Content

Nieznana Przestrzeń

[Szlak więzienny] - Transport na HothOne

Image

[Szlak więzienny] - Transport na HothOne

Postprzez Mistrz Gry » 13 Cze 2019, o 11:51

Trec, który siedział teraz przy obsłudze wieżyczek krzyczał, tak, że było go słychać w całym statku.
- Zdychaj Imperialne ścierwo!
Wieżyczki zaczęły pluć ogniem w stronę wroga a Trec się śmiał.
Potem myśliwiec TIE zaczął odpowiadać po swojemu zmuszając "Shooting Stara" pilotowanego przez Grimisdala do tego by wykonał karkołomną beczkę. Alarmy tarcz zapiszczały wściekle, ale szybki rzut oka powiedział Mocowładnemu, że póki co nie ma się jeszcze czym martwić. Gorzej było, że kanonierka osłaniająca okręt więzienny, która leciała przed nim, właśnie zaczynała wykonywać zwrot i lada moment jej uzbrojenie miało zacząć pruć prosto w rebeliancki frachtowiec.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6672
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Szlak więzienny] - Transport na HothOne

Postprzez Nantel Grimisdal » 15 Cze 2019, o 09:42



... i zobaczyli przed sobą cel swojej misji - imperialny więzienny frachtowiec. Powolny statek sunął ociężale przez pustkę przestrzeni, kierując się najpewniej w stronę kolejnej boi nadprzestrzennej. Niestety, czego plan nie przewidywał, posiadał obstawę w postaci kilku myśliwców i jednej kanonierki. Gdyby Nantel miał zgadywać, najpewniej któryś z oficerów wpadł na pomysł, że będą mogły zestrzelić chroniony statek, gdyby nagle trzeba było pozbyć się groźnych, mocowładnych więźniów. W efekcie teraz przydały się do obrony transportu.
- Nici z tajnego planu Fenna, musimy pozbyć się obstawy - zakomunikował swoim ludziom.
Razem z nim na Shooting Starze znajdował się jeden z uratowanych przez niego na Gamorr żołnierzy z miasteczka Małe Zero. On i reszta jego kumpli na stałe przeszli już w szeregi Rebelii i bardzo im się przydali. Teraz wielka góra mięśni robiła za strzelca na jego statku. Oprócz niego osłaniało ich jeszcze skrzydło geonosiańskich myśliwców. Swoją droga całkiem niezłych pilotów.
- Trec, bierzesz działka - w sumie nie musiał mu tego nawet mówić - Reszta ekipy ustawić się za nami. Pierwsza falę przeczekacie za naszymi osłonami. Gdy się zbliżą, wyskakujecie i napierdalacie, ile wlezie.
Kilka chwil później rozgorzała bitwa, choć raczej była to mała potyczka patrząc na ilość uczestniczących w niej statków. I tylko na początku Imperialni mieli przewagę. Już po chwili pierwsze dwie maszyny zamieniły się w kule ognia.
Nantel przesunął dźwignię mocy silników do przodu, rozpędzając statek, by nabrać odległości od ścigających ich dwóch TIE. Bez ostrzeżenia przyhamował, jednocześnie skręcając ster w lewo. Przeciążenie niemal wykręciło mu kiszki, a statek zatrzeszczał niezadowolony, choć wytrzymał. Musiał zrobić coś źle w tym manewrze, bo to chyba nie tak powinno wyglądać. Na holofilmach wyglądało to prościej. Sztuczka jednak się udała, bo chwilę później na statku rozległ się radosny rechot Treca Salana, gdy kilkoma pociskami rozpruł wrogiego myśliwca na pół i od razu skierował działka w stronę drugiego.
- Q4, rozgrzewaj główne działo. Coś czuję, że zaraz zjawią się kolejni goście...

***


Kiedy kilka tygodni temu wylatywał z Gamorr, planety, na której Rebelia i jej sojusznicy odnieśli pierwsze znaczące zwycięstwo, nie spodziewał się, że następne dni tak szybko mu miną. Nantel wraz z Nadią udali się na Lucrehulka, jeszcze w tym momencie głównej bazy Ruchu oporu, choć Kittani bardzo się starała, by baza w wulkanie zmieniła ten stan rzeczy. Ale to na statku z czasów wojen separatystów przebywała obecnie Jaina i to z nią od tak długiego czas chciał się spotkać. Miała odpowiedzieć mu na wiele pytań dotyczących jego życia, Mocy i przyszłych losów. I nie zawiodła go.
Po wielu spotkaniach z nią w ciągu tych kilku tygodni zrozumiał w końcu podstawy, wiedział teraz czym jest cała ta Moc, a przynajmniej miał własną, przemyślaną wersję tego. Forma energii i czegoś nienamacalnego, która tworzy, spaja i wypełnia wszystko. Nie obawiał się już jej. Razem z doświadczeniami z Ylesii i Gamorry, wiedział, że może jej zaufać. Przynajmniej jej Jasnej Stronie. Dzięki temu mógł przejść do początku nauki. Jaina celowo nie odpowiedziała mu na każde pytanie i nie wyjaśniła mu wszystkiego. Niejako w ramach pracy domowej miał sam znaleźć część odpowiedzi. Zaczęła z nim od początku, od nauki poznania i wyczucia na otaczający ich świat. Miał teraz za zadanie odkryć, jak Moc przenika przez niego i jak z nią współpracować. Przekazała mu też słowa starego kodeksu jedi.

Nie ma emocji, jest spokój.
Nie na ignorancji, jest wiedza.
Nie ma pasji, jest pogoda ducha.
Nie ma chaosu, jest harmonia.
Nie ma śmierci, jest Moc.

