1.Imię: Shize Mmerle
2.Rasa:Twi'lek
3.Profesja:Łowca Nagród
4.Data Urodzenia: 5BBY
5.Usposobienie:Shize jest mężczyzną wesołym, rozgadanym i towarzyskim. Kiedy jest w pracy, pozuje na twardego, małomównego i bezlitosnego draba. Lecz kiedy zdejmuje zbroję, staje się po prostu innym człowiekiem, albo, żeby nie było, Twi'lekiem. Zawsze jest duszą towarzystwa(oprócz okresu w pracy, oczywiście). Skory do pomocy. Zazwyczaj zaraża swoim optymizmem każdego dookoła. Po prostu nie może przebywać w samotności. Jest uparty niczym osioł i strasznie honorowy.
6.Wygląd: Posiada 2 lekku, jak to każdy przeciętny Twi'lek. Skóra koloru jasnoniebieskiego, oczy tego samego koloru. Wygląda to dosyć dziwnie. Zazwyczaj chodzi z lekkim uśmiechem, jego oczy tętnią wesołością. Brakuje mu małego palca u lewej ręki. Jest wysoki, ma 198cm wzrostu. Chodzi wyprostowany, jakby połknął kij od szczotki.
7.Umiejętności:
- jest dobrym strzelcem. Lubuje się w karabinach blasterowych.
- zna się co nieco na hackowaniu, tak średnio.
- potrafi się obronić w walce wręcz, ale nie idzie mu to jakoś dobrze.
- umie nakłonić niektórych osobników to postępowania po jego myśli.
8.Ekwipunek:
- karabin blasterowy BlasTech E-11
- poskładana z różnych części zbroja z hełmem, który posiada wbudowaną lornetkę i dwa dospawane "pokrowce" na lekku. Nie jest jakaś bardzo dobra, ale za to lekka.
- cyfronotes
- komunikator
- 200 kredytów
9.Środki komunikacji:Swoop Punworcca 116
10.Historia: Urodził się na planecie Chandrila, jako trzeci syn Ro i Tann Mmerle. Generalnie dosyć bogata rodzina. Kiedy Shize miał 5 lat, jego ojciec, który był żołnierzem Nowej Republiki ruszył na front bitwy o Yavin.. Jak można się było spodziewać, nie wrócił, zaś matka musiała iść do pracy, podobnie jak najstarszy syn, który miał już lat 16. Kiedy drugi co do wieku osiągnął wiek 14, też poszedł harować, bo oczywiście pierworodnego ciągnęło na przygody, Shize miał wtedy lat 12. Odkrył wtedy zakopany za domem działający blaster Urządził sobie wraz z bratem strzelnicę w lesie. Po 3 latach już zaczęło iść im w miarę dobrze. Ale, nic nie trwa wiecznie ; matka umarła i zostali sami. Gdzieżby oni mogli usiedzieć w jednym miejscu? Sprzedali dom, ziemię i stary blaster, podzielili się pieniędzmi i rozeszli się, każdy w swoją stronę. Shize trafił na Tatooine jako niewolnik, schwytany przez mandaloriańskich łowców niewolników. Służył na jakiejś farmie, gdzie było już dwóch innych niewolników. Jego "właścicielem" został jakiś stary, wiecznie zdenerwowany typ, który wyżywał się na nich w jaki tylko mógł sposób. Całe 6 lat trwała ta udręka, aż do momentu, kiedy to staruch zapomniał zamknąć drzwi od komórki. Shize obudził towarzyszy i polecił im, by znaleźli szybko jakiś transport. Sam podjął się zadania zebrania zapasów i broni. Skombinował jeden blaster Q2 i jakieś wibroostrze. Związał przy okazji starucha, zakneblował i obciął mu obie stopy. Kiedy wyszedł, obładowany zapasami, ktoś go powalił i odebrał mu miecz, lecz nie zauważył blasteru. Zastrzelił napastnika, w którym rozpoznał "kolegę" z komórki. Obok jakiegoś małego ścigacza, leżały zwłoki drugiego. Załadował to, co zdołał zdobyć na ścigacz, wskoczył do niego i wystartował. Raz jeden w życiu prowadził ścigacz. Leciał dosyć wolno, gdyż chciał sobie wszystko przypomnieć, co i jak. Daleko jednak nie poleciał. W jednym z wąwozów, jego ścigacz został nagle zaatakowany przez słynnych Tuskenów, Ludzi Pustyni. Nie wiem, jakby się to dla niego skończyło, gdyby nie pojawienie się człowieka, wprawnie posługującego się dwoma blasterami. Po paru chwilach, strzelanina, a raczej masakra, ustała. Człowiek pomógł wstać rannemu i ociekającemu krwią Twi'lekowi. Na szczęście żadne z lekku nie zostało uszkodzone. Palec? Palec to nic, mały palec to tym bardziej. Wybawiciel okazał się mieć na imię Wyclef Derp, niezbyt znany Łowca Nagród:
- Wstawaj. Masz szczęście, że chciało mi się ci pomagać. I nawet wiem, jak mi się odwdzięczysz. Nauczę cię podstaw i będziesz mi pomagał w zleceniach. 90% dla mnie, reszta dla ciebie. O ekwipunek sam zadbasz, mieszkać będziesz u mnie. Pasuje?
- Oczywiście! A mógłbym poznać twoje imię? Ja jestem Shize Mmerle...
- No, to widzę cię los już dostatecznie pokarał. Mmerle, co to kurwa za nazwisko? Ja jestem Wyclef Derp.
Shize chciał postawić ścigacz, ale spotkał się z oporem Wyclefa:
- Zostaw tą kupę złomu, daleko nią nie dolecisz. Popatrz jak podziurawiona... - przy czym wskazł na prawy bok. Rzeczywiście, niczym ser szwajcarski. Wyclef ruszył, zaś Shize za nim. Szli dosyć długo, aż dotarli do swoopa Wyclefa.
******************
- Dobra, młody. Skoro pracujemy już razem całe sześć lat, powinieneś nauczyć się już dawno podstaw. Ale i tak jesteś głupi, więc pewnie niczego się nie nauczyłeś.
- E tam, wiem już więcej od ciebie i to na pewno. Słuchaj, weź pożycz 100 kredytów, po następnej robocie ci oddam. Tulga nie chce zejść z ceny. - po czym uśmiechnął się. Wyclef popatrzył na niego i dał mu te 100 kredytów:
- Masz i zejdź mi z oczu. Za 2 godziny lecimy na robotę, jak się spóźnisz to dostaniesz serię prosto w łeb
- Tak, na pewno, już się ciebie boję... - Shize się zaśmiał. Wyszedł z mieszkania i powędrował prosto do warsztatu Tulgi, w samym środku Sektoru Koreliańskiego. Wreszcie będzie mógł wyrzucić stary blaster, który zacinał się co parę strzałów. Tulga powitał go bardzo... "miłymi" słowami:
- Czego chcesz znowu? Nie zejdę z ceny, do cholery! 4 tysiące i ani kredyta mniej.
- Dobra, masz tą kasę pierdolony zdzierco! Dawaj tą zbroję i karabin
Tulga rzucił się na pieniądze, jak głodny na jedzenie. Schował je szybko i wskazał na stolik w głębi:
- Bierz i precz stąd!
Shize podszedł do stolika. Najpierw wziął do ręki karabin. Lekki, poręczny i silny. Nie dziwota, że korzystało z niego Imperium. Potem zaczął przyodziewać zbroję. Lekka, widać spawana z różnych części ale... brakowało hełmu. Podszedł do Tulgi, a ten z chytrym wyrazem twarzy zaczął gadać:
- Oj, hełm to droższa rzecz... Chyba powinienem wziąść za niego wię..- nie dokończył. Shize złapał go za gardło i podniósł do góry:
- Kurwa, gadaj gdzie ten hełm albo dostaniesz serię prosto w łeb. I przy okazji odzyskam kasę - Tulga wskazał za siebię, po czym puszczony przez Shize upadł na kolana. Hełm, taki jak zamówił. Z pokrowcami na lekku, dostatecznie długimi. Lornetka działała jak nowa, a wiedział że ten zdzierca zamontował jakiś stary badziew. Musiał pewnie zamontować coś ze swojej kolekcji, może się pomylił. Cóż, mówi się trudno.
- Dzięki Tulga i do zobaczenia! - powiedział z uśmiechem na twarzy Shize. Miał jeszcze półotrej godziny dla siebie. Postanowił odwiedzić knajpę za rogiem, barman wisi mu tam 20 kredytów. Przy okazji się napije przed robotą...
******************
Swoop z pilotem i jednym pasażerem wylądował na małej łączce na planecie Naboo. niedaleko miasta Theed. Szybka i prosta robota, wejść do biura, zabić ochroniarzy i przywieźć jakiegoś Zabraka na Nar Shaddaa. Jednak, coś stanęło na przeszkodzie:
- Co do...?! To miało być małe biuro, a nie jakiś mega wieżowiec chroniony przez hordę ochroniarzy! - szepnął Wyclef
- Dobra już dobra. Nie jęcz jak baba, nie poradzisz sobie z jakimiś debilami, dla których szczytem finezji jest uderzenie pałką? Chodź, kontakt mówił że z tyłu jest wejście - powiedział wiecznie uśmiechnięty Shize. Przekradli się na tył budynku. Tu także jeden ochroniarz:
- Dobra młody, osłaniaj mnie. - Wyclef wstał i poaszerował prosto do ochroniarza. Ten, jak go usłyszał zdążył tylko powiedzieć:
- Co ty tu... - lecz nie dokończył, gdyż otrzymał cios kolbą karabinu prosto w twarz. Zwaliło go to z nóg, ale chciał się jeszcze podnieść. Wyclef złapał karabin niczym kij golfowy, wziął zamach i uderzył prosto w twarz osiłka. Padł nieprzytomny, a Łowcy mieli drogę wolną do budynku. Shize przeszukał ochroniarza i znalazł jego cyfronotes. Była w nim notka z kodem otwierającym drzwi. Wstukał ją szybko i drzwi się rzeczywiście otworzyły:
- Okej... Teraz akcja zamieszanie! - po czym Wyclef rzucił do środka dwa granaty wstrząsowe. Podziałało. Wbiegli szybko do budynku. Według informacji, koło windy miały być drzwi ukrywające schody. Shize szybko je otworzył i obaj Łowcy szybko wbiegli na samą górę. No, biegli do połowy. "Trochę" wysoko było. Wreszcie zdyszani dotarli na samą górę. Drzwi prowadził na korytarz. Wyclef ledwo co je uchyli i rzucił kolejny granat wstrząsowy. Szybko zamknął drzwi, a po wybuchu obydwoje wbiegli na korytarz. Shize z rozpędu wyważył drzwi. Nie spodziewali się tego, co ujrzeli. Ich cel stał z dwoma blasterami i mierzył w nich:
- Tylko się ruszcie a podziurawię was jak sito! - Powiedział i pewny siebie zaczął się do nich przybliżać. Nagle obydwoje odskoczyli w dwie różne strony i rzucili się na cel. Rozbroili go, związali mu ręce i wyprowadzili z budynku tą samą drogą co weszli. Zabrak cały czas wygrażał się:
- Zobaczycie! Nie wiecie kim ja jestem! Ja jestem... - nagle dostał z pięści w twarz
- Zamknij już tą mordę, jesteśmy niedaleko swoopa
Kiedy doszli, załadowali Zabraka na pokład i ruszyli na Nar Shaddaa.
******************
- Uhuhu! Mówisz serio, Wyclef? Połowa dla mnie? 50 tysięcy kredytów dla mnie?! Dzięki!
- Oj, nie ciesz się tak - i nagle przystawił blaster do skroni Shize. Tego się nasz bohater nie spodziewał:
- Co jest?! Ty mnie chyba nie chcesz zabić?! - powiedział z rosnącą wściekłością w głosie
- Ależ owszem, chcę. Całe 200 tysięcy kredytów, przyjacielu, za twoją głowę! - po czym się zaśmiał. Oj, takiego błędu nie popełniałą Łowcy. Shize odtrącił blaster i rzucił się na Wyclefa. Po dłuższej szarpaninie, rozległ się strzał. Wyclef znieruchomiał i opadł bezwładnie:
- Pieprzona chciwość... No nic, trzeba się zwijać. Ktokolwiek na mnie poluje, zapewne mi nie odpuści...
Szybko pozbierał swoje rzeczy. Nie mogł tracić czasu na szukanie rozsypanych kredytów, ktoś zapewne zaraz wparuje do mieszkania. Przeszukał byłego kompana i zabrał mu dwa granaty wstrząsowe. "Zawsze je bydlak nosił...". Wziął szybko coś około 10 tysięcy kredytów, kiedy ktoś odezwał się z zewnątrz:
- Poddaj się, skurwysynu, albo zaraz tam wparujemy! - Shize uśmiechnął się. Lekko otworzył drzwi i rzucił jeden granat. Po wybuchu, wypadł z mieszkania i rozstrzelał ogłuszonych najemników. Bocznym wyjściem wyszedł z budynku i skierował się do lądowiska. Tutaj też czekała grupka najemników. Rzucił kolejny granat, jednak niektórzy się pochowali. Po dłuższej strzelaninie został ostatni najemnik. Właśnie skończyło mu się ogniwo w karabinie i był bezbronny. Shize podniósł karabin, pociągnął za spust i... cyk. Cyk. Puste ogniwo.
- Kurwa... - zaczął iść do najemnika. Ten zerwał się i dopadł do naszego "bohatera". Zaczęli się szarpać, jednak w końcu zabójca padł na ziemię po ciosie kolby. Shize szybko wpadł do swoopa i zaczął go uruchamiać. Biegli kolejni najemnicy. Twi'lek uniósł statek i wystartował. Nie wiedział, gdzie lecieć. Nie miał zbytnio gdzie.
******************
Po trzech latach, Shize zaczął myśleć, że może już bez obawy powrócić do normalnego trybu życia. Z dwustoma kredytami długo nie pociągnie przecież. Jednak informator ostrzegł go, że pościg nie ustał. Na lądowsiku w Theed zauważył najemników z tym samym znakiem na mundurach, którzy mieli zabójcy trzy lata temu na Nar Shaddaa.
2.Rasa:Twi'lek
3.Profesja:Łowca Nagród
4.Data Urodzenia: 5BBY
5.Usposobienie:Shize jest mężczyzną wesołym, rozgadanym i towarzyskim. Kiedy jest w pracy, pozuje na twardego, małomównego i bezlitosnego draba. Lecz kiedy zdejmuje zbroję, staje się po prostu innym człowiekiem, albo, żeby nie było, Twi'lekiem. Zawsze jest duszą towarzystwa(oprócz okresu w pracy, oczywiście). Skory do pomocy. Zazwyczaj zaraża swoim optymizmem każdego dookoła. Po prostu nie może przebywać w samotności. Jest uparty niczym osioł i strasznie honorowy.
6.Wygląd: Posiada 2 lekku, jak to każdy przeciętny Twi'lek. Skóra koloru jasnoniebieskiego, oczy tego samego koloru. Wygląda to dosyć dziwnie. Zazwyczaj chodzi z lekkim uśmiechem, jego oczy tętnią wesołością. Brakuje mu małego palca u lewej ręki. Jest wysoki, ma 198cm wzrostu. Chodzi wyprostowany, jakby połknął kij od szczotki.
7.Umiejętności:
- jest dobrym strzelcem. Lubuje się w karabinach blasterowych.
- zna się co nieco na hackowaniu, tak średnio.
- potrafi się obronić w walce wręcz, ale nie idzie mu to jakoś dobrze.
- umie nakłonić niektórych osobników to postępowania po jego myśli.
8.Ekwipunek:
- karabin blasterowy BlasTech E-11
- poskładana z różnych części zbroja z hełmem, który posiada wbudowaną lornetkę i dwa dospawane "pokrowce" na lekku. Nie jest jakaś bardzo dobra, ale za to lekka.
- cyfronotes
- komunikator
- 200 kredytów
9.Środki komunikacji:Swoop Punworcca 116
10.Historia: Urodził się na planecie Chandrila, jako trzeci syn Ro i Tann Mmerle. Generalnie dosyć bogata rodzina. Kiedy Shize miał 5 lat, jego ojciec, który był żołnierzem Nowej Republiki ruszył na front bitwy o Yavin.. Jak można się było spodziewać, nie wrócił, zaś matka musiała iść do pracy, podobnie jak najstarszy syn, który miał już lat 16. Kiedy drugi co do wieku osiągnął wiek 14, też poszedł harować, bo oczywiście pierworodnego ciągnęło na przygody, Shize miał wtedy lat 12. Odkrył wtedy zakopany za domem działający blaster Urządził sobie wraz z bratem strzelnicę w lesie. Po 3 latach już zaczęło iść im w miarę dobrze. Ale, nic nie trwa wiecznie ; matka umarła i zostali sami. Gdzieżby oni mogli usiedzieć w jednym miejscu? Sprzedali dom, ziemię i stary blaster, podzielili się pieniędzmi i rozeszli się, każdy w swoją stronę. Shize trafił na Tatooine jako niewolnik, schwytany przez mandaloriańskich łowców niewolników. Służył na jakiejś farmie, gdzie było już dwóch innych niewolników. Jego "właścicielem" został jakiś stary, wiecznie zdenerwowany typ, który wyżywał się na nich w jaki tylko mógł sposób. Całe 6 lat trwała ta udręka, aż do momentu, kiedy to staruch zapomniał zamknąć drzwi od komórki. Shize obudził towarzyszy i polecił im, by znaleźli szybko jakiś transport. Sam podjął się zadania zebrania zapasów i broni. Skombinował jeden blaster Q2 i jakieś wibroostrze. Związał przy okazji starucha, zakneblował i obciął mu obie stopy. Kiedy wyszedł, obładowany zapasami, ktoś go powalił i odebrał mu miecz, lecz nie zauważył blasteru. Zastrzelił napastnika, w którym rozpoznał "kolegę" z komórki. Obok jakiegoś małego ścigacza, leżały zwłoki drugiego. Załadował to, co zdołał zdobyć na ścigacz, wskoczył do niego i wystartował. Raz jeden w życiu prowadził ścigacz. Leciał dosyć wolno, gdyż chciał sobie wszystko przypomnieć, co i jak. Daleko jednak nie poleciał. W jednym z wąwozów, jego ścigacz został nagle zaatakowany przez słynnych Tuskenów, Ludzi Pustyni. Nie wiem, jakby się to dla niego skończyło, gdyby nie pojawienie się człowieka, wprawnie posługującego się dwoma blasterami. Po paru chwilach, strzelanina, a raczej masakra, ustała. Człowiek pomógł wstać rannemu i ociekającemu krwią Twi'lekowi. Na szczęście żadne z lekku nie zostało uszkodzone. Palec? Palec to nic, mały palec to tym bardziej. Wybawiciel okazał się mieć na imię Wyclef Derp, niezbyt znany Łowca Nagród:
- Wstawaj. Masz szczęście, że chciało mi się ci pomagać. I nawet wiem, jak mi się odwdzięczysz. Nauczę cię podstaw i będziesz mi pomagał w zleceniach. 90% dla mnie, reszta dla ciebie. O ekwipunek sam zadbasz, mieszkać będziesz u mnie. Pasuje?
- Oczywiście! A mógłbym poznać twoje imię? Ja jestem Shize Mmerle...
- No, to widzę cię los już dostatecznie pokarał. Mmerle, co to kurwa za nazwisko? Ja jestem Wyclef Derp.
Shize chciał postawić ścigacz, ale spotkał się z oporem Wyclefa:
- Zostaw tą kupę złomu, daleko nią nie dolecisz. Popatrz jak podziurawiona... - przy czym wskazł na prawy bok. Rzeczywiście, niczym ser szwajcarski. Wyclef ruszył, zaś Shize za nim. Szli dosyć długo, aż dotarli do swoopa Wyclefa.
******************
- Dobra, młody. Skoro pracujemy już razem całe sześć lat, powinieneś nauczyć się już dawno podstaw. Ale i tak jesteś głupi, więc pewnie niczego się nie nauczyłeś.
- E tam, wiem już więcej od ciebie i to na pewno. Słuchaj, weź pożycz 100 kredytów, po następnej robocie ci oddam. Tulga nie chce zejść z ceny. - po czym uśmiechnął się. Wyclef popatrzył na niego i dał mu te 100 kredytów:
- Masz i zejdź mi z oczu. Za 2 godziny lecimy na robotę, jak się spóźnisz to dostaniesz serię prosto w łeb
- Tak, na pewno, już się ciebie boję... - Shize się zaśmiał. Wyszedł z mieszkania i powędrował prosto do warsztatu Tulgi, w samym środku Sektoru Koreliańskiego. Wreszcie będzie mógł wyrzucić stary blaster, który zacinał się co parę strzałów. Tulga powitał go bardzo... "miłymi" słowami:
- Czego chcesz znowu? Nie zejdę z ceny, do cholery! 4 tysiące i ani kredyta mniej.
- Dobra, masz tą kasę pierdolony zdzierco! Dawaj tą zbroję i karabin
Tulga rzucił się na pieniądze, jak głodny na jedzenie. Schował je szybko i wskazał na stolik w głębi:
- Bierz i precz stąd!
Shize podszedł do stolika. Najpierw wziął do ręki karabin. Lekki, poręczny i silny. Nie dziwota, że korzystało z niego Imperium. Potem zaczął przyodziewać zbroję. Lekka, widać spawana z różnych części ale... brakowało hełmu. Podszedł do Tulgi, a ten z chytrym wyrazem twarzy zaczął gadać:
- Oj, hełm to droższa rzecz... Chyba powinienem wziąść za niego wię..- nie dokończył. Shize złapał go za gardło i podniósł do góry:
- Kurwa, gadaj gdzie ten hełm albo dostaniesz serię prosto w łeb. I przy okazji odzyskam kasę - Tulga wskazał za siebię, po czym puszczony przez Shize upadł na kolana. Hełm, taki jak zamówił. Z pokrowcami na lekku, dostatecznie długimi. Lornetka działała jak nowa, a wiedział że ten zdzierca zamontował jakiś stary badziew. Musiał pewnie zamontować coś ze swojej kolekcji, może się pomylił. Cóż, mówi się trudno.
- Dzięki Tulga i do zobaczenia! - powiedział z uśmiechem na twarzy Shize. Miał jeszcze półotrej godziny dla siebie. Postanowił odwiedzić knajpę za rogiem, barman wisi mu tam 20 kredytów. Przy okazji się napije przed robotą...
******************
Swoop z pilotem i jednym pasażerem wylądował na małej łączce na planecie Naboo. niedaleko miasta Theed. Szybka i prosta robota, wejść do biura, zabić ochroniarzy i przywieźć jakiegoś Zabraka na Nar Shaddaa. Jednak, coś stanęło na przeszkodzie:
- Co do...?! To miało być małe biuro, a nie jakiś mega wieżowiec chroniony przez hordę ochroniarzy! - szepnął Wyclef
- Dobra już dobra. Nie jęcz jak baba, nie poradzisz sobie z jakimiś debilami, dla których szczytem finezji jest uderzenie pałką? Chodź, kontakt mówił że z tyłu jest wejście - powiedział wiecznie uśmiechnięty Shize. Przekradli się na tył budynku. Tu także jeden ochroniarz:
- Dobra młody, osłaniaj mnie. - Wyclef wstał i poaszerował prosto do ochroniarza. Ten, jak go usłyszał zdążył tylko powiedzieć:
- Co ty tu... - lecz nie dokończył, gdyż otrzymał cios kolbą karabinu prosto w twarz. Zwaliło go to z nóg, ale chciał się jeszcze podnieść. Wyclef złapał karabin niczym kij golfowy, wziął zamach i uderzył prosto w twarz osiłka. Padł nieprzytomny, a Łowcy mieli drogę wolną do budynku. Shize przeszukał ochroniarza i znalazł jego cyfronotes. Była w nim notka z kodem otwierającym drzwi. Wstukał ją szybko i drzwi się rzeczywiście otworzyły:
- Okej... Teraz akcja zamieszanie! - po czym Wyclef rzucił do środka dwa granaty wstrząsowe. Podziałało. Wbiegli szybko do budynku. Według informacji, koło windy miały być drzwi ukrywające schody. Shize szybko je otworzył i obaj Łowcy szybko wbiegli na samą górę. No, biegli do połowy. "Trochę" wysoko było. Wreszcie zdyszani dotarli na samą górę. Drzwi prowadził na korytarz. Wyclef ledwo co je uchyli i rzucił kolejny granat wstrząsowy. Szybko zamknął drzwi, a po wybuchu obydwoje wbiegli na korytarz. Shize z rozpędu wyważył drzwi. Nie spodziewali się tego, co ujrzeli. Ich cel stał z dwoma blasterami i mierzył w nich:
- Tylko się ruszcie a podziurawię was jak sito! - Powiedział i pewny siebie zaczął się do nich przybliżać. Nagle obydwoje odskoczyli w dwie różne strony i rzucili się na cel. Rozbroili go, związali mu ręce i wyprowadzili z budynku tą samą drogą co weszli. Zabrak cały czas wygrażał się:
- Zobaczycie! Nie wiecie kim ja jestem! Ja jestem... - nagle dostał z pięści w twarz
- Zamknij już tą mordę, jesteśmy niedaleko swoopa
Kiedy doszli, załadowali Zabraka na pokład i ruszyli na Nar Shaddaa.
******************
- Uhuhu! Mówisz serio, Wyclef? Połowa dla mnie? 50 tysięcy kredytów dla mnie?! Dzięki!
- Oj, nie ciesz się tak - i nagle przystawił blaster do skroni Shize. Tego się nasz bohater nie spodziewał:
- Co jest?! Ty mnie chyba nie chcesz zabić?! - powiedział z rosnącą wściekłością w głosie
- Ależ owszem, chcę. Całe 200 tysięcy kredytów, przyjacielu, za twoją głowę! - po czym się zaśmiał. Oj, takiego błędu nie popełniałą Łowcy. Shize odtrącił blaster i rzucił się na Wyclefa. Po dłuższej szarpaninie, rozległ się strzał. Wyclef znieruchomiał i opadł bezwładnie:
- Pieprzona chciwość... No nic, trzeba się zwijać. Ktokolwiek na mnie poluje, zapewne mi nie odpuści...
Szybko pozbierał swoje rzeczy. Nie mogł tracić czasu na szukanie rozsypanych kredytów, ktoś zapewne zaraz wparuje do mieszkania. Przeszukał byłego kompana i zabrał mu dwa granaty wstrząsowe. "Zawsze je bydlak nosił...". Wziął szybko coś około 10 tysięcy kredytów, kiedy ktoś odezwał się z zewnątrz:
- Poddaj się, skurwysynu, albo zaraz tam wparujemy! - Shize uśmiechnął się. Lekko otworzył drzwi i rzucił jeden granat. Po wybuchu, wypadł z mieszkania i rozstrzelał ogłuszonych najemników. Bocznym wyjściem wyszedł z budynku i skierował się do lądowiska. Tutaj też czekała grupka najemników. Rzucił kolejny granat, jednak niektórzy się pochowali. Po dłuższej strzelaninie został ostatni najemnik. Właśnie skończyło mu się ogniwo w karabinie i był bezbronny. Shize podniósł karabin, pociągnął za spust i... cyk. Cyk. Puste ogniwo.
- Kurwa... - zaczął iść do najemnika. Ten zerwał się i dopadł do naszego "bohatera". Zaczęli się szarpać, jednak w końcu zabójca padł na ziemię po ciosie kolby. Shize szybko wpadł do swoopa i zaczął go uruchamiać. Biegli kolejni najemnicy. Twi'lek uniósł statek i wystartował. Nie wiedział, gdzie lecieć. Nie miał zbytnio gdzie.
******************
Po trzech latach, Shize zaczął myśleć, że może już bez obawy powrócić do normalnego trybu życia. Z dwustoma kredytami długo nie pociągnie przecież. Jednak informator ostrzegł go, że pościg nie ustał. Na lądowsiku w Theed zauważył najemników z tym samym znakiem na mundurach, którzy mieli zabójcy trzy lata temu na Nar Shaddaa.


















