdejmie i okaże się, że jest jakimś pieprzonym mieszańcem ?
Dziwny osobnik stanął w końcu przy barze, jego wzrok powędrował po całym miejscu. Dziś w Zordo's Den były tłumy, Rodianie, ludzie, znalazłby się nawet Wookie albo Trandoshanin. Zamaskowany osobnik wyciągnął coś z kieszeni i rzucił na ladę, barman od razu wiedział co mu podać, było to trochę dziwne, ale może mężczyźni znali się już wcześniej ? Może ten zamaskowany typek bywał już u Zorda ? Sprzedawca mówił coś, a Ci, którzy mieli niezły wzrok mogli zobaczyć, że pod maską też się coś porusza...
Blake oparł się o blat i, korzystając z dziury w masce, pociągnął łyk zamówionego drinka. Barman znał go i wiedział, że ten człowiek nie lubi nudnych pogawędek, poczekał więc na pytanie lub odejście zamaskowanego mężczyzny. W końcu pytanie się pojawiło:
- Zmieniło się coś od mojej ostatniej wizyty ?
Człowiek za ladą szukał słów, konkretów, na jego czole zaczął pojawiać się pot. Goście kantyny musieli nieźle się zdziwić albo w końcu poznali jednego z łowców nagród, który od czterech lat pracuję dla Hutta Zordo. Szklanka wylądowała na blacie, pusta, a spod maski na barmana spojrzały błękitne jak niebo oczy. Mężczyzna powstrzymał dreszcz i powiedział:
- Ni...eeee... Nic się nie zmieniło, Zor...do czekał na Ciebie, narzekał coś, że ta robota zajmuję Ci zbyt dużo czasu...
Gdyby maska nie zasłaniała sfatygowanej twarzy Blacka, uśmiech, który właśnie się na niej pojawił wyglądał by dość... strasznie... lub dziwacznie. Zamaskowany wziął jeszcze dwa swoje drinki i rozglądnął się nad miejscem do spokojnego ich wypicia. Jego uwagę przykuł jeden dziwny mężczyzna, w kapeluszu, palący papierosa, jednak szybko o nim zapomniał i przepychając się dotarł do jednego z zacienionych stolików.
Image
GG: 31272337
Awatar użytkownika
Zung'inn
Gracz
 
Posty: 72
Rejestracja: 2 Kwi 2012, o 22:13
Miejscowość: Kraków

Re: [Zordo's Haven] Kantyna "Zordo's Den"

Postprzez Arish Maldare » 25 Maj 2013, o 20:23

Otrzymawszy swego drinka, powąchała go oceniając trunek. Nie pachniał tak źle. Właściwie, nawet kusił, a to niedobrze. Mógł bowiem zachęcić ją do kupna kolejnego. Zanurzyła w nim usta i wypiła drobny łyk. Doszukiwała się w smaku, posmaku i sile alkoholu jakiś wad, byleby się zniechęcić. Niestety - daremnie. Martwy Jedi był wart swej ceny i już teraz mogłaby założyć, że z chęcią wypiłaby jeszcze trzy. Pozostawał jej niewielki wybór. Odstawiła napitek na ladę i sięgnęła po swój cyfronotes. Raz jeszcze rozejrzała się bo klubie i w końcu, opierając się plecami o kontuar, połączyła się z Holonetem by wysłać wiadomość tekstową Lidii. Nigdy nie znała się na tym wszystkim specjalnie dobrze, ale takie podstawy opanowała. Stukając w holoklawiaturę rzuciła okiem na wejście. Akurat wtedy wkroczył nowy przybysz. Poświęciła mu znacznie więcej uwagi niż reszcie. Głównie ze względu na maskę.

"Mój statek znajdziesz w hangarze 16 miejsce 13B. Jeśli nie pojawię się tam w ciągu kilku godzin to spodziewaj się mnie z "rana". A."

Przycisnęła wyślij i raz jeszcze zerknęła na zamaskowanego. Oczywiście, przez jej myśli przebiegło podejrzenie, że jest paskudem, albo jakim mieszańcem, ale pojawiła się też inna wizja. Maska to sposób na zakrycie szpetnych blizn czy twarzy lub na pozostanie incognito. Dopiero, gdy "przypadkiem" przysłuchiwała się wymianie zdań z barmanem, przesuwając zarazem, bez celu, palcem po notatkach technicznych Koszmaru, wyciągnęła ostateczny wniosek.

"Stały bywalec, acz budzący strach. Zakrywa twarz, nosi broń i pancerz. Najemnik albo łowca. Najemnicy nie chowają twarzy, zazwyczaj chcą być rozpoznawalni. Łowcy również, stąd mają pewne charakterystyczne barwy czy ubiory. To może być jedno z nich. Ewentualnie jakiś przemytnik, ale nikt nie obawia się takich istot. Ktoś niebezpieczny. Bez wątpienia jakiś łowca. Tak. To musi być to."

Co ona właściwie robi? No tak. Zbiera informacje. Od pewnego czasu miała przestój w swej krucjacie i to, w pewien sposób, na nią oddziałuje. Sięgnęła po swego drinka i wyłączyła cyfronotes, by następnie go schować. Rzuciła okiem na ladę. Obok kieliszka została pięciokredytówka. Musiała coś źle policzyć. Miło z ich strony, że wydali. Obróciła monetę w palcach, a następnie po zewnętrznej części dłoni. Nauczyła się tego kiedyś, gdy składała swoje "domówki", na zlecenie gangu. Zręczne palce potrafią zdziałać cuda.

Przez moment zapatrzyła się na własną dłoń obracającą monetę i uśmiechnęła się kącikiem ust. Zerknęła na siedzącego nieco na ukos od niej, w głębi klubu, palacza, na którego patrzyła ta szmatowata blondi. Dlaczego zapamiętała jego twarz? Było wielu przystojniejszych od niego, wielu, z pewnością, bogatszych i jeszcze więcej po prostu ciekawszych, a jednak... jednak zapamiętała jego. Konkurencja z lafiryndą z baru? Nie... niemożliwe. Blondyneczka nie miałaby szans z Zeltronką. Migające światła, ogólny gwar, papierosowy dym i alkohol przeszkadzały się skupić. Wiedziała, że patrzy na niego zdecydowanie za długo. Z tego powodu oderwała wzrok i rozejrzała się za zamaskowanym łowcą. Dopiero, gdy odnalazła go wzrokiem uświadomiła sobie co też przyciągało ją do tamtego mężczyzny. Był to wewnętrzny konflikt. Stary, dawny odruch i nowe postanowienia. Otóż, w jej opinii, facet wyglądał jak frajer. Jak ktoś kogo można naciągnąć na kilka drinków, jak typowa ofiara gangów, która w swym zgnuśniałym życiu nie jest w stanie spojrzeć dość szeroko by wyrwać się z zaciskających się wokół niego szponów. Siedział sam, o zmęczonej twarzy, co najmniej o połowę starszy od niej, a przynajmniej takie sprawiał wrażenie. Współczuła mu.

- Cholera - Mruknęła pod nosem, zdając sobie sprawę, że teraz zamyśliła się patrząc na zamaskowanego. Nie szukała kłopotów, a te mogły ją znaleźć w każdej chwili. Sięgnęła po drinka i z dezaprobatą oceniła jego ilość. Przybrała pozycję głoszącą tym razem: "Lubisz hazard? Postaw mi drinka i zobaczymy, może coś wygrasz". Może ktoś się nawinie... miała ochotę spić się do nieprzytomności, przespać się z kimś, bez znaczenia jakiej płci, i zostawić tę istotę z samego rana, wymykając się nim ta się obudzi. Czemu nie ubrała się normalnie? Zamiast wyzywającego stroju - ponure barwy i ubranie sugerujące, że łatwiej dostać w pysk niż dojść choć do pierwszej bazy. No i te płaskie, cholerne buty.
"Stuk. Stuk. Stuk." - Zadźwięczała myśl, Arish zaklęła w duchu.
Image
Awatar użytkownika
Arish Maldare
Gracz
 
Posty: 56
Rejestracja: 20 Sty 2013, o 17:10

Re: [Zordo's Haven] Kantyna "Zordo's Den"

Postprzez Reiner Spark » 26 Maj 2013, o 20:47

Rozwalony na krześle Reiner lekko zezując, spoglądał na czubek szluga, gdzie jaśniała żarząca się końcówka. Tu na stacji, gdzie słońce nie wyznaczało pór dnia, każdy miał swój własny, wewnętrzny zegar, który określał jak późno już jest. Dzięki temu w Zordo's Den zawsze było otwarte i zawsze byli tu ludzie, a ich natężenie zależało tylko od przypadku. Akurat dla łowcy, godzina była młoda i nie zamierzał szybko opuszczać knajpy, mimo tego ze przyszedł tu w celach nie rozrywkowych, lecz raczej zarobkowych. Zdążył jednak już zapomnieć o wcześniejszych założeniach, a jego myśli teraz krążyły wokół klienteli, która dopisywała.
Wzrokiem omiatał co chwilę bardziej wyróżniające się z tłumu okazy płci przeciwnej. Aż wtedy wzrok Sparka spotkał się ze spojrzeniem różowoskórej dziewczyny, Zeltronki. Mężczyzna lubił osobników tej rasy. Zwykle byli bardziej rozmowni i towarzyscy niż cala reszta. Ta jednak zaraz po felernym kontakcie wzrokowym, szybko odwróciła oczy. Reiner nie znał się na ludziach i nieludziach zresztą też, ale ta zdawała się być specyficzna, nieco inna niż jej pobratymcy. Nie trudno było to zauważyć. Na nieszczęście nieznajomej najemnika coś pchnęło do działania, westchnął i mruknął pod nosem:
- Jakby mi się tak chciało jak mi się kurwa nie chce to już dawno byłbym imperatorem.
Oczywiście w zyciu nie chciałby zostać imperatorem, aczkolwiek stwierdzenie to dodało mu nieco sił i podniósł się z fotela, zabierając ze sobą rzeczy. Karabin lekko zaciążył mu na plecach, gdy przewiesił go przez ramię. Nie miał nawet zamiaru jej podrywać, po prostu wydała mu się bardziej interesującą niż inne.
W drodze do baru odpalił kolejną fajkę, a kiedy był już koło Zeltronki usiadł na wysokim, obrotowym krześle obok.
- Miałem kiedyś przyjaciela...Hm... - podrapał się po dwudniowym zaroście - Nawet nie nazwałbym go przyjacielem, powiedzmy kumpel. Zresztą już nie żyje, wiec nie ma to większego znaczenia. Lubił narzekać, zawsze powtarzał, ze jest szarym człowieczkiem, że lepiej jest być pierwszym albo ostatnim, ale nie jednym z wielu. Zobaczyłem cie i przypomniałem sobie jego słowa. Zawsze uważałem się za niezbyt wyróżniającego, a jednak... - zaciągnął się, wypuścił dym z płuc i dopiero teraz spojrzał na kobietę uśmiechając się lekko - Zasłużyłem sobie czymś na Twoje spojrzenie. Oświeć mnie: czym ?
Image
Awatar użytkownika
Reiner Spark
Gracz
 
Posty: 121
Rejestracja: 25 Lis 2012, o 14:03
Miejscowość: Kraków

Re: [Zordo's Haven] Kantyna "Zordo's Den"

Postprzez Caleb Quade » 27 Maj 2013, o 22:11

Caleb Quade, Kirk Rinet, Terradon i Vaazan przenoszą się z [Zordo's Haven] Lądowiska.
Kompania złożona z dwóch ludzi, Togorianina i Verpina rozmawiając między sobą wkroczyła do Kantyny "Zordo's Den". Po krótkim zorientowaniu w sytuacji wszyscy skierowali się ku jednej z zacienionych i wolnych nisz w głębi sali. Quade usiadł pierwszy, pakując tyłek wgłąb kanapy. Za plecami miał ścianę to też zminimalizował ryzyko zajścia od tyłu do zera. Z resztą, burdy na stacji należały do rzadkości. Hutt surowo traktował Po jego prawej spoczął wysoki, kotopodobny Terradon, który nie odstępował swojego kapitana na krok. Kolejne miejsca zajęli pilot Kirk i głównym mechanik Vaazan. Caleb ściągnął z głowy swój kapelusz i rozparł wygodnie na siedzisku. Nie minęło wiele czasu gdy do loży zajętej przez piratów podeszła kelnerka o miłej dla oczu aparycji. Quade złożył zamówienie jako pierwszy:
- Stek z nefra, sałatka przyprawiona na ostro, kufel mocnego, zimnego piwa.
Kapitan nie zwracał większej uwagi co zamawiali jego towarzysze. Zaplanował trzydniowy postój i postanowił maksymalnie wykorzystać ten czas, a na Zordo's Haven możliwości do jego spędzenia było co niemiara. Kantyna była pierwszym miejscem na jego liście "miejsc do odwiedzenia".
Gdy kelnerka odeszła od stolika mężczyzna mruknął:
- Panowie, miejcie oczy i uszy otwarte. Ze stacji Zordo startuje sporo statków z cennymi towarami, które jak wiecie dla nas są źródłem zarobku...
Przeniósł wzrok na klientelę kantyny - szczególnie wypatrywał co bardziej urodziwych pań, których tu nie powinno braknąć, a które z chęcią posłuchały by opowieści o jego pirackich przygodach.
Image
Image
Awatar użytkownika
Caleb Quade
Gracz
 
Posty: 345
Rejestracja: 31 Gru 2012, o 00:10
Miejscowość: Kielce

Re: [Zordo's Haven] Kantyna "Zordo's Den"

Postprzez Kirk Rinet » 28 Maj 2013, o 20:52

Kirk usiadł na wolnym miejscu i smętnym wzrokiem obejrzał się dookoła. Wśród wszystkich miejsc w jakich zdarzało się im zatrzymywać, Zordo's Haven zawsze sprawiało najbardziej klaustrofobiczne wrażenie. Jak na człowieka, który potrafił wytrzymać ponad dobę w kabinie myśliwca, przejawiał dość dziwną niechęć do przebywania na stacjach kosmicznych. Ale w Zordo irytowało go zbyt jaskrawe to zbyt ciemne oświetlenie, wszechobecna ciasnota i pracujący dla Hutta ochroniarze. A najbardziej drażnił go fakt, że to właśnie tutaj leciał, kiedy cała jego poprzednia ekipa została zmasakrowana. Od tego momentu stacja kojarzyła mu się niezbyt pozytywnie. Ale Kirk nie był osobą, która potrafiła być skwaszona zbyt długo. Obdarzywszy wrogim spojrzeniem kilka przechodzących obok istot, rozpromienił się na widok kelnerki, przyjrzał się jej kształtom wzrokiem pełnym uznania i w końcu zdecydował się złożyć zamówienie.
- Jedno Ebla, ale jak najmocniej schłodzone - może kapitan mógł sobie pozwolić na jadanie w takich przybytkach, ale pilota zdecydowanie nie było stać na podobną ekstrawagancję.
Na uwagę o uszach i oczach otwartych Kirk zrobił mądrą minę i rozejrzał się dookoła z zachwytem wioskowego półgłupka, który po raz pierwszy w życiu pojawił się w bardziej cywilizowanym miejscu. Według jego skromnego zdania trzeba było mieć kosmicznego farta, żeby podsłuchać coś wartościowego w knajpie. Dużo lepiej działało upijanie co większych lekkoduchów i słuchanie co mieli do powiedzenia. No ale kim był Rinet, żeby pouczać dowódcę. Zresztą w metodzie nie było niczego odkrywczego, a Kirk chwilowo wolał się skupić na wypatrywaniu swojego zamówienia, niż na zajmowaniu się "pracą". Trzy dni to kupa czasu, można przepuścić fortunę, dać się zabić, zjeść kilka obiadów i dowiedzieć się czego się chce. Nie należy się z tym śpieszyć, zwłaszcza wobec perspektywy zimnej Ebli wyłaniającej się zza horyzontu.
Ta bitwa jest już przegrana, ale jest dopiero druga, zdążymy wygrać następną.
Kirk Rinet
New One
 
Posty: 24
Rejestracja: 27 Wrz 2012, o 14:00

Re: [Zordo's Haven] Kantyna "Zordo's Den"

Postprzez Zung'inn » 28 Maj 2013, o 23:15

Zamaskowany mężczyzna wychylił jeden z dwóch drinków stojących na stole jednym haustem. Lekko się skrzywił, nikt jednak nie mógł tego zobaczyć. Jego niebieskie oczy powoli omiatały całe pomieszczenie. Ogromne tłumy waliły dziś do tej speluny, widział osobników, którzy na pewno przyjechali tu dla zysku, innych, którzy chcieli się tylko napić, a jeszcze innych poszukujących płci przeciwnej. Prawie nikt nie wyróżniał się s tłumu, prawie nikt nie zwracał jego uwagi. Wcześniej zauważył tego dziwnego człowieka, kapelusz na głowie, papieros w ręce i karabin przewieszony przez siedzenie, a teraz ? Jego wzrok przykuła piękna Zeltronka, przyglądał się jej przez chwilę, zauważył, że ona też na niego zerka. Kobieta nie mogła jednak widzieć, że on też się jej przygląda. Ta maska ma zalety, co nie ?
Blake rozsiadł się spokojnie przy swoim stoliku i pokazał barmanowi cztery palce, po chwili na jego stole stały kolejne drinki, było ich w sumie pięć, ta liczbę trzeba zmniejszyć. Chwycił jedną szklankę i przechylił ją, zaraz znalazła się na stole pusta, a druga właśnie przelewała się przez jego gardło. Kątem oka zobaczył, że facet w kapeluszu stanął obok Zeltronki i z głupim, szelmowskim uśmieszkiem zaczął ją zagadywać. Zaprawdę dziwny to był facet, nieogolony ze śmiesznym uśmiechem i w kapeluszu, a kobieta ? Kobieta, jak już zostało wspomniane wcześniej, była piękna. Ta dwójka niezbyt do siebie pasowała. Black postanowił ich zostawić, w końcu niemało jest dziwaków w całej Galaktyce.
Blake na Stacji Zorda czuł się jak w każdym innym miejscu Galaktyki, obojętnie. Dorobek Hutta jednak przez ostatnie lata był jego główną bazą wypadową, mógł tutaj popić, poszerzyć swoje znajomości oraz wybrać odpowiednie zlecenie. Zarabiał tu kredyty i tu je wydawał, co prawda miał jeszcze jakieś środki na fikcyjnym koncie, ale nie może wiecznie przemierzać Galaktyki na piechotę i za pomocą krótkich transportów. Statek, chyba dobry pomysł, nie ? No cóż trzeba nad tym pomyśleć...
Image
GG: 31272337
Awatar użytkownika
Zung'inn
Gracz
 
Posty: 72
Rejestracja: 2 Kwi 2012, o 22:13
Miejscowość: Kraków

Re: [Zordo's Haven] Kantyna "Zordo's Den"

Postprzez Arish Maldare » 30 Maj 2013, o 18:19

Właściwie mogłaby przejść się do kasyna. Brzmiało to znacznie lepiej niż oczekiwać na cud. Może i faktycznie kilka par oczu skierowało się znacznie chętniej w jej stronę, zwłaszcza, gdy drink zbliżał się ku końcowi. To, oczywiście, otwierało możliwość rozpoczęcia dialogu. W pojmowaniu większości była to naturalna kolej rzeczy. Nie dziwiło ją jednak, że nikt się nie fatyguje. Z pewnością, przy kilku stolikach, stała się tematem rozmów, przynajmniej na chwilę po pojawieniu się, bowiem nie dostrzegała innych Zeltronek, zwłaszcza o tak intensywnym kontraście barw. Mimo to, nie tylko ubierała się na czarno, co było niezwykle nietypowe dla tej, uwielbiającej jaskrawe kolory, rasy, to sam strój pasował bardziej do dziewczyny z jakiegoś gangu niż do takiej, którą podrywa się przy pierwszej, lepszej okazji. Sam ten fakt był wystarczający by przecedzić grono potencjalnych rozmówców poprzez pozbycie się tych mających chęć na szybki numerek. Właściwie mogliby pomyśleć, że jest zainteresowana tylko swoją płcią.

Zastukała palcem o krawędź kieliszka. Ubrała się tak by móc poszukać pracy i skupić rozmowę jedynie na tym aspekcie. Może byłoby to wskazane, gdyby szła gdziekolwiek indziej, ale tutaj? Poważnie żałowała swej decyzji. W końcu jednak stało się.
Przez bordowe usta przemknął drobny uśmieszek, gdy Reiner podniósł się z miejsca. Zawsze to lepsze niż bezczynne oczekiwanie na przyjaciółkę. Obserwowała go uważnie, gdy się zbliżał i siadał obok. W głowę prześledziła kilka wariantów dialogu. Wszystkie zapowiadały się raczej standardowo i nie reprezentowały sobą większej wartości rozrywkowej. W końcu to tylko zwykły facet. Szary na tle kolorowego otoczenia. Zapewne właśnie dlatego ją zaskoczył.

- Bardzo wesoło zaczynasz rozmowę. - Pozwoliła sobie zauważyć i uśmiechnęła się uprzejmie. Oczy barwy wszechoceanu na Manaan skupiły się na nim. - Powiedziałeś, że myślisz o sobie jako o niezbyt wyróżniającym się. Zachowaj tą myśl. Teraz rozejrzyj się. - Wykonała prosty ruch nadgarstkiem wskazując wszystko wokół. - Kogo tu mamy? Przemytników, łowców, pilotów. Może nawet łowców niewolników. - Sprawnie ukrywała to jak chętnie wypatroszyłaby co najmniej połowę z nich. - Każde z nich próbuje się pokazać. Wyróżnić się. Tamten w kącie. - Kiwnęła w stronę zamaskowanego. - Robi to strojem. Ta blondyneczka, która rozpływała się patrząc na ciebie, stara się pokazać jak najwięcej ciała. Ta wchodząca czwórka również się jakoś wyróżnia, a ty? - Zerknęła na niego. Właściwie niezbyt ruszyła głową by wspomnieć o wchodzących, choć zapewne mogła ich dostrzec tylko kątem oka. Dość szeroki kąt widzenia. - Ty zaś niespecjalnie chcesz się wyróżnić. Jesteś zmęczony. Nie wyglądasz jak chodząca reklama usług. Może dlatego. - Odpowiedziała uchylając rąbka tajemnicy. Oczywiście nie mówiła wszystkiego. Czemu miałaby. Dopiła drinka i odłożyła kieliszek na ladę. - Statek bez doku swego przeznaczenia to tylko wrak w kosmicznej pustce. Chyba nie jesteś wrakiem, co? - Uśmiechnęła się znów i rzuciła okiem na gwar przed sobą. - Blondyneczka z pewnością tak nie myśli. - Dodała jeszcze i znów spojrzała na niego.
Image
Awatar użytkownika
Arish Maldare
Gracz
 
Posty: 56
Rejestracja: 20 Sty 2013, o 17:10

Re: [Zordo's Haven] Kantyna "Zordo's Den"

Postprzez Caleb Quade » 31 Maj 2013, o 00:16

Mina siedzącego obok Kirka dobitnie poświadczyła, że ma on nieco odmienne zdanie na temat wyszukiwania informacji. Kapitan uśmiechnął się pod nosem i mruknął:
- Zdziwił byś się Kirk, ile cennych informacji można podsłuchać mimochodem. Szczególnie jeśli jesteś obdarzony słuchem takim jak nasz togoriański myśliwy - powiedział i klepnął po ramieniu siedzącego obok ochroniarza. Terradon wzruszył jedynie ramionami i znudzony dalej rozglądał się po pomieszczeniu.
Gdy w polu widzenia pojawił się zamówiony przez Quade'a stek z nefra, żołądek kapitana zaburczał donośnie. Choć dźwięk ten wydał się mężczyźnie nadspodziewanie głośny, to utonął w panującym wokoło szumie. Dosłyszał go tylko Terradon, który w odpowiedzi parsknął śmiechem. Śmiech jednak znikł równie szybko jak się pojawił, dokładnie w momencie gdy przed Togorianinem postawiono zamówione przez niego surowe żeberka z traladona. Wojownik wpatrywał się w mięso jak urzeczony. Jedzenie na pirackim statku nie należało do najgorszych - robot-kucharz, którym dysponowali spełniał swoje zadanie nadspodziewanie dobrze - głównie dlatego, że Vaazan podrasował jego oprogramowanie. Nie mniej nic nie mogło zastąpić potrawy przyrządzonej przez żywego kucharza - szczególnie jeśli zamawiało się mięso z nefrów. Do tej potrawy zdecydowanie lepiej pasowało by wino, jednak Quade nie specjalnie się tym przejmował. Kantyna Hutta nie była miejscem szczególnie wykwintnym, toteż pirat w poważaniu miał konwenanse. Zabrał się za obiad delektując się każdym kęsem wyśmienitego steku. Odpowiednio schłodzone piwo było doskonałym remedium na mocno pikantną sałatkę podaną z daniem głównym. Konsumował tak posiłek w spokoju od czasu do czasu rzucając okiem na czerwonoskórą przedstawicielkę płci pięknej, zdecydowanie wyróżniającą się na tle klienteli kantyny. Zdecydowanie wybijała się ponadprzeciętność. Zaintrygowany kapitan kontynuował posiłek co rusz rzucając okiem na nieznajomą. Co prawda zdawało się, że ma już towarzystwo, ale zawsze mogła je zmienić na lepsze.
- Elegancka panienka do towarzystwa czy niepozorna łowczyni? - rzucił luźne pytanie między jednym a drugim kęsem kurczącego się steku. Terrradon, który kończył już obgryzanie żeberek podążył za spojrzeniem kapitana. Okiem doświadczonego myśliwego zlustrował kobietę od góry do dołu i mruknął:
- Ciężko jednoznacznie stwierdzić, kapitanie.
Przez kolejną minutę mężczyzna skupił się na ostatnich smakowitych kęskach nefra. Obserwował kobietę i towarzyszącego jej faceta czekając na rozwój sytuacji. Pociągnął zdrowo z kufla osuszając go i zwrócił się do Agamarianina:
- A ty Kirk? Jak myślisz?
Zapytał po czym dał znak kelnerce aby pospieszyła ze świeżą dostawą alkoholu.
Image
Image
Awatar użytkownika
Caleb Quade
Gracz
 
Posty: 345
Rejestracja: 31 Gru 2012, o 00:10
Miejscowość: Kielce

Re: [Zordo's Haven] Kantyna "Zordo's Den"

Postprzez Reiner Spark » 31 Maj 2013, o 10:56

- Hmm... Nigdy nie patrzyłem na to z tej strony - mężczyzna podrapał się po dwudniowym zaroście, mieląc w głowie słowa o doku przeznaczenia - Ale chyba po prostu wciąż mam kaca. Wygląd jest mylny, a ludzie kłamią. W każdym razie dobrze, że nie wszystko jest takie jak się wydaje na pierwszy rzut oka. To daje dużą elastyczność.
Mrugnął jednym okiem w kierunku Zeltronki, po czym przycisnął koniec papierosa do popielniczki. Wyciągnął do kobiety rękę, szczerząc zęby.
- Reiner Spark, aktualnie najemnik i łowca nagród, który najprawdopodobniej będzie za niedługo wrakiem, jeśli szybko nie znajdzie swojego doku przeznaczenia w postaci kolejnej, najlepiej dobrze płatnej roboty... I nowego statku - domyślał się, że różowoskóra miała na myśli coś głębszego, gdy zarzuciła krótkim cytatem, jednakże zdecydowanie za mało ją znał, aby pokusić się o wydobycie z tego jakiś wniosków. Dlatego też rzucił do barmana - Dwóch zimnych.
Drinki zaraz stanęły na ladzie przed nimi. Ciekawy był tej nowo poznanej dziewczyny. Wydawała się całkiem w porządku, choć to żaden argument. Zadawał sobie pytanie co robi w takim miejscu jak to, jednakże nie pytał. Ludzie czasem nie lubią, gdy wpycha się nos w ich sprawy, dlatego Reiner przez chwilkę siedział cicho.
Kątem oka zerkał raz na jakiś czas na to co dzieje się w lokalu. Nic specjalnego. Goście co chwile przychodzili i odchodzili suma summarum wychodziło na to samo. Nie lubił kantyny Zorda z jednego względu. Dobra ochrona sprawiała, że wszyscy awanturnicy woleli trzymać pięści na wodzy, bo w przeciwnym wypadku czekała ich szybka pacyfikacja.
Image
Awatar użytkownika
Reiner Spark
Gracz
 
Posty: 121
Rejestracja: 25 Lis 2012, o 14:03
Miejscowość: Kraków

Re: [Zordo's Haven] Kantyna "Zordo's Den"

Postprzez Arish Maldare » 1 Cze 2013, o 14:21

No właśnie... ludzie kłamią. Nic nie jest takie jak się zdaje, choć same pozory potrafią wiele pokazać. Z resztą jakie to ma znaczenie. Czyny mówią za siebie. Dlatego robiła to co robiła. Na jego mrugnięcie odpowiedziała uniesieniem kącika ust.
- Liranna Blue - Przedstawiła się fałszywym imieniem i nazwiskiem bez zająknięcia. Na tej stacji zawsze przyjmowała to imię. Nie posługiwała się swoim prawdziwym, bo byłaby to głupota. Nigdy nie wiadomo kto się przyplącze. - Radzę więc się spieszyć. Masz z pewnością sporą konkurencję. - To już dobry początek. Najemnik, łowca. Szuka statku. Stawia też drinka. To dobrze. Z pewnością jest w tym jakiś zysk. Co by się nie stało będzie mogła śmiało powiedzieć, że czasu nie zmarnowała. Uśmiechnęła się. Wykorzystała moment, w którym ten milczał by ugrać coś dla siebie.

- Tak się składa, że znam pilota, który potrzebuje nieco kredytów. Zazwyczaj woli zapłatę z góry lub udział w wyprawie. Mogłabym... - Ujęła w palce drinka i upiła odrobinę. - Podszepnąć mu słowo czy dwa. Tak się składa, że jestem mechanikiem na pokładzie. Jeżeli jesteś zainteresowany to po znalezieniu roboty możesz się ze mną skontaktować. - To brzmi jeszcze lepiej. Będzie mogła kolejny dzień wylegiwać się i bezstresowo wygłupiać, a ktoś odwali za nią całą czarną robotę zostawiając tylko realizacje zadania. W tym czasie skoczy na statek i ukryje całą broń, by mieć pozory, a o tym kto jest pilotem facet dowie się na miejscu.
- Słyszałam, że w waszym fachu czasem lepiej jest pracować w drużynie. To prawda? - Zainteresowała się opierając o ladę i pochylając nieco w jego stronę. Niech inni myślą, że łatwo mu poszło, to może dostanie jeszcze kilka drinków.
Image
Awatar użytkownika
Arish Maldare
Gracz
 
Posty: 56
Rejestracja: 20 Sty 2013, o 17:10

Re: [Zordo's Haven] Kantyna "Zordo's Den"

Postprzez Reiner Spark » 2 Cze 2013, o 12:26

Spark patrzył na Zeltronkę. Obstawiał, ze trzy czwarte tego co mówi było jeśli nie kłamstwem to zniekształceniem rzeczywistości. Zawsze lepiej było tak założyć, bo prawdopodobieństwo pomyłki było mniejsze. W tak trywialnych sprawach mężczyznę męczyły podchody, dlatego też mówił w większości prawdę. Odpalił kolejnego papierosa, zaciągnął się i wydmuchał gdzieś na bok kolejną smugę dymu, po czym oparł łokieć o ladę.
- To chyba mój szczęśliwy dzień. Spotykam zjawiskową choć zapewne niebezpieczną kobietę, która oferuje współpracę obcemu, bez żadnej gwarancji jego umiejetności - wpatrywał się w różowoskórą doszukując się w jej twarzy jakiegoś znaku, który mógłby ujawnić chociaż rąbka tego co przed nim ukrywała, ale nie dostrzegł nic
podobnego.
Dobra jest. Trzeba będzie uważać - przeszło mu przez myśl. Lubił wyzwania, jak chyba każdy w jego fachu.
- Znam wielu, którzy wolą działać na własną rękę, lecz znam też wielu, którym się to nie opłaciło - Spark wzruszył ramionami - To zależy od człowieka. W pracy zespołowej ważne jest przynajmniej szczątkowe, wzajemne zaufanie. Ciężko skupić się na wykonaniu zadania, jeśli musisz cały czas sprawdzać czy twój kompan nie strzela ci w plecy. Choć i do tego można przywyknąć.
Ciężko było na pierwszy rzut oka określić jaka osobą jest pani Blue. Zresztą, gdyby zaczął zgadywać dalej, z pewnością by się pomylił, więc odpuścił. Mimo wszystko zamierzał zaryzykować.
- Jaką maszyną polecimy, jak dobry jest pilot i ile osób do podziału nagrody? Jakich zleceń się nie podejmujcie? Cokolwiek co mogłoby mieć wpływ na powodzenie misji ? - lekko znudzonym głosem przeszedł do konretów.
Image
Awatar użytkownika
Reiner Spark
Gracz
 
Posty: 121
Rejestracja: 25 Lis 2012, o 14:03
Miejscowość: Kraków

Re: [Zordo's Haven] Kantyna "Zordo's Den"

Postprzez Zung'inn » 2 Cze 2013, o 12:33

Krótka chwila i wzrok zamaskowanego byłego przywódcy gangu znów powędrował do Zeltronki i faceta, tak tego dziwnego faceta. Kobieta wskazała na niego, a palacz szybkim wzrokiem omiótł go. No cóż, sam dobrze wiedział, że wygląda jak człowiek z jakiejś komedii w holonecie. Mógł na to poradzić tylko ściągając maskę, a to nie wchodziło w grę.
Czas ruszyć do Zorda. Blake dopił swojego drinka i wstał od stolika. Wolnym korkiem pokonał odległość dzielącą stolik od lady baru. Stanął obok tej pięknej Zeltronki i tego dziwnego faceta.
- Nalej mi jeszcze jednego - zwrócił się do barmana, a kiedy szklanka pojawiła się już na ladzie, razem z kredytami zadał pytanie:
- Zordo jest u siebie ?
Sprzedawca, znów lekko się jąkając, wydobył z siebie kilka słów:
- Taaaaa..kkk. Tylko...ni.eee...jest...sammmm teraz.
- Poczekam przed drzwiami...
Zamaskowany mężczyzna zakończył rozmowę tymi słowami i zabierając drinka ruszył w stronę Loży Hutta Zordo...


Blake Black przenosi się do [Zordo's Haven] Loża Hutta Zordo
Image
GG: 31272337
Awatar użytkownika
Zung'inn
Gracz
 
Posty: 72
Rejestracja: 2 Kwi 2012, o 22:13
Miejscowość: Kraków

Re: [Zordo's Haven] Kantyna "Zordo's Den"

Postprzez Kirk Rinet » 3 Cze 2013, o 23:01

Kirk uśmiechnął się bez przekonania, ale argument o słuchu Terradona był diabelnie trudny do podważenia, więc prób wymyślenia sensownej riposty była skazana na niepowodzenie. Poza tym taka sytuacja miała swoje plusy, skoro to Togarianin był na nasłuchu to przeciętny słuch człowieka nie był potrzebny i mógł zająć się błogim lenistwem. Kirk przeszedł do swojej standardowej procedury zachowania w barach polegającej na przyglądaniu się, a następnie szczerzeniu się do każdej przedstawicielki płci przeciwnej, która wyróżniała się z tłumu. A ponieważ tłok był straszny konkurencja była duża.
Na widok pękatej butelki, którą przyniosła mu kelnerka, Kirk rozpromienił się jeszcze bardziej niż podczas obserwacji i na chwilę zapomniał o poprzednim zajęciu. Ebla była schłodzona nawet bardziej niż trzeba, pierwszy łyk kompletnie zmroził mu zęby i ledwo przeszedł przez gardło. Powoli sączył trunek z flaszki, kiedy kapitan zaskoczył go pytaniem.
- Która? - Kirk wychylił się ze swojego miejsca i bacznie zlustrował okolicę. - Nijak jej nie widzę. Chyba, że to bedzie ta? Ale kimkolwiek by nie była to i tak cholera jedna wie czym się zajmuje. - pokiwał głową z miną "wszechwiedzący Agamarianin" - Z babami tak to już jest, że jak jest sie czegoś pewnym to jest to tylko znak, że sytuacja zaraz ulegnie zmianie. Jeśli łowczyni to wygląd jest dodatkową kwalifikacją zawodową, a jeśli panienka to główną. Galaktyka jest stanowczo zbyt skomplikowana, żeby rozwiązywać takie problemy jak kto kim jest. Co by było gdyby dla niej wyglądalibyśmy na parę nadobnych dziewic? - Zdecydowanie zbyt daleko dotarł w tych rozważaniach, ale zrównoważył efekt głosnym smiechem - Myślę szefie, że najlepiej będzie poprostu pójść i sprawdzić.
Ta bitwa jest już przegrana, ale jest dopiero druga, zdążymy wygrać następną.
Kirk Rinet
New One
 
Posty: 24
Rejestracja: 27 Wrz 2012, o 14:00

Re: [Zordo's Haven] Kantyna "Zordo's Den"

Postprzez Arish Maldare » 5 Cze 2013, o 15:49

Plan działania wydawał się sensowny, a mężczyzna połknął haczyk. Tym lepiej. Jeśli źle go oceniła i okaże się jednym z Tych... cóż łowcy giną podczas zleceń. Zdarza się. Cóż za przykry świat...

Oczywiście, że coś podejrzewał. Zbyt gładko szło. Punkt dla niego. Egzamin z czujności zaliczony.

- Daj spokój. - Machnęła ręką i spojrzała w drinka. - Jaka tam niebezpieczna. Chociaż, jeśli zdolność posługiwania się spawarką potraktować jako poważne zagrożenie... - Zamyśliła się upijając odrobinę po raz kolejny. Nie negowała faktu zjawiskowości. Zeltronki zawsze takie były, więc traktowała to jako naturalną kolej rzeczy. Z resztą była dość pewna siebie. - Cóż. - Wzruszyła ramionami. - Jestem tylko mechanikiem. Ostateczna decyzja i tak należy do pilota, a skoro zadaniem będzie tylko dostarczenie na miejsce i zabranie to czy ma dlań jakieś znaczenie jak dobrze radzisz sobie z bronią. - Uśmiechnęła się uprzejmie, a myśli swobodnie biegły. Miał karabin więc potrafił z niego korzystać. Potwierdzeniem był fakt, że nie jest to nówka sztuka. - Cóż, zważając po minie blondi, co najmniej z jednym karabinem sobie radzisz. - Jakkolwiek na to nie patrzyła prawda była prosta. Potrzebowała pieniędzy, przyjaciółka może się nie pokazać, a ona sama zaczyna odczuwać ten swoisty głód, którego żaden posiłek nie zaspokoi... za to jeden nabój...

- Ciekawe. Zazwyczaj pracowaliśmy z samotnymi wilkami, ale któryś bąknął coś o wyższości współpracy, chrzanił coś o straconej drużynie... nie wrócił ze swojego zadania, więc pewnie nie radził sobie sam. - Znów upiła łyk i zerknęła na mężczyznę. - Strzał w plecy brzmi mało... hmm... honorowo. Z drugiej strony, chyba, takie jest życie. I jak tu spać spokojnie? - Teatralnie spojrzała w sufit, jakby zadawała pytanie sile wyższej, po czym znów zerknęła na rozmówcę, gdy ten spytał o maszynę. Koniec pogaduszek i czas na biznes, hmm?

- Lubisz adrenalinę, hmm? W końcu taki zawód. - Odpowiedziała sama sobie. - Więc wątpię byś narzekał. Brzydal, składak, jakkolwiek to nazwiesz. - Sięgnęła po cyfronotes i kilkoma dotknięciami otworzyła dane techniczne Koszmaru. Pokazała mu zdjęcie akurat, gdy przechodził zamaskowany.

- Zmontowany z C-winga. Tymi dłońmi doprowadzony do świetności. - Pomachała mu jedną z bordowych dłoni. - Wygląda jak koszmar, ale co na to poradzić? Wszystkie części są świeże, choć już wypróbowane. Generator tarcz Zr-41, napęd jonowy, emitery fałszywych sygnałów, uzbrojony i dość wytrzymały by umknąć potencjalnemu pościgowi. Nie będą zanudzać cię resztą nudnych szczegółów technicznych. - W porę zatrzymała słowotok związany z pasją. To byłby spory błąd. Z drugiej strony potencjalnie udowodniła, że jest mechanikiem. Ten błysk w oku i pasja z jaką mówiła musiały to potwierdzić.

- Także, tak... - Odchrząknęła. - Pilot. Pilot jest dość dobry by latać czymś, co większość uznaje za latającą trumnę i nadal żyć mimo paru poważniejszych starć. Mogę dalej zachwalać, ale nie ma to sensu, bo to nic nie znaczące słowa. Lepiej by czyny pokazały jak jest. - Uśmiechnęła się raz kolejny i puściła mu oczko.

- Prawdę mówiąc nie chce mi się targować i nie jestem w tym jakimś mistrzem więc podzielimy się jak na dwie osoby. Zawsze tak się to kończy, w końcu my robimy tylko za transport, a brudna robota to już twoja sprawa. Ale ostrzegam, za szkody bierzemy coś ekstra. - Tu uśmiechnęła się zadziornie i dopiła drinka. W rzeczywistości zbierała myśli. Jak odpowiedzieć na najważniejsze z pytań?

- Nie mamy zamiaru wpaść w jakiś brudny syf, rozumiesz? Wolimy pływać na powierzchni, więc średnio odpowiada nam mordowanie rodziny dłużnika, czy cholera wie co tam sobie wymyślą. Podejmujemy się większości zleceń. W razie przegięcia dowiesz się po prostu na miejscu. W końcu nie masz pojęcia co śl.. - Zakaszlała. - Co Zordo ci zleci, czyż nie? To samo tyczy problemów. Jeśli jakieś będą dowiesz się od razu... powiedzmy, że zadanie może być odrobinę trudniejsze, jeśli odbędzie się na Korelii... - Odstawiła kieliszek i zerknęła kątem oka na zamaskowanego, który właśnie odchodził. Szturchnęła nogą rozmówcę i głową kiwnęła w stronę tamtego.
- Jak widzisz twarda konkurencja, możliwe, że będziesz musiał się spieszyć by ten nie zwinął ci czegoś sprzed nosa.
Image
Awatar użytkownika
Arish Maldare
Gracz
 
Posty: 56
Rejestracja: 20 Sty 2013, o 17:10

Re: [Zordo's Haven] Kantyna "Zordo's Den"

Postprzez Reiner Spark » 5 Cze 2013, o 23:23

Reiner prychnął i odprowadził wzrokiem pajaca w masce.
- A ten z cyrku uciekł ? - bąknął pod nosem. Nie lubił pozerów. Zaraz jednak zganił się w myślach, że ocenia ludzi po wyglądzie.
Z powrotem skupił się na swojej rozmówczyni. Mimo braku jakichkolwiek zastrzeżeń czy podejrzeń coś tu najemnikowi zalatywało, aczkolwiek większość lewych interesów zaliczała się do tych śmierdzących. Nie było sensu wszystkiego odwlekać, skoro można było zacząć od razu. Papieros dopalał się, a z drinka już nic nie zostało, więc najwyższy czas by ruszyć zadek.
- Zlecenia uciekają, a z nimi nasze kredyty - wstał z miejsca, gasząc kiepa w popielniczce - Innymi słowy pasują mi te warunki... Ba, ta nasza współpraca może nawet okazać się przyjemna. Skombinuję robotę i przy dobrych wiatrach uda nam się opuścić tę dziurę w ciągu kilkunastu standardowych godzin. Jeśli nie spotkamy się tu, to skontaktuję się z tobą przez komunikator.
Po krótkim ustaleniu kanału łączności Spark skłonił się nieco ironicznie, zapłacił barmanowi i zabrawszy swoje rzeczy ruszył pewnym krokiem do drzwi, zamiatając płaszczem. Natomiast klienci Zordo's Den, nie zwracając na niego najmniejszej uwagi (może poza blondyną, która chciwie pożerała go wzrokiem) dalej oddawali się swoim uciechom, biznesom lub po prostu błogiemu nicnierobieniu, w świetle kolorowych laserów tańczących po pomieszczeniu.

Reiner Spark przenosi się do: [Zordo's Haven]Loża Hutta Zordo
Image
Awatar użytkownika
Reiner Spark
Gracz
 
Posty: 121
Rejestracja: 25 Lis 2012, o 14:03
Miejscowość: Kraków

Re: [Zordo's Haven] Kantyna "Zordo's Den"

Postprzez Mistrz Gry » 6 Cze 2013, o 17:46

W kantynach bywają różni klienci, jednak z całą pewnością nowoprzybyły mężczyzna wyróżniał się znacznie. Nerwowe ruchy, oraz opadająca na oczy grzywka nie wskazywały na twardziela. Również wątła budowa ciała oraz delikatny meszek pod nosem, bardziej pasowały do bawidamka niż zawodowego zabójcy. A jednak, kilku ze stałych bywalców rozpoznało w przybyszu Avonima, jednego z najlepszych i najbardziej ekscentrycznych zabójców w sektorze. Mężczyzna szybko rozejrzał się po pomieszczeniu, błyskawicznie wyławiając interesującą go personę. Z dziwnym grymasem na twarzy ruszył w kierunku stolika przy którym spokojnie siedział znany wszystkim paser. Jax den. Duros ledwie spojrzał na przybysza a już udzieliła mu się nerwowość.
- Nie powinno cie tu być, zwariowałeś zdemaskujesz mnie
- Już wiedzą – zabójca odsłonił połę płaszcza pokazując solidnie zakrwawiony kompres – dorwali mnie Jax.
Zroszone potem czoło mężczyzny było coraz bledsze, podobnie jak skóra Durosa który patrzył na towarzysza z nieukrywanym przerażeniem.
- Zabiją mnie, jak nic… muszę uciekać… - Duros wstał od stołu na tyle gwałtownie że potrącił krzesłem siedzącego za nim znanego pirata Caleba Quade, rozlewając mu przy okazji trzymanego w dłoni drinka. Zanim jednak mężczyzna zdążył zareagować duros pognał do wyjścia przedzierając się przez tłum.
- idioto… - wyszeptał tylko umierający przy stoliku Avonim a z jego zaciśniętej dłoni wypadł mały chip pamięci. Niewielka kostka od razu przyciągnęła wzrok pirata. Caleb nie mógł mieć żadnych wątpliwości, że przedmiot posiada wielką wartość.
W drzwiach kantyny pojawiło się dwóch rosłych zabraków, którzy powoli i systematycznie przeczesywali pomieszczenie, najwidoczniej szukali kogoś. Obydwaj obcy nieuchronnie zbliżali się do stolika z konającym zabójcą.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6916
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Zordo's Haven] Kantyna "Zordo's Den"

Postprzez Caleb Quade » 8 Cze 2013, o 02:00

Quade nie tak wyobrażał sobie kontynuację tego wieczoru. Oczami wyobraźni widział siebie w objęciach czerwonoskórej ślicznotki wciąż kręcącej się przy barze. Wiedział, że by ją zdobył. Był tego pewien. Jednak wszelkie plany i nadzieje przepadły razem z pierwszorzędnym piwem, które popłynęło po blacie stolika i polało mu spodnie. Pirat zerwał się z miejsca starając się odsunąć od skapującego trunku, aby plama nie powiększyła się jeszcze bardziej. Tak, z cuchnącymi spodniami na pewno poderwie piękną nieznajomą. Zmelł w ustach przekleństwo i odwrócił na pięcie, poszukując sprawcy całego zamieszania. Bystre oczy Caleba dostrzegły przeciskającego się przez tłum Durosa, który chwilę później opuścił lokal. W pierwszej chwili chciał ruszyć za niewychowanym obcym i dać mu kilka lekcji manier, jednak wiedział, że nie ma to sensu. Duros zniknął już z pola widzenia. Quade spojrzał w stronę sąsiedniego stolika dokładnie w momencie gdy prawdopodobny towarzysz obcego, upadał na podłogę. Jego uwagę przyciągnęł bardziej niewielki chip, który wysunęła mu się z ręki. Zaintrygowany obszedł swój stolik i przyklęknął przy mężczyźnie, który zdawał się konać. Wziął w dłoń maleńki przedmiot i przyjrzał mu się. Przeczucie mówiło mu, że jest on wart więcej niż urażona duma czy zalane spodnie. Nie tracąc czasu schował znaleziony przedmiot do jednej z bezpiecznych, wewnętrznych kieszeni płaszcza. W międzyczasie za jego plecami, niczym zjawa pojawił się Terradon. Doświadczony myśliwy z planety Togoria potrafił poruszać się bezszelestnie, kiedy tylko chciał. Tutaj ta umiejętność nie była szczególnie potrzebna - nawet głośne kroki mogły być zagłuszone przez panujący w kantynie harmider. W pobliżu pojawił się również Vaazan - stanął obok rosłego i muskularnego Togorianina, stanowiąc jego doskonałe przeciwieństwo. Obdarzył leżącego ciekawskim spojrzeniem, jednak wciąż milczał.
Quade wciąż klęcząc przy mężczyźnie spojrzał na jego twarz, po czym odsłonić płaszcz. Kompres, który przytrzymywał ręką powoli zaczynał przesiąkać krwią. Pirat pokręcił głową i mruknął:
- Nie wygląda to dobrze, chłopcze...
Ciężki, urywany oddech, coraz bledsza skóra, dobitnie świadczyły, że walczył o każdą minutę życia. Kapitan zmarszczył brwi. Tak to właśnie bywa na tym świecie. Dziś jesteś myśliwym, jutro możesz stać się ofiarą. Przetrwają najsilniejsi. Z zamyślenia wyrwał go głos Terradona:
- Kapitanie, zdaje się, że mamy towarzystwo... - powiedział. I rzeczywiście, na horyzoncie pojawiło się dwóch osiłków rasy Zabrak.
- Zdaje się, że to Ciebie szukają... A raczej tego chipa, który mam w kieszeni, co? - czekał na odpowiedź, a tymczasem nieznajomi z każdą chwilą zbliżali się coraz bardziej. Verpin zmienił pozycję, odsuwając się odrobinę od towarzyszy w lewą stronę. Terradon za to, cofnął o krok stojąc teraz bardzo blisko swojego kapitana, u którego miał dług życia. Jego ręka wyćwiczonym ruchem zawędrowała na kaburę. Był gotowy. Quade również stanął na nogi. Na stacji Zordo panowały pewne reguły, których należało się trzymać, jeśli nie chciało się później stawać w szranki na Arenie. Tym jednak razem można było się jednak spodziewać wszystkiego. Kapitan "Smoka" spojrzał znacząco na wciąż siedzącego przy stoliku Agamarianina. Uśmiechnął się lekko na myśl, że prawdopodobnie i tym razem będzie musiał opuścił przestrzeń Huttów w biegu.
Image
Image
Awatar użytkownika
Caleb Quade
Gracz
 
Posty: 345
Rejestracja: 31 Gru 2012, o 00:10
Miejscowość: Kielce

Re: [Zordo's Haven] Kantyna "Zordo's Den"

Postprzez Zordo's Haven » 9 Cze 2013, o 18:42

Goście Zordo's Den albo nie zauważyli, że przy jednym ze stolików ktoś właśnie rozpoczyna podróż do wieczności, albo zwyczajnie nie chcieli tego zauważyć węsząc kłopoty. Właściciel stacji nie lubił trupów na własnym podwórku i każdy podejrzany o zabójstwo mógłby przypadkiem - ku uciesze nienasyconej publiczności - skończyć jako nowa zabawka Fafika.
O wiele większe zainteresowanie wywołało nagłe poruszenie na antresoli będącej częścią prywatnej loży Hutta Zordo. Najpierw pojawili się uzbrojeni po zęby ochroniarze, a chwilę później nad głowami klientów pojawił się i sam właściciel przybytku. Arish Maldare przysięgłaby, że kiedy ostatni raz go widziała zajmował nieco mniej miejsca na platformie repulsorowej.
-Cisza! Wielki Zordo ma wam coś do przekazania!
-Jestem przekonany, że w tym lokalu znajdują się istoty gotowe walczyć i zabijać dla pieniędzy - powiedział tubalnym głosem. W kantynie zapanowała taka cisza, że wyraźnie było słychać nie tylko jego wymawiane w huttese słowa, ale i mlaskanie między nimi. Przeciskający się w stronę Caleba, Zabrakowie musieli przystanąć, by nie zwracać na siebie uwagi. - Musicie wiedzieć, że szanuję takich ludzi. Szanuję na tyle, by dać im szansę zdobycia kredytów i mojej wdzięczności w zamian za przyłączenie się do sił mających zaatakować kompleks łowców niewolników na pewnej planecie na Zewnętrznych Rubieżach. Ci głupcy ukradli MOJĄ własność i chcę, by zostali starci z powierzchni ziemi. Każdemu, kto dołączy do grupy otrzyma dwa tysiące kredytów za kilkadziesiąt minut pracy. Jeśli dobrze się spiszecie, przebywających w bazie niewolników podzielę między was!
Zordo przez chwilę wpatrywał się w tłum, jakby spodziewał się nagłego wybuchu entuzjazmu, ale gdy tego zabrakło, mlasnął dwa razy i wycofał się z powrotem do loży. Tymczasem niedaleko baru rozłożyło się trzech zabijaków mających zbierać chętnych na wyprawę.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Zordo's Haven
New One
 
Posty: 279
Rejestracja: 27 Cze 2009, o 15:29

Następna

Wróć do Archiwum