Nad tym też miał podjąć rozważania, jednak jeśli chodzi o historię Zakonu Jedi, również opowiedzianą mu przez jego mentorkę, to doszedł do wniosku, ze jego działania i struktura były zbyt skostniałe, wyniosłe i uwikłane w politykę. Sam wolał zdecydowanie działać dla dobra wszystkich dżentelistot, po prostu tych potrzebujących. Doszedł do wniosku, ze jedi sa po to, by chronić tych najmniejszych, a nie zamykać się w bibliotekach i akademiach pełnych wiedzy, ale jednak z daleka od mieszkańców Galaktyki. Moc była częścią wszystkiego, więc i oni powinni być częścią Galaktyki.
Szkolenie podjęła również Nadia. Początkowo Jaina spotykała się z nimi razem, ale Nantel licznymi walkami wyszedł już znacznie do przodu i po pewnym czasie mistrzyni stwierdziła, że każde z nich na razie uczyć się będzie indywidualnie, tym bardziej, że talent Nadii wymagał o wiele więcej czasu na naukę i zrozumienie.
Wolnego czasu nie mieli zbyt wiele. Poza naukami u Jainy, pomagali również na statku na swoich zmianach, jak tylko potrafili. Nantel szybko odnalazł wspólny język z resztą ekipy z warsztatów i hangarów i dogadywał się nawet z geonosianinami. Dużo pomogła w tym Nadia, która z łatwością odczytywała ich intencje. Sama dziewczyna i na Lucrehulku pomagała również w sekcji medycznej statku. Tam często obydwoje spotykali się z Mai'Fach, która podjęła się doprowadzenia ich do porządku po licznych walkach. Szczególnie Nantel był kilka razy srogo poobijany. Ta rehabilitacja rozczarowała trochę mistrzynię Ka'amę, która namawiała Nantela na trening mieczem świetlnym i zbudowanie własnego. To jednak musiało jeszcze poczekać. Resztkę pozostałego im czasu Nantel i Nadia zostawili dla siebie...
Kiedy już zregenerowali siły, dowodzący statkiem Jaina i Caleb zmienili trochę ich zadania. Nantel zaczął częściej latać Shooting Starem pod okiem Ka'aval i uczyć się współpracy z myśliwcami. Najwidoczniej chciano, by zaczęli latać na misje w różne strony galaktyki. Tak też się stało kilka godzin temu, gdy wyruszyli, by przejąć transport więźniów Imperium na Hoth One. Dostali jasno określony plan, jednak jeszcze po drodze sprawa znacznie się skomplikowała. Doniesienia o drugiej grupie, która zamierzała przejąć więźniów zwiastowały duże kłopoty...

***

Nie zdążyli się nacieszyć zestrzeleniem kolejnego myśliwca, gdy zauważył, że ciężki statek więzienny uruchomił pełną moc silników podświetlnych, próbując zmusić swe pękate cielsko do uzyskania jak największej prędkości, a jednocześnie osłaniająca go kanonierka zaczęła obracać się, by wziąć ich na cel. Mógł od razu użyć turbolasera do zlikwidowania uzbrojenia tamtego statku, ale strzał musiał być celny. Mieli szanse przebić się przez osłony i trafić, ale nie całkowite. A co jeśli trafią w część celu? Nie mogli przecież ryzykować życia więźniów. W jednej chwili podjął decyzję.
- Q4, wywołaj ich! Musimy dowiedzieć się co się tam dzieje!
Droid zapiszczał panicznie, ale wziął się za łączenie się z panelem komunikacyjnym.
- Coś jest mocno nie tak. - Powiedział do siebie Nantel przez zaciśnięte zęby; pot zciekał mu z czoła.
Cała przykrywka została zorganizowana przez Fenna (przy współpracy z Borgisem). Inkwizytor miał umieścić wśród załogi i więźniów statku więziennego agentów rebelii. Mieli oni przejąć statek a Nantel w odpowiednim momencie miał tylko pojawić się przy (już opanowanym) statku i odeskortować go w okolice Lucrehulka. Plan nie przewidywał komplikacji. Kurs więzienny miał być standardowym. A tymczasem kanonierka i kilka myśliwców TIE wskazywały na to, że to nie był standardowy kurs.
Q4 zapiszczał.
- Mam złe przeczucia co do tego.
Image

Piękno tkwi w oku patrzącego. Strach też...
00
+++++ ++++
Awatar użytkownika
Nantel Grimisdal
Administrator
 
Posty: 429
Rejestracja: 26 Kwi 2016, o 19:55
Miejscowość: Koszalin

Re: [Szlak więzienny] - Transport na HothOne

Postprzez Mistrz Gry » 16 Cze 2019, o 23:54

Dwie z czterech wieżyczek kanonierki zaczęły strzelać gęsto kładąc ogień na frachtowcu Nantela, zmuszając go do prawdziwych popisów akrobatyki pilotażu. Musiał wykonać kilka zwodów i zwiększyć dystans by pozostać względnie bezpiecznym.
- Grimisdal - Trec tak krzyczał, że był słyszany zarówno z komlinka jak i normalnie, z głębi statku - mamy dwóch na ogonie! Zrób coś! I właśnie straciliśmy dwóch robaków.
Nantel zachowywał spokój; Moc przychodziła mu z pomocą i trzymała nerwy w ryzach pozwalając mu na odrobinę chłodnej kalkulacji.
Statek więzienny przyspieszał i z całą pewnością jego załoga szykowała się do ucieczki w Nadprzestrzeń. Gdyby to się stało cały plan, podjęte ryzyko (i już stracone życia dwóch geonosiańskich pilotów) poszły by na marne. O życiu agentów tkwiących na statku więziennym wolał teraz nie myśleć. Powinien więc nie pozwolić by statek więzienny uciekł (solidna seria po silnikach powinna znacząco spowolnić pękatego olbrzyma). Nie mógł jednak zignorować kanonierki bo ta z całą pewnością odstrzeliła by mu tyłek, gdyby tylko za bardzo skupił się na statku więziennym. Musiał więc zająć się uzbrojoną po zęby kanonierką. Nie mógł też zapomnieć o myśliwcach TIE. One też były bardzo chętne do władowania serii boltów w kadłub Shooting Stara i tylko towarzystwo geonosiańskich myśliwców odrobinę krzyżowało mu plany.

Hej. Wyedytowałem trochę Twój poprzedni post. Nie miej mi tego za złe.
Decyzje.
Komu poświęcisz najpierw uwagę? A) Myśliwcom, B) Kanonierce czy C)statkowi więziennemu? Dodatkowo Trecowi możesz kazać skupić swoją uwagę na A) myśliwcach B) kanonierce C) statku więziennym. Poproszę o deklaracje. Łany opis będzie skutkował bonusem do rzutów. Post jako tako nie musi być rozbudowany. Po Twoim poście zrobimy rzucanko.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6672
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Szlak więzienny] - Transport na HothOne

