Content

Archiwum

[Zordo's Haven] Kantyna "Zordo's Den"

Re: [Zordo's Haven] Kantyna "Zordo's Den"

Postprzez Ayle Dara » 14 Sty 2015, o 22:42

Pilot wydawał się lekko zmieszany nagłym zainteresowaniem Zeltrona. Nie do końca rozumiał, skąd ono się wzięło. Mimo wszystko, po chwili zastanowienia, postanowił pokazać trasy jaką się poruszali wcześniej oraz jaką mieli zamiar obrać. Nie było w nich niczego specjalnego. W drugiej kwestii także nie dowiedział się zbyt wiele. Spotkanie z piratami mogło się równie dobrze okazać wynikiem wypadku lub głupoty załogi, która nie zachowała odpowiedniej ostrożności. Zważając na reakcję zleceniodawców, gdy Ayle wypomniał im lekkomyślność, słupki poparcia dla prawdopodobieństwa drugiej opcji rosły. Przemytnik uspokoił się trochę, ale wciąż, gdzieś głęboko w duszy, miał odczucie, że cała ta misja nie będzie tak prosta jak by się wydawało.
-Czas ruszać - rzucił po chwili jeden z pilotów, po czym podniósł się z krzesła. Za jego przykładem poszła reszta. Zeltron z początku myślał, że idą oni się zdrzemnąć, jednakże oni ruszyli w kierunku wyjścia. Szybko zrozumiał, że po prostu startują. Westchnął i niechętnie ruszył za grupą. Zawołał także swoich załogantów. Wydawali się jeszcze mniej zadowoleni od niego, jednakże nie sprzeciwiali się jego rozkazom. Bardzo dobrze. Takich właśnie ludzi potrzebował.

Ayle przechodzi do [Zordo's Haven] Lądowiska
Image
Awatar użytkownika
Ayle Dara
Gracz
 
Posty: 148
Rejestracja: 3 Sty 2015, o 19:48

Re: [Zordo's Haven] Kantyna "Zordo's Den"

Postprzez Ryan Dexon » 14 Sty 2015, o 23:24

- Arena ? ciekawy sposób na zarabianie kasy. Też kiedyś miałem okazję zarabiać w taki sposób z tym, że niezbyt oficjalny jeśli wiesz o czym mówię – trudno było się nie domyśleć. Oczywiście, że chodziło o nielegalne walki, które były popularne w społeczeństwie. Oczywiście nie mowa tutaj o bardziej cywilizowanych planetach Imperium, chociaż z drugiej strony i na takich znalazła by się dziura, która by wspaniale pasowała na zebranie paru osiłków pchających się do tego by komuś dokopać.
Tak więc Tytus znał się na walce. Ciekawe czy to samo można było powiedzieć o blasterach, które miał ze sobą. Ryan dużo się nie dowiedział, gdyż jego towarzysz z uśmiechem na twarzy musiał opuścić stolik. Natura wzywała, a na tą nie było mocnych.
Nie trwało to długo, a na dodatek Dex otrzymał szklankę ostrego alkoholu.
- Nie wiem co to za zjawisko, ale spróbuje po tym jak wydostaniemy więcej informacji od naszego pracodawcy. – tak jak powiedział tak i zrobił. Na szczęście udało im się namierzyć ich pracodawcę – Khark Mooden.
- Świetnie Aqualish – mruknął do siebie kiedy podchodził do stolika. Ta rasa obcych dla Dexa była dosyć śmieszna. Dolna część szczęki wyglądała jak nie ogolona jajca, które aż prosiły się o porządnego kopa. Cóż, nie wszyscy są idealni w tej galaktyce a ta rasa na pewno do takich należała.
Dex dosiadł się do stolika nie czekając aż jego towarzysz dołączy. Postawił przed nosem szklankę specyfiku nazywanego przez Tytusa wódką, po czym przesunął ją w stronę Kharka.
- Nie interesuje mnie kwestia dlaczego chcesz go dopaść żywego. Lepiej dla nas bym tego nie wiedział. Skoro napisałeś, że eliminacja wookiego jest kwestią honoru, nie będę się spieprzał do tego, bo może mamy inny punkt widzenia na temat słowa honor – proste. Skoro to była dla niego kwestia honoru to niech sam zbierze swoje cztery litery i weźmie się do roboty a nie szuka osób, którzy by sprzątnęli włochatego za niego.
- Czy jest możliwe, że może z kimś współpracować ? Może i wookie jest w stanie rozszarpać bez żadnego problemu pięciu pracowników tej korporacji jak jej tam było… Arm…ArmTech Labs, ale musiał mieć powód – Dex podrapał się po brodzie wpatrując się w pracodawcę.
- Nie musisz mi mówić jaki to powód bo tu nie o to chodzi. Pytanie brzmi czy z kimś współpracuje ? ma jakiś kumpli ? czy raczej należy on do typów żyjących w swoich czterech zamkniętych ścianach ? – Dexon wolał wiedzieć, czy ma szykować się tylko na jednego wookie czy też grupę rozszalałych futrzaków, którzy bez problemu, paroma ruchami rozszarpali by takich jak on czy Tytus.
Image
Awatar użytkownika
Ryan Dexon
Gracz
 
Posty: 72
Rejestracja: 9 Sty 2015, o 16:48

Re: [Zordo's Haven] Kantyna "Zordo's Den"

Postprzez Tytus Lotar Polkay » 15 Sty 2015, o 00:50

Latała pani z panem
Areoplanem
cośtam cośta parara
dararara


Nucił sobie pod nosem Tytus, dopijając szklaneczkę wódki. Podążał sobie wesoło za Ryanem, tanecznym krokiem - zaczynało się to słynne upojenie, mieszanie kilku alkoholi w małym odstępie czasu zazwyczaj kończy się długim stanem nietrzeźwości, urwaniem filmu, a potem mocnym kacem. Tytus odłożył szklankę na stolik, obok którego przechodził. Spojrzał na pracodawce, w jednej chwili podparł się o Dexa by nie przewrócić się ze śmiechu.
- Hahahaha, ohohoho, uahahahaha! Gadaj, czego mi dosypałeś do drinka, co? Hahahaha, ten ufol ma tyłem zamiast ust, ihihihi, ohoho! - śmiał się, po chwili absolutnie poważnie podszedł do stolika, i usiadł obok towarzysza. Wolał mu zostawić sprawę dogadania się z Aqualishem, raz że był trzeźwy, a przynajmniej bardziej niż on, a dwa, że jakimś cudem nie dusił się ze śmiechu. Siedział z zawadiackim uśmiechem, patrząc na obu "biznesmenów", kręcąc sobie młynek kciukami. Gdy podeszła kelnerka oznajmił:
- Y, dla mnie będzie ten, no... coś mocnego w każdym razie, hehe, ej, Dex, długo jeszcze będziemy tu siedzieć? Lepiej se pójść na parkiecik! - krzyknął, wstając zrywając się z miejsca, znikając gdzieś w tłumie tańczących ludzi. Długo nie trzeba było czekać, by ten jednak wrócił.
- E, no to se potańczyłem, same paskudne te... - już chciał po raz kolejny urazić pracodawce, gdy uznał, że nie wypada. Zatarł ręce.
- Dobra, to tak, wpadamy, zabijamy zapchlonego małpiszona, skórujemy, ja biorę szalik z jego futra, dzielimy się forsą, a ty, mój brodaty przyjacielu, zapłacisz nam nieco - kiwnął palcem na zleceniodawce. Nie wiedział już nawet co mówi, najlepiej by było, gdyby nic już nie mówił. Niestety, nie taki był jego los.
Tytus Lotar Polkay
Gracz
 
Posty: 20
Rejestracja: 6 Sty 2015, o 20:29

Re: [Zordo's Haven] Kantyna "Zordo's Den"

Postprzez Mistrz Gry » 15 Sty 2015, o 18:22

Zimna ściana, twarz boli, kończyny się zginają, kurwa jak śmierdzi. Tytus powoli budził się do życia w jednym z korytarzy Zordo's Heaven. Powoli zbierał myśli starając się przypomnieć sobie wydarzenia które doprowadziły go do jego obecnej sytuacji.
-Spokojnie, przecież żyję. - wyszeptał do siebie charczącym głosem. Wiadomo wypił masę alkoholi, różnych alkoholi. Bawili się w barze z nowo poznanym gościem. Mężczyzna próbował zmienić pozycję na bliższą pozycji siedzącej. Aż jęknął z bólu podczas tej próby. Ból dupy nie był dobrym sygnałem. Zatem zabawiliśmy się z tym gościem, jak on miał Ryan. I poszliśmy po informację do drugiego śmiesznego gościa. Aqu auq... chuj z nim. Wraz ze wspomnieniami przyszła fala bólu głowy i kolejny etap torsji którego zakończenie umożliwiło jako takie pozbieranie swej żałosnej egzystencji i podjęcie próby wychynięcia z korytarza.

Kilka godzin wcześniej

...A ty mój brodaty przyjacielu zapłacisz nam nieco - Tytus nie miał szansy żeby zablokować krótki i praktycznie niesygnalizowany prawy prosty w efekcie którego zwalił się pod stół. Aqualish jak gdyby nigdy nic kontynuował rozmowę z Ryanem którego uznał za mózg dwójki łowców.
-Nic mu nie będzie, zaraz go sprzątną i zostawią w alejce nawalonych. Będzie do odbioru jak wytrzeźwieje, więc nie martw się o kolegę. - Rzucił krótko, po czym łyknął kolejną porcję trunku i powrócił do odpowiadania na pytania Ryana.
-Nie pracował z nikim, a z tego co wiem jego pobratymcy nie patrzą na niego przychylnie. Więcej informacji nie potrzebujecie. Licza się kredyty a tych możesz, możecie - poprawił się widząc jak wykidajło z knajpy wywleka nieprzytomnego Tytusa spod stołu. Zrzędząc przy tym i nie obchodząc się z mężczyzną specjalnie łagodnie. - Tak więc możecie zarobić 20 000. Wystarczy przywieźć mi fragment Wookiego którego szukam. Mam jego DNA więc nie próbójcie mi wciskać futra dowolnego futrzaka. Załatwcie gnoja i tyle.
Mooden ponownie zainteresował się swoim drinkiem. Najwyraźniej uznał, że przekazał łowcy wszelkie niezbędne informacje.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6931
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Zordo's Haven] Kantyna "Zordo's Den"

Postprzez Ryan Dexon » 15 Sty 2015, o 23:58

Dex nie był w cale w cale zaskoczony faktem tymczasowego wyeliminowania wspólnika z konwersacji. Zasłużył sobie na to, przez brak szacunku wobec swojego pracodawcy. Może i Ryan też nie należy do przemiłych gości ale w jednej ze swoich zasad miał jeden ważny punkt – by nie obrażać swojego pracodawcy a w szczególności przed wypłatą. To, że miał swój własny pogląd na temat tej śmiesznej rasy nie oznacza, że ma go wyśmiać przy pierwszy spotkaniu, co niestety Tytus zrobił.
- Tymczasowego wspólnika… - poprawił aqualisha kiedy ten powiedział o nim kolega.
- Świetnie, w takim razie jesteśmy umówieni. Dostarczę Ci namacalny dowód, po czym rozliczymy się z sumki jaką oferujesz. – splunął na dłoń po czym wyciągnął do mężczyzny na znak zawarcia przez nich „dżentelmeńskiej” umowy.
- Nie oszukuje pracodawcy póki ten płaci mi kredyty. Fałszywki Ci nie podrzucę. – Dex wstał od stołu, lecz za nim odszedł dodał jedną ważną rzecz.
- Jeszcze jedno. Jeśli mój „współpracownik” próbowałby coś kombinować w moim imieniu…to przyda mu się taka ponowna terapia zapewniona przez Twoich osiłków. – kiwnął głową po czym ruszył w stronę wyjścia.
Nie miał zamiaru zbierać obitego truchła leżącego w jednym z korytarzy Zordo’s Den. Chciał to sobie zasłużył. To był idealny moment by poflirtować z jedną prostytutek kręcących się w okolicach kantyny oraz zapalić jeden ze swoich ulubionych wyrobów tytoniowych.
Pozostaje czekać na Tytusa, który w końcu ruszy swój tyłek i poleci z Ryanem na Kashyyyk po włochatego uciekiniera.
Image
Awatar użytkownika
Ryan Dexon
Gracz
 
Posty: 72
Rejestracja: 9 Sty 2015, o 16:48

Re: [Zordo's Haven] Kantyna "Zordo's Den"

Postprzez Tytus Lotar Polkay » 16 Sty 2015, o 20:30

Tytus podczołgał się nieco. Odetchnął, położył się na ziemi, uznał, że zbierze się do kupy. Wylegiwał się trochę, zaczerpnął powietrza - gęstego, cuchnącego.
- Zrzygam się zaraz... no zabiję tego ufola, zabiję do jasnej cholerny! - szepnął do siebie. Następnie podparł się po głowie, spróbował wstać. Nie dał jednak rady, przyklęknął więc, jeszcze chwilkę walcząc ze sobą, po czym upadł na tyłek.
- Gh... zabije tego rybomordego, aghh, ał... - dalej bolało, chociaż nie tak mocno, jak wcześniej, a gniew na maszkarę rósł, i rósł. Tytus wyjął z kieszeni harmonijkę, zaczął gra swoją ulubioną piosenkę.


Didididi
Didididi
Tiririririririri


Po zagraniu sobie tego kilkanaście razy, podparł się, zaczął powoli wstawać, jedziemy. Trwało to dobrą minutę, lecz przemytnik ostatecznie wstał, począł dreptać powolnym krokiem do Kantyny i szukać kumpla. Nie zajęło to jakoś specjalnie dużo czasu, mniej więcej tyle, co wstawanie po, no właśnie, po czym?
- Lepiej nie wiedzieć... - burknął, po chwili klepiąc Dexa w plecy.
- Ehhh... Sorry za wczoraj. Dużo nabroiłem? Albo nie, lepiej nie mów, lećmy już na to przeklęte Kashyyk bo zaraz mnie szlak trafi i pójdę to tego waginoustego kmiota pokazać jak walczy pijany mistrz... - tak, a raczej mistrz na kacu, łeb bolał, tyłek także, szkoda mówić.
Tytus Lotar Polkay
Gracz
 
Posty: 20
Rejestracja: 6 Sty 2015, o 20:29

Re: [Zordo's Haven] Kantyna "Zordo's Den"

Postprzez Ryan Dexon » 16 Sty 2015, o 21:22

- Hihi Dex, pokaż nam jeszcze raz tą sztuczkę z blasterami – Dwie Twi’lekanki objęte ramionami przez Dexona najwyraźniej były bardzo zainteresowane jego sposobem obsługi dwóch „wystrzałowych spluw”. Ryan’a mało interesował czy proszą go z czystej ciekawości, czy po prostu taka była ich praca. W końcu prostytutka zrobi wszystko by zarobić parędziesiąt kredytów, nawet gdyby miała wychwalać obrzydliwego Hutta pod dwoma słońcami Tatooine.
- Skarbie pokazywałem Ci to już milion razy. – mruknął do niej po czym ugryzł ją w szyję próbując się do niej dobrać jak tylko było to możliwe. Jak dało się domyśleć, tej wcale to nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie.
Niestety ten cały raj został przerwany przez wcześniej zaginionego Tytusa. Ryan spojrzał na niego niezbyt zadowolonym wzrokiem po czym odepchnął od siebie dwie kobiety, również nie szczęśliwe z faktu utraty łatwego zarobku.
- No w końcu. Wyspałeś się ? – pokręcił parę razy głową. Że też nie miał co do roboty tylko wprost obrażać gościa siedzącego naprzeciw niego. Albo Tytus był pierwszy raz na Zordo’s Heaven albo życie mu nie miłe.
Na pytanie wspólnika nie miał zamiaru odpowiadać. Słysząc jego niezadowolenie z faktu obicia mordy przez osiłków Aqualisha, Dex zatrzymał się i celując palcem w stronę przemytnika powiedział
- Mało mnie obchodzi co z nim zrobisz, ale nie tykaj go dopóki nie zobaczę swoich dziesięciu tysięcy kredytów. Widzimy się na miejscu. Nie zjeżdżaj w krainę cieni beze mnie, no chyba, że masz ochotę by Ci coś szybko odgryzło dupsko – kiwnął głową po czym ruszył w stronę lądowiska na który znajdował się jego ciężki myśliwiec.
Dex usiadł na sterami swojego cacka, wpisał koordynaty po czy wzbił się nad orbitę planety i zniknął w nadświetlnej.

Ryan przenosi się do [Kashyyyk] Rwookrrorro
Image
Awatar użytkownika
Ryan Dexon
Gracz
 
Posty: 72
Rejestracja: 9 Sty 2015, o 16:48

Re: [Zordo's Haven] Kantyna "Zordo's Den"

Postprzez Mistrz Gry » 27 Wrz 2015, o 00:08

Anna Soren

Mrzonki o jakiejś wyprawie Anny Soren i jej brata spełzły na niczym. Przez kolejne trzy standardowe miesiące dziewczyna pracowała jako pomoc kuchenna w kantynie Zordo's Den, natomiast Carlowi udało się znaleźć nieco lepiej intratną robotę, chociaż także pracodawcą był Hutt. Jego zadaniem była pomoc przy transportach różnych towarów, do magazynów właściciela stacji.
Mimo, iż fach wykonywany obecnie przez kobietę nie należał do jej ulubionych, a nierzadko był dosyć ciężki, to cały czas korzystała ze swych nieprzeciętnych umiejętności z pogranicza oszustwa i kradzieży. Wśród kuchennej ekipy, panowała nawet plotka, że sprawne ręce Anny służą nie tylko swoistej kleptomanii, ale także pozwalają na ucieszenie nawet najbardziej wymagających panów i... pań, jeżeli chodzi o kwestie zupełnie poza kuchenne. Swego czasu, jeden z Weequayów Bonr'o-Do, próbował przystawić się do Soren, jednak po dosyć krótkim sam na sam, skończył ze skrętem genitaliów. W owym czasie rodzeństwo widziało się tylko kilka razy w miesiącu, ale należało podkreślić, że ich stan majątkowy jak i status społeczny został nieco podreperowany, zważywszy na to, co przeszli w podmiejskich spelunach na Coruscant.
- Ann smęcisz już trzeci dzień! Weź się do roboty, nie będę odpierdalał wszystkiego z nas. - krzyknął zielonoskóry Twi'lek, mający na oko 20-22 lata - Obierasz tego ziemniaka już 15 minut.
- Daj jej spokój. Carl nie wrócił z ostatniej wyprawy. - rzekła z powagą około 40-letnia Granka, pracująca w kuchni kantyny od dwunastu lat - Jakbyś się czuł, gdybyś stracił kogoś bliskiego?
- Ale przecież mogą mieć opóźnienie, to nie tak że tylko Soren nie wrócił! Nie ma całego frachtowca. Zordo jest wkurwiony! Już trzy dni nie było go na loży. - dolał oliwy do ognia Rosh, który razem z Ann miał obierać warzywa - Bierz się młoda, bo zaraz ktoś ciebie będzie brał!
- Dosyć! Ann, dzisiaj masz wolne, możesz iść za siebie. Odprowadzić Cię? Coś potrzebujesz? - zakomenderowała kierowniczka, po czym dodała w kierunku Twi'leka - Bez komentarza! Idź bo Frealla i Juone już dawno powinny skończyć przerwę.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6931
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Zordo's Haven] Kantyna "Zordo's Den"

Postprzez Alice » 27 Wrz 2015, o 18:20

Anna faktycznie czuła się nie najlepiej. W ciągu ostatniego czasu wiele w jej życiu uległo zmianie. Praca pomywaczki może nie była szczytem jej marzeń, ale był to dobry początek do ułożenia sobie życia. Dziewczyna nie narzekała więc i posłusznie wykonywała swoją pracę. Jak się okazało potrafiła również pracować uczciwie, choć słyszała paskudne plotki, że rzekomo okradała kantynę. Cóż, łatka złodzieja, jej poprzedniego fachu ciągnęła się za nią. W pierwszym odruchu dziewczyna odpowiadała siłą na plotki. Kilka razy jej znajomi z pracy przekonali się o tym co znaczy mówić plotki na tej temat. Szczególnie Juone, galaktyczna flądra, przekonała się o tym na własnym nosie.
Anna mieszkała w wynajętym pokoju niedaleko kantyny w której pracowała. Udało się za symboliczną kwotę wynająć tą norę (bo mieszkaniem tego nie można było nazwać) na wespół z bratem Carlem za którym moja bohaterka bardzo tęskniła. Widywała go rzadko co również odbijało się na jej samopoczuciu. Jako, że Anna była jeszcze niedojrzała i niestabilna emocjonalnie brat stanowił dla niej bardzo duże wsparcie.
Obecnie miała ochotę zaszlachtować wielką Grankę, która mówiła o tym, że straciła brata. Choć szefowa kuchni okazywała jej wiele serca, Anna na to nie zwracała teraz uwagi. Nie odrzekła również nic na temat czy sobie poradzi. Po prostu wymamrotała coś pod nosem co było wiązanką przekleństw, a następnie wybiegła z kantyny z oczami pełnymi łez. Rzuciła wszystko co miała w rękach i nie odpowiadając na pytanie zadane kierowniczce opuściła pomieszczenie.
Image
Awatar użytkownika
Alice
Gracz
 
Posty: 384
Rejestracja: 27 Lut 2012, o 14:43

Re: [Zordo's Haven] Kantyna "Zordo's Den"

Postprzez Mistrz Gry » 27 Wrz 2015, o 19:34

W emocjonalnym biegu, Anna potrąciła kilku innych pracowników, by kontynuować wściekłą gonitwę korytarzami stacji Zordo's Haven. Na jej szczęście albo i nie, po kilkudziesięciu metrach wpadła na kogoś zdecydowanie większego od niej, a na dodatek mocno umięśnionego. Straciwszy równowagę, nieprzyjemnie przewróciła się na durastalową podłogę. Dopiero, gdy podniosła wzrok zauważyła, że odbiła się od ponad dwumetrowego Twi'leka, od ciemnozielonym odcieniu skóry. Po chwili tuż za nią stanęło kolejnych dwóch osiłków.
- Proszę, proszę dziwki same pchają się w ramiona. - burknął obcy, będący najwyraźniej hersztem bandy - Młoda takie lubię.
- Też bym skosztował czegoś takiego. - dodał niewiele starszy od Soren facet, będący członkiem grupy - Ona ma maksymalnie 20 lat.
- A może i mniej, tylko wygląda tak jak obszarpana. Zaraz się zabawimy laleczko. - dodał ponownie zielonoskóry, podnosząc ją i ciasno oplatając żylastą ręką. Dziewczyna, na stalowy uścisk nic nie mogła poradzić.
- Halo, halo! Jerk! powstrzymaj się! - nagle z końca korytarza dobiegło ich wołanie, bladego faceta - Stój, ta dziewczyna pracuje u Zorda, chyba nie chcesz mieć problemów?
- Co? - z niedowierzaniem burknął osobnik, puszczając Annę - No dobra, ale co będę z tego miał?
- Masz tutaj trzy talony do burdelu, na coś luksusowego i zapominamy o sprawie. - odpowiedział Gordon Pleva, będący pracownikiem ochrony. Należał on do nielicznych przedstawicieli załogi Hutta, która posiadała jeszcze strzępki honoru oraz etycznych zachowań. Kto wie, być może właśnie przez to nigdy nie awansował zbyt wysoko w hierarchii Zorda, ale dzięki temu zyskał przychylność paru stałych bywalców stacji kosmicznej.
- Zwariowałaś? I czego beczysz? - spytał z wyrzutem Pleva, na którego znajomi wołali "Pidżej", widząc zaczerwienione oczy nastolatki - Masz szczęście, gdyby mnie tu nie było, myślę że już dawno by sobie poużywali. Masz przerwę czy jak? W takim stanie "Mamuśka" na pewno odesłała cię do domu? Odprowadzić Cię? A może potrzebujesz pogadać?
Gordon miał niewiele ponad 22 lata, a odkąd Carl Sorenn zaczął pracować przy transportach, poznali się, a nawet dosyć blisko zakumplowali. Dzięki tej znajomości, Anna kojarzyła go, a być może darzyła też sympatią. Pleva był jedna z nielicznych osób, której choć w niewielkim stopniu mogła zaufać. Podobnie jak wspomnianej "Mamuśce" czyli granskiej kierowniczce kuchni. Było nie było, powinna być wdzięczna Pidżejowi, za to, że uchronił ją przed poniżającym gwałtem, a kto wie czy nie przed utratą życia...
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6931
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Zordo's Haven] Kantyna "Zordo's Den"

Postprzez Alice » 27 Wrz 2015, o 21:15

Takiego obrotu sprawy Anna się nie spodziewała. Na pewno nie chciała zostać niczyją seksualną zabawką. W starciu z przeciwnikami o wiele większymi i silniejszymi od niej miała niezbyt wielkie szanse. Kiedy w głowie gorączkowo szukała dróg wyjścia z tej gównianej sytuacji na ratunek przyszedł ochroniarz do którego Anna czasem uśmiechała się i zwracała na niego uwagę. Tak ogółem nie pamiętała nawet jak chłopak ma na imię, ponieważ tak często o nim pamiętała. Tym razem był on jednak wybawicielem i Sorenówna musiała poszukać sobie w głowie jego imienia.
- Dziękuję Pidżej - powiedziała po całym zajściu, ocierając oczy od łez - Serio wiszę ci za to pokaźny dług wdzięczności. W głowie dziewczyny pojawiły się różne formy zapłaty, również te mało przyzwoite.
- Jeśli możesz to chodź ze mną do mojego mieszkania. Po tym co teraz zaszło serio boję się iść sama. Jeszcze spotkam takich parchów jak oni - na samo wspomnienie niedawnych chwil grozy dziewczyna splunęła śliną na podłogę - Samotnej kobiecie może się przydarzyć coś niebezpiecznego - ostatnie zdanie było powiedziane nieco ... zalotnie.
Takie można było odnieść wrażenie. Anna, po pierwszym szoku, otrząsnęła się już i postanowiła odwdzięczyć się wybawcy. Do głowy przyszedł jej mało wyszukany sposób, który bardzo często stosowała do osiągnięcia swoich korzyści - dania dupy.
Image
Awatar użytkownika
Alice
Gracz
 
Posty: 384
Rejestracja: 27 Lut 2012, o 14:43

Re: [Zordo's Haven] Kantyna "Zordo's Den"

Postprzez Mistrz Gry » 27 Wrz 2015, o 21:28

Gordon Pleva właściwie skończył już swoją zmianę i zamierzał podejść do kantyny, na pracowniczego shota, jednak skoro sam zaoferował smarkuli odprowadzenie do mieszkania, to głupio byłoby ją zostawić. Tym bardziej, że to ewidentnie nie był jej dzień. Odkąd nie miała żadnej informacji od brata, nie potrafiła skupić się na niczym. Nawet praca w kuchni nie wychodziła jej ostatnio zbyt dobrze. Na pewno pocieszeniem był fakt, iż na stację nie zadokował frachtowiec, tak więc załoga mogła mieć jakieś problemy ze statkiem. Zdecydowanie gorzej dla Anny byłby, gdyby okręt przybył na Zordo's Haven, ale wśród załogantów nie byłoby Carla.
- Prowadź, byle szybko. Niestety nie jestem tutaj od tego żeby cię niańczyć. - burknął dość szorstko Pidżej - Swoją drogą powinnaś się ogarnąć. Wiem dlaczego chodzisz taka przygaszona, ale pół standardowego roku temu, John Keeper dowodzący transportowcem "Uśmiech Tatooine", spóźnił się z przesyłką o cały miesiąc. Nikt nie wiedział o co biega, ale jak wrócili, tłumaczenie było takie, że spieprzył im się hipernapęd na kompletnym zadupiu. Nie marz się i pamiętaj Zordo nie lubi utrzymywać darmozjadów. Pierwszy lepszy kuchcik podpierdoli cię, że ominęłaś zmianę i zostaniesz wyrzucona. A do tego te plotki wokół twojej osoby, mam nadzieję, że przynajmniej pracowników nie okradasz. No daleko jeszcze?
Gordon nigdy nie był w mieszkaniu Sorennów, więc dopytywał niedoszłej ofiary gwałtu, w jakiej części stacji znajduje się ich lokum. Po drodze uścisnął dłoń kilku znajomym, zatrzymał się też dłużej przy sklepie z częściami zamiennymi, by przekazać jakieś informacje właścicielowi. Ruszając dalej za nastolatką, spojrzał na chronometr, jakby obawiając się spóźnienia na drinka, choć wiedział doskonale - kantyna Zordo's Den otwarta jest całą dobę.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6931
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Zordo's Haven] Kantyna "Zordo's Den"

Postprzez Alice » 4 Paź 2015, o 20:55

Mała mogła się spodziewać, że o zaginięciu jej brata wie już spora część najbliższego otoczenia. Rzeczywiście przez ten fakt Anna była bardzo rozchwiana emocjonalnie. Od kilku dni prawie w ogóle nie jadła, tylko usychała z tęsknoty i pogrązała się w czarnych myślach, snując najgorsze scenariusze co do Carla. Brak należytych posiłków również powodował u niej gorszą kondycję psychiczną.
- Spadaj!- zdołała jedynie odbruknąć do Plevy, kiedy ten kazał się jej nie mazać. Ogółem miała w dupie to co on mówił. Będzie płakała ile chce.
- To jak będę się zachowywać to moja sprawa - powiedziała rozkapryszona smarkula, choć zdała sobie sprawę, że Pidżej miał rację co do pracy. Dlatego przestała juz płakać i chciała jakoś doprowadzić się do porządku.
- Mieszkam niedaleko - Anna odniosła się jeszcze do pytania o jej miejsce zamieszkania - Dosłownie parę przecznic. Jeśli masz ścigacz będzie szybciej.

Proszę o wyprowadzenie z tematu i opisanie jakiegoś przytulnego mieszkanka dolnych części miasta.


Anna Soren przenosi się do: [Zordo's Haven] Stacja kosmiczna
Image
Awatar użytkownika
Alice
Gracz
 
Posty: 384
Rejestracja: 27 Lut 2012, o 14:43

Re: [Zordo's Haven] Kantyna "Zordo's Den"

Postprzez Vrath Ravage » 14 Lis 2015, o 04:07

"Zordo's Den" krzyczał wielki i jaskrawy neon tuż nad wejściem do kantyny. Parę minut temu, gdy Niezniszczalny przemierzał jeszcze nadprzestrzeń, Ravage miał za towarzystwo tylko małego i upierdliwie brzęczącego droida, a teraz gwar rozmów i dźwięków wydawanych przez najróżniejszej rasy istoty można było usłyszeć spory odcinek drogi przed wnętrzem lokalu.
Vrath wszedł do środka. Wnętrze knajpy choć skromne, miało w sobie coś sprawiającego, że może nawet było tu przytulnie, jednak pewnie i tak każdy ma to gdzieś po kilku kolejkach piwa czy czegoś takiego.
Choć nie było nadzwyczajnie tłoczno, drogę do baru Zabrak musiał torować sobie gdzieniegdzie uderzeniem z barku lub jakimś łokciem pod żebra. Oczywiście w żadnym stopniu nie sprawiło mu to radochy, a ten upiorny uśmiech na jego wpół metalowej szczęce to tylko przypadek. Ot przypomniał mu się żart opowiedziany przez R2-X3 w czasie podróży.
- Tego zabitego jedi czy jakoś tak. - Ravage wyciągnął z kieszeni spodni kilka kredytów i rzucił na ladę przed łysym barmanem. Było ich ciut więcej, niż wymagał cennik, jednak czasem warto zainwestować parę drobnych na poczet miłego wieczoru- Dzięki wielkie.
Zabrak ściągnął swój płaszcz i zawiesił go na rogu krzesła, zostając w koszuli bez rękawów. Sam rozsiadł się wygodnie i rzucił wzrokiem po gościach Zordo's Den. Zbieranina najróżniejszych ras raczyła się mniej lub bardziej legalnym rozrywką, najczęściej dość mocno zakrapianym. Przy pewnym stoliku grupa Rodian grała w karty, a jedne z nich właśnie udowadniał reszcie, że druga talia w jego rękawie znalazła się tam przez przypadek. Kawałek dalej para Twi'lekańskich prostytutek reklamowała swoje usługi Koreliańskiemu pilotowi, a kolejne dwie siedzące obok, ciężko powiedzieć czy w celu większego zachęcenia klientów, czy ze zniecierpliwienia czekaniem w najlepsze zajmowały się sobą wzajemnie, nie krępując się zupełnie przed nikim. Tutaj ktoś kogoś wyzywał od złodziei, tam po raz dziesiąty ktoś pił zdrowie solenizanta, kawałek dalej ktoś chciał się z kimś bić.
- Coraz bardziej mi się tu podoba. - westchnął pod nosem Vrath, samemu nie wiedząc czy ma na myśli okazję do jakiejś demolki czy te dwie Twi'lekanki.
RIP:
Image
Image
Image
Awatar użytkownika
Vrath Ravage
Gracz
 
Posty: 387
Rejestracja: 23 Paź 2012, o 20:13
Miejscowość: Wrocław

Re: [Zordo's Haven] Kantyna "Zordo's Den"

Postprzez Mistrz Gry » 15 Lis 2015, o 23:33

-Największym gladiatorem, jakiego widziała arena na tej zapyziałej stacji był Pikinier
-Nie pierdol, Jamie! Ten gość na arenie pojawił się ile? Dwa? - do uszu Vratha dotarł fragment rozmowy dwóch mężczyzn siedzących kilka kroków od niego. - Liczy się to ile razy z piachu schodziłeś żywy. Faye Spike, to jest legenda. Nie dość, że przeżyła od cholery walk, to jeszcze wyszkoliła największych twardzieli na stacji!
-Ale Pikinier robił show! Z uśmieszkiem wchodził na arenę i...

-...pewne informacje. Dwa kontenerowce z żywnością, bez żadnej eskorty - Vrath usłyszał konspiracyjny pół-szept gdzieś z prawej. - Towar wart grubą kasę. Dwunastu ludzi ogarnie abordaż... Stary, no dawaj!

-Martwy Jedi - barman oderwał zabraka od wsłuchiwania się w strzępki rozmów dochodzących z harmidru wypełniającego wnętrze kantyny. Na ladzie pojawiła się wysoka szklanka wypełniona najpopularniejszym drinkiem na stacji należącej do hutta Zordo. - Chyba nie widziałem cię tu wcześniej. Pierwszy raz na stacji? - zagaił rozmowę wykorzystując chwilę przerwy między zamówieniami.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6931
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Zordo's Haven] Kantyna "Zordo's Den"

Postprzez Vrath Ravage » 16 Lis 2015, o 22:15

Nie eskortowana żywność zabrzmiała dla Vratha jak świetna okazja. Nie, nie dlatego, że mógłby ją sprzedać i prawdopodobnie nieźle się wzbogacić albo zostawić dla siebie i mieć zapasy na najbliższe kilka tysięcy lat. Zabrakowi do głowy przyszedł pomysł o wiele lepszy i zabawniejszy. A gdyby tak zestrzelić oba transportowce? Część żywności spłonęłaby przy ostrzale, reszta zmarnowałaby się dryfując w przestrzeni. A najlepsze jest to, że na wielu planetach panujący głód zbiera olbrzymie żniwa śmierci. Taki ładunek mógłby wyżywić setki, jeśli nie tysiące istnień, a Vrath skazałby ich wszystkich na śmierć w męczarniach! Ubaw po pachy! Mimowolnie na tą myśl po jego twarzy przebiegł radosny uśmiech.

W każdym bądź razie, póki co szkoda czasu na takie pierdoły. Najbardziej intrygującą była rozmowa jakiś dwóch gości o gladiatorach. Vrath miał za sobą setki stoczonych walk na śmierć i życie, nic tak nie motywuję do walki jak wizja swoich flaków na piasku areny w razie błędu, a najpewniej zbieranina miejscowych "gladiatorów" nigdy nie była zmuszona do walki przez niewolniczy bat, ani nawet nie oberwała porządnie. Warto spróbować szczęścia, może to okazja porozwalać kilka łbów ku uciesze ludu. No i nie ma co ukrywać, chętnie zapozna tą Faye.

Zabrak pociągnął łyk Ubitego Moczera. Ciężko powiedzieć czy z jego kubkami smakowymi jest coś nie tak, czy może akurat dostał niepierwszej świeżości składniki, ale nie rozumiał nad czym spuszczają się mieszkańcy stacji. Zwykły, słaby sikacz. Przynajmniej tłumaczy to jego nazwę, a właściwie skąd ona pochodzi.
- Brawo za spostrzegawczość, bo przecież non stop kręcą się tu tacy jak ja. - choć całkiem sympatycznie, barman wyjątkowo źle dobrał słowa na zagajenie rozmowy. - Ta, chyba pierwszy raz, dużo ominęło mnie przez ostatnie lata. Ale całkiem tu u was miło. - facet za barem mógł stwierdzić, że Vrath próbuje wymigać się od odpowiedzi, jednak nie było tu żadnego fortelu. Zabrak faktycznie nie wiedział czy był tu wcześniej. Stracić pamięć to sama frajda.
- Mhm, to miło, że Ci się tu podoba. A więc co Cię tu sprowadza? Interesy czy urlop?
- Sam nie wiem, może przy odrobinie szczęścia uda mi się wysadzić tą stację. - twarz barmana lekko zbladła, a palce jakby nerwowo zaczęły szukać pod ladą jakiegoś przedmiotu, najpewniej z celownikiem i spustem, jednak nie tracił nawet na chwile kontaktu wzrokowego. Ruch ten nie umknął uwadze Vratha. Zabrak wybuch salwą śmiechu.
- Nie bierz tego tak personalnie przyjacielu, w razie czego wpadnę Ci wspomnieć, że podłożyłem ładunki. A ten rycerz zombie jest przereklamowany. - mówiąc to wstał z miejsca, zarzucił przez ramię płaszcz i dopił ostatnie łyki.
- Którędy trafię na arenę?
- A więc gladiator. Główną ulicą do centrum. Wielka budowla.
Vrath uderzył spodem szklanki o bar i ruszył w stronę wyjścia. W końcu jakieś konkretny plan działania. Wychodząc nie mógł odpuścić sobie tylko jednej rzeczy.
- Może potem się spotkamy co dziewczyny? - jedna z pary Twi'lekańskich dziwek dostała siarczystego klapsa w tyłek. Z początku chciała coś krzyknąć oburzona, ale chwile później zamruczała głośno i wróciła do zabawy ze swoją przyjaciółką.
- Naprawdę mi się tu podoba.
RIP:
Image
Image
Image
Awatar użytkownika
Vrath Ravage
Gracz
 
Posty: 387
Rejestracja: 23 Paź 2012, o 20:13
Miejscowość: Wrocław

Re: [Zordo's Haven] Kantyna "Zordo's Den"

Postprzez Mistrz Gry » 9 Lut 2016, o 22:19

Ayle Dara przybywa z: [Zordo's Haven] Lądowiska

Zordo's Den największa kantyna w Przestrzeni Huttów, oferująca wszelkiego rodzaju rozrywki. Od rozmaitych alkoholi, przez najlepsze kapele, po najpiękniejsze prostytutki reprezentujących kilkanaście ras. Lokal zapewniał anonimowość i dyskrecję. W zależności od celu, z jakim przybyło się do słynnej "Pieczary Zorda".
Ayle Dara dziarsko wkroczył do mordowni, rozglądając się po pomieszczeniu pełnym istot. Ostatecznie do spotkania miał jeszcze kilkadziesiąt standardowych minut, więc ruszył do nowoczesnego baru, za którym stało paru barmanów i barmanek. Gdyby Zeltron chciał przestudiować całą kartę drinków i alkoholi zapewne musiałby poświęcić na to cały wieczór. Nie mniej uwagę przykuwał najbardziej rozreklamowany trunek, o osobliwej nazwie "Martwy Jedi". Równie osobliwa była jego cena 27 kredytów, choć ponoć był wart tyle pieniędzy. Krążyły o nim różne plotki, najbardziej bzdurna mówiła, iż Zordo na zapleczu ma schłodzone zapasy krwi dawnych Rycerzy Jedi, będącej składnikiem drinka. Stali bywalcy ponoć potrafili rozpoznać piętnaście składników tego dobra, choć nie była to kompletna lista.
Uśmiechnięta, cycata i przede wszystkim piękna, Twi'lekańska barmanka, o nieco ciemniejszej karnacji różowej skóry niż Dara, stanęła naprzeciw gościa i niespodziewanie postawiła przed Zeltronem longa z fluoryzującym, niebieskim a może fioletowym trunkiem. Pod podłużną szklanką znajdowała się niewielka, standardowa kartka.

    Róg sali, nieopodal sceny dla artystów.

Forma komunikacji była nieco archaiczna, choć tak jak poprzednio wiadomość po przeczytaniu rozmyła się, nie zostawiając najmniejszego śladu. Początkowo Ayle mógł rozmyślać, czemu na takie spotkanie nie wynajęto loży, choć po chłodnej analizie, uznał, że w tym całym rozgardiaszu i hałasie, ciężej było coś podsłuchać bądź nagrać. Natomiast w wynajętych salkach nikt nie miał pewności, czy w kanapie nie zostały zainstalowane pluskwy, a urządzenia zakłócające nie zawsze zdawały egzamin.

***


W rogu sali, jakieś 10 metrów od sceny, na której grał sekstet Bithów wspierany przez Katharską wokalistkę, siedział około 55-letni mężczyzna, z wysokim czołem, choć z tyłu, jego siwe włosy były luźno zaplecione w kucyk, sięgający poniżej łopatek. Facet spokojnie lustrował otoczenie, wyraźnie oczekując na czyjeś przybycie.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6931
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Zordo's Haven] Kantyna "Zordo's Den"

Postprzez Ayle Dara » 10 Lut 2016, o 23:36

Zeltron nie uwzględnił jednego. Jak ma odnaleźć kogokolwiek w tym dzikim tłumie? Zlustrował pobieżnie pomieszczenie. Żadna z twarzy, czy chociażby sylwetek nie zdawała mu się znajoma. Mógł jedynie zgadywać, kim był poszczególne osoby oraz w jakim celu do kantyny trafiły. Przemytnicy, łowcy niewolników, gangsterzy. Według standardów imperium, lub praktycznie wszelakich standardów moralnych - szumowiny oraz kryminaliści. Persony najgorszego sortu przemieszane ze zwykłymi, szarymi cywilami. Wszyscy szukający chwili relaksu bądź zatrudnienia. Ayle miał zamiar połączyć przyjemne z pożytecznym. Na szycie listy jego priorytetów stało jednak tajemnicze spotkanie, na które najpierw musiał się w jakiś sposób stawić. Postanowił zamówić sobie drinka i usiąść przy pierwszym z brzegu wolnym stole.
Jego zamiary uprzedziła barmanka. Przemytnik nie zdołał nawet złożyć zamówienia, a mimo to przed jego twarzą pojawiła się szklanka. Odpuścił sobie wszelakie zalotne uśmiechy oraz próby flirtu względem kobiety. Pracowniczki tak popularnych lokali z reguły były zbyt zajęte, aby poświęcić klientom więcej niż parę sekund. Gdyby nie otrzymana razem z napojem kartka, Zeltron pomyślałby, że spotkał go miły przypadek i otrzymał zupełnie za darmo czyjegoś drinka. Szczęście nie miało jednak udziału w tym przedsięwzięciu. Hazardzista westchnął i podążył za instrukcjami, upijając łyk drinka. Nigdy nie bawiły go tego typu podchody, ale ciekawość wzięła górę. Ktoś pofatygował się, aby zbadać nieco jego osobę. Warto było sprawdzić, jakie dokładnie informacje zdobył i ile dowiedział się o jego pobycie na Taris.
W głębi ducha liczył, że zauważony mężczyzna jest tajemniczym UC. Konfrontacja z zupełnie przypadkową osobą mogła być w pewien sposób zabawna, ale również kłopotliwa. Nie mając jednak ochoty na oczekiwanie i zbędne subtelności, zbliżył się do stolika i usiadł na wolnym krześle, odkładając alkohol na stół. Na jego twarz wstąpił nieco nonszalancki uśmieszek.
- Przy barze rozdają darmowe drinki. Dorzucają do tego jakieś dziwne karteczki. Ciekawe, kto je funduje i w jakim celu - rzucił w kierunku mężczyzny.
Image
Awatar użytkownika
Ayle Dara
Gracz
 
Posty: 148
Rejestracja: 3 Sty 2015, o 19:48

Re: [Zordo's Haven] Kantyna "Zordo's Den"

Postprzez Mistrz Gry » 11 Lut 2016, o 00:11

Nim Dara dostrzegł mężczyznę, nieznajomy obserwował go już od dobrych kilkudziesięciu sekund. Wydawał się niepozorny, wręcz przeciętny. Żadnej obstawy, a przynajmniej nie przy stoliku, wiek też wskazywał na to, że szczyt siły tajemniczy jegomość ma za sobą. Jednakże Zeltron musiał zachować czujność, Galaktyka i istoty w niej żyjące potrafiły zaskakiwać. Nie rzadko bywało, że podstarzały łowca uciekł ze szponów śmierci, gdy młodsi koledzy, pędzeni brawurą, kończyli marnie z dziurą na środku czoła.
- Nie pierdol, tylko siadaj. - rzekł szorstko obcy, przesuwając nogą krzesło w kierunku Ayle. Charakterystyczny kolor skóry Zeltrona nieco denerwował tajemniczego rozmówcę, gdyż przykuwał uwagę innych, nie mniej stanowił także potwierdzenie, że osobnik jest tym z kim chciał się spotkać UC.
- Jestem Umbar i to wszystko co w tej chwili potrzebujesz o mnie wiedzieć. Przechodząc do rzeczy, wiem że przyleciałeś z Taris. Jestem też przekonany, iż natknąłeś się tam na pewnego Epicanthixa nazwiskiem Kavar, a być może trafiłeś też na kobietę o zadziwiających umiejętnościach. - zaczął Chacha nie bawiąc się w kurtuazyjne bajanie - Morhen był moim człowiekiem. Używam formuły był, bo choć nie mam stuprocentowej pewności, to informatorzy są przekonani, że nie żyje. Nie pytaj skąd o tobie wiem, bo to nie istotne. Chcę wiedzieć co tam się do kurwy nędzy wydarzyło.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6931
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Zordo's Haven] Kantyna "Zordo's Den"

Postprzez Ayle Dara » 11 Lut 2016, o 05:16

Mężczyźnie ewidentnie zależało na jak najszybszym załatwieniu sprawy. Cała ta zabawa z karteczkami upewniła go oraz otwartość Umbary upewniła Zeltrona, że ich spotkanie było nieoficjalne i będzie musiał wymazać je z pamięci zaraz po jego zakończeniu. Hazardziście nie zależało na czasie tak bardzo, był gotów pociągnąć swoje przedstawienie.
- Pewne fakty są dla mnie faktycznie nieistotne. Widzę, że masz całkiem rozbudowaną siatkę informatorów, a słowo dociera do ciebie szybko - mówił spokojnie i powoli, nie śpieszył się. Charakterystyczny uśmieszek zajawił się na jego twarzy i nie miał zamiaru jaj opuszczać - Tylko widzisz, Umbar, ja nie jestem ani twoim informatorem, ani jakimś wędrownym trubadurem, który rozpowiada o swych przygodach. Poza tym, dostałem mocno w łeb, słabo pamiętam co się działo w trakcie mojego pobytu na Taris - leków na tego typu amnezję było kilka. Zeltronowi chodziło o ten najbardziej skuteczny. Kredyty. Historia, której nie zdołali jeszcze poznać agenci Chachy, mogła kosztować skromną sumkę kredytów. Lub wywołać gniew starszego faceta. Wewnętrzny materialista przemytnika nie pozwolił mu odpuścić takiej okazji.
- Spotkałem natomiast pewną kobietę. Wysoka, szczupła, blond włosy. Jej umiejętności w pewnych kwestiach faktycznie były zadziwiające, jeśli wiesz o czym mówię - pozwolił sobie na niekoniecznie śmieszny oraz nieco głupi żart.
Image
Awatar użytkownika
Ayle Dara
Gracz
 
Posty: 148
Rejestracja: 3 Sty 2015, o 19:48

PoprzedniaNastępna

Wróć do Archiwum