Content

Archiwum

[Nar Shaddaa] Partnerzy z przypadku

Re: [Nar Shaddaa] Partnerzy z przypadku

Postprzez Renno Tresta » 1 Gru 2016, o 16:47

Gran podszedł bliżej do zagruzowanego przejścia; z każdym jego chwiejnym krokiem z granatowego skafandra zsypywały się odłamki kamiennych płyt i drobiny pyłu. Oparł dłoń o najbardziej wystającą ze sterty bryłę i szarpnął. Bez niespodzianki - nie ruszyło.
- Musi być jakieś inne wyjście. Nie?
Pomięte schematy kanałów znów znalazły się w zasięgu naramiennej latarki Rauss.
- Eeeee... Jasne. Chyba. - przygryzła dolną wargę. - Teoretycznie. Jeśli ten socjopata zechce wywiercić kilka ścian... Musielibyśmy nadłożyć, ale na powierzchni dałoby radę nawet blisko wyleźć od śmigaczy. Dość blisko. Dwa... trzy kilometry dalej. No, tam... - przesunęła palcem po mapie. - Cztery.
- Wiercenie jest szczytne. - MORD uniósł swoją groźną prawicę tuż przed lśniące z podziwu fotoreceptory. - Odbędzie się.
- Cztery kilometry targania łupów po wnętrznościach Nar Shaddaa? - Starbringer pokręcił głową. - Nic lepszego?
Astarith w odpowiedzi kichnęła sobie do wnętrza maski.
- Ooo nie, gdzieś musiało futro wleźć. Pieprzone Ganki. Włochate, kurwa, sukinsyny, żeby alergia, no nie wyciągnę... - mimo usilnych starań, nie zdołała wcisnąć palca pod gumową osłonę.
- Nic lepszego?
- Ma ktoś, ma ktoś chusteczkę?

***


- Ta. To tutaj.
- Pewna jesteś?
Miejsce, faktycznie, na pierwszy rzut Oczka nie wydawało się ani trochę specjalne. Mokro na łukowatym suficie, mokro pod nogami, mokre ściany wokół. Ciemno wszędzie, głucho wszędzie. Rith jednakże utrzymała kciuk w pionie.
- Aha. Wszystko się zgadza. Potrzebujemy wwiertu pięć metrów do góry. Stąd, gdzie stoję. - plasnęła w brunatnej kałuży butem. - I podłoga skarbca będzie otworem.
- Więc? - Kelen ustąpił miejsca MORDowi. - Na co czekamy?
Robot zrobił użytek z repulsorów i wgramolił się na pozycję. Rauss poklepała go po obudowie, na szczęście, on poklepał czubkiem stożkowatego świdra punkt wbicia. Czule, spokojnie, ale z pasją.
- Powiedz mi, krwawisz? Będziesz.
Akcja. Zgrzyt był tak okropny, że Gran aż zgiął się w pół, chowając ucho prawie za kolanem. Ooli dostał w nos skałką z pękniętej ściany i uskoczył za lewą nogę Starbringera. Łowczyni w zamyśleniu przypatrywała się mapie, analizując po raz enty drogę ewentualnej ewakuacji. Chyba zaistniała szansa na urwanie kilometra.
- Gotowe. G-g-gotoweeeee. Gotowe.
MORD zleciał w dół, w deszczu odbijających się od blachy okruchów, i gwałtownie, bez hamowania zaparkował na posadzce obok bandy włamywaczy.
- Niedobrze. Wygląda na awarię. - Oczko przyklęknął na droidem. - Spróbuję coś pogrzebać w bebechach, wy nie traćcie czasu.
Nikt nie oponował. Astarith, Kelen i Jawa wydobyli przywleczone z siedziby gangu wyrzutnie lin i skierowali lufy w stronę nowo wywierconego podkopu. Z każdego z pistoletów wystrzelił oberżnięty profesjonalnie hak, stanowiący zwieńczenie mocno splecionego włóknosznura. Nietrudno było więc zgadnąć, w jaki sposób najemnicy zamierzali zawędrować na górę.
- Ho ho ho. Też byście dostali schizofrenii od tylu kabli. Co my tu mamy... Części z edubota... mobilnej niańki... IT-O... trochę z modeli budowlanych też. Nie kłamali. Prawdziwy składak.
Głos Oczka przygrywał tercetowi w trakcie eksploracji zacienionego magazynu Tiraki. Nerwowe światła latarek skakały od regału do regału, omiatając ułożone na nich ciasno artefakty.
- Co mieliśmy konkretnie zwinąć? - Rauss nachyliła się nad zamkniętym w szklanej gablocie obrazem.
- Najpierw jakieś dwie statuetki. - odparł Kelen, lustrując wzrokiem cyfronotes z listą. - Szukaj tam, przy meblach. Ja rozejrzę się za dokumentami.
Na poziomie kanałów rozległ się przeciągły gwizd.
- Mam coś! Tylko... muszę... przestawić... O.
- Gotowe. Cel osiągnięty. Rozpoczynam działania.
- Jakie... Hej. Hej. Możesz... Hej! Zejdźcie na dół!
Łowczyni była najbliżej otworu, toteż pierwsza pobiegła zerknąć, czemu Granowi zebrało się na panikę. Otóż - umierał. Lekko mówiąc.
MORD strząsnął mięsną mieszankę ze swojego wiertła i przystawił narzędzie do jednej ze ścian.
- Nie mogą wyjść. Nie daj im uciec.
Wokabulator maszyny wypluł z siebie tym razem nie standardowy, monotonny tembr zaprogramowanego służącego, a głos dobrze znany Rauss i reszcie - głos Sireene.
Pokruszony na kawałki blok cegieł ujawnił pordzewiałą rurę. Robot nie przestawał drążyć.
Ściekowa fontanna wytrysnęła z tunelu w podłodze tak szybko, że Rith ledwie zdążyła uniknąć zbryzgania. Fala nieczystości nie przestawała płynąć. Płynęła, i płynęła, i płynęła... Wkrótce, breja odcięła dostęp do kanałów - chyba że wpław - i w samym skarbcu było jej już po kostki.
Włączył się również alarm. Dotychczas mroczna hala rozbłysła światłem reflektorów i zaniosła się wrzaskiem głośników. Pancerne podwoje, za którymi drużyna marzeń była do tej pory niewykrywalna, poczęły otwierać się.
W pamięci Astarith echem rozbrzmiały słowa Falleenki. Grupa ciężkozbrojnych ochroniarzy. Nieprzekupne droidy patrolujące kompleks. Laserowe siatki.
Naszykowała karabin.
Image
Postać archiwalna:
Renno Tresta
Awatar użytkownika
Renno Tresta
Gracz
 
Posty: 575
Rejestracja: 3 Kwi 2010, o 14:30

Re: [Nar Shaddaa] Partnerzy z przypadku

Postprzez Kelan Navarr » 5 Gru 2016, o 16:22

- Co tam się, cholera stało? - Starbringer spróbował przekrzyczeć wyjący alarm. - Jak wygląda droga ucieczki?
- Gównianie - odkrzyknęła Astarith, wpatrując się w otwór w posadzce, z którego z zastraszającą siłą biła brudno-brązowa ciecz. - Straciliśmy Oczko i droida.
Ooli zatrajkotał coś po jawajsku, próbując wspiąć się na jedną z gablotek. Cuchnąca breja sięgała mu już do kolan.
- Jeśli tu zostaniemy, utopimy się w ścieku, albo zostaniemy rozstrzelani przez ochronę.
- Jakieś pomysły? Wystarczy nawet jeden.
Kelen rozejrzał się po pomieszczeniu. Dalej, oddzielone od nich kilkoma rzędami gablot z eksponatami, znajdowały się pancerne drzwi - jedyne wyjście ze skarbca. Nie posiadały żadnego panelu kontrolnego. Kamera zawieszona nad nimi jasno sugerowała, że bez ingerencji z zewnątrz nie mogą zostać otwarte standardową metodą. Dwa metry nad ich głowami, na suficie, znajdowały się trzy kraty wentylacyjne. Ich średnica była jednak zbyt mała nawet dla Ooliego. Sprawa prezentowała się wyjątkowo parszywie. Mieli kilka minut, nim do pomieszczenia wpadną strażnicy, którzy nie będą zadawać pytań. Jawa zapiszczał nagle z ekscytacją, wskazując jedną z gablot.
- Co jest?
Jawa odpowiedział coś gorączkowo, lecz znajomość jawajskiego nie stała u Starnringera aż tak dobrze.
- Ni w cholerę, nie rozumiem, co mówisz. Broń?
Jeden z postumentów zajmował niepozorny przedmiot. Kształtem przypominał tubę, otoczoną kilkoma oplatającymi ją pierścieniami. Z jednej strony znajdowało się coś na kształt przełącznika. Najemnik podniósł eksponat i przyjrzał mu się z bliska.
- Wygląda jak latarka. Po co zawracasz mi głowę?
- Keeza!!! - Ooli aż zamachał rączkami.
- Gówno, a nie broń.
Chcąc udowodnić Jawie swoją rację, przesunął włącznik. Promień emanującego niebieską poświatą ostrza, wystrzelił ze zwieńczenia tuby, o kilkanaście centymetrów od głowy zakapturzonego obcego. Ooli odskoczył przerażony, lądując po szyję w ścieku i pomstując soczyście swego kompana. Kelen odruchowo cofnął rękę, zataczając obiektem niewielki łuk. Promień prześlizgnął się po jednym z postumentów. Starbringer z niedowierzaniem patrzył, jak konstrukcja z polerowanego metalu z hukiem przewraca się na bok, ukośnie przecięta w połowie wysokości. Spojrzał na trzymaną w ręce tubę z szacunkiem. Emiter ostrza buczał uspokajająco, zmieniając nieco tonację przy każdym ruchu dłoni.
- Hej, Rith! Widziałaś kiedyś coś takiego?
Image
Awatar użytkownika
Kelan Navarr
Gracz
 
Posty: 2293
Rejestracja: 28 Gru 2008, o 00:13

Re: [Nar Shaddaa] Partnerzy z przypadku

Postprzez Renno Tresta » 8 Gru 2016, o 21:20

Kobieta nieco zmartwiła się na widok laser-szpady.
- Nie... To znaczy... Ale wiem... co to jest.
Jednej rzeczy należało Imperium pogratulować - dobrą propagandę potrafili zorganizować jak mało kto. Cztery dekady z hakiem i już wszyscy zdążyli zapomnieć, iż onegdaj Mocowładnych było w galaktyce niemal tyle, co pcheł. Astarith mogła się wymądrzać, jej zakazaną wiedzę o Jedi i Sithach przekazał politycznie niepokorny ojciec; choć on sam częściej używał sformułowań, odpowiednio, "kultyści-onaniści" i "kultyści nienawiści". A tego, jak nazywał miecze świetlne, i co twierdził, że rycerze sobie nimi robili, już szerzej przytaczać nie wypadało.
- Elegancka broń... na bardziej cywilizowane czasy.
Zauroczony Kelen wykręcił nową zabawką młyńca, koślawego, niepewnego, ale zawsze.
- Hm, bo ja wiem. Mnie się wydaje, że akurat na teraz.
- Utinni!
Pancerny krąg zakończył proces wysuwania się z otworu w ścianie i, z pomocą zgrzytliwych starań rozmaitych trybików i podnośników, odsłonił nadchodzącą falę mechanicznych ochroniarzy.
Rauss uskoczyła za jeden z przepełnionych regałów, o włos mijając się z serią wściekłoczerwonych boltów; ciężko oberwały spoczywające na półkach kosztowności. Ooli odpowiedział ogniem, roztrzaskując, z racji wzrostu, szereg opancerzonych kolan i kroczy. Droidy miały szczęście, że były droidami.
Starbringera natomiast w ogóle nie absorbowały kwestie konieczności znalezienia osłony czy dobycia broni palnej. Ciął jakby od niechcenia, ostrze nie wymagało od szermierza wiele krzepy. Największym borykającym mężczyznę podczas potyczki problemem była konieczność uważania na rozwalone pod stopami fragmenty robo-torsów, robo-ramion oraz robo-łbów - niewłaściwy krok i mógł się człowiek jeszcze potknąć, jak idiota.
Najemnik potknął się, biorąc zamach na ostatniego agresora. Tym niemniej, klinga znalazła cel i rozpłatała tępy, jednooki pysk na dwoje. Jawa warknął tryumfalnie, doceniając swadę i śmiercionośność swego kapitana. Kapitan ponownie poświęcił chwilę na pozachwycanie się egzotycznym orężem.
- Ha! Zatrzymuję to. Widzę potencjał.
- Bardzo miło. - odparła łowczyni, przyglądając się skąpanemu w iskrach pobojowisku. - A teraz spieprzajmy.
Oprócz iskier, posadzka pokryta była gęstą warstwą ścieków. Wydrążona przez MORDa otchłań nie przestawała rzygać skoncentrowaną mieszanką ogólnoksiężycowych nieczystości. Tercet mokre miał już łydki.
Wpadli do holu przed skarbcem. W oczy rzucał się lśniący marmur, złote wykończenia, drogie modele kamer przy suficie - lokalizacja bardziej przypominała willę bogatego coruscanckiego polityka niźli magazyn lorda półświatka. Widać haracze od nar shaddaańskich przedsiębiorców nie szły na marne. Dobrze wiedzieć.
Ooli skierował paluch w stronę drzwi do windy.
- Żartujesz chyba? - Rith energicznie pokręciła głową. - Bierzemy schody na górę. W tym pudle od razu będziemy do odstrzelenia.
Paluch ponownie dźgnął powietrze.
- Hunya!
- Sam jesteś ch...
Drugi raz tego dnia kurdupel okazał ponadprzeciętną percepcję. Głośne "bip!" oznajmiło przybycie na piętro elewatora. Podwoje zniknęły w naściennych szczelinach, a zza nich do pomieszczenia wytoczył się imponujących gabarytów droid bojowy. Słojowate cielsko potwora spoczywało na dwóch grubych gąsienicach, trzeszczących pod ciężarem i nadmiernie nafaszerowanego korpusu, i uczepionych niego dział.
Astarith nie deliberowała przez ani jedną zbędną chwilę. Wycelowała w bydlaka i obciążyła spust.
Jej porażka była druzgocząca. Nie pomogła nawet asysta Jawy. Kaskada pocisków z obydwu karabinów rozbiła się na powłoce maszyny niczym lekka mżawka. Ni mniej, ni więcej.
- Granaty? - zasugerował Kelen.
- Ta. W zaświatach, razem z Iktotchim.
Ruda zerknęła na nagrzewające się do kontrataku armaty miniczołgu. Słabo umeblowane pomieszczenie nie oferowało żadnego ratunku przed nadchodzącą salwą. Zresztą, wyglądało na to, że szykowane bolty miały usmażyć miejscówkę od góry do dołu, od lewej do prawej, bez względu na wszelkie przeszkody.
Wtem, zrozumiała. Została jeszcze jedna szansa.
- Rzuć to, szybko! - skinęła w stronę odpalonego miecza. - Kupię ci drugi!
Image
Postać archiwalna:
Renno Tresta
Awatar użytkownika
Renno Tresta
Gracz
 
Posty: 575
Rejestracja: 3 Kwi 2010, o 14:30

Re: [Nar Shaddaa] Partnerzy z przypadku

Postprzez Kelan Navarr » 11 Gru 2016, o 15:31

Zafascynowany możliwościami nowej zabawki, Starbringer bez wahania poszedł za radą kobiety. Był stuprocentowo pewien, że z dystansu laserowy miecz – jak w myślach nazwał urządzenie – potrafi być równie śmiercionośny, co w zwarciu. Pełen entuzjazmu rzucił mieczem. Trójka najemników z fascynacją patrzyła, jak metalowa tuba z wystrzeliwującym z niej ostrzem, zmierza w kierunku droida, niosąc mu pewną zagładę. Rękojeść zatoczyła łuk w powietrzu i zaczepem z głuchym stukiem uderzyła w pancerz napastnika. Odbita sprężyście rękojeść upadła na posadzkę, a emiter przestał działać. Jak na komendę załoga Kruka rzuciła się na powrót ku wrotom skarbca. W ostatniej sekundzie rzucili się do wnętrza zalanego ściekiem pomieszczenia, gdy setki boltów gęsto przeorały ścianę za nimi.
- Jakieś inne, genialne pomysły? – krzyknął Kelan, gramoląc się z brunatno brązowej cieczy.
- Myślałam, że go rozwalisz.
- Przecież trafiłem!
- Nie tą stroną, co trzeba. Ostrze miało się w niego wbić, powodując eksplozję, morze iskier i ognia. Przynajmniej ja tak to widziałam, a teraz jesteśmy w dupie. Ta puszka ma zbyt mocne osłony, by standardowa broń wyrządziła mu krzywdę.
Kelen wychylił się na chwilę, by sprawdzić, co robi ich przeciwnik. Maszyna nie siliła się na finezję. Ze skierowanymi ku drzwiom lufami dwóch karabinów sunęła ku nim powoli, co pewien czas posyłając w otwór drzwiowy serie energetycznych boltów. Dzieliło ją od niej już tylko kilkanaście metrów. Zawieszone kilkadziesiąt centymetrów nad ziemią metalowe cielsko, wydawało się nie do zadraśnięcia żadną z broni, które posiadali. Droid przejeżdżał właśnie nad wyłączonym mieczem, gdy Kelena olśniło.
- Rith, odwróć jego uwagę na jakieś dwie sekundy.
- Co ty…
- Zobaczysz, jak się rzuca.
Spojrzał na Ooliego, a ten pojąwszy zamiary swego towarzysza, zapiszczał buntowniczo, machając rękami.
- Albo Ty, albo nikt – mruknął Starbringer, chwytając Jawę za kołnierz. – Dajesz Rith!
Rudowłosa wychyliła się, posyłając w kierunku oponenta serię z karabinu. Droid odpowiedział tym samym, doprowadzając ścianę po lewej stronie wrót do stanu bliskiego ruiny. W tym samym momencie Kelen zamachnął się Oolim, i z całej siły cisnął nim wprost na posadzkę w kierunku nadjeżdżającego egzekutora. Płaszcz Jawy pomógł zachowaniu mu pędu i ślizgiem Ooli dotarł między gąsienice droida, nim ten zdołał zareagować. Rękojeść rzucona przez Starbringera znajdowała się tuż obok niego.
- Utini! – wrzasnął triumfalnie, zachwycony tym, że wciąż żyje, jak i szczęśliwym zbiegiem okoliczności.
Małą rączką sięgnął po zabójczą broń i aktywował ostrze.

Kelen i Astarith nie doczekali się głośnego wybuchu. Ich uszu dobiegł jedynie odgłos wydawany przez urządzenia w momencie spięcia, a po chwili w otworze drzwiowym ukazała się nikczemnego wzrostu, zakapturzona postać. Ooli bez słowa podał rękojeść miecza Kelenowi i jedynie świecące nieco jaśniej niż zwykle oczy, świadczyły o podekscytowaniu małego Jawy.
Image
Awatar użytkownika
Kelan Navarr
Gracz
 
Posty: 2293
Rejestracja: 28 Gru 2008, o 00:13

Re: [Nar Shaddaa] Partnerzy z przypadku

Postprzez Renno Tresta » 13 Gru 2016, o 23:15

- Niby wszystko zajebiście - mruknęła Rauss, przyglądając się stercie złomu. - ale jak teraz za każdym razem będziesz rzucał miecz razem z Jawą, to się, ten... zmęczycie.
Najemnicy sensorycznie sprawdzili, czy winda jest na sto procent pusta - i czy żadna następna franca z niej po kryjomu nie wylezie - po czym dziarsko ruszyli do przodu. I w górę. Klatką schodową.
Krok za krokiem, wędrowali zupełnie jak jacyś eksperci, jakby za nic, za żart ledwie, mieli sobie zwodniczo płaskie grzbiety niezliczonych stopni, ścinanych ostrymi, skrobiącymi podeszwy butów klifami. Ich werwa była tak pełna werwy, iż niemal nie do opisania, a giętkość obciążanych kolan - rzec by się chciało, legendarna.
Łowczyni, wspinając się, docisnęła kolbę karabinu do barku, choć robotów było ani widu.
- Cicho tutaj.
- Nie licząc napierdalania syren, owszem. - błysnął Starbringer.
- Wiesz, o co mi chodzi.
Istotnie, prócz szybko przyswajanego przez uszy włamywaczy jazgotu alarmów, w okolicy, w ramach warstwy dźwiękowej, działo się niewiele więcej. Ktoś naiwny mógłby pomyśleć, że ochroniarze się wycofali. Ktoś inteligentniejszy stwierdziłby: zasadzka.
- Właśnie. Jakoś zapomniałam ci wspomnieć. Zanim tamten pieprzony robot zepsuł nam wieczór, dziwna rzecz, pogadał skubany głosem Sireene.
- Pewna jesteś?
- Ano. Brzmiał sukowato. I... zdradziecko. Po wyjściu będzie trzeba zadać pewnym osobom kilka pytań.
Wkroczyli na poziom piętra numer cztery. Szeroki korytarz pełen był drzwi do pomniejszych pomieszczeń magazynowych. Nad każdą z futryn znajdowało się kilka iluminowanych żarówkami zdań w huttese; wykaz łupów, które niebawem pochłonie nadciągająca fala ścieków. Cholerna szkoda, pomyślała Astarith.
Gdy towarzystwo pokonało już prawie całe przejście, a w zasięgu ich wzroków pojawiły się następne schody i następny elewator, nastąpiło coś przykrego. Kilkanaście metrów za plecami tercetu zmaterializowała się gęsto utkana laserowa siatka, pulsująca w oczekiwaniu, a przed nimi - bliźniaczka tejże, aczkolwiek nie aż tak leniwa i powoli sunąca do przodu. Klasyczny młot i kowadło. Nie lza było nawet uciec do któregoś z pobocznych pokoi, ponieważ te skończyły się chwilę temu; po prawicy i po lewicy pechowców rozpościerały się tylko gołe ściany, gdzieniegdzie poznaczone wgłębieniami na emitery zabójczych wiązek.
- Tak się zastanawiałam, kiedy będą te słynne lasery. No. To są.
Ooli przeklął po swojemu.
Image
Postać archiwalna:
Renno Tresta
Awatar użytkownika
Renno Tresta
Gracz
 
Posty: 575
Rejestracja: 3 Kwi 2010, o 14:30

Re: [Nar Shaddaa] Partnerzy z przypadku

Postprzez Kelan Navarr » 15 Gru 2016, o 16:50

- Zanim nas zidentyfikują, będą mieli trochę układania - mruknął Kelen, mierząc wzrokiem zbliżającą się powoli siatkę.
Widywał podobne wynalazki w przeszłości i wiedział, że jedyną możliwością ich wyłączenia, jest odcięcie zasilania. Zważywszy na ich położenie, była to opcja, którą należało natychmiast skreślić z listy możliwych do realizacji.
- Może to tylko ściema? - niepewnie odezwała się rudowłosa, jak zaczarowana wpatrując się w ruchome promienie. - Weźmy Ooliego i spróbujmy przerzucić na drugą stronę. Jeśli go nie posieka, znaczy, że przejście jest bezpieczne.
Jawa zakrzyknął coś gniewnie i odsunął się od kobiety na bezpieczną odległość.
- No co... ostatnio się udało.
- Pokaż mi raz jeszcze plany placówki. Szybko! - krzyknął Starbringer.
Astarith momentalnie wyszarpnęła z kieszeni przenośny holoprojektor i aktywowała go dotykiem dłoni. Nad dyskiem zmaterializował się trójwymiarowy schemat. Kelen powiększył obraz i zaczął śledzić przebytą drogę.
- Skarbiec jest tutaj - mruknął, wskazując punkt na najniższym poziomie. - Przeszliśmy tędy, schodami w górę, w prawo, dalej prosto...
- Jeśli czegoś szybko nie wymyślisz, będziemy za chwilę w bardzo wielu miejscach naraz.
- Cicho - zganił ją mężczyzna. - Daj mi moment. Jesteśmy tutaj.
Wskazał samotny korytarz, łączący dwie części kompleksu. Jeszcze bardziej powiększył plan i w skupieniu zmarszczył brwi. Zważywszy tempo zbliżającej się, morderczej siatki, pozostało im kilkadziesiąt sekund życia.
- Mam, popatrz! W tej ścianie biegnie szyb wentylacyjny. Zamurowali do na pewno ze względów bezpieczeństwa.
- Świetnie i co nam po tym? Jak chcesz się do niego dostać?
Najemnik bez słowa poderwał się na nogi i doskoczył do ściany. Zmierzył ścianę wzrokiem, aktywował ostrze miecza i w myślach prosząc los o odrobinę wsparcia, zatopił świetlistą klingę w murze. Durabeton nie stawiał najmniejszego oporu. Kelen zanurzoną po rękojeść bronią, nakreślił na gładkiej powierzchni nieco koślawy okrąg, po czym z całych sił zaparł się o jego centralny punkt. Ku zaskoczeniu wszystkich obecnych, w tym samego Starbringera, fragment ściany poddał się i po chwili walki, do wnętrza szybu wentylacyjnego z głośnym hukiem wpadł metrowy, durabetonowy walec. Krótki rzut okiem wystarczył na stwierdzenie, że szyb był wystarczająco dużo, by ich pomieścić.
- Szybko, do środka! - krzyknął, widząc, że niosące śmierć promienie są już prawie w zasięgu ich ramion.
Astarith nie trzeba było powtarzać. Z zadziwiającą zwinnością zniknęła w otworze, a jej tropem podążył Ooli wrzucony przez Kelena. Ostatni dołączył Starbringer, który o ułamki sekundy uniknął poćwiartowania. Mógł założyć się o Kruka, że promienie połaskotały podeszwy jego butów.
- Dzień pełen wrażeń, co? - uśmiechnął się lekko.
Image
Awatar użytkownika
Kelan Navarr
Gracz
 
Posty: 2293
Rejestracja: 28 Gru 2008, o 00:13

Re: [Nar Shaddaa] Partnerzy z przypadku

Postprzez Renno Tresta » 18 Gru 2016, o 22:28

- Dzień pełen, kurna, wrażeń.
Szczupły mężczyzna pochylił się nad ekranem spoczywającym na blacie biurka i zdawkowym, choć jednocześnie wymagającym ruchu kilku palców, gestem rozszerzył jeden z prostokącików z prostokącikowej gromady; pokaźnych już teraz rozmiarów ramkę wypełniała transmisja z kamery na czwartym piętrze.
- Dziura w ścianie. Hm.
Do pokoju wpadł drugi facet, pospiesznie majstrujący przy klamrze swojego czarnego paska. O otwartym rozporku zapomniał.
- Nie umyłem przez ciebie rąk, więc jeśli nie ściągnąłeś mnie tu po coś naprawdę ważnego, to zgadnij, co wąchasz.
- Przeciek.
- Co?
- Ze skarbca. Z podłogi w skarbcu. - biurkowy obserwator zmienił prostokącik. - Gówno sięga już pierwszych stopni na piętro wyżej. Nie przestaje płynąć.
Facetowi numer dwa opadły ręce.
- Cholera. Myślisz... że to moja wina? Dwa razy... dwa razy spuściłem.
- Ooo nie. Nie-nie-nie. To nie twoja wina.

Podczas gdy Astarith pomagała Ooliemu wykaraskać się z szybu, Starbringer przeprowadzał zwiad kilkanaście kroków dalej.
- Przestań... przestań piszczeć. A ty go nie szarp. - najemnik powoli tracił cierpliwość do swoich kompanów. - Cisza. Chyba coś słyszę.

- Widzisz? Miecz świetlny. Mówiłem.
Otwarty Rozporek nie mógł uwierzyć obrazowi z kamery.
- Troje włamywaczy... z kanałów. Skrzat, baba z wielką giwerą i twardziel, który nie boi się machać szpadą zakazaną w całym znanym uniwersum. Nic nie kradną, tylko... rozcinają ściany.
- I droidy. Drugą i ostatnią turę. Nie mam więcej do wysłania. Na systemy laserowe też już nie liczę. - Obserwator odwrócił się do kolegi. - Wołaj chłopaków z powierzchni. Musimy to skończyć. Gorgo będzie chciał intruzów żywcem.

Maszyny przegrały. Po raz kolejny.
Rauss umieściła w gnieździe karabinu ostatnią baterię.
- Nieźle. Nie dają nam odpocząć, nie? Tyle tego...
- Tanie modele. - burknął Kelen. - Mają spore zapasy. Albo mieli. Więcej nie przybiega.
- Znaczy, że czas się ruszyć.
Piętro trzecie nie różniło się znacznie od czwartego. Przede wszystkim, napisy nad drzwiami opisywały inne rodzaje drogocennych zabawek. I brak było w zasięgu wzroku jakichkolwiek zabójczych siatek. Czyli generalnie lepiej.
Tercet zbliżył się do klatki schodowej.
Stuk, stuk, stuk.
Przedmiot, który idąca na czele Rith szybko zidentyfikowała jako granat błyskowy, kicnął pod czubki jej butów.
Najemnicy mieli zapasy samodyscypliny wystarczające, by, pomimo całkowitego oślepienia, wycofać się sprintem - zygzakowatym - w głąb korytarza. Poganiały ich syczące bolty, serwowane przez nadchodzących chmarą ochroniarzy skarbca; tym razem agresorzy byli w pełni organiczni i normalnie, po człowieczemu wkurwieni.
Otwarty Rozporek przewodził oddziałowi. Uniósł swojego powtarzalnego Baragwina do strzału. Jawa wydał mu się właściwym celem na rozgrzewkę.
Nim zdążył nacisnąć spust, zgasło światło. Na całym piętrze. W całym kompleksie. Zapanował kompletny, nieprzenikniony, podziemny mrok.
- Co to znaczy - Rozporek docisnął słuchawkę komunikatora do ucha. - "gówno dopłynęło do generatora"?
Image
Postać archiwalna:
Renno Tresta
Awatar użytkownika
Renno Tresta
Gracz
 
Posty: 575
Rejestracja: 3 Kwi 2010, o 14:30

Re: [Nar Shaddaa] Partnerzy z przypadku

Postprzez Kelan Navarr » 21 Gru 2016, o 17:11

Korytarz rozjaśniała chmura energetycznych boltów, wypluwanych przez obrońców placówki. Trójka najemników, ukryta za najbliższym załomem muru, nie miała nawet szansy na wychylenie się zza osłony. Ściany kolejnego pomieszczenia obracane były w perzynę. Kelen sprawdził zasobnik energetyczny karabinu.
- Baterie długo już nie pociągną.
- Zawsze możesz ich pociąć tym świecącym kijem - stwierdziła Astarith, lecz w tonie jej głosu próżno było szukać głębokiego przekonania.
- Jasne, a potem ruszymy na samego Gorgo.
- Wiesz, że to niegłupie?
Kanonada z głębi korytarza ustała. Zbiry Gorga prawdopodobnie uznały wreszcie chaotyczne próby trafienia ukrytych intruzów, za bezcelowe. Było jedynie kwestią czasu, aż zajdą załogę Kruka od tyłu i wezmą w ogień krzyżowy. Starbringer podjął decyzję. Podał Ooliemu miecz i dłuższą chwilę tłumaczył coś szeptem. Jawa skinął zakapturzoną głową i zniknął w ciemnościach.
- Co jest grane? - spytała Astarith.
- Stawiamy wszystko na jedną kartę.
- To znaczy?
- Albo nas zabiją, albo się z tego wygadamy.
Kelen wstał i krzyknął donośnie:
- Nie mamy broni, nie strzelać! Wychodzimy!
Wychynął na otwartą przestrzeń z rękami w górze, a kilkanaście promieni światła momentalnie zatrzymało się na jego sylwetce. Starbringer pracował w fachu najemnika wystarczająco długo, by wiedzieć, jaki los spotyka osoby wchodzące w drogę Huttowi Gorgo i nie miał ochoty do końca życia oglądać się przez ramię. Kiedyś wykonał dla Hutta pewne lukratywne zlecenie i upatrywał w tym ich szansy. O ile rzeź bezmyślnych droidów można było wytłumaczyć koniecznością samoobrony, tak wybijając sporą grupę pracowników, zamknęliby sobie drzwi do polubownego załatwienia sprawy. Ryzyko było spore, ale istniała też możliwość wyciągnięcia z całej tej kabały pewnych profitów. Czując na sobie wzrok kilkunastu par oczu, Starbringer uśmiechnął się zadziornie i pozdrowił zebranych:
- Dobrze, że jesteście chłopaki. Wreszcie ktoś, z kim można dojść do porozumienia. Mamy do pogadania z Gorgo. Weźmiecie nas do niego?
Image
Awatar użytkownika
Kelan Navarr
Gracz
 
Posty: 2293
Rejestracja: 28 Gru 2008, o 00:13

Re: [Nar Shaddaa] Partnerzy z przypadku

Postprzez Renno Tresta » 26 Gru 2016, o 00:00

Rozporek błysnął uczepioną lufy latarką prosto w oczy Starbringera. Przez dłuższą, milczącą chwilę kontemplował niezadowolony pysk najemnika, by w końcu przełamać się i wybuchnąć gromkim, szorstkim rechotem palacza.
- Nie wierzę. Jaja jak berety. Ja bym się nie odważył.
Groźnie chrzęstnęło kilka połechtanych języków spustowych.
- Nie, żywcem. - warknął herszt. - Gorgo musi mieć swoje drobne przyjemności.
Większość chrzęstów ucichła.
- Jesteś pewien, Steelbaum? - głos jednego ze stojących w mroku ochroniarzy zabrzmiał zimno. - Po mojemu...
- Po twojemu dupa. Jestem pewien. Ale mogę zmienić zdanie, jeśli wszyscy mnie tu nie wylezą.
Astarith westchnęła ostentacyjnie, tak, żeby jej kolega usłyszał, po czym rzuciła broń i opuściła bezpieczną gościnę winkla. Ramiona trzymała tak wysoko, że wszyscy mogli zwąchać, jak się człowiek może spocić po kilku godzinach biegania w wodoodpornym kombinezonie.
- Oto jesteśmy. Gdzie Jawa nie wiem.
Otwarty Rozporek, albo raczej - Steelbaum, niemal zastrzygł uszami na dźwięk słowa na jot. Tego drugiego.
- Czekaj. Skrzat to Jawa? No tak. Chłop, baba i Jawa. - kiwnął głową. - Trójka zamachowców z kosmoportu, uciekinierów Sireene. Szef ledwo udobruchał zarządcę Desa za tamten wybuch. Uparliście się wkurwić dzisiaj wszystkich na tym księżycu? Zresztą. Chaika, oklep ich. Jak mają jeszcze jakąś broń, zabierz i karnie daj im nią po pysku.
Zabrak opuścił szereg i truchtem zbliżył się do Kelena. Steelbaum i jego ferajna kontynuowali naświetlanie korytarza celem znalezienia Ooliego.
- Gdzie mały śmierdziel? Nie będę czekał w nieskończoność.
- I tak brzmisz radośnie. - odparła Rauss, uważnie patrząc, gdzie multikolorowy rogacz pcha łapska. - Biorąc pod uwagę okoliczności.
- Jasne. - gangster uśmiechnął się szeroko. - Cieszę się, że mam żywy prezent dla Gorga. I że nie jestem wami. Ja za ten cyrk stracę najwyżej rękę, tę od strzelania. Wy... Cóż. Od ręki zacznie się rozmowa.
Image
Postać archiwalna:
Renno Tresta
Awatar użytkownika
Renno Tresta
Gracz
 
Posty: 575
Rejestracja: 3 Kwi 2010, o 14:30

Re: [Nar Shaddaa] Partnerzy z przypadku

Postprzez Kelan Navarr » 3 Sty 2017, o 14:05

Dotarli do windu długim korytarzem, zakręcającym tyle razy, że Kelen stracił rachubę.
- Cholera, wreszcie... - westchnął z ulgą. - Już myślałem, że znów będziemy musieli tłuc się po schodach. Chwalmy zasilanie awaryjne.
Jedyną odpowiedzią, była zimna lufa karabinu, która bezpardonowo pchnęła go do klaustrofobicznego pomieszczenia. Jak zmieścili się w nim wszyscy, pozostać miało zagadką. Po kilkudziesięciu sekundach zapoznawania się z podwładnymi Gorga w sposób bliższy, niż mieli na to ochotę, znaleźli się na jednym z górnych pięter kompleksu. Z oddali ich uszu dobiegła muzyka.
- Przyjacielu, jeśli idziemy na imprezę, zapnij może co nieco - najemnik znacząco skierował wzrok ku dołowi.
Oczy Rozporka podążyły za spojrzeniem Starbringera, a jego twarz przybrała kolor purpury.
- Ty skurwysynu, już ja nauczę cię szacunku - warknął przez zaciśnięte zęby i z całej siły trzasnął Kelena w twarz. Najemnik aż zatoczył się na ścianę, lecz uderzenie nie zdołało zmyć kpiącego uśmiechu z jego twarzy. Uśmiech poszerzył się nieco, gdy Rozporek zaczął dyskretnie mocować się z niesforną częścią spodni.
- Zobaczymy, kto będzie się śmiał ostatni - warknął mężczyzna, z zażenowaniem dostrzegając rozbawione spojrzenia kompanów.
Mechanizm w spodniach za cholerę nie chciał współpracować. Mężczyzna poddał się w końcu i wciąż purpurowy na twarzy, popchnął więźniów w kierunku źródła muzyki.

W końcu trafili do sporych rozmiarów sali. Jeśli ktoś siedziby Huttów wyobrażał sobie jako skąpane w półmroku nory, siedziba Gorga musiała zmienić jego zdanie. Białe, marmurowe posadzki były tak czyste, że można było dostrzec w nich swe odbicie, a wykończone złotem ściany przytłaczały bogactwem. Pierwszą rzeczą, jaką zauważył Starbringer, była jednak czarwonoskóra Twi'lekanka, wyginająca swe perfekcyjne ciało w rytm muzyki. Jeśli jakiś stereotyp o Huttach był prawdziwy, to z pewnością było to zamiłowanie do prywatnych tancerek - Twi'lekanek. Ta konkretna swą urodą onieśmielała bardziej niż całe bogactwo sali. Ki niezadowoleniu Kelena, muzyka ucichła, dziewczyna przestała tańczyć, a za klepsydrą jej ciała, najemnik dostrzegł zwalistą sylwetkę Hutta. Gorgo podfrunął do swych gości na platformie repulsorowej. Uważnie badał ich wzrokiem, aż w końcu odezwał się głębokim głosem:
- Starbringer - wbrew oczekiwaniom zebranych, w głosie nie było złości.
- Witaj, o wielki - mężczyzna ukłonił się zgodnie z protokołem. - Choć okoliczności są nieprzyjemne, dobrze widzieć cię w pełni zdrowia i sił.
Image
Awatar użytkownika
Kelan Navarr
Gracz
 
Posty: 2293
Rejestracja: 28 Gru 2008, o 00:13

Re: [Nar Shaddaa] Partnerzy z przypadku

Postprzez Renno Tresta » 6 Sty 2017, o 21:18

Parchata dłoń bossa z leniwą satysfakcją pogładziła czubek sterującego platformą drążka.
- Znasz mnie na tyle dobrze, Coruscantczyku, by wiedzieć, że byle ugięcie kolan i garść gładkich słów nie poruszą mojego serca.
Hutt Tiraka wyglądał i poruszał się jak luźny stolec, więc jego dwa przeżółkłe ślepia, którymi tak przecież uwielbiał wdrążać się w swoich suplikantów, mogły niechybnie przywołać Kelenowi na myśl obraz dwóch nieprzetrawionych drobin kukurydzy. Najemnik wiedział jednakże, iż pod żadnym pozorem nie może złamać swojej fasady spokoju i zwrócić na to uwagi. Tutaj chodziło o życie.
- Zwłaszcza, że jak wynika ze sprawozdania...
- Wolałam, jak Largo urządzał lokal. Atmosfera wypadała luźniejsza, bar stał otwarty, niewolnice się szybciej odkrywały...
Inną rychło zwracającą na siebie uwagę cechą Gorgo był jego głos. Mówił wyraźniej, sprawniej i bardziej rzeczowo od swoich rozlazłych pobratymców; nie sprawiało mu perwersyjnej przyjemności zmuszanie interlokutorów do uniżonego zbliżania i pochylania głów, celem uchwycenia choćby tylko jednego stłamszonego przez tłuste policzki słowa.
- Ach. Astarith Rauss. Kto szuka uwagi, ten ją znajdzie.
Hutt opuścił przestrzeń osobistą Starbringera i podleciał bliżej łowczyni.
- To nie niewolnica. To sowicie opłacana profesjonalistka. Nie trzymałbym... towaru w swoim domu. To było, faktycznie, dobre dla mojego brata. I jest nadal dla Zordo, z tego co słyszę. Ha. Czy to nie do niego właśnie uciekłaś z podkulonym ogonem? Kiedy to było?
Kobieta uśmiechnęła się niemiło.
- Rok czy dwa.
- Och, to prawda. Szmat czasu. Więc powiedz mi, czy wróciłaś tu tylko po to, by zwrócić przeciwko mnie lojalnego, jak sądziłem, człowieka i dokonać aktu... - żabojad szukał przez chwilę słowa. - ...wandalizmu na mojej własności? Myślałby kto, że do tego czasu zdołałaś pogodzić się ze śmiercią Largo i jego ludzi. Swoich towarzyszy broni... sojuszników. Z koniecznością ich śmierci.
Przez moment wydawało się, jakoby twarz Astarith złagodniała, jakby na myśl przyszło jej, że należy podzielić się z Huttem prawdziwą wersją wydarzeń. Wyjawić rolę Sireene w napadzie, poinformować o zdradzie Noghriego.
Ten trzeźwy przebłysk zgasł jednak błyskawicznie.
- O, jasne. Z tym się pogodziłam bez problemu. Szlag mnie tylko trafia, jak widzę żywych zdrajców pełzających dalej po świecie. Aż się chce takiemu przyp...
- Dość!
Koło tuzina rozlokowanych w sali strzelców zatrzęsło się w butach. Hutt skrzywił w obrzydzeniu jamę ustną i nakazał repulsorowi lot w tył, w kierunku swojego lśniącego - i od wypolerowania, i od śluzu - tronu.
- Poczyniłem wszelkie uprzejmości. Nawet mówiłem do ciebie w huttese, jak do cywilizowanej istoty. Ale na tym koniec. Oboje wiemy, co cię czeka, Rauss. Nie będę tracił więcej czasu na rozmowę z trupem. Odzywaj się na swoje ryzyko.
Tiraka posadził szeroko rozumiany zad na siedzisku.
- Czekam na rozsądne wytłumaczenie z rozsądnych ust.
Image
Postać archiwalna:
Renno Tresta
Awatar użytkownika
Renno Tresta
Gracz
 
Posty: 575
Rejestracja: 3 Kwi 2010, o 14:30

Re: [Nar Shaddaa] Partnerzy z przypadku

Postprzez Kelan Navarr » 9 Sty 2017, o 17:17

- Wiem, że cenisz osoby, które wyświadczyły ci przysługę, a chyba tak można potraktować sprawę Zobooia. Jestem pewien, że pamiętasz.
Hutt zakołysał się na swej platformie, wlepiając oczy w najemnika.
- Dawne względy nie upoważniają do włamywania się do czyjejś własności i zalewania jej szambem.
- To drugie, to serio nie my - wtrąciła odruchowo Astarith, lecz umilkła pod wpływem spojrzenia kompana.
- Astarith mówi prawdę, to nie nasza sprawka. Znaleźliśmy się tu wbrew naszej woli i wszelkie wyrządzone szkody, są jedynie wynikiem działań samoobronnych. Spytaj zresztą szefa swej ochrony. Poddaliśmy się, nie podejmując nawet walki.
Gorgo spojrzał pytająco na Rozporka, a ten z dużą niechęcią, twierdząco skinął głową.
- Nie oddali żadnego strzału. Podejrzewam, że skończyły się im zasobniki z energią.
- Mózg ci się skończył. Dawno temu - mruknął pod nosem Kelen, po czym już głośno rzucił w stronę mężczyzny. - Możesz wziąć któryś z karabinów i sprawdzić na sobie prawdziwość swej teorii.
Dowódca ochrony zamilkł, szukając w myślach celnej riposty. Nie dał rady.
- Wciąż nie wyjawiłeś powodu swego wtargnięcia, Starbringer - zahuczał Gorgo.
- Wszystko wyjaśnię, lecz jesteś jedyną osobą, która ma prawo to usłyszeć. Gwarantuję, że to, co mam do powiedzenia, bardzo cię zainteresuje.
Nadszedł czas ostatecznych rozwiązań i Kelen wiedział, że na szali są życia jego, Astarith i wciąż więzionej Niry. Czy dobrze zrobił, dobrowolnie oddając się w łapska Hutta? Stojąc przed potężnym cielskiem lewitującym na platformie repulsorowej, w jego głowie pojawiła się nutka wątpliwości. Wprawdzie z niespodziewaną odsieczą mógł zawsze nadejść czający się gdzieś Ooli, lecz Starbringer wolał nie pokładać swego życia w tym niepewnym założeniu.
Gorgo potoczył po zebranych swymi złocistymi oczami, po czym na powrót skupił uwagę na najemniku. W końcu skinął swą oślizgłą głową. Prawie fizycznie czując skierowane w jego korpus lufy kilkunastu blasterów, Kelen podszedł do Hutta i zaczął mówić. Początkowo spokojny, Gorgo z każdą sekundą zdawał się coraz bardziej ożywiać. Jego czteropalczaste dłonie zacisnęły się gniewnie w pięści. Schutta! - wymruczał słuchając Starbringera. Rozmawiali dobry kwadrans, nim najemnik na powrót dołączył do Rauss, pozostawiając kipiącego złością Gorga.
- Co się dzieje? - spytała szeptem kobieta.
- Poważnie wkurwił się na naszą zielonoskórą przyjaciółkę. Jeśli pomożemy mu się z nią rozprawić, przymknie oko na koszty sprzątania i odkażania dolnych partii swej siedziby. Zastanowi się też, co z tobą zrobić.
- Zastanowi?
- Nie udało mi się uzyskać żadnych zapewnień, ale sprawiał wrażenie, że chce Cię zabić jakby odrobinę mniej, niż chwilę wcześniej. Co ty mu w ogóle zrobiłaś?
Astarith westchnęła.
Image
Awatar użytkownika
Kelan Navarr
Gracz
 
Posty: 2293
Rejestracja: 28 Gru 2008, o 00:13

Re: [Nar Shaddaa] Partnerzy z przypadku

Postprzez Renno Tresta » 12 Sty 2017, o 21:36

Piętnaście sygnatur cieplnych.
Sześć stojących na galerii u szczytu sali, pięć stojących niżej, dwie u podnóża wielkiego tronu w centrum, jedna tłusta na tronie, jedna znacznie mniej tłusta w trakcie audiencji.
Nie.
Szesnaście sygnatur cieplnych.
Sześć stojących na galerii u szczytu sali, w tym dwie ziewające, pięć stojących niżej, dwie u podnóża wielkiego tronu w centrum, jedna tłusta i machająca łapami na tronie, jedna znacznie mniej tłusta dalej w trakcie audiencji.
I jeszcze jedna, mikra, w przewodzie wentylacyjnym w suficie, tuż obok kryształowego żyrandola.
Lacertil obnażył w rozbawieniu kły i odłożył skaner. Szczwana Jawa. Śmieszne zwierzątko.
Na dachu wieżowca wiało tęgo, lecz najgłośniejszy szum wydobywał się ze słuchawki w uchu Noghriego. Drab przytknął do urządzenia palec.
- Nie. Wciąż - nabrał powietrza. - gadają.
Zaszumiało ponownie.
- Wiem. Bez znaczenia. Martwym. Na nic prawda. Nie zemszczą się.
- Jesteś gotowa. Inni. Gotowi. - podjął po chwili i cierpliwie wysłuchał głosu po drugiej stronie. - Dobrze. Musi być. Równocześnie. Zaczynajmy. Wreszcie.
Wyłączył komunikator i odwrócił się do reszty.
- Teraz.

- Ja?! Gówno zrobiłam!
Niefortunny dobór słów mocno skonsternował Rozporka.
- To on - łowczyni oskarżycielsko wycelowała palcem wskazującym w Tirakę. - zaliczył jakiś nagły odchył. Postanowił skasować własnego brata i wszystkich jego pracowników. Czyli, no wiesz, mnie między innymi. Ja miałam szczęście. Duży Bo, Solon, Anzelm Dwie Ręce, masa innych... Oni nie mieli szczęścia. W jeden wieczór straciłam wszystkich przyjaciół. Ta huttokształtna kupa ścierwa miała czelność...
- Kobieto - Gorgo zmrużył powieki. - czy jesteś głupia? Oczywiście, że musiałem ich zabić. Czys-tka. Wszyscy je regularnie urządzają, nie rozumiem, czemu akurat do mnie kierowane są pretensje. Teraz zamilcz i posłuchaj towarzysza. Masz jednorazową of... Hej! Kto się bawi pilotem?
Szklane ściany, chroniące apartament bogacza przed zbrukanym powietrzem Nar Shaddaa, nagle zmąciła sztuczna mgła. Choć oko wykol, na zewnątrz wyjrzeć się nie dało. Równocześnie, panele przy licznych boltoodpornych drzwiach rozjarzyły się czerwienią; wyjścia zostały odcięte.
Ochroniarze unieśli karabiny do strzału, acz dość niepewnie.
- Co się dzieje? Żądam wyjaśnień!
Zamiast wyjaśnień pojawiły się śmigacze. Szyby prysnęły pod naporem jednej z rozpędzonych maszyn; Kelen, Astarith i Rozporek ledwo uskoczyli przed czarnym pojazdem Lacertila. Drugi speeder wleciał do sali z przeciwnej strony, miażdżąc pod sobą dwóch pechowych cyngli, i zatrzymał się z hukiem u podstawy siedziska Tiraki. Hutt spanikował, spadł z kilkumetrowej wysokości na posadzkę - prosto na mokry pysk. Rozległ się żałosny jęk.
Noghri pierwszy wyskoczył ze swojego wozu, z wibroostrzem w garści. Naprzeciw niego stanął wciąż nieco rozkojarzony Rozporek. Mężczyzna uniósł blaster i wypalił kilka razy; tarcza energetyczna Honoghrańczyka niczym gąbka wodę wciągnęła wszystkie pociski. Lacertil odpowiedział kilkoma zdawkowymi cięciami, a potem niespiesznie przestąpił nad tryskającymi krwią zwłokami gangstera. Bardziej interesował go inny, obszerniejszy jegomość, w tamtym momencie czołgający się w kierunku swojej platformy repulsorowej.
- Hej, debilu!
Noghri próbował udawać, że nie słyszy.
- Czy to mój nóż?
To był faktycznie jej nóż, zwinięty jeszcze podczas awantury w kosmoporcie.
- O, niefajnie.
Rauss pognała rozmówić się ze złodziejem; Starbringer został sam. Przyszedł czas na analizę sytuacji.
Po pierwsze, pistolet wyrzucony z martwej dłoni Rozporka wylądował tuż pod jego nogami. Taka przyjemna okoliczność na pewno była in plus.
Po drugie, ochroniarze Tiraki - i ci jeszcze żywi na parterze, i ci w miarę bezpieczni na galerii - skutecznie odwracali uwagę zamachowców Lacertila, utrzymując z nimi żwawą wymianę ognia. Był czas na znalezienie osłony. Również in plus.
Po trzecie, z obmalowanego sufitu sali wystawał czubek ostrza miecza świetlnego. Ooli wychodził z ukrycia - in plus. Ale, jednocześnie, jeden z agresorów również to zauważył i skierował lufę broni w stronę piłującej ostro klingi - potencjalnie wcale nie in plus, jeśli Jawa zginie.
Image
Postać archiwalna:
Renno Tresta
Awatar użytkownika
Renno Tresta
Gracz
 
Posty: 575
Rejestracja: 3 Kwi 2010, o 14:30

Re: [Nar Shaddaa] Partnerzy z przypadku

Postprzez Kelan Navarr » 19 Sty 2017, o 05:30

Starbringer działał instynktownie. Lata doświadczenia procentowały w tego typu sytuacjach, automatycznie kierując ruchami najemnika. Poderwał z posadzki blaster, który był jego największą szansą na przeżycie. Bez chwili zastanowienia wymierzył w Grana celującego w Ooliego. Trójoki zwalił się na ziemię z wypaloną dziurą w skroni, nie wiedząc nawet, skąd padł strzał. Jego towarzysze byli już bardziej spostrzegawczy. W kierunku Kelena momentalnie pomknęły śmiercionośne bolty. Mężczyzna odruchowo rzucił się za najbliższe schronienie, którym była jedna z białych kolumn, poza względami czysto estetycznymi, niemająca żadnego zastosowania architektonicznego. Posadzka była tak głądka, że przejechał kilka metrów, nim zatrzymał się na jakimś miękkim przedmiocie. Przedmiot pisnął. Kelen uniósł oczy i trafił na przerażone spojrzenie czerwonoskórej tancerki, która również obrała kolumnę za swe schronienie. Uśmiechnął się odruchowo.
- Cześć, jestem Kelen! – zagadnął, gramoląc się z rozkosznie gładkich ud kobiety.
Kolumnę opaliła salwa boltów energetycznych. Twi’lekanka ponownie pisnęła, chowając głowę między kolanami. Starbringer odpowiedział napastnikom ogniem, zabijając jednego z nich.
- Niezła rozwałka. Jeśli to przeżyjemy, jesteśmy umówieni na kolację ze śniadaniem – bardziej stwierdził, niż zapytał.
Odpowiedziało mu jedynie przerażone spojrzenie zielonych oczu. Cholera, jakie ona miała oczy. Tymczasem resztę pomieszczenia ogarnął chaos. Przestrzeń wypełniła się latającymi we wszystkie strony, kolorowymi boltami. Gorgo wciąż bezskutecznie próbował wczołgać się na platformę, używając przy okazji wszystkich możliwych przekleństw w huttese, Astarith zniknęła gdzieś w walczącym tłumie. Jedynie Ooli był wciąż w tym samym punkcie, wyglądając parą świecących oczu z usadzonego na sklepieniu wylotu kanału wentylacyjnego. Jawa dezaktywował miecz świetlny, czekając na dogodną okazję, na pokonanie kilku metrów w dół.
Image
Awatar użytkownika
Kelan Navarr
Gracz
 
Posty: 2293
Rejestracja: 28 Gru 2008, o 00:13

Re: [Nar Shaddaa] Partnerzy z przypadku

Postprzez Renno Tresta » 1 Lut 2017, o 16:08

Wibronóż przeciął nic. Tam, gdzie jeszcze przed sekundą stała Astarith, teraz mącił się jedynie dźgnięty sztychem powiew zimnego powietrza. Uskoczyła w ostatniej chwili i doskonale o tym wiedziała. Płytki, nerwowy oddech i żałośnie rozwarte oczy zdradzały jej strach, rwącą żyłami adrenalinę.
Lacertil syknął, cofając dłoń. Szybka bestia. Nie musiał się odwracać, by potwierdzić, że jest już za jego plecami - poczuł kopnięcie wycelowane w tył swojego kolana. Potem przewidująco uniósł ramię, czując nadchodzący cios w profil. Pięść kobiety odbiła się od karwasza z miłym wstrząsem.
Nie tracąc czasu, Noghri wykręcił cielsko w kierunku najemniczki i zarazem szeroko wymachnął uzbrojoną w ostrze łapą. Rauss, rzucając się do uniku, prawie potknęła się o własne nogi. Pierwszy błąd. Drugi - dała złapać się za włosy i rzucić plecami wprzód na twarde podejście do wysokiego tronu Tiraki.
- Nie twoja. Kolej. Ale zrobię. Wyjątek.
Wstała, splunęła w odpowiedzi i poczęła wycofywać się w górę, ku złotemu krzesłu Hutta. Nie spuszczała Lacertila z oczu; kroczył jej śladem, pochylony, napięty jak struna i gotowy do krojenia.
- Utinni!
Sufitowy Jawa pomachał niżej stojącej towarzyszce rękojeścią miecza świetlnego. Ruda chciwie wyciągnęła dłoń w kierunku kurdupla.
- Teraz! Rzuć!
Ooli zajazgotał afirmatywnie i rzucił. Podłużny, latarkopodobny - powiedzmy - obiekt imperialnej nienawiści zaszumiał w powietrzu, śmignął w dół, po czym o włos minął się z otwartą garścią Astarith. Stara broń Jedi, zamiast raz jeszcze posłużyć do walki, walnęła w kant skośnej, diagonalnej ścieżki, a potem obrała kierunek na rozbite okno i runęła hen, hen, daleko w najniższe partie księżycowego miasta.
W okolicach żyrandola wybrzmiało przepraszające jęknięcie.
- No to skacz na sukinsyna! Skacz, nie myśl!
Kolejna wykrzyczana przez Rauss komenda na moment zbiła Tatooińczyka z tropu. Tym niemniej, karzeł wziął sobie do serca dwa ostatnie zasłyszane słowa i, ufając w pewną siebie mądrość homo sapiens, puścił kraniec dziury w przewodzie.
Lądowanie było twarde. Noghri zaciekle próbował zrzucić z siebie złomiarza, ale ten z zadziwiającą siłą wczepił się w głębokie fałdy rozwrzeszczanego pyska i absolutnie nie współpracował.
- Tarcza energetyczna! Emiter ma! Rozwal! Rozwal!
Teraz Jawa się ucieszył. Jego koślawe, szczurze łapki nijak nie znały się dalekodystansowym rzucaniu mieczami świetlnymi, ale jeśli chodziło o rozbieranie elektroniki na części - z tym nie miały problem. Cwaniak zeskoczył do pasa Lacertila i zaczął majstrować, nie przejmując się kwestiami prywatności czy dobrego smaku.
- Ko lopo!
Szary bydlak zdołał w końcu przytrzymać pasożyta, trzepnąć go w łeb i cisnąć w kąt sali, ale sprzętu nie uratował - emiter, a właściwie jego rozwalone fragmenty, posypał się na ziemię. Furia Honoghrańczyka objawiła się kolejnym przeciągłym warknięciem. Doskoczył do Astarith, najbliższej dostępnej ofiary, i ciął wysoko, po gardle. Spomiędzy przyciśniętych do szyi palców kobiety wypłynęło kilka gęstoczerwonych strumyków; straciła równowagę i spadła z podestu w kałużę śluzu, którą zostawił po sobie podobnie przed chwilą obalony Gorgo Tiraka.
Rana nie była jednak ani nazbyt głęboka, ani nazbyt rozległa; kunszt i precyzję Lacertila przyćmił jego ślepy spazm wściekłości. Na dodatek, teraz można już było dziada ustrzelić - łowczyni brakowało tylko broni. Wtarabaniła się więc w środek rozgorzałej strzelaniny i złapała za pierwszy lepszy karabin. Niestety, był on właśnie używany przez jednego z pieniących się zamachowców, a facet nie lubił się dzielić, z zasady.
Nic to, pomyślała Astarith, niemal czując na plecach metaliczny dech Noghriego. Będę musiała nalegać.
Image
Postać archiwalna:
Renno Tresta
Awatar użytkownika
Renno Tresta
Gracz
 
Posty: 575
Rejestracja: 3 Kwi 2010, o 14:30

Re: [Nar Shaddaa] Partnerzy z przypadku

Postprzez Kelan Navarr » 13 Lut 2017, o 10:20

Sprawy nabrały tempa. Walczący stopniowo zmieniali aktywne pozycje stojące, w skrajnie pasywnie leżące. Fakt ten zdecydowanie zwiększał przejrzystość sytuacji, eliminując równocześnie sporą część zagrożeń. Populacja na sali zmalała na tyle, że Kelen dokładnie zdołał zaobserwować trajektorię lotu swej nowej, ulubionej zabawki, która z właściwym sobie wdziękiem zniknęła gdzieś w otchłaniach Pionowego Miasta. Z ust mężczyzny wydobył się cichy jęk zawodu, który w połowie przerwał bolt, który przeciął powietrze tak blisko głowy najemnika, że ten poczuł ciepło na policzku. Bez wahania odpowiedział ogniem, pomagając natrętowi dołączyć do mniej ruchliwej części istot, zgromadzonych w sali. Skierował wzrok na kryjówkę Ooliego, lecz Jawa zmienił w międzyczasie miejsce pobytu na zdecydowanie mniej komfortowe. Starbringer dostrzegł szare cielsko Noghriego, zbliżające się do mocującej się z chuderlawym Rodianinem Astarith. Najemnik chciał wysłać ich prześladowcę w niebyt, lecz nie miał dogodnej pozycji do strzału. Nie będąc w stanie bezpośrednio pozbawić szarej góry mięsa życia, wybrał rozwiązanie pośrednie. Wycelował w zaciśniętą na karabinie dłoń Rodianina i pociągnął spust. W tej samej chwili Astarith triumfalnie zdobyła pożądany oręż, płynnym ruchem zwracając jego ziejącą ciemnością lufę, wprost w zaskoczony pustk Noghriego. Był szybki, lecz nie aż tak. Nim zdołął się uchylić, wylot lufy rozbłysł czerwonym światłem , wypalając w zaskoczonym oku malowniczą dziurę. Nie wypowiadając już żadnego kalekiego gramatycznie zdania, prawa ręka Sireene padła martwa na niegdyś idealnie białą posadzkę siedziby Gargo Tiraki. Kobieta dla pewności, bądź własnej satysfakcji, wpakowała mu w głowę jeszcze serię boltów, odsyłając oryginalny kolor okolicznej posadzki w niebyt. Widząc śmierć swego dowódcy, pozostali przy życiu agresorzy kompletnie stracili głowy, zapominając o taktyce i dyscyplinie. Były to ostatnie popełnione przez nich błędy. Kelen wyskoczył z kryjówki i w kilki susach dopadł do swej towarzyszki.
- Jesteś cała? - odruchowo spytał, spoglądając na jej szyję. Momentalnie dotarło do niego, że ton jego głosu zabrzmiał, jakby naprawdę robiło mu to znaczącą różnicę. Cholera, starzał się.
Zmęczona kobieta skinęła w odpowiedzi głową. Ostatni z grupy Sireene dołączył właśnie do reszty swych towarzyszy. Pod ścianą na swe krótkie, skryte pod nieodłącznym płaszczem nóżki, podniósł się właśnie Ooli i widząc sytuację w sali, głośnym Utini! obwieścił zwycięstwo.
Image
Awatar użytkownika
Kelan Navarr
Gracz
 
Posty: 2293
Rejestracja: 28 Gru 2008, o 00:13

Re: [Nar Shaddaa] Partnerzy z przypadku

Postprzez Renno Tresta » 19 Lut 2017, o 21:24

Astarith opuściła karabin i przytknęła ramię do broczącego niemrawo cięcia na gardle.
- Sprawdź Hutta - półszepnęła do Kelena. - Niech już nie zdechnie z tego wszystkiego.
Kilka kroków dalej, Gorga powoli zwlekali z ziemi jego zwycięscy ochroniarze. Wydawało się, że grubas zaczyna z powrotem reagować na bodźce i generalnie wracać do twardej rzeczywistości; słysząc słowa jednego ze swoich ludzi, że napastnicy padli i Lacertil nie żyje, pomruczał nawet z zadowoleniem. Na widok Starbringera ożywił się jeszcze bardziej, wczepiwszy w poły kurtki najemnika drżącą łapę.
- Drzwi. Otwórzcie drzwi.
Nie licząc rozbitych, świszczących okien, prowadzących w zanieczyszczoną przepaść Nar Shaddaa, apartament nadal pozostawał odcięty od otoczenia. Po drugiej stronie pozłacanych grodzi dawało się jednak wychwycić strzępy nerwowych szeptów i klekot uruchamianego przez fachowców sprzętu. Wkrótce, z rozdzieranych maszynerią futryn posypały się deszcze iskier, a elektroniczne zabezpieczenia, dotąd niewspółpracujące, puściły - Kelen nie musiał więc ani kiwnąć palcem, by wprowadzić w życie przykaz Tiraki. Wyręczyli go koledzy z zewnątrz.
- Joł!
Coruscantczyk odwrócił się w samą porę, by desperackim odruchem uchwycić rzucony w niego przedmiot. W dłoni spoczęła mu ledwie złapana, znajoma kabura z blasterem, który stracił w kosmoporcie kilka godzin temu. Rauss roztropnie splądrowała śmigacz złodziejskiego Noghriego i sama też odzyskała dwie swoje zwinięte giwery, plus wcześniej odzyskany wibronóż.
- "Joł"?
- Jaki ty jesteś dokładnie stary?
Technicy skończyli rozpracowywać podwoje do komnaty tronowej bossa i wpuścili do środka posiłki. Chmara lepiej niż przyzwoicie uzbrojonych twardzieli asystowała garstce powłóczących szatami zauszników Gorgo; ci drudzy, zamiast machać gotowymi do strzału automatami, dzierżyli wysoko uniesione ekrany datapadów. Stres dało się wyczuć w powietrzu, cuchnął amoniakiem. Albo stres, albo mściwy strumień moczu, wyciskany na martwą twarz Lacertila przez szeroko uśmiechniętego Jawę. Coś jednak cuchnęło.
- Szefie, mamy... mamy problemy. Kasyno... magazyn...
Hutt odepchnął podpierających go goryli i podpełzł do mamroczącego niespokojnie sekretarza. Bladawiec zgiął się niemal wpół pod wzrokiem swojego pracodawcy.
- Jakie. Problemy?
Gryzipiórek wolał nie narażać się dłuższą gadaniną i kliknął po prostu na wysuwany z podłogi holoprojektor.
Imponująco wyraźna tafla zamalowała się transmitowanymi na żywo obrazami z kilku różnych kluczowych nieruchomości klanu Tiraka. Pożoga, eksplozje, gorączkowe wymiany ognia - "problemy" okazały się być maciupeńkim eufemizmem.
- Jednoczesne ataki w szeregu lokalizacji... - kontynuował dzielnie bladawiec. - Wcześniej ruszylibyśmy po rozkazy, ale... I tutaj doszło do najgorszego... Opanowujemy sytuację...
Gorgo zacisnął pięść.
- Pozwolę sobie zgadnąć. Stoi za tym żałosna zdrajczyni.
- Tak. I... to niekoniecznie wszyyy-stko. Przy okazji przejęcia kontroli nad budynkiem... które właśnie zwalczamy... nastąpił inny atak w cyberprzestrzeni. Prywatne bazy danych zostały splądrowane... Część informacji wykradziona, część zniszczona... Wszystko jest zaszyfrowane, oczywiście, lecz kwestią czasu będzie dla wpraw...
- Rozumiem.
Dalszego biegu konwersacji ciężko było drużynie marzeń podsłuchać. Hutt szczelnie otoczył się konfidentami i zaczął przydzielać im odpowiednie poruczenia. Rith na niecierpliwe spojrzenie Kelena wzruszyła ramionami i kontynuowała samoopatrywanie ran.
- Przynosicie mi pecha, awanturnicy.
Tiraka postanowił w końcu poświęcić chwilę dochodzącemu do siebie towarzystwu.
- Tym niemniej, walczyliście zażarcie i propozycja współpracy jest nadal aktualna. Z pewnym limitem czasowym, oczywiście. Wydarte z moich zasobów informacje stracą swoją wartość wraz z nadejściem świtu, kiedy to Falleenka niewątpliwie zdoła złamać ich zabezpieczenia. I, znając ją, sprzeda je najhojniejszemu licytantowi. - perorował gównobarwny. - Jeśli nie wy dostarczycie mi kobietę i dane, a zrobią to, w przerwie między gaszeniem pożarów, te cne dżentelistoty, które zatrudniam... Cóż. Docenię wasze starania i pomyślę o mało inwazyjnym upomnieniu.
- Weźmiemy któregoś z tych ogierów. - łowczyni wskazała kciukami wraki wewnątrz sali. - Rozumiem, ze jak my też wypieprzymy oknem, to afery nie będzie?
Gorgo zaniechał riposty i odślimaczył się z powrotem do swoich podkomendnych. Astarith bez zbędnych ceregieli wskazała Ooliemu wóz Lacertila do wskoku.
- Pewnie doskonale wiesz, gdzie lecimy? - sceptycyzm Starbringera dałoby się pokroić.
- No to tak. Sireene będzie się chciała trzymać z dala od informatorów i szpicli grubego, czyli odpadają kosmoporty, statki popularniejszych szmuglerów, tak dalej. Nie opuści księżyca wcale szybko. Skuma się z degeneratami dawnej znajomości, łowcami i handlarzami niewolników, piratami, tu, na miejscu. Przechowają ją z dala od zamieszania, jak igłę. Nie pałają miłością do Kartelu co najmniej odtąd, odkąd żabolce zaczęły nakładać na nich tłuste prowizje od każdego zhandlowanego osobnika. Jest jeden konkretny, mniej znany rynek poza tym terytorium. - ruda przybrała konspiracyjny ton. - Spadamy tam, zanim te debile nas ubiegną. Cho, ponawiguję.
Miejsce za kierownicą dostał Kelen.
Image
Postać archiwalna:
Renno Tresta
Awatar użytkownika
Renno Tresta
Gracz
 
Posty: 575
Rejestracja: 3 Kwi 2010, o 14:30

Re: [Nar Shaddaa] Partnerzy z przypadku

Postprzez Kelan Navarr » 21 Lut 2017, o 14:34

Opuszczeniu siedziby Hutta towarzyszyło uczucie pewnej ulgi. Ryzyko i postawienie swego losu na jedną kartę, przyniosło korzyści. Za jednym zamachem wyeliminowali szaroskórą, prawą rękę Sireene wraz z większością jej żołdaków, wkupili się w łaski Gargo i – przede wszystkim – ocalili życia bez większych szkód cielesnych.
- Za wyrzucenie tego świetlnego ostrza przez okno, szorujesz łazienkę na Kruku przez najbliższe trzy miesiące – rzucił Starbringer do siedzącego na tylnej kanapie śmigacza Ooliego, o którego obecności świadczył jedynie miotane pędem powietrza zwieńczenie kaptura.
Jawa zaburczał coś pod nosem, lecz nie protestował otwarcie. Raz, że faktycznie nawalił i sam żałował, że nie będzie mógł rozkręcić kolejnej zabawki. Dwa, że obowiązki czyszcząco – sprzątające i tak spoczywały na jego małych barkach przez ponad dziewięćdziesiąt procent czasu. Niezmiennie nie rozumiał jednak, dlaczego zmuszany był do utrzymywaniu w czystości pokładowego prysznica, skoro sam prawie nigdy z niego nie korzystał.



Nar Shaddaa można było podzielić w bardzo prosty sposób. Miejsca na Księżycu Przemytników rozgraniczał jedynie stopień podłości. Były więc miejsca mniej i bardziej podłe. Naturalnie zdarzały się wyjątki potwierdzające regułę, lecz nadal osobie przyzwyczajonej do klasy lepszych lokali rodem z Potrójnego Zero, wydawały się zwykłymi mordowniami.
Targ niewolników nie był jednym z wyjątków. Wręcz przeciwnie – z trudem kwalifikował się wręcz do grupy miejsc najpodlejszych. Kelen, który w swym życiu widział już wiele, musiał przyznać przed sobą, że galaktyka wciąż ma wiele do zaoferowania. Poziom skurwysyństwa wypełniający powietrze, był tu tak wysoki, że zdawał się stawiać fizyczny opór. Sama obecność w tym miejscu sprawiała, że Starbringer czuł się zbrukany. Jego obrzydzenie rosło z każdym krokiem i kolejnym sprzedawcą, zachwalającym swój towar. Towar miał przeważnie pełne strachu, bądź przepełnione dramatyczną obojętnością oczy. Czasem był oczu pozbawiony.
Znajdowali się w ogromnej, jak na warunki Nar Shaddaa hali, o masywnych kolumnach, podpierających zawieszone kilkanaście metrów wyżej sklepienie. Sterczące tu i ówdzie ze ścian puste oczodoły gigantycznych rur, wskazywały, że dawniej to osadzone w trzewiach księżyca miejsce miało jakieś połączenie z systemem kanalizacji, będąc być może zbiornikiem wody. Obecnie zostało wzięte w objęcia przez najgorszy element galaktyki. Całą przestrzeń zdawała się być wypełniona krzykami, okrutnym śmiechem i płaczem.
Gdy minęli kilka klatek, ze stłoczonymi jak zwierzęta dziećmi, na oczy Starbringera opadła czerwona zasłona. Jego dłoń zacisnęła się na rękojeści blastera, gdy powstrzymał go uścisk Astarith.
- Później – szepnęła, rozumiejąc doskonale intencje swego partnera. – Najpierw Sireene, albo ta suka ucieknie nam na dobre.
Image
Awatar użytkownika
Kelan Navarr
Gracz
 
Posty: 2293
Rejestracja: 28 Gru 2008, o 00:13

Re: [Nar Shaddaa] Partnerzy z przypadku

Postprzez Renno Tresta » 25 Lut 2017, o 23:38

Najpierw Falleenka pogapiła się na rozwlekły, czarny grzyb w rogu sufitu, przez dokładnie trzy minuty i trzydzieści sześć sekund. Potem zabrała się liczenie zapasowych elektropałek i opakowań z wybuchowymi obrożami, umieszczonych na metalowych regałach przy ścianach pomieszczenia: odpowiednio pięćdziesiąt siedem i dwadzieścia trzy. A kiedy pałki te i opakowania zaczęły już multiplikować się w oczach kobiety jak króliki i powodować mętlik w przemęczonym łbie, uniosła dzierżoną w dłoni butelkę, przeźroczystą zielenią przysłoniła sobie świat i wypaliła krzynę kubków smakowych haustem taniej gardulli.
Haust niestety nie wypalił przy okazji borującego jej mózg znużenia.
- Ile jeszcze?
Ślęczący nad ekranem przestarzałego komputera Sullustanin westchnął.
- Czterdzieści osiem procent złamane.
- Czyli?
- Trzy, cztery godziny. Gdybyśmy mieli klucz, poszłoby...
- Szybciej, wiem. - Sireene zakręciła się na obrotowym krześle. - Klikaj tam sobie tyle, ile trzeba. Żeby tylko cały pakiet gotów był do transmisji najpóźniej rano. Skarbie.
- Szefowo?
Oprócz zielonej i informatyka w norze przesiadywała jeszcze garstka innych kryminalistów i kryminalistek, płciowo jak najbardziej zróżnicowanych, którzy, zamiast pospolicie się wynudzać, w większości zabawiali ręce i wyłączali umysły konserwując uzbrojenie. Jedynie siedzący przy sieci złączonych komunikatorów Weequay zdawał się egzystować w stanie pełnej, postawionej na alarm świadomości, podszczypywanej regularnie poprzez zajęcie w postaci analizowania nadchodzących i koordynowania wychodzących sygnałów. Dopiero jakiś szczególnie istotny bodziec zmusił faceta do oderwania się od słuchawek i przykucia uwagi zwierzchniczki.
- Lacertil miał się odezwać kwadrans temu. Cisza z jego strony.
- Ach. - Falleenka wyprężyła kark. - Czyli albo mu się udało i zdechło, albo mu się nie udało i zdechło. Szkoda, tak czy siak. Lepszego pierwszego oficera... Jak reszta grup uderzeniowych?
Ogorzały ze szczętem humanoid zerknął na pobłyskującą pod jego palcami stertę sprzętu.
- Ostatnia przed chwilą zerwała kontakt. Przedtem słychać było strzały. Dużo strzałów. Zdecydowanie więcej niż jeden.
- Hm. No tak. Ale najważniejsze, że zdążyli narobić zamieszania. - szeroki uśmiech oszpecił twarz eks-piratki. - Ogarnięcie tego chaosu zajmie psom Tiraki długie godziny. Nie będą wiedzieli, co ze sobą zrobić. A nawet jeśli znajdą to miejsce... dawno nas tu nie będzie.

Minęło kilka nieprzyjemnych, napiętych sekund zanim Kelen zdecydował się odwrócić wzrok od gromadki szczeniaków. Astarith, zadowolona złagodzeniem sytuacji, zluzowała chwyt z ramienia kompana i w ramach pokuty poprawiła wygnieciony swoim szarpaniem rękaw. Na mężczyźnie gest nie zrobił jednak przesadnego wrażenia.
– Skąd w ogóle wiesz o tym... - dla ukojenia nerwów głęboko odetchnął. - ...miejscu?
– Oj tam, przecież... Coś słyszałam... - łowczyni schyliła głowę i schowała twarz za mierzwiącą grzywkę dłonią. - Pierwszy raz jestem.
- Ruda franca! Kopę lat. Co cię tu przywiało? Przylazłaś tu za swoją dziewczyną?
Tłum donośnie negocjujących kontrahentów rozrzedził się przed jowialnym znajomym Rauss. Brzuchaty, materializujący się w najgorszym momencie Devaronianin kroczył przez targowisko jak prawdziwe paniszcze, wszem i wobec eksponując swoje pozłacane uzębienie, cienki, zawoskowany na błyszcząco wąs i lśniący autorytetem identyfikator, głoszący: "Główny nadzorca - Kostya Chen". Przy jegomościu warowało dwóch niższej rangi strażników, odzianych w ciemnoczerwone, przewlekane utwardzanymi płytami uniformy; kolebiące się przy udach twardzieli ogłuszacze z pewnością całkiem niedawno przetrąciły jakiemuś niefortunnemu niewolnikowi trochę kości.
- Zgaduję, że nie odwiedzasz mnie tu z dostawą, hę?
- Hm...Nnno tak. Ja już dawno nie... - kobieta dla bezpieczeństwa odsunęła się o krok od Starbringera. - Czekaj. "Swoją dziewczyną"? Ha! Czyli Sireene faktycznie tu jest!
Diaboł wyciągnął z kieszeni szeleszczącą opakowaniem landrynkę i rzucił ją pouciskanym w klatce dzieciakom. Cukierek odbił się od kraty.
- Ech, ty franca... Jest tutaj, jest. Pojawiła się równocześnie z wrzaskami, że niby zdrajcy szaleją po terytorium Tiraki i wcisnęła mi w łapska skrzynię kredytów. Być może z wdzięczności ją i jej ferajnę sobie uchowałem, być może... Obrotny człowiek jestem, nie? Co wam do tego?
- Gorgo nam do tego. Jesteśmy tu z jego ramienia. Więc, no wiesz, musiałbyś być szczególnie głupi, żeby nie połączyć faktów, czemu chcemy Falleenki. Posłuchaj...
Następne wystrzeliwane z ust Astarith słowa pertraktacji kompletnie umknęły zmysłowi słuchu Kelena. Lawirując spojrzeniem po burzącej krew w żyłach okolicy, dostrzegł coś, co ze szczętem rozmyło i wyciszyło dla niego resztę świata. Coś fundamentalnie, gruntownie, absolutnie niewybaczalnego.
- ...asz rację. - głos nadzorcy Chena brzmiał dla najemnika tak niewyraźnie, jakby wydobywał się spod wody. - Jeszcze tego brakuje, żeby pieprzony Kartel zrzucił mi na ryj niebiosa. Z drugiej strony, prawda, zapłaciła dużo i nawet moje słowo zobowiązuje. Huttowie czy nie Huttowie, e? Hej, brodaty! - Devaronianin pstryknął w Starbringera. - Powiedz coś swojemu chłopakowi, franca. Denerwuje mnie, stoi tak.
Rauss skierowała wzrok w stronę, która tak bardzo zdawała się fascynować Coruscantczyka. I wtedy zrozumiała.
Daleko, za ścianą przemielającej się gawiedzi, ciemnoczerwony gwardzista zaciskał kontrolną obrożę na szyi dziwnie znajomej szatynki. Wprowadzana do obiegu niewolnica stała nieruchomo, jej szkliste oczy wryte były w posadzkę, a karcące warknięcia oprawcy przyjmowała z łamiącą serce pokorą.
Astarith mimowolnie, w szoku szepnęła drogie dla jej towarzysza imię. Nira. Niech to szlag. Ale w końcu Sireene w jakiś sposób musiała pozbyć się zakładniczki. Zamiast poderżnąć dziewczynie gardło, zwyczajnie... wzięła ją ze sobą i opchnęła z zyskiem po drodze.
Takie zezwierzęcenie... i taka żyłka do biznesu.
Niech to szlag.
Image
Postać archiwalna:
Renno Tresta
Awatar użytkownika
Renno Tresta
Gracz
 
Posty: 575
Rejestracja: 3 Kwi 2010, o 14:30

Re: [Nar Shaddaa] Partnerzy z przypadku

Postprzez Kelan Navarr » 28 Lut 2017, o 15:37

Starbringer poczuł, jak coś w nim pęka. Cały jego świat zamknął się w znajomej postaci. Krzywdy wyrządzane bezbronnym kobietom i dzieciom, działały na niego niczym krew na Rancora. Zapytany o tę kwestię, odbąkiwał coś o przeszłości, a pytający nie drążył tematu, nie chcąc wysłuchiwać nieprzyjemnej historii o zwyrodniałym ojcu molestującym matkę, bądź siostrę młodego Starbringera. Kelen nie miał ojca – kata, ani matki, która mogłaby być katowana. Nic przynajmniej na ten temat nie wiedział. Dokładnie rzecz ujmując, nie wiedział o nich niczego, poza faktem, że był im zbyteczny. Całe dzieciństwo spędził w podmieście Coruscant, w sierocińcu prowadzonym przez panią Tirrd. To też nie było przyczyną jego traumy. Tę zgotował sobie sam.
Miał osiemnaście lat i właśnie ukończył sześcioletnie szkolenie kadetów. Wrota akademii imperialnej stały przed nim otworem. Wraz z dwoma przyjaciółmi świętowali w Dziurawym Kuble – spelunie wyjątkowo upodobanej sobie przez młodych rekrutów, rezydujących na Coruscant. Miała na imię Elisa i była od nich chyba trzy lata starsza. W Kuble bywała często i zdążyła obsłużyć niezliczoną ilość imperialnego osprzętu. To jednak niczego nie zmieniało. Tego wieczoru wypili zbyt wiele – on, Tey i Orik. Tey zawsze był nadpobudliwy, a po alkoholu całkowicie puszczały mu hamulce. Na ich usprawiedliwienie nie działał również fakt, że nazwała ich trójką pedziów, którzy wpadli potrzymać się za ręce. Dopadli ją dwie ulice od klubu i zaciągnęli w ustronne miejsce, by pokazać, jak bardzo się w stosunku do nich myliła. Starbringer początkowo oponował, lecz w końcu górę wzięły krążące w jego krwiobiegu procenty i męskie poczucie przyjacielskiej solidarności. Gdy z nią skończyli, nie uciekła. Nie krzyczała i nie obrzucała ich wyzwiskami. Usiadła na brudnym chodniku i płakała obejmując podkurczone kolana. Kelen obserwował ją z daleka, chcąc się upewnić, że nikt jej – o ironio – nie skrzywdzi. Czekał tak blisko sześć godzin, aż pierwsze promienie słońca oświetliły szczyty niebosiężnych budowli Potrójnego Zera. W tym czasie Elisa nawet nie ruszyła się z miejsca. Te sześć godzin zmieniło jego całe późniejsze życie. Wiedział, że ten płacz będzie rozbrzmiewał z tyłu jego głowy do końca życia.

Ruszył przez płynący bezwładnie we wszystkie strony tłum, skupiony na swoim celu. Gwardzista nie wiedział, co się dzieje. Dostrzegł jedynie zbliżającego się, nieznajomego mężczyznę i poczuł, jak coś twardego wbija się mu pod żebra. Dwa energetyczne bolty wypaliły mu część wnętrzności i martwy osunął się w ramiona oprawcy. W zgiełku panującym na targu, nikt nie zauważył całego zajścia. Starbringer usadził zamaskowanego mężczyznę w jednej ze staromodnych, stalowych klatek, gdzie wyglądał, jakby spał. Nira oglądała całą scenę nieobecnym wzrokiem.
- Nira, to ja – szepnął, chwytając ją za ramiona i spoglądając prosto w oczy. – Wyciągnę cię stąd.
W oczach kobiety zaszła zamiana, lecz nie spodobało mu się to, co zobaczył. Zaszły łzami, lecz wzbierała w nich również złość. Nie uchylił się przed dłonią, która trzasnęła go w twarz. Nie uchylił się też przed kolejnym ciosem.
- Ty cholerny sukinsynu! – wykrzyczała mu w twarz, gdy chwycił przegub jej dłoni, uniemożliwiając zadanie kolejnego ciosu. – To wszystko twoja wina! Puszczaj mnie i nie zbliżaj nigdy więcej! Nie chcę cię już nigdy widzieć!
Kilku przechodniów przystanęło, z uśmiechem obserwując szarpaninę z – w ich przekonaniu – łowcą głów, który dostarczył ją do kontrahenta. Dopiero krzyk partnera biznesowego mężczyzny leżącego w klatce, uzmysłowił im, że coś jest nie tak. Dwa bolty, które zmieliły twarz handlarza w spaloną miazgę, utwierdziły ich w tym przekonaniu. Tłum rzucił się do ucieczki, a Nira korzystając z chwili nieuwagi Starbringera, zniknęła w rozkrzyczanym kłębowisku.
Image
Awatar użytkownika
Kelan Navarr
Gracz
 
Posty: 2293
Rejestracja: 28 Gru 2008, o 00:13

PoprzedniaNastępna

Wróć do Archiwum