Postprzez Nantel Grimisdal » 17 Cze 2019, o 07:37

Walka rozgorzała na dobre. Niestety dla nich nie byli w najlepszej pozycji. Zamiast samemu zastawić pułapkę, teraz sami wpadli w jej sidła. Obecność obstawy frachtowca była dla nich całkowitym zaskoczeniem i mogli tylko zgadywać, czemu tak się stało. Czyżby wywiad Imperium w końcu zrobił coś dobrze? A może w ostatniej chwili stało się coś, że Imperium zmieniło plany? Przez umysł przebiegła mu myśl, że to przecież ta grupa, która też była chętna porwać więźniów z frachtowca, mogła podawać się teraz za ich obstawę. Jeśli próbowali podobnej sztuczki, co rebelianci, mogli się podać za Imperialnych wcześniej i jako obstawa liczyć na przejęcie więźniów w odpowiednim momencie. Jeśli to była prawda, mogło to oznaczać, że ludzie podstawieni przez Fenna nadal byli na więźniarce i czekali na lepsza okazję do działania. Dodatkowa obstawa musiała związać im ręce. To by jednak znaczyło, że ta tajemnicza grupa, z którą przyszło im walczyć o więźniów, musi mieć znacznie lepsze środki. Pocieszające jedynie było to, że więcej statków już tu nie będzie. Chyba.
- Szary 1 i 3, osłaniajcie nas - starając się zachować spokojny ton przekazał rozkaz geonosianom w myśliwcach - Trec! Trzymaj się, podlecimy bliżej! Musisz spowolnić więźniarkę! Tylko jej nie rozwal!
To, co teraz planował, nie było bezpieczne, ale nie mieli większego wyboru. Poza tym, czy walka może być bezpieczna? Chwycił mocno za stery i pchnął dźwignię ciągu na maksa. Frachtowiec przyspieszył jeszcze bardziej, wystawiając się na ostrzał z kanonierki.
- Zobaczymy, Ka'aval, czy czegoś mnie nauczyłaś... - szepnął do siebie.
Gdy kanonierka zdawała się już ich namierzyć, gwałtownie szarpnął stery w lewo, obrócił się niemal w miejscu, po czym poderwał statek, zajmując pułap powyżej obydwu wrogich statków. Czuł, jak przeciążenie z ich sztucznej grawitacji niemal zgniata mu flaki, aż zbierało się na wymioty. Droid zapiszczał nerwowo. W tym położeniu Trec musiał mieć frachtowiec jak na dłoni, mógł celować praktycznie w to, co chciał. Teraz Nantel musiał wybrać. Miał asa w rękawie w postaci naprawdę sporej siły ognia zamontowanej na Shooting Starze, ale żeby zadziałała, najpierw musiał trafić. Musiał też wybrać, czy samemu spowolnić więźniarkę i zostawić jednak Salanowi myśliwce, czy z ich działa strzelać w kanonierkę.
Zaufanie. To między innymi odróżniało Rebelię od Imperium. Wierzył, że ludzie podstawieni przez Fenna wykonają swoją robotę. A on musiał im teraz pomóc. Jeśli oczyści im drogę, będą w stanie przejąć statek. Musiał im zaufać. Skierował główne działo Shooting Stara w stronę kanonierki.
Tak, jak uczyła go Jaina, otworzył się szerzej na Moc. Pierwszym, co odczuł, to brak jakichkolwiek złych przeczuć co do ich ludzi na więźniarce. Albo nie był jeszcze wprawny w korzystaniu z Mocy, albo jego nadzieja okazała się słuszna i na tamtym statku wszystko na razie było jeszcze pod kontrolą. W każdym razie żyli. Sam teraz jednak skupił się na kanonierce. Miał jeden strzał, który musiał być celny. Musiał zaufać Mocy, dać się jej poprowadzić. Rozluźnił dłonie na sterach statku, przymknął oczy i wsłuchał się w to, co mu podpowiadała.
- Q4, sterowanie ręczne - zwrócił się spokojnie w stronę droida.
Pozwolił Jasnej Stronie przepływać przez siebie, wzmocnił swoje zmysły najlepiej jak potrafił, dał się kierować jej nurtom. Musiał przewidzieć ruchy wrogiego statku, by strzał był jak najlepszy. Myślami wrócił do poświęcenia, jakie wykazywał każdy z towarzyszących mu rebeliantów. I wycelował w systemy uzbrojenia kanonierki.
Image

Piękno tkwi w oku patrzącego. Strach też...
00
+++++ ++++
Awatar użytkownika
Nantel Grimisdal
Administrator
 
Posty: 429
Rejestracja: 26 Kwi 2016, o 19:55
Miejscowość: Koszalin

Re: [Szlak więzienny] - Transport na HothOne

Postprzez Mistrz Gry » 21 Cze 2019, o 12:21

Moc wsparła jego umiejętności a umiejętności napędzały poczucie bezpieczeństwa, a te z kolei napędzało Moc. W tej krótkie chwili nastąpiło w Nantelu wielkie sprzężenie zwrotne i gdy nacisnął spust turbolasera czas na moment zatrzymał się a odczuwanie Mocy sięgnęło poza skalę poznawczą Nantela. Przez krótką chwilę poczuł się euforycznie dobrze a jego połączenia nerwowe drżały w ekstatycznej przyjemności. Ale w drugiej chwili poczuł falę paniki i śmierci.

Krótką.

Trwającą tyle co eksplozja przebijanej na wylot kanonierki.

Cała ekstaza zniknęła w jednej chwili zostawiając Grimisdala w otępiałej pustce. Poderwał maszynę tak, by nie wlecieć w wirujące fragmenty stali, w które zamieniła się 1/4 kanonierki. Pozostała część statku płonęła i choć leciał on nadal (z jedną wieżyczką wciąż posyłającą w "Shooting Stara" czerwone pary boltów) to można go już było uznać za wyeliminowany. Widok dwóch wirujących ciał w imperialnych uniformach z powyrywanymi kończynami i zastygłymi minami przerażenia, które dryfowały w przestrzeń kosmiczną, dopełnił dzieła przerażenia.

- Nantel! Mamy spadek mocy! - Krzyk Treca i piski Q4 dopiero po chwili zmusiły jego świadomość do bardziej rzeczywistego przybywania w określonym miejscu i czasie. W kokpicie paliło się kilka alarmów. Wszystkie wskazywały na spore przeciążenie niemalże wszystkich kluczowych systemów statku; turbolasery drenowały moc z "Shooting Stara" w oszałamiającym tempie. Dodatkowo część z odłamków z rozbitej kanonierki dosięgnął tarcz powodując dalsze osłabienie mocy. Statek potrzebował chwili spokojnego lotu by systemy wróciły do normalnej pracy. Tyle tylko, że Nantel nie miał na to czasu.
Statek więzienny oddalał się a ciągnąca się za nim smuga wskazywała na to, że ostrzał Treca dosięgnął kolosa. Póki co ten jednak nie miał zamiaru zwalniać. Myśliwce geonosian i TIE były zajęte sobą prowadząc ciasną walkę kołową. Grimisdal ze zgrozą stwierdził, że to TIE są tymi co gonią i strzelają.
Komu poświęcasz uwagę? A) Myślwicom B) Kanonierce C) Statkowi więziennemu D)Shooting starowi. Q4 i Trecowi tez możesz wydzielić odpowiednie zadania. Po opisie rzuty.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6672
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Szlak więzienny] - Transport na HothOne

Postprzez Nantel Grimisdal » 22 Cze 2019, o 00:32

Doświadczenie Mocy było... niesamowite. Przynajmniej początkowo. Nauki Jainy przynosiły efekty i Nantel potrafił wykorzystać otaczającą go energię, by lepiej dostrzec wszechświat wokół. Jednak nawet mimo najszczerszych chęci, rola jaką przyjął na siebie jako rebeliant i sytuacja, w której się znajdowali, wymusiła na nim czyny przynoszące śmierć i zniszczenie innym. Co prawda sam walczył o życie, wybór był prosty: albo on, albo oni. To jednak nie było usprawiedliwienie, które zagłuszałoby uczucia ofiar płynące do niego dzięki wyczulonym zmysłom.
Musiał sobie z tym poradzić. Postanowił wybierać drogę, w której było jak najmniej zła, ale walka zawsze wiązała się z niebezpieczeństwem cierpienia i śmierci. Mógł dążyć, by to ograniczyć, ale sam miał ograniczenia. Jedyne, co pozostawało, to zaufać Jasnej Stronie i czystości swoich myśli i postępowania. Wtedy Jasna Strona pozostanie z nim.
Z szoku wywołanego tak silnym doznaniem wybudził go głos Salana. Nantel odruchowo sięgnął do migających kontrolek. Tarcze były już osłabione, silnikom brakowało mocy, a główne działo zaczynało się automatycznie ładować. To była potężna broń dla takiego statku, ale miała swoją ocenę. Na szczęście strzał był celny, kanonierka przeciwnika była w poważnych kłopotach i mógł spuścić ją na chwilę z oczu, by skupić się na reszcie.
- Q4, odetnij główne działo od mocy i przekieruj energię z niego do tarcz i silników!
Nantel wyłączył kilka migających kontrolek i mocniej złapał za stery. Shooting Star wołał o przerwę, ale musiał jeszcze poczekać. W końcu był wytrzymalszy niż byle statek.
- Trec, pomóż naszym! Zdejmij im z ogona te myśliwce!
Sam zaś spojrzał ponownie na uciekający frachtowiec więzienny. Nie dając chwili odpoczynku dla pracujących na pełnych obrotach silników, skierował statek na kurs więźniarki. Skoro kanonierka była w głównej mierze wyłączona z walki, nie mógł tracić czasu i musiał skupić się na celu ich misji. Jeśli przechwycenie tego statku im się nie uda, ofiara wszystkich, którzy tu zginęli, pójdzie na marne.
Goniąc uciekający frachtowiec sięgnął myślami do rebeliantów, którzy się na nim znajdowali. Gdyby tylko mógł, pomógłby im, by mogli łatwiej przejąć statek i szybciej zakończyć ich akcję. Miał nadzieję, że nic im się nie stało. Wszyscy, którzy uczestniczyli w walce jak i więźniowie, byli ważni. Co do jednego. Jeszcze raz spróbował połączyć się z więźniarką, jednocześnie ścigając ją najszybciej, jak tylko mógł.
Image

Piękno tkwi w oku patrzącego. Strach też...
00
+++++ ++++
Awatar użytkownika
Nantel Grimisdal
Administrator
 
Posty: 429
Rejestracja: 26 Kwi 2016, o 19:55
Miejscowość: Koszalin

Re: [Szlak więzienny] - Transport na HothOne

Postprzez Mistrz Gry » 26 Cze 2019, o 09:09

Ruszył przed siebie goniąc za statkiem więziennym. Q4 piszczał, Trec strzelał a statek co rusz sypał sygnałami ostrzegającymi o przeciążeniach systemu. Zwiększanie prędkości powodowało dziwne wycie dobiegające z okolic maszynowni, wykonywanie nawet najprostszych uników dobitnie pokazywało, że żyroskopy statku są rozchwiane a każda seria z działek powodowała przygaszanie świateł.
Q4 ledwo dawał sobie radę z kontrolowaniem systemu statku. Nantel wiedział, że nie był to droid astronawigacyjny a jego oprogramowanie było raczej upośledzone; prawdę powiedziawszy Grimisdal w ogóle nie mógł zidentyfikować jakiego typu był to droid. Wyglądał na całkiem sprytnie zlepioną samoróbkę. Samoróbkę sprytną. I samoświadomą. Jednak ograniczoną. I to ograniczenie właśnie dało o sobie znać. Przy wymijaniu kanonierki - i przyjęciu serii w tarcze "Shooting Stara" - droida wyrzuciło z gniazda komputera w snopie iskier. Droid przeleciał przez kokpit i zniknął w korytarzu ciągnąc za sobą smugę zozonowanego dymu niczym kometa.
"Shooting Star" leciał dalej a po wyminięciu kanonierki miał już przed sobą tylko i wyłącznie statek więzienny. Statek, który jak teraz zauważył Nantel miał na sobie ślady walki (osmolone płyty pancerza, kilku brakowało). I nie było możliwym, że te obrażenia mógł zadać Trec.
Działka na statku frachtowca drgnęły i zaczęły obracać się w stronę "Shooting Stara".
- Nantel. Mamy go. Zestrzeliliśmy TIE! Robale są wolne!
Komunikat Treca był jedynym pozytywem w całej tej sytuacji.
- Chociaż coś... - Powiedział do siebie Nantel.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6672
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Szlak więzienny] - Transport na HothOne

Postprzez Nantel Grimisdal » 26 Cze 2019, o 12:00

Potyczka z przeważającymi siłami wroga, a być może i dwiema różnymi grupami nie szła im najlepiej. Co prawda poważnie uszkodzili jeden ze statków, ale sami nie byli w dobrym stanie. Po okrzykach Treca Nantel słyszał, że walka myśliwców gdzieś za nimi też jest ciężka. W pogoni za frachtowcem pocieszające były okrzyki byłego żołnierza, które zwiastowały udane trafienia.
Q4 starał się, jak mógł, ale gdy tylko przelatywali obok kanonierki stało się to, czego się obawiał. Pozostałe w użyciu działko statku wystrzeliło w ich stronę celną serię boltów. Cały statek aż zatrząsł się od uderzenia, a przeciążone tarcze niemal wywaliły systemy statku. To, co nie stało się z Shooting Starem, spotkało droida. Biedak wyleciał w wybuchu iskier w stronę korytarza i tam już pozostał. Zaś cały statek zaczął protestować jeszcze bardziej. Wszystkie manewry Nantela przyniosły jednak skutek - dogonili więźniarkę i znajdowali się na tyle blisko, że mogli zobaczyć jej uszkodzenia. W tym samym momencie okrzyk Salana oznajmił, że pozbyli się przynajmniej jednego problemu - myśliwców TIE. Nantel poczuł ulgę, że więcej geonosian nie musiało już ginąć.
Teraz jednak co innego przykuło jego uwagę. Frachtowiec przygotowujący się do strzału. Nantel nie chciał strzelać do niego więcej, tym bardziej widząc jego uszkodzenia. Mogli trafić sekcję cel lub inną, w której byli rebelianci. Unieruchomienie silników również nie wchodziło w grę. Przy tylu więźniach musieli przejąć statek, by móc ich wszystkich stąd zabrać. Dodatkowo kolejne uszkodzenia Shooting Stara mogły uziemić ich na tym zadupiu. Wpadł na pewien pomysł. Spróbował połączyć się ze ściganym frachtowcem.
- Halo, słyszycie mnie? Odbiór!
Niestety odpowiedziała mu cisza. Tak samo było, gdy spróbował nawiązać połączenie z oddziałem rebeliantów. To nie zwiastowało niczego dobrego, ale jeszcze nie świadczyło o niczym złym. Taką miał nadzieję. Zaczął rozglądać się za możliwymi rozwiązaniami ich trudnej sytuacji. I wtedy zauważył otwarte wrota hangaru frachrowca, odgrodzone teraz od próżni jedynie słabym polem siłowym. Momentalnie skręcił, kierując się wprost w tamtą stronę.
- Trec odpal tym dupkom w kanonierce jeszcze serię po silnikach i trzymaj się mocno! Dołączamy do imprezy na frachtowcu - rzucił w stronę wielkoluda, po czym połączył się z ich myśliwcami- Szary 1 i 3, lądujemy w hangarze frachtowca. Dołączcie do nas. Po drodze rozwalcie jeszcze silniki kanonierki!
Kontynuując manewr okrążył większy statek i ustawił się na wprost hangaru. Jeszcze raz zmusił Shooting Stara do wysiłku i przygotował się do nagłego lądowania.
Image

Piękno tkwi w oku patrzącego. Strach też...
00
+++++ ++++
Awatar użytkownika
Nantel Grimisdal
Administrator
 
Posty: 429
Rejestracja: 26 Kwi 2016, o 19:55
Miejscowość: Koszalin

Re: [Szlak więzienny] - Transport na HothOne

Postprzez Mistrz Gry » 27 Cze 2019, o 09:27

Kanonierka padła. Raniona przez "Shooting Stara" została dobita przez dwójkę geonosiańskich myśliwców, które niczym kąśliwe owady krążyły wokół zdychającego zwierza; piloci byli zawzięci, tak jakby chcieli sobie odbić za upokorzenie jakie spadło na nich podczas walk z myśliwcami TIE.
Nantel nie miał jednak za bardzo czasu by podziwiać manewry jego obstawy. Czekało go trudniejsze zadanie: wlecieć do hangaru statku więziennego będąc pod obstrzałem i nie wiedząc czy pole lądowiska jest wolne. Zakładał, że jest. Bo co innego mu zostało?
Q4 wleciał do kokpitu piszcząc coś do siebie. Gniewnie. To zdecydowanie był gniewny pisk. Jednak gdy spojrzał przez przedni iluminator i zobaczył zbliżającą się bryłę statku więziennego wydał z siebie żałosny jęk, który brzmiał w głowie Nantela słowami: "o nie, mam złe przeczucia".
Co gorsza Nantel też je miał.

Nantel opisujesz wejście do hangaru. Na płycie lądowiska stoją dwa stare promy Imperialne, które, no nie oszukujmy się, przeszkadzają w lądowaniu, zwłaszcza statkiem, który ma problemy techniczne. Możesz zatem.
A) Zwolnić i lecieć bezpieczniej ale narażasz się na ostrzał ze statku więziennego. Jeżeli ostrzał będzie celny masz usmażony statek a frachtowiec więzienny ucieka skacząc w nadprzestrzeń. Ale jak ostrzał nie wejdzie to bezpiecznie lądujesz.

B) Lecisz na pełnej mocy i lądujesz jak się da. Wbijasz się z imprezą na statek więzienny, ale istnieje wtedy spora szansa, że "Shooting Star" przestanie być jednostką zdolną nawet do opuszczenia hangaru.

Tak czy inaczej rzucasz 3k6. Dublet oznacza, że sytuacja rozwija się źle (czyli A trafiają Cię bolty z wieżyczek albo B jesteś na frachtowcu ale masz rozdupionego shooting stara).

Odpis robisz pod rzuty. W poście z rzutem wskaż sytuację. A czy B
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6672
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Szlak więzienny] - Transport na HothOne

Postprzez Nantel Grimisdal » 28 Cze 2019, o 23:01

Nagły zwrot frachtowca zmusił go do zmiany pozycji. Już miał rozpędzać statek, by po prostej wlecieć do hangaru, gdy więźniarka skręciła, zasłaniając jego cel stanowiskiem działek. A tych chciał uniknąć za wszelka cenę.
- Co kurwa robimy?! - Trec najwyraźniej wespół z droidem nie dowierzał w jego plan.
Nantel zignorował gniewny ton obydwu swoich towarzyszy. Skupił się na locie i tym, by uniknąć ostrzału. Piloci wroga najpewniej spodziewali się jego pierwszego odruchu, którym skieruje się z powrotem na kurs do wejścia do hangarów. W tamtą też stronę posłali serię czerwonych laserowych pocisków. Na próżno, przecięły jedynie pustkę kosmosu. Shooting Stara tam nie było. Nantel wiedziony przeczuciem od razu, gdy frachtowiec skręcił, zamiast w prawo odbił w lewo, a potem dół, kierując się w stronę brzucha większego statku. Słyszał, jak silniki pracują na pełnych obrotach, zmuszane do szaleńczego przyśpieszenia.
Uniknął wszystkich strzałów i wleciał pod więzienny statek. Tam Nantel nie czekając ani chwili na dalszy rozwój spraw przeleciał dalej i z całej siły pociągnął stery do siebie. Shooting Star wykręcił beczkę nad frachtowcem i ponownie znalazł się na od strony burty z hangarami. To nie był jednak koniec manewru, bo działka już kierowały się ponownie w ich stronę. By uniknąć ich wszystkich, Nantel wprowadził statek w ruch wirowy. Obracający się WR-542 zamienił się w coś w rodzaju pocisku z własną rotacją. Q4 rozpaczliwie wystrzelił chwytak, by przyczepić się do sufitu w kokpicie. Gdy byli już tuż przy wrotach hangaru, Nantel przywrócił im normalne położenie i ściągnął stery.
- Q4 odpal stabilizatory! - po czym sam pilot wcisnął przycisk podwozia.
Shooting Star lotem ślizgowym wpadł na pełnej prędkości do hangaru. Tam od razu uderzył wysuniętym podwoziem o durastalowe płyty, starając się jak najbardziej wyhamować. Nantel zaś włączył ciag wsteczny. Silniki zawyły, gdy w tak krótkim odstępie czasu starał się wytracić całą prędkość. Przez iluminatory kokpitu widział zbliżające się w ich stronę sylwetki dwóch promów Imperium.Jeszcze moment i w nie przywalą... Nantel kurczowo trzymał stery i chciał spowolnić statek za wszelką cenę. "Zwolnij" - powtarzał sobie w myślach. Szczęściem dla nich silniki podołały wyzwaniu, a podwozie odnalazło w podłożu wystarczająco dużo tarcia, by Shooting Star zatrzymał się dosłownie na milimetry od promów, zgarniając po drodze jedynie masę roboczego sprzętu z hangaru.
Gdy statek zatrzymał się, Nantel pozwolił sobie na oddech ulgi. Z głębi statku słyszał tylko, jak Salan gramoli się z miejsca strzelca, narzekając przy okazji na to, że mało pawia nie puścił.
- Trec, bierz swoje działko! idziemy po swoich i przejmujemy tą więzienną krypę!
Sam Nantel poprawił zaś wiszący u jego pasa DL-45, wziął głęboki oddech i ustawił się przy włazie, szykując się na początek wielkiego zamieszania, jakie wywołali wbijając się na płytę hangaru bez wcześniejszego zaproszenia. To, co jeszcze zauważył kątem oka nim wyszedł z kokpitu, to widok dwóch myśliwców geonosiach, dołączających do nich w ostatniej chwili.
Image

Piękno tkwi w oku patrzącego. Strach też...
00
+++++ ++++
Awatar użytkownika
Nantel Grimisdal
Administrator
 
Posty: 429
Rejestracja: 26 Kwi 2016, o 19:55
Miejscowość: Koszalin

Re: [Szlak więzienny] - Transport na HothOne

Postprzez Mistrz Gry » 1 Lip 2019, o 08:50

Geonosiańscy piloci posadzili swoje maszyny obok "Shooting Stara". Nantel spostrzegł, że jedna z maszyn dymi z silników; nie było szans by ten myśliwiec miał wznieść się jeszcze w powietrze. Geonosianie byli jednak cali i widząc Nantela na trapie "Shooting Stara" otworzyli swoje kabiny i zaczęli szykować broń i klekotali po robaczemu do siebie.
- Szef. - Trec zszedł po trapie i stanął na podłodze lądowiska obok Nantela; za głową Treca unosił się Q4 a on sam dźwigał ciężkie działko. Siła ognia z tego "maleństwa" była ogromna, wątpliwości budziły jednak rozmiary tej broni. Wydawała się być przesadnie za duża jak na warunki walki w statku kosmicznym.

Lądowisko tak bardzo przypominało sen z Etros. Choć może nie tak koszmarny. Część oświetlenia hangaru była wyłączona i działały tylko lampy alarmowe. Migotliwa czerwień, brzęczki alarmowe i monotonny zapętlony komunikat wypowiadany kobiecym głosem harmonizowały się w fascynującym obrazie chaosu.
- Uwaga. Nieszczelność kadłuba. Uszkodzenia krytyczne najwyższego stopnia. Prosimy udać się do kapsuł ratunkowych.
- Kurwa. Co tutaj się stało? - Powiedział Trec niemalże na głos wypowiadając słowa, które tłukły się po głowie Nantela. - Co tutaj się stało i jak bardzo nasz plan jest już rozjebany?
Padły strzały. Grad czerwonych boltów rozbił się na powierzchni "Shooting Stara" i na myśliwcach. Jeden z geonosian dostał gdy wychodził z kabiny i spadł na podłogę dymiąc z pleców; drugi podbiegł do niego sprawdzić czy kolega żył.
Wszyscy od razu skryli się za elementami statków szukając źródła ostrzału. Nie było to trudne do ustalenia. Przy wyjściu z hali czterech żołnierzy imperialnej ochrony strzelało wściekle na pozycję Nantela.
Rebelianci byli póki co przygwożdżeni.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6672
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Szlak więzienny] - Transport na HothOne

Postprzez Nantel Grimisdal » 7 Lip 2019, o 22:00

Nie spodziewał się, że statek więzienny będzie w aż tak opłakanym stanie. Uszkodzony hangar utrzymywał na szczęście funkcje podtrzymywania życia. Pytanie tylko, na jak długo. Frachtowiec miał znacznie więcej uszkodzeń niż początkowo wynikało to z ich oględzin z zewnątrz. Napastnicy musieli uszkodzić kadłub w kilku kluczowych miejscach. Światła awaryjne sugerowały też nie tylko problem z zasilaniem, ale też i z całą siecią statku. Początkowo myślał, że może uda się im zdobyć cały statek i skoczyć nim w nadprzestrzeń, ale w takim stanie byłoby to zbyt ryzykowne. Pozostawało im zebrać wszystkich swoich ludzi i więźniów i uciekać stąd jeszcze sprawnym Shooting Starem.
W tym momencie padły pierwsze strzały. Nantel i Trec w porę uchylili się i czerwone bolty jedynie rozbiły się bez większej szkody na kadłubie statku kurierskiego. Obydwoje rzucili się za osłonę jaką zapewniał przewrócony wózek repulsorowy niedaleko miejsca ich lądowania. Brązowy płaszcz Nantela powiewał za nim, dodatkowo jeszcze rozpraszając strzelców. Dopiero teraz przemknęła mu myśl, że te całe płaszcze nie były tylko dla picu i ładnego wyglądu. Znacznie łatwiej było zmylić kogoś potencjalnie większą powierzchnią trafienia, zmniejszając jego skupienie strzału.
Wielkolud z działkiem spojrzał na niego, czekając na rozkaz. Ten moment wytchnienia pozwolił Nantelowi rozeznać się w sytuacji. Robale mieli niestety mniej szczęścia niż oni. Jeden z nich dostał. Drugi ruszył mu z pomocą i teraz obydwaj byli przygwożdżeni ostrzałem za osłoną z myśliwca i kilku skrzynek z drugiej strony. Najgorszym problemem był brak komunikacji. Nie wiedział, gdzie są jego ludzie, ani nie mógł wezwać ich na pomoc, czy choćby dać znać, żeby przebijali się do hangaru. Najgorszą możliwością było nawet to, że strzelający szturmowcy to byli właśnie jego ludzie! Statek był atakowany, nie mieli komunikacji, więc istniała możliwość, że pomylili ich z napastnikami. Nie mógł tego ryzykować, musiał się upewnić. W najgorszym wypadku może rozproszy przeciwników i kupi im trochę czasu.
- Trec, czekaj na mój znak - rzucił do towarzysza.
Sam zaś dopadł do krawędzi wózka i próbując przekrzyczeć cały hałas rozpadającego się statku, walki, strzelaniny i masy innych odgłosów krzyknął do strzelających w ich stronę szturmowców.
- Durnie! Tu porucznik Bullets z wywiadu! Ratujemy wam dupy przed zdrajcami, więc przestańcie strzelać i zapierdalać mi tu! Dawać mi raport o sytuacji! Trzeba zabrać stąd cennych więźniów!
Nazwisko zmyślonego porucznika miało być też hasłem wszystkich agentów Rebelii do rozpoznania się w czasie akcji. Jeśli to byli jego ludzie, to w tym momencie mimo braku komunikacji, powinni zrozumieć, że strzelają do swoich. Jeśli nie, to może chociaż odwróci ich uwagę, podejdzie bliżej, a wtedy razem z Trec'iem będą mieli okazję łatwo ich wystrzelać.

Jeśli moje krzyki nic nie pomogą i żołnierze dalej będą strzelać do nas, to daję znać Trecowi żeby odpalił w nich działko, a sam podbiegam bliżej i osłaniam go z blastera. I staramy się odciągnąć ich od robali.
Image

Piękno tkwi w oku patrzącego. Strach też...
00
+++++ ++++
Awatar użytkownika
Nantel Grimisdal
Administrator
 
Posty: 429
Rejestracja: 26 Kwi 2016, o 19:55
Miejscowość: Koszalin

Re: [Szlak więzienny] - Transport na HothOne

Postprzez Mistrz Gry » 8 Lip 2019, o 09:20

Daesh
Wyciągnęli więźniów z trzech kolejnych cel; metoda otwierania drzwi stosowana przez gamorreanina była zaskakująco dobra. Wszyscy uratowani (a było ich po dwie - trzy osoby na cele) już po kilku głębszych oddechach odzyskiwali świadomość i próbowali się podnosić na nogi. Szło im to jednak bardzo niezgrabnie, ponieważ podtrucie dymem było silniejsze niż na pierwszy rzut oka mogło by się wydawać a po drugie więźniowie byli wyraźnie osłabieni przebywaniem w Imperialnym Systemie Penitencjarnym. W niewielkim tłumie więźniów wyróżniali się: starszy łysiejący mężczyzna wyglądający jak zawodowy kierowca śmieciarki repulsorowej, dwóch wytatuowanych podrostków (jak nic narkomanów), rodianin z jednym okiem zakrytym opaską i mechaniczna protezą nogi, siwa bezzębna staruszka i jej opiekunka (być może nawet córka i Tarra Kayn, słynna aktorka, którą Daesh rozpoznała od razu.

Tarra
Obudziła się licząc, że smród w powietrzu, ból jej ciała i wielka zielona i cuchcnąca gęba gamorreanina wisząca nad nią była tylko złudzeniem. Nadzieja żyła w niej tylko chwilę. Tak, wciąż była na statku więziennym...

***

- Winna! - Te słowa sędziego grzmiały w jej głowie jeszcze długo po zakończeniu krótkiego procesu. Wyrok nie napawał ją optymizmem: Pobyt w kolonii karnej na Hoth. Starała się nie łamać i bardzo szybko uruchomiła wszystkie swoje możliwości finansowe i prawne byle tylko odkręcić całą sytuację i cofnąć oskarżenia. Albo przynajmniej złagodzić wyrok. Sytuacja wyglądała jednak fatalnie, bowiem trafiła na wyjątkowo gorliwego sędziego i jeszcze gorszego inkwisytora z Imperialnych Służb Bezpieczeństwa, który tak kierował procesem, że jej skazanie było niemalże pewne. Gołym okiem widać było, że sprawa jest ustawiona. Mimo to walczyła. Kontaktowała się z prawnikami, przyjaciółmi i osobami z administracji Imperialnej, które mogły coś zrobić w jej sprawie. Liczyła na to, że jej prestiż i pieniądze staną się jej tarczą i pozwolą na to by móc znowu cieszyć się wolnością.
Jej przynależność do ruchu separatystów była przecież... niewielka. Nieznacząca. Została wprowadzona w błąd. Nie wiedziała, jakie były prawdziwe intencje grupy. Gdy to odkryła było już za późno. Mniej więcej taka była jej linia obrony i z takimi słowami zwracała się do swoich potencjalnych wybawców.

To było jakiś miesiąc temu. I od miesiąca przebywała już w drodze na HothOne. Cały czas przerzucana miedzy aresztami jak pośredniego brudnego kryminalistę. Nikt nie zwracał uwagi na jej sławę. A nawet jeżeli ktoś już to zrobił to przysparzało jej to więcej problemów niż korzyści.
- Hej, lala, choć do mnie! To może zagramy razem w jakiś film, co? Hehehehe! Hej! Aktoreczka! Pokaż cycki!
To było straszne!

***

Ale odzyskanie świadomości w widocznie płonącym statku więziennym było chyba jeszcze gorsze. Gamorreanin uśmiechnął się pokazując Tarze z bliska zgniłkowość i próchniczość swego i tak już niekompletnego kłowego uzębienia. Zaśmierdziało jakby bardziej.

Daesh Tarra macie odrobinę czasu na small talk. Scena się nie zemienia dopóki nie postanowicie że ruszacie dalej. Poznajcie się. Jak posty będą ładniutkie to przeżyjecie :D
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6672
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Szlak więzienny] - Transport na HothOne

Postprzez Daesha'Rha » 8 Lip 2019, o 17:23

Twi'lekankę zaskoczyli więźniowie, a właściwie ich różnorodność. A najciekawszą postacią była Tarra Kayn.
Widocznie Imperium "dbało" o swój wizerunek na różnych polach. Chyba, że aktorka w jakiś inny sposób naraziła się imperialnemu walcowi sprawiedliwości.
Razem z Pato i Utto ocuciła wszystkich więźniów. Niektórzy obudzili się silni i rześcy, jakby ucięli sobie drzemkę. Pozostali byli na tyle słabi, że nie wystarczała im nawet adrenalina, dlatego te istoty, które czuły się lepiej, dźwigały teraz z ziemi tych wątłych.
- Pato, powiadom swoich ludzi, że wyciągnęliśmy więźniów i że idziemy na górę - powiedziała Daesha'Rha, po czym odwróciła się do grupy.
- Musimy przejść na wyższy pokład, tutaj nadal nie jest bezpiecznie. Możecie iść z nami, być może rebelianci znajdą dla was miejsce na którymś ze swoich statków. Reszta ma wolną rękę.
Część istot rzeczywiście pobiegła od razu do wyjścia z pokładu więziennego, pozostali natomiast zawahali się przez chwilę i widocznie zdecydowali, że wolą zostać z kimś, kto potrafi otwierać różne drzwi.
W tym tłumie, który został, znajdowała się także Tarra. Kobieta rozglądała się po korytarzu, widocznie oszołomiona jeszcze po nagłej "pobudce".
Kiedy Pato i Utto zajmowali się komunikatorem, Daesha'Rha podeszła do aktorki.
- Widzę, że Imperium nie wybrzydza w wyborze więźniów - odezwała się - Jestem Daesha'Rha. Pójdziesz z nami? Czy wolisz wydostać się stąd sama? Bo z tego, co widzę, do tej pory nie miałaś zbyt dużo szczęścia.
Image
Awatar użytkownika
Daesha'Rha
Mistrz Gry
 
Posty: 145
Rejestracja: 29 Mar 2018, o 19:55

Re: [Szlak więzienny] - Transport na HothOne

Postprzez Tarra Kayn » 9 Lip 2019, o 13:30

Wszyscy wiedzieli, że nagaiski głos można porównywać do przyjemnego, melodycznego śpiewu. Jednak teraz, kiedy sławną nagaikę nadal trzymały negatywne emocje, każde słowo z jej ust było przekleństwem, groźbą i sarkazmem. Na strażników i ich durne komentarze reagowała ostrym spojrzeniem i nieprzyjemnym grymasem. Chętnie by ich zdzieliła w pysk, ale nie mogła nic poradzić.
Gdy wracała pamięcią wstecz, analizowała każde zdarzenie z osobna i dochodziła do jednego ważnego wniosku.
''Belon za to zapłaci. Zapłaci wszystkim co posiada'' - powtarzała sobie przez wiele dni. Choć im dłużej snuła myśli o zemście, tym bardziej docierało do niej to, że znalazła się w tej sytuacji przez swoją głupotę. Była zbyt porywcza i arogancka by myśleć, że może wygrać z Imperium na własnych warunkach.

Głównym zajęciem nagaiki było siedzenie na mocowanym do ściany łóżku. Wpatrując się w plastalową ścianę, oceniając jak marnieje z każdym dniem. Wyglądała jak sto nieszczęść. Kontakty, do których się przyzwyczaiła, gdzieś się zapodziały, makijaż już dawno się zmył, a po balejażu już nie było śladu. Wyglądała jak zły, blady duch z rozczochranymi czarnymi włosami, z czego często się nabijał jeden z strażników, który przynosił jej jedzenie. O ile można było nazwać jedzeniem... tą rozwodnioną, szarą breję, którą tu serwowali. A zanosiło się na to, że jej życie będzie o wiele gorsze.

Miała nadzieję, że Heks i Viccire uwolnią ją z tej niedoli. W końcu ostanie jej słowa do Heksa brzmiały:
''Macie zrobić wszystko co konieczne by to wszystko odkręcić. ''WSZYSTKO'' a obiecuję, że odwdzięczę się tym samym''.


Tarra oczekiwała, że wzięli sobie do serca ten rozkaz. W końcu, ich kontrakt był poza jurysdykcją imperium. Ale już mijał miesiąc, a ona nadal siedziała tym samym miejscu, gdzie jedyną rozrywką był sen, sen z którego została gwałtownie wyrwana kilka dni później...



Głośny plask rozległ się po pomieszczeniu. Obrzydliwy gammoreanin zarobił od nagaiki cios, a ona sama rzuciła się na bok z dala od chodzącej świni. Była jeszcze zamroczona, nie potrafiła odróżnić snu od jawy, więc widok gammoreanina tuż obok, przerażał ją. Czuła smród dymu i zauważyła, że w dalszej części korytarza pobłyskują czerwone światła alarmu. Nie była w stanie stwierdzić co się dzieje, więc musiała się skupić na instynkcie, a ten podpowiadał jej: UCIEKAJ!
Nie zważając na gammoreanina, Tarra przeczołgała się obok niego i rzuciła się do ucieczki. Nie minęła chwila, zanim panicznie uderzała palcem w kontrolkę drzwi, próbując zamknąć za sobą obleśnego olbrzyma, ale to nic nie dało. Wycofała się do dalszej części korytarza, mijając jednego leżącego na ziemi strażnika. Na zakręcie wpadła na twi'lekankę, która z dziwnym dla niej spokojem zapytała o chęć przyłączenia się. Tarra uśmiechnęła się na widok kogoś, kto nie był imperialnym. Szczególnie, że przeszło jej przez myśl, że kobieta mogła pracować dla Heksa.
- Byle jak najdalej stąd! - krzyknęła odwracając się czy gammoreanin nie stoi tuż za nią. Czuła się osaczona i bezsilna wobec sytuacji, w której się znalazła. Jedynie co trzymało ją na nogach to nagły przypływ adrenaliny.
Chciała także zapytać czy twi'lekankę czy Viccire jest wraz z nią, czy Heks ma plan. Ale nie miała szansy na zadawanie pytań. Nagle w oddali padły strzały, a statkiem zatrzęsło wytrącając nagaikę z równowagi. Uderzając ramieniem o ścianę osunęła się na podłogę. Spryskiwacze włączyły się chwilę później, zalewając nagaikę i osoby w pobliżu zimnym strumieniem wody.
Awatar użytkownika
Tarra Kayn
Gracz
 
Posty: 21
Rejestracja: 14 Sty 2018, o 22:57

Re: [Szlak więzienny] - Transport na HothOne

Postprzez Mistrz Gry » 10 Lip 2019, o 12:21

Nantel
Jego krzyki nic nie pomogły i żołnierze dalej strzelali. Nantel zaklął szpetnie. Kątem oka dostrzegł, że dwójka geonosian zaczęła czołgać się do najbliższych osłon. W rękach mieli już pistolety blasterowe i krzyczeli coś do siebie po geonosiańsku. Nantel nie znał tej kląskająco-terkoczącej mowy ale był pewien, że robaliańscy piloci przeklinali równie szpetnie co on.
Wyjrzał jeszcze raz zza swoje osłony i ocenił pole walki. Jakieś 20 metrów biegu w linii prostej by znaleźć się w korytarzu, z którego strzelali napastnicy. 20 metrów linii upstrzonej skrzyniami, częściami i innym złomem typowym dla hangarