Content

Archiwum

[Nar Shaddaa] Bezimienny

[Nar Shaddaa] Bezimienny

Postprzez Mistrz Gry » 4 Lis 2016, o 07:46

Akcja rozpoczyna się jako ciąg dalszy opowiadania: Bezimienny

Podążając do celu trzeba pokonywać różne przeciwności losu, i te większe, i te mniejsze. Bezimienny nie spodziewał się, że problemy na drodze do celu zaczną się tak wcześnie. Na szczęście, tym razem od "tych mniejszych". Chciał udać się na Nowy Alderaan, ale pech chciał, że międzylądowanie wypadało na Jabiim, które zostało objęte blokadą przez siły Imperium. Chcąc, czy nie chcąc, Michael Stardust musiał udać się chwilowo tam, gdzie skierowano statek, na którym przebywał. Podstarzały transportowiec został skierowany do Przestrzeni Huttów i właśnie lądował na jednym z lądowisk sektora 42 na Nar Shaddaa. Dla Stardusta, jak i dla wielu innych podróżników, nie była to dobra kolej losu. O ile on sam miał możliwość i pieniądze, by znaleźć sobie dalszy transport, o tyle większość jego obecnych towarzyszy podróży została uwięziona na Księżycu Przemytników i prawdopodobnie już na nim zostaną aż do swojej śmierci, która przyjść w takim miejscu może też w każdej chwili.

Michael wyszedł ze statku na poziom lądowiska. Widok wokół nie był zachęcający. Sektor należał do typowych slamsów biedniejszej, niewolniczej wręcz części mieszkańców księżyca. Znaleźć coś lecącego na Alderaan będzie tu trudno - pomyślał. W najbliższej odległości od miejsca, w którym właśnie przebywał, migotał na wpół zepsuty neonowy szyld kantyny, zapewne miejsca lokalnego forum. Poza nią w okolicy było jeszcze kilka warsztatów- rupieciarni i masa uliczek, wypełniona tłumami żebraków, przedstawicieli lokalnych gangów i istotami, które próbowały jakoś przeżyć swój nędzny żywot w takim miejscu. Cała ta okolica miała tylko jeden widoczny plus. Była pozbawiona obecności Imperium.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6931
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Nar Shaddaa] Bezimienny

Postprzez David Turoug » 4 Lis 2016, o 14:20

Nar Shaddaa było przystankiem którego Stardust w ogóle nie planował. Niestety blokada Jabiim, spowodowała, że droga na Nowy Alderaan stała się nieco dłuższa. Bezimienny był już raz na Księżycu Przemytników, ale tylko w towarowej części kosmportu, gdy pracował jako pilot w jednej z półlegalnych organizacji. Gdyby chciał ukryć się przed światem, Przestrzeń Huttów na pewno była do tego dobrym miejscem. Choć Imperium miało tutaj swoich szpiegów, to ich wpływy były bardzo ograniczone. Należało przyznać, że półświatkowi nie zawsze było po drodze z władzą panującą w Galaktyce. Dla Huttów po prostu liczył się kredyt.
Nie mając zbyt szerokiego wachlarza wyboru, Bezimienny skierował swe kroki do kantyny, której nazwy nie był w stanie rozszyfrować. W takich miejscach istniało spore prawdopodobieństwo znaleźć kogoś, kto byłby w stanie zorganizować mu transport na Nowy Alderaan. Stardust miał świadomość, że mogło mu brakować trochę kredytów na wynajęcie najemnika, jednak podróżowanie bardzo tanimi liniami transportowymi niosło za sobą sporą dozę ryzyka. W końcu nikt nie mógł mu zagwarantować, iż dany statek doleci do celu, o czym przekonał się na Jabiim.
Podróżnik przekroczył próg lokalu i tak jak się spodziewał, wewnątrz było tłoczno i gwarno. Klientela stanowiła multikulturową mieszankę, począwszy od spore grupy reprezentującej rasę ludzką, przez Twi'leków, Rodian, Zabraków, po nieco mniej licznych Trandoshan, Sullustan i Weequayów. Gdzieś przez środek baru przemknął nawet Gand, łypiący na wszystkich swymi insektoidalnymi oczami. Kantyna raczej nie oferowała wysokich standardów, ale nikt się tym nie przejmował. Kosmoportowe "oberże" były skierowane na uzyskanie jak największego zysku, jak najmniejszym kosztem. Żadne właściciel nie patrzył na jakość podawanych dań, a tym bardziej trunków. Przyjezdnym też nie musiało to przeszkadzać, w końcu ważne był by się odpowiednio znieczulić, przed kolejną trasą gdzieś na obrzeża Zewnętrznych Rubieży.
Michael ruszył do kontuaru, by zamówić swój ulubiony trunek - nophix. W klasycznej wersji miał on żywą, niebieską barwę, choć byli i tacy, którzy uważali że powinien mienić się jasnym fioletem. Niestety barman miał tyle roboty, że przyszło mu poczekać na złożenie zamówienia. W międzyczasie jego wzrok przykuła zgrabna, około 25-letnia kobieta, o zadbanych ciemnych włosach i kompaktowej budowie ciała. Na oko mogła mieć niespełna 165 cm wzrostu. Niestety w tym całym chaosie Stardust nie był w stanie wysondować jej umysłu. Gdy tylko próbował to zrobić, zewsząd atakował go szereg zdecydowanie brudnych myśli. W końcu był na Nar Shaddaa, miejscu które emanowało łajdactwem i szachrajstwem. Nie chcąc wzbudzać podejrzeń, Michael kilkukrotnie wezwał gościa zza lady, by ten przygotował mu trunek.
- Barman, trzeci raz wołam. Nophixa. - rzekł podniesionym tonem podróżnik, mając nadzieję, że w karcie drinków widnieje taka pozycja. Bezimienny liczył także na to, że pracownik lokalu znajdzie dla niego kilka chwil, by niezobowiązująco porozmawiać o możliwości opuszczenia Księżyca Przemytników.
Image
Awatar użytkownika
David Turoug
Gracz
 
Posty: 5236
Rejestracja: 28 Wrz 2008, o 01:25

Re: [Nar Shaddaa] Bezimienny

Postprzez Mistrz Gry » 7 Lis 2016, o 01:22

- Masz tu swojego Nophixa. - powiedział gburowato barman stawiając przed Michaelem trunek o ciemnoniebieskiej barwie. - 30 kredytów.

Bezimienny wyciągnął kredyty i podał je barmanowi. Nim jednak zdołał go o cokolwiek spytać lub choćby napić się swojego upragnionego drinku, ktoś położył mu rękę na barku i obrócił z siłą w swoją stronę. Miejsce, gdzie jeszcze chwilę temu stała ciemnowłosa piękność, zostało przesłonięte grupką pięciu osiłków. Wśród nich był jeden weequay, sprawiający wrażenie ich przywódcy oraz czterech ludzi, z których jeden właśnie trzymał Michaela za ramię. Wyglądem cała piątka nie wyróżniała się szczególnie spośród lokalnego folkloru - gangów i ulicznych zabijaków.

- My się chyba wcześniej nie widzieliśmy, prawda? - Odezwał się weequay'anin. - Niestety muszę Pana poinformować, że jest Pan w strefie zamkniętej dla podróżnych. Chyba, że złoży Pan datek na działalność Czerwonej Straży. Wtedy moglibyśmy pozwolić się Panu bezpiecznie oddalić i korzystać z tego przybytku. Pomyślmy... Jak dla Pana cena wyniesie tysiąc kredytów. Płatne z góry ma się oczywiście rozumieć.

Osiłek ściskający rękę Michaela wzmocnił uścisk, jakby chciał dać do zrozumienia, że oferta jest jednorazowa i natychmiastowa. Nie było w tym tez nic dziwnego, że reszta kantyny nie zwracała na daną sytuację najmniejszej uwagi. Jedynie okoliczne istoty przesiadły się odrobinę dalej, chroniąc swoje drinki przed ewentualnym rozlaniem.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6931
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Nar Shaddaa] Bezimienny

Postprzez David Turoug » 7 Lis 2016, o 11:37

Stardust nieco zirytował się słysząc, że za jego ulubiony trunek, barman życzy sobie 30 kredytów. Swego czasu na Kashyyyk za tego samego drinka, zapłacił 18 cr, a był przekonany, iż wtedy uraczono go czymś smaczniejszym. Nie miał jednak zamiaru się awanturować i położył na ladzie oczekiwaną kwotę.
Mężczyzna miał już przechylić longa z niebieską substancją, gdy ktoś złapał go za bark. Weequay w obstawie kilku opryszków postanowili widocznie wzbogacić się kosztem kolejnego podróżnika. Obcy specyficznym basikiem nakreślił zaistniałą sytuację oraz swoje oczekiwania. W tym czasie Michael miał chwilę by ocenić przybyłą grupę. Nieznajomy jak na przedstawiciela swojej rasy, nie wyglądał na specjalnie inteligentnego, a jego kompani zapewne byli mocni jedynie w bitce. Stardust miał świadomość, że gdyby chciał rozwiązałby problem siłowo w kilka sekund, jednak zwróciłby na siebie spojrzenia kilkudziesięciu innych gości kantyny. Rozgłos był mu najmniej potrzebny. Bezimienny wiedział także, że nikt z otoczenia nie stanie w jego obronie, gdyż każdy wolał zadbać o własnego drinka niż o przypadkową osobę. Dość powiedzieć, że poza zwiększeniem dystansu przez pobliskie istoty, rumor w lokalu był cały czas na podobnym poziomie.
Michael uniósł delikatnie ręce w geście pojednania. Chciał w ten sposób zakomunikować, że nie ma żadnych złych intencji, a co więcej będzie dążył do porozumienia z bandą Weequaya, oczywiście na tyle, na ile było to dla niego korzystne. Choć miał przy sobie wymaganą kwotę, to jej zapłacenie zarówno uszczupliłoby jego budżet, jak i mogło spowodować najście kolejnych "ochroniarzy", chcących uzyskać haracz za przebywanie w kantynie. Skupiając się na umyśle przywódcy, Stardust przemówił stanowczym tonem.
- Nie potrzebujecie moich kredytów. Wasi dłużnicy są w innej kantynie. - mówił wpatrując się nieprzyjazną twarz, nie mrużąc przy tym oczu - Czas na was.
Bezimienny miał nadzieję, że perswazja jaką zastosował była wystarczająca. Umysł obcego nie wydawał się zbyt skomplikowany, a w przeszłości wpływał już na zdecydowanie bardziej wymagających przeciwników. Oczywiście w razie niepowodzenia miał kilka asów w rękawie. W ostateczności wolał przystąpić do typowej barowej bójki, niż sięgać po największy oręż, który niestety przyciągał spojrzenia postronnych.
Image
Awatar użytkownika
David Turoug
Gracz
 
Posty: 5236
Rejestracja: 28 Wrz 2008, o 01:25

Re: [Nar Shaddaa] Bezimienny

Postprzez Mistrz Gry » 9 Lis 2016, o 01:04

- Nasi dłużnicy są gdzie indziej. - Wydukał szef bandy stojącej przed Michaelem. Przez chwile patrzył się przed siebie zamglonym wzrokiem, po czym zwrócił się do swoich kompanów.

- Chodźcie chłopaki. Na tego gościa szkoda czasu. Nasze kredyty są gdzieś indziej.

Po tych słowach Weequaya odwrócił się i skierował do wyjścia z lokalu, machając na swoich osiłków, by poszli za nim. Kiedy cała grupa zniknęła z zasięgu wzroku Bezimiennego, ten odwrócił się, by ponownie spróbować zagadnąć barmana. Nim jednak udało mu się to zrobić, ponownie ktoś z tyłu złapał go za bark. Michael już miał ochotę się po prostu wyrwać i przystąpić do starej dobrej barowej bójki, myśląc, że inne sposoby nie zadziałały na lokalnych wyłudzaczy kredytów, kiedy okazało się, że ktoś tylko chciał zwrócić jego uwagę.

Kiedy się odwrócił, ujrzał zielonoskórego twi'leka, który stał przed nim z uśmiechem na twarzy. Osobnik nachylił się do Michaela i konspiracyjnym szeptem zwrócił się do niego.

- Widziałem, że nieźle poradziłeś sobie z tą bandą przygłupów. Nie wiem, jak ich przekonałeś, żeby się odczepili, ale naprawdę nieźle. Jestem Harin Kol'ter. Kapitan pewnej łajby z doku i przemytnik do wynajęcia. Za każdą cenę. - uśmiechnął się porozumiewawczo do Michaela. - Ostatnio poszukuję nowego członka załogi i osoba o twoim talencie do dyplomacji bardzo by mi się przydała. Oczywiście zapłata będzie nad wyraz hojna. Będziesz zainteresowany?
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6931
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Nar Shaddaa] Bezimienny

Postprzez David Turoug » 15 Lis 2016, o 21:58

Stardust już miał sięgnąć po drinka, gdy po raz kolejny ktoś zakłócił mu spokój. Choć banda Weequaya zdążyła opuścić już lokal, to istniało prawdopodobieństwo iż nieznajomego mogą zaczepić kolejni amatorzy łatwego zarobku. Bezimienny nie miał zamiaru co chwile spławiać kogoś przy użyciu perswazji mocy. Tym jednak razem naprzeciw niego pojawił się Twi'lek.
Ton rozmowy był jednak zgoła inny, co więcej obcy nawet się przedstawił i zaproponował Michaelowi pracę w roli członka załogi na łajbie. W pewnym sensie oferta zainteresowała go, w końcu poszukiwał możliwości dostania się na Nowy Alderaan. Haczyk tkwił w tym, że nie szukał roboty na stałe, ani tym bardziej nie widział siebie w roli najemnika. Stardust wzmógł też czujność, gdyż Harin Kol'ter musiał go wcześniej obserwować i widział jak spławił bandziorów.
- Witaj, nie ukrywam, jestem zaskoczony twoją propozycją. Przeceniasz też moje zdolności dyplomatyczne, po prostu miałem szczęście, w końcu takie głąby lubią z niczego robić grube awantury. - odparł bez większych emocji Bezimienny, sięgając wreszcie po nophixa - Szukasz nowego członka załogi? A co się stało z poprzednim? Praca najemnicza jest zapewne ciekawa i niemonotonna, ale też ryzykowna. Czym się ostatnio trudnisz? I wybacz mój nietakt, zasypałem ciebie pytaniami, a zapomniałem o najważniejszym. Michael Sheev.
Michael na razie przyjął zachowawczą taktykę, bez zdradzania swojego celu. Oczywiście nieznajomy Twi'lek mógł go olać i nie odpowiadać na jego pytania, jednak anonimowość była dla najważniejsza. Na Nar Shaddaa na pewno nie brakowało możliwości by trafić na Nowy Alderaan, a pierwsza opcja choć ciekawa zawierała na chwilę obecną za mało szczegółów. Ruch należał teraz do Harina Kol'tera.
Image
Awatar użytkownika
David Turoug
Gracz
 
Posty: 5236
Rejestracja: 28 Wrz 2008, o 01:25

Re: [Nar Shaddaa] Bezimienny

Postprzez Mistrz Gry » 17 Lis 2016, o 07:28

- Och nie martw się ilością pytań - Uśmiechnął się kapitan. - Tyle latam po galaktyce i handluję z najróżniejszymi rasami, że nauczyłem się już zaspokajać czyjąś ciekawość. W załodze jest jeszcze jeden Rodianin, robi mi za pilota. Ciekawy z niego człowiek. Znaczy się eee... Rodianin. Dotąd hamdlowałem wszystkim, czym się dało. Ciężko więc stwierdzić jednoznacznie w jakiej branży działam. Wierz mi jednak, że wszystkie te interesy były legalne. No, może czasem odrobinę naciągane. - Uśmiech nie schodził z twarzy Kol'tera.

Po tych słowach rozmówca Michaela rozejrzał się po kantynie i upewniwszy się, że najwyraźniej nikt ich nie obserwuje, nachylił się w stronę Stardusta i przeszedł do konspiracyjnego szeptu.

- Teraz lecę na Alderaan, ten nowy ma się rozumieć. Pewna ważna osobistość, jak dla mnie nawet z jakiegoś książęcego rodu, ma dla mnie interesik. Wiozę mu pewną przesyłkę do kolekcji. - Przy tych słowach twi'lek ściszył już głos do granicy słyszalności. - Problem w tym, że jest strasznie kapryśna, a ja chcę swoje kredyty za to, co mu wiozę. Dlatego potrzebuję kogoś z twoim talentem do rozmów. Jak chcesz więcej szczegółów, to nie tutaj, a na moim statku. To jak? - spojrzał wyczekująco na Michaela.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6931
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Nar Shaddaa] Bezimienny

Postprzez David Turoug » 17 Lis 2016, o 15:38

Bezimienny słysząc nazwę planety, na którą miał zamiar się udać wzmógł czujność. Choć od pobytu na Dantooine zachowywał najdalej posuniętą anonimowość i rozwagę, to był niezwykle zdziwiony, że jeden z pierwszych, napotkanych obcych oferuje mu pracę i przelot na Nowy Alderaan. Choć mógł być to czysty przypadek, Stardust wolał pozostać ostrożny. Przypomniał sobie też nauki jakie wyniósł z holokronu swojego ojca - Tala Vapora, nie ma przypadków jest Moc. Wyglądało na to, że ta mistyczna energia postanowiła mu sprzyjać.
- Ktoś z książęcego rodu na Nowym Alderaanie? Nie wiedziałem, że kontynuowane są tam rojalistyczne tradycje. Tym bardziej, że żyje tam obecnie może kilkaset tysięcy istot, co w porównaniu z ponad dwoma miliardami mieszkańców zniszczonego Alderaanu jest niewielkim procentem. Mniejsza o to, wybacz ale nie lubię kupować mynocka w worku, jeśli poznałbym więcej szczegółów myślę, iż mógłbym pomóc, z zastrzeżeniem że nie byłaby to stała współpraca. - odparł Stardust, dopijając resztkę nophixa - Raz jeszcze podkreślę, dyplomatą nie jestem, bardziej znam się na pilotowaniu czy hmm specyficznych formach kurierskich, które i tobie są nie obce. Twój statek będzie dobrym miejscem by kontynuować nasze negocjacje.
Bezimienny zostawił na ladzie jakieś drobne, po czym ruszył za Twi'lekiem do jego maszyny. Miał nadzieję, że nie pakował się w jakąś większą kabałę, a Harin Kol'ter wraz ze swym rodiańskim pilotem, okażą się stosunkowo uczciwymi partnerami. Ostatecznie Nowy Alderaan leżał na peryferiach wielkiej polityki, więc szanse na uczestnictwo w sektorowej czy większej rozgrywce było mało prawdopodobne. Należało mieć się na baczności i uważać na lokalny garnizon szturmowców o ile takowy w ogóle funkcjonował na planecie.
Image
Awatar użytkownika
David Turoug
Gracz
 
Posty: 5236
Rejestracja: 28 Wrz 2008, o 01:25

Re: [Nar Shaddaa] Bezimienny

Postprzez Mistrz Gry » 18 Lis 2016, o 07:43

Przeciskali się przez uliczki w stronę głównego lądowiska w tym sektorze. Już z daleka było widać, ze tak jak cała reszta tego miejsca, jest strasznie zaniedbane i zalicza się do tych slamsowych. Na dość dużej otwartej przestrzeni stało kilka statków, głównie starych i wysłużonych małych transportowców, frachtowców czy myśliwców. Cała platforma otoczona była z wszystkich stron budynkami, a drogę do niej stanowiły wąskie uliczki, rozchodzące się w różne strony. Przy jednej ze ścian na drugim końcu stały dwa duże tanki z paliwem, które sprawiały wrażenie, jakby same zaraz mogły przewrócić się ze starości. Po całym lądowisku kręciło się sporo istot, załatwiając swoje sprawy, czy przygotowując statki do startu. Pod wielkimi tankami szczególnie wyróżniała się większa grupa robotników, skupiona w jednym miejscu pod nadzorem strażników.

Kol'ter szedł w milczeniu, klucząc pomiędzy tłumem w sobie znanym kierunku. Michael widział głownie jego głowoogony zwisające na plecach. Doszli na środek platformy, kiedy jego przewodnik w końcu się odezwał.

- Oto moja maleńka. Piękna prawda? - Twi'lek wskazał na lekki frachtowiec koreliański typu VCX-100 stojący tuż przy zbiornikach z paliwem.

Nim jednak Michael zdążył coś odpowiedzieć, w polu widzenia pojawiła się kilkuosobowa grupka, na którą zapatrzony w swój statek kapitan niemalże wpadł. W owej grupce, człowiek, w obstawie z trzech Gamorrean, gniewnie patrzył na stojącego przed nim Kol'tera, Obok niego, z niewolniczymi obrożami, stały jeszcze dwie kobiety.

- Idioto. Myślałeś, że się wywiniesz? I jeszcze wpadłeś na mnie jak ostatni kretyn. Kolejny raz mnie nie wykiwasz. - odezwał się szef grupy.

- Słuchaj Swans, na pewno się jakoś dogadamy... - Twi'lek dukał słowa w wyraźnym strachu. - Interesy ze mną...

- Dość! - Przerwał mu Swans. - To będzie moja rekompensata za poniesione straty i... zemsta. - W tym momencie rozmówca wcisnął guzik na swoim komunikatorze.

Platformą wstrząsnął potężny wybuch. Statek Kol'tera, który ten przed chwilą pokazywał, wyleciał w powietrze, zamieniając się w stopioną i płonącą kupę złomu. Wokół niego, na sporej części lądowiska momentalnie rozszalał się pożar. Chwilę później rozległ się jednak drugi wybuch. Wybuchły zbiorniki z paliwem, które ktoś postawił obok zniszczonej jednostki. Zbiorniki, które stały pod wielkimi tankami z paliwem... Michael widział niczym w zwolnionym filmie jak wielki zbiornik z setkami ton paliwa przewraca się w płonące zgliszcza, odgradzając drogę ucieczki sporej części osób między pożarem a zbiornikiem. Na szczęście nie wybuchł od razu.

Nagle wśród tego chaosu rozległ się, prawie stłumiony przez resztę hałasu, dźwięk wystrzału z blastera. Kapitan Kol'ter strzelił do stojącego przed nim człowieka i rzucił się do biegu, przeskakując nad ciałem martwego przeciwnika, nim jego ochroniarze zdążyli się choćby ruszyć.

- Za mną! Spierdalamy jego statkiem! - krzyknął w stronę Stardusta i pobiegł w stronę stojącego nieopodal małego transportowca.

Pożar rozprzestrzeniał się bardzo szybko, odcinając kolejne drogi ucieczki z lądowiska. Wokół było sporo dymu, który dodatkowo dusił i ograniczał widoczność. Nim jednak Michael zdążył podjąć jakąkolwiek decyzję, tuż przy nim rozległ się przeraźliwy krzyk jednej z kobiet.

- Mój syn! - Kobieta ze łzami w oczach opadła na ziemię, patrząc w stronę uwięzionej przez zbiornik grupki istot. Zwróciła załzawioną i zrozpaczoną twarz w stronę osób, które ją otaczały. - Pomóżcie... - ledwo wydusiła z siebie słowa, patrząc załzawionymi oczyma prosto w twarz Stardusta.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6931
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Nar Shaddaa] Bezimienny

Postprzez David Turoug » 19 Lis 2016, o 15:37

Stardust nie spodziewał się, że najbliższe kilka minut będzie tak dynamiczne i na swój sposób tragiczne. Fakt, iż wszystko szło jak z płatka był zbyt piękny i coś musiało się zepsuć. Sama lekka fregata VCX-100 nie prezentowała się zbyt okazale, w końcu jej konstrukcja mogła pamiętać czasy rebelii sprzed 70 lat. Chwilę później Twi'lekowi i człowiekowi drogę zastąpił zbir ze swoją obstawą. Już w trakcie rozmowy między Kol'terem a gangsterem atmosfera stała się niezwykle napięta. Nim Michael spróbował rozładować konflikt, platformą startową wstrząsnął wybuch, a koreliański statek przemieniono w stertę rozżarzonego żelastwa.
Bezimienny na tyle na ile potrafił, wzniósł barierę Mocy, by uniknąć poparzeń, a w tym czasie jego nowo poznany kompan nie zwlekając ani sekundy dłużej, wypalił z blastera w człowieka stojącego przed nim i zaczął uciekać. Wtedy Stardust usłyszał także wołanie o pomoc. Znał zasady panujące w Zakonie Jedi, choć tak naprawdę organizacja ta nie istniała od dziesiątek lat. Nie miał jednak zamiaru być obojętnym w tak oczywistym stanie zagrożenia życia. Minęły dwie sekundy, a na lądowisku doszło do kolejnego wybuchu. Korzystając z okazji, posłał falę mocy ku gamorreanom by mieć pewność, że przez najbliższą chwilę nie będą stanowić dla niego zagrożenia.
Nie patrząc na efekty swojego działania, mężczyzna pognał ku kobiecie błagającej o pomocy. Kłęby dymu i trujące gazy utrudniały niesienie ratunku. Kolejną przeszkodą była stale rosnąca temperatura zarówno powietrza jak i wszelkich durastalowych powierzchni. Bezimienny stanął przodem do zbiornika, jaki przygniótł dzieciaka, wyciągając dłonie ku przedmiotowi, by wyglądało to tak, jakby chciał podnieść go tylko i wyłącznie przy użyciu siły fizycznej. Grube krople potu ściekały po twarzy Michaela, jednak w kontakcie z podłożem szybko odparowywały. Zbiornik uniósł się dostatecznie, by dziecko i inni przygnieceni mogli odczołgać się w bezpiecznym kierunku. Wytrzymał tak, jeszcze kilka chwil, nim żelastwo runęło na ziemię.
Stardust miał nadzieję, iż Harin Kol'ter nie zapomniał o nim i zabierze go z pochłanianej przez pożar platformy. Wypadało też pomóc tym nieszczęśnikom, którym ogień odciął drogę ucieczki. Na domiar złego w kłębach duszącego dymu wciąż mogli czaić się Gamorreanie, choć akurat oni stanowili najmniejszy problem.
- Zasłońcie twarze! - krzyknął Michael ku kobiecie - Głowa nisko, przy podłożu, tam jest najwięcej tlenu. Zaraz postaram się nas stąd wyciągnąć.
Ich położenie pogarszało się z każdą chwilą. Jeżeli Twi'lek nie nadleci z odsieczą, jedyną deską ratunku będzie skok na niższą platformę. Amortyzacja skoku na kilkanaście metrów, troje osób była karkołomna, a Bezimienny miał świadomość, że nigdy nie podejmował się tak ciężkiego zadania. W obliczu nadchodzącej pożogi, wolał jednak zaryzykować i skoczyć, niż żywcem spłonąć. Wciąż miał jednak nadzieję na odsiecz ze strony Kol'tera.
Image
Awatar użytkownika
David Turoug
Gracz
 
Posty: 5236
Rejestracja: 28 Wrz 2008, o 01:25

Re: [Nar Shaddaa] Bezimienny

Postprzez Mistrz Gry » 21 Lis 2016, o 00:51

Powiedzieć, że sytuacja, w której znajdował się Bezimienny, była nieciekawa, to jak stwierdzić, że Huttowie zajmują się drobnymi kradzieżami. Powietrze wokół stawało się gorące niczym w piekarniku, a metal w całej okolicy rozpalał się do czerwoności od szalejących wszędzie płomieni. Widoczność utrudniał gryzący dym, a odgłosy uciekających i krzyki palących się istot dodatkowo jeszcze potęgowały chaos.

Stardust spojrzał na matkę i chłopaka. Dzieciak miał skręconą albo zwichniętą kostkę, na którą upadły elementy zbiornika, ale wsparty o matkę, był w stanie się podnieść i powoli się przemieszczać. Michael rozglądał się dalej w poszukiwaniu ratunku niesionego przez niedawno poznanego towarzysza. Po kilku długich sekundach oczekiwania, które wydawały się wiecznością w szalejącym wokół piekle, usłyszał odgłos startujących silników. To mały transportowiec, do którego wbiegł twi'lek wzbił się w powietrze. Jeszcze chwila i wydostaną się...

I tak rzeczywiście by było, gdyby statek, na który tak oczekiwali, nie przeleciał nad nimi, zostawiając ich na płonącej platformie. Kol'ter uciekł, nie zostawiając cienia wątpliwości, co do swoich intencji. Trójka osób wśród szalejących płomieni mogła tylko patrzeć z niedowierzaniem na oddalający się statek.

Chwilę później jednak ich uwagę zwrócił łomot z ich lewej strony. To część budynku, osłabiona przez płomienie, zawaliła się, dusząc część ognia pod sobą. Dało to możliwość przedostania się po gruzach dalej, w głąb wąskiej uliczki, będącej jednym z wyjść z platformy. Mieli szansę uciec. Stardust wciąż jednak słyszał nawoływania i krzyki o pomoc istot, uwięzionych wśród płomieni, które odcięły im drogę ucieczki.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6931
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Nar Shaddaa] Bezimienny

Postprzez David Turoug » 23 Lis 2016, o 22:31

Bezimienny od dawna nie znajdował się w tak trudnej sytuacji. Do tej pory jego postępowanie było na granicy heroizmu i szaleństwa, jednak decyzja o pomocy kolejnym osobom uwięzionym w płomieniach była czystym absurdem. Stardust wskazał gestem, gdzie kobieta wraz z synem powinni się udać, by wyjść cało, sam natomiast przykucnął bo zaczerpnąć jak największy haust powietrza, a następnie ruszył przed siebie, przeskakując jaskrawożółte języki pożogi. Moc była z nim, a on z Mocą, tylko dzięki temu utrzymywał się jeszcze na nogach i był w stanie trzeźwo działać. Odsunął od siebie myśli o zdradzieckim Twi'leku Kol'terze, gdyż każda chwila braku skupienia mogła skończyć się dla niego tragicznie.
Za kurtyną pożogi zauważył dwoje ludzi resztkami sił wołających o pomoc. Nie wiedział czy był tam ktoś jeszcze, kłęby dymu mocno przesłaniały widoczność. Niestety miał świadomość, że może pomóc maksymalnie tej dwójce. Choć miał potężnego sprzymierzeńca, to daleko było mu do wielkich mistrzów, potrafiących wręcz balansować na krawędzi życia i śmierci. Bezimienny po raz kolejny wspiął się na wyżyny swoich umiejętności i spróbował rozproszyć gęste kłęby chemicznych oparów. Temperatura otoczenia była wręcz nie do zniesienia, jednak Stardust nie miał ani chwili by się tym przejmować.
- Hej, tutaj! Szybko do cholery! - krzyknął, by wskazać kierunek ewakuacji, jednocześnie wspierając swój organizm Mocą - Biegiem!
Jeżeli ktoś patrzyłby na tą sytuację z boku, na pewno złapałby się za głowę. Na Nar Shaddaa każdy dbał o siebie, a życie obcych, było innym obojętne. Sam Bezimienny też nie miał pewność czy nie porwał się z motyką na Słońce. Jego celem był Nowy Alderaan, natomiast on postanowił zaryzykować swoje życie dla zupełnie nieznanych mu istot. Zachowanie na pewno przypominało decyzje podejmowane przez znamienitych Rycerzy Jedi, którzy narażali własne zdrowie dla innych. Mimo tego był zdeterminowany by przeżyć, ratując innych. Nar Shaddaa było tylko krótkim przystankiem na drodze do wyznaczonego celu.
Image
Awatar użytkownika
David Turoug
Gracz
 
Posty: 5236
Rejestracja: 28 Wrz 2008, o 01:25

Re: [Nar Shaddaa] Bezimienny

Postprzez Mistrz Gry » 24 Lis 2016, o 07:17

Bezimienny krzyknął w stronę dwójki ludzi, jednocześnie Mocą starając się utorować im chociaż wąskie przejście pomiędzy szalejącymi płomieniami i duszącym dymem. Udawało się. Dwójka ocalałych, choć niemożliwie wyczerpana i osłabiona, zaczęła przedostawać się przez płomienie. Wyglądali na silnych i sprawnych, istniała więc duża szansa, że im się uda.

Kiedy ratowana dwójka była już w połowie drogi do Bezimiennego, ten wyczuł coś dziwnego. Początkowo, wyczerpany i lekko zdezorientowany wysiłkiem, nie był tego pewny, tym bardziej, że coś podobnego nie pojawiało się już od jakiegoś czasu. W najbliższej okolicy, gdzieś na płonącej platformie, pojawiło się silne zaburzenie w Mocy.

Nim Stardust zdołał je zlokalizować, nastąpił podmuch przy użyciu Mocy, co Michael poczuł wyraźnie nawet mimo zmęczenia. Płomienie, które właśnie próbował opanować przygasły, stłamszone podmuchem. Wśród wielu ciał popalonych istot, umierających w męczarniach bądź już martwych, stał dwudziestokilkuletni młodziak, który też dotkliwie poparzony, jakimś cudem utrzymał się w tym piekle na nogach. Była to jednak ostatnia rzecz, na jaką starczyło mu sił. W tym momencie osunął się nieprzytomny na ziemię. Żył, ale szalejący ogień ponownie zaczął się rozprzestrzeniać, jakby ze szczególną chęcią chciał dorwać tego, kto przed chwilą próbował go zgasić.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6931
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Nar Shaddaa] Bezimienny

Postprzez David Turoug » 27 Lis 2016, o 22:38

Stardust był na granicy wytrzyałości. Żar bijący z pożogi oraz kłęby duszącego dymu mocno wpłynęły na zdolność trzeźwego myślenia. W którymś momencie zdawało mu się, iż poczuł dotknięcie Mocy, a płomienie na kilka chwil przygasły, by z powrotem urosnąć do niewyobrażalnych rozmiarów. Każda sekundy przebywania w tym miejscu mogła być jego ostatnią, zrobił wszystko co mógł, uratował czworo ludzi. Kilkanaście istot zostało już strawionych przez prawie biały ogień, co świadczyło o niezwykle wysokiej temperaturze. Bezimienny już od dłuższej chwili balansował na granicy życia i śmierci, którą świadomie bądź nie zaczął przekraczać. Na jego szczęście gdzieś w głowie pojawiła się czerwona lampka, będąca ostatnim sygnałem ostrzegawczym.
Może gdyby przeszedł dawne szkolenie, w Świątyni Jedi pod okiem Mistrzów, wiedziałby jak radzić sobie w takich sytuacjach. Niestety jego organizm był wyczerpany, a zdolność koncentracji ograniczona do minimum. Zdołał skupić się na tyle by wstrzymać oddech i ruszyć jedyną dostępną drogą, pozwalającą na opuszczenie miejsca zdarzenia. Być może zdołałby uchronić większą ilość żyć, gdyby tchórzliwy i zdradziecki Twi'lek Kol'ter powrócił skradzionym statkiem. Choć nie planował zemsty, to postanowił zapamiętać imię nieuczciwego przewoźnika. Teraz najważniejsze było wydostanie się z szalejącego piekła. Krok po kroku oddalał się od pożaru, czując że każdy metr przybliża go do świeższego powietrza, choć było to pojęcie względne na Nar Shaddaa. By nie stracić przytomności sięgnął po rezerwy Mocy, mając nadzieję na schłodzenie organizmu i wyostrzenie wzroku. Jedno nieroztropne postawienie nogi, mogło skutkować upadkiem kilkadziesiąt poziomów niżej, co niechybnie zakończyłoby jego żywot.
Image
Awatar użytkownika
David Turoug
Gracz
 
Posty: 5236
Rejestracja: 28 Wrz 2008, o 01:25

Re: [Nar Shaddaa] Bezimienny

Postprzez Mistrz Gry » 30 Lis 2016, o 07:08

Uliczka, która była jedyną droga ucieczki z płonącej platformy była coraz bliżej. Resztką sił Stardust przedarł się przez gruzowisko, które chwilę wcześniej zdusiło płomienie na drodze do alejki. Jeszcze kilka kroków i pozostawił za sobą największe zagrożenie. Nadal czuć było gorące bijące od strony platformy, ale z każdym kolejnym krokiem robiło się chłodniej. W końcu dotarł za załom budynku, gdzie schronił się za ścianą. To miejsce wydawało się już dość bezpieczne, by móc się zatrzymać.

Michael padł na ziemię wyczerpany, ciężko oddychając "świeższym" powietrzem. Jego skóra była rozpalona i gorąca, płuca bolały od pyłów i gorącego powietrza, każdy mięsień zdawał się niczym z waty. Jednak dzięki Mocy żył i wiedział, że nic poważniejszego mu się nie stało. Nawet skóra, mimo że podrażniona do granic możliwości, nie miała ciężkich opażeń. Kiedy jego oczy odpoczęły od gryzącego dymu i przestały łzawić, Stardust rozejrzał się po miejscu, w którym upadł. Dym tutaj nie dochodził, co było wybawieniem dla wszystkich ocalałych. Wśród grupki istot, które wydostały się z platformy, dostrzegł czwórkę uratowanych przez siebie ludzi. Wszyscy ciężko dysząc odzyskiwali siły po morderczej drodze wśród płomieni.

Matka z chłopakiem wyglądali nie najgorzej. Nadal kasłali od gryzącego dymu i mieli czerwone, napuchnięte twarze. Chłopak trzymał się za zwichniętą kostkę, jednocześnie wciąż będąc w objęciach matki. Dwójka mężczyzn, która znalazła się w płomiennym kręgu skończyła trochę gorzej. Na ich odsłoniętych częściach skóry widać było oparzenia, oddychali też znacznie ciężej, przez płuca podrażnione pyłami i gorącem. Jednak, z tego co wiedział Stardust, ich obrażenia też nie było bardzo poważne. Ratunek dla nich nadszedł w ostatniej chwili.

Jeden z mężczyzn spojrzał zmęczonymi, załzawionymi oczyma w stronę Michaela i ku jego lekkiemu zaskoczeniu, odezwał się zachrypniętym głosem:

- Musisz być jakimś szaleńcem, że w tym bagnie galaktyki zachciało ci się nas ratować. - mężczyzna próbował się przy tym uśmiechnąć, ale udało mu się uzyskać tylko lekki grymas bólu na twarzy. - Człowiek, który nas kupił, spłonął. Dzięki tobie jesteśmy też wolni, bo pewnie nikt nie będzie dochodził, ile spalonych zwłok powinno tam być. Proś o co chcesz. Alexa też. - Wskazał na drugiego mężczyznę. - Latamy nie od dziś w tej części galaktyki, więc może ci się na coś przydamy.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6931
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Nar Shaddaa] Bezimienny

Postprzez David Turoug » 30 Lis 2016, o 22:12

Stardust powoli dochodził do siebie, starając się wyrównać oddech. W miejscu gdzie się znajdował nie było już gryzącego dymu, a temperatura była znośna. Spod przymkniętych powiek widział, jak matka pomaga swojemu synowi. Przez sekundę spojrzała na wybawiciela i z wdzięcznością skinęła głową. Dwóch mężczyzn, którym również dopisało szczęście, było w nieco gorszym stanie, choć żadne z obrażeń nie było śmiertelne. Co więcej obaj byli przytomni i także wracali do względnie poprawnego stanu.
Bezimienny sięgnął po Moc, która po raz wtóry przyniosła mu ukojenie. Organizm nadspodziewanie dobrze zniósł ekstremalne warunki, choć nie dało się ukryć że ktoś obserwujący sytuację z boku, kręciłby z niedowierzaniem z głową. Na Nar Shaddaa niesienie ratunku nieznajomym było czymś dziwnym. Zwrócili na to uwagę uratowani, którzy wyszli z pewną propozycją.
Stardust nie chciał podejmować pochopnych decyzji, już raz zdążył zawieść się na napotkanym przewoźniku jakim był Twi'lek Kol'ter. Co więcej poparzeni mężczyźni raczej nie byli w stanie udać się w podróż na Nowy Alderaan. Ponadto jedynymi istotami, które naprawdę dochowywały długu wdzięczności byli Wookiee. Na ludzi należało brać sporą poprawkę.
- Panowie to nie czas i miejsce na takie oferty. Czy jestem szalony? Być może, niestety nie byłem w stanie pomóc pozostałym. Powinniśmy oddalić się stąd, jeżeli na płonącym lądowisku był jakieś zapasy paliwa, to ich wybuch może nam zagrozić. - odparł trzeźwo, spoglądając w kierunku łuny - Będziecie w stanie iść o własnych siłach? Macie gdzieś jakieś lokum?
Image
Awatar użytkownika
David Turoug
Gracz
 
Posty: 5236
Rejestracja: 28 Wrz 2008, o 01:25

Re: [Nar Shaddaa] Bezimienny

Postprzez Mistrz Gry » 2 Gru 2016, o 00:07

Kawałek dalej w tle słychać było odgłosy płonącej platformy. Michael słusznie martwił się, czy nawet z tej odległości są bezpieczni, mając w pamięci zbiornik z paliwem. Po słowach ich wybawcy, ocaleni ludzie spojrzeli w stronę platformy i spróbowali się podnieść. Udało im się znacznie sprawniej, niż Michael się spodziewał. Mężczyzna, z którym rozmawiał Stardust zastanowił się przez chwilę i spojrzał na drugiego o imieniu Alex, jakby oczekując jego zgody. Ten, nadal kaszląc od dymu, kiwnął mu porozumiewawczo głową, dając znak, że jego towarzysz może dalej mówić.

- Mamy dość sił, by iść samemu. Naprawdę przybyłeś w ostatniej chwili. I... znamy pewne miejsce. Po tym, co zrobiłeś, chyba możemy ci zaufać i możesz iść tam razem z nami. Tylko proszę, trzymaj język za zębami. To jedna z nielicznych kryjówek dla istot takich jak my. Tych, co utknęli w tym bagnie do usranej śmierci.

Obaj mężczyźni skierowali swe kroki dalej w głąb uliczki. Człowiek, którego właściwie imienia Stardast nie poznał, będąc mniej poparzonym, pomógł kobiecie podtrzymywać jej syna podczas marszu. Wyglądało na to, że się znali, przynajmniej z widzenia. Alex ruszył tuż za nimi, nadal pokasłując. Po kilku krokach odwrócił się jeszcze w stronę płonącej platformy, splunął i zaczął iść dalej.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6931
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Nar Shaddaa] Bezimienny

Postprzez David Turoug » 4 Gru 2016, o 20:59

Stardust doskonale wiedział, że posiadanie swoich dziupli przez takich ludzi, nie jest na Nar Shaddaa niczym nadzwyczajnym. Być może uratował właśnie jakiś drobnych przestępców, ale czy miało to jakieś znaczenie? Patrząc w skali Galaktyki, to żadnego, jednak Moc drążyła swoje własne ścieżki, na których każde życie miało określoną rolę do odegrania. Jego celem był Nowy Alderaan, a ci ludzie być może byli w stanie ujatwić mu dostanie się na tą planetę.
- Prowadźcie, możecie być pewni, że nie zdradzę waszej kryjówki. - rzekł cicho, obserwując na niebie pierwsze jednostki gaśnicze kierujące się na zadymioną platformę. W nieco porządniejszych światach, jak choćby Coruscant, pożarł byłby gaszony wręcz natychmiast. Na Księżycu Przemytników, jeżeli ktoś na lądowisku nie zamontował systemu gaśniczego, musiał liczyć na zastępy ratowniczo-gaśnicze należące do systemu władzy. Tym natomiast sterowali Huttowie, co wiele tłumaczyło.
Bezimienny szedł parę kroków za ludźmi których uratował. Starał się wysondować ich myśli, choć sam był na tyle zmęczony, że nie odniósł spodziewanego rezultatu. I bez tego wiedział o trosce matki wobec syna czy tłumieniu bólu przez poparzonych mężczyzn. Wydawało się, iż obaj myślą także o zemście. Pytanie tylko czy dotyczyło to owego pożaru czy może zupełnie innej okoliczności. Idąc kolejną uliczką napotkali innych przechodniów, jednak nie wzbudzili niczyjego zainteresowania. Nikt nie chciał ani zaoferować pomocy, ani zapytać co wydarzyło się na feralnym lądowisku. Wszyscy zajęci byli swoimi codziennymi sprawami, w kolejnym dniu walki o przeżycie na Nar Shaddaa, królestwie łajdactwa, szemranych interesów i nierządu. Z pewnego punktu widzenia, Stardust miał szczęście że tutaj trafił. Choć łatwo było wpaść na szemrane towarzystwo, żądające opróżnienia własnych kieszeni, to z drugiej strony za odpowiednią ilość kredytów można było załatwić praktycznie wszystko. Od unikatowego sprzętu, przez broń, po zlecenie morderstwa, na zorganizowaniu transportu kończąc. Właśnie na tym ostatnim, najbardziej zależało Bezimiennemu.
Image
Awatar użytkownika
David Turoug
Gracz
 
Posty: 5236
Rejestracja: 28 Wrz 2008, o 01:25

Re: [Nar Shaddaa] Bezimienny

Postprzez Mistrz Gry » 6 Gru 2016, o 22:32

Stardust szedł za mężczyznami i kobietą z dzieckiem wąskimi uliczkami. Powoli przeciskali się przez tłum, a obrażenia poniesione przez trójkę spośród grupy także nie pozwalały przyśpieszyć. Po minięciu kilku uliczek i zaułków zza pleców Michaela dobiegł go odgłos potężnego wybuchu. Dosłownie ułamki sekundy później poczuł lekki wstrząs. Wszystko wskazywało na to, że jednostki gaśnicze nie zdążyły na czas i zbiornik z paliwem w końcu poddał się gorącu. Wybuch wyrzucił dziesiątki płonących fragmentów platformy i statków w powietrze, jednak cała grupa była już w bezpiecznej odległości. Tylko kolejne huki i krzyki świadczyły o tym, że tragedia na lądowisku wcale się jeszcze nie skończyła. Mężczyźni po chwili odwrócili się od strony, skąd widać było wielką kulę ognia od wybuchu, i ruszyli dalej. Po kolejnych kilkuset metrach doszedł ich uszu ostatni, wielki huk i rumor - to platforma, na której było lądowisko runęła i zawaliła się na niższe poziomy.

Cały ten czas kiedy szli i obserwowali wybuch za nimi, jeden z mężczyzn wciąż myślał o zemście. Alex, bo tak nazywał się drugi z ocalałych, jeszcze bardziej niż jego kolega była na kogoś wściekły. Michael wyczuwał, że jego myśli krążą wokół jakiejś osoby, wciąż i wciąż podsycając jego chęć zemsty. W końcu mężczyzna nie wytrzymał. Zatrzymał swojego kolegę i odwrócił się w stronę Stardusta.

- Znałeś tego twi'leka? Też cię oszukał? - Michael wyczuwał jego zdenerwowanie, jednak nie było ono ukierunkowane na niego. Cała złość Alexa była widać skierowana właśnie na Kol'tera. - Widziałem jak z nim szedłeś po platformie. Pewnie też ci coś obiecał... Ten skurwiel miał nas zabrać z tego bagna na Nowy Alderaan... Psia jego mać, spierdolił zostawiając nas tutaj. A było juz tak blisko żebym znowu zobaczył rodzinę... Nawet udało nam się załatwić sprawę z czipami, żaden pieprzony łowca by nas znowu nie złapał...
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6931
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Nar Shaddaa] Bezimienny

Postprzez David Turoug » 6 Gru 2016, o 23:40

Eksplozja jaka wstrząsnęła nieodległą platforma lądowniczą, tylko utwierdziła Stardusta w przekonaniu, iż nikomu więcej nie był w stanie pomóc. W powietrze wyleciały zapewne miliony kredytów, na które składały się statki, wyposażenie doku jak i kilka stanowisk gdzie mogły osiąść jednostki latające. Bilans ofiar pewnie też był pokaźny, choć na Nar Shaddaa nie bardzo przejmowano się życiem drugiej istoty. Podstawą był zapewnienie bytu własnego, gdyż miał on najwyższą wartość, choć pomocy ze strony mężczyzny temu zaprzeczała.
Bezimienny wzmógł swoją czujność, słysząc, iż mężczyźni także próbowali dostać się na Nowy Alderaan. Najpierw zdradziecki Twi'lek, teraz dwóch nieznajomych, a być może lekko ranna matka z synem również planowali podróż na tamtą planetę. Sytuacja wydawała się podejrzana, tym bardziej, iż był to wyjątkowo nieatrakcyjny kierunek. Planeta nie była nawet objęta specjalną uwagą Imperium, a tamtejszy garnizon szturmowców liczył raptem kilkaset żołnierzy. Tamte świat praktycznie w niczym nie przypomniał Alderaanu zniszczonego przed 71 laty. Względem Księżyca Przemytników cel podróży Stardusta na pewno był o wiele spokojniejszy, jednak jeżeli ktoś szukał pracy to zdecydowanie łatwiej było znaleźć ją tutaj. Nawet oficjalne statystyki imperialnych urzędów, wskazywały, że społeczeństwo Nowego Alderaanu należy do kategorii starzejących się. Mimo tego, Michael nie zamierzał uśpić swej koncentracji, za dużo miał do stracenia.
- Znał go jedynie z naziwska, przedstawił się jako Horin Kol'ter. Mówił, że szuka załogantów na swój statek, do paru najemniczych zleceń. Od początku nie mówił wszystkiego, musiał mieć jakieś długi, dopadli go na lądowisku, ale zdołał zbiec. Niestety nie pomyślał, że mógł uratować kilkanaście istnień. - odparł Stardust udając rozczarowanie, by nie wzbudzić podejrzeń iż podchodził do całej sytuacji na chłodno - Udajecie się na Nowy Alderaan? Raczej nietypowy kierunek. Jedni pragną się stąd wyrwać ku Światom Jądra, inni zaszyć jeszcze bardziej w Przestrzeni Huttów, a kolejni pragną poznać dogłębniej owy Księżyc Przemytników. Nie chciałbym przesadnie ingerować w wasze zamiary, ale czy rzeczywiście macie tam rodzinę? A może nadrzędnym celem jest ucieczka przed łowcami nagród? Macie coś na sumieniu? Wybaczcie tyle pytań, ale po wcześniejszych wydarzeniach wolałbym uniknąć kłopotów.
Image
Awatar użytkownika
David Turoug
Gracz
 
Posty: 5236
Rejestracja: 28 Wrz 2008, o 01:25

Następna

Wróć do Archiwum

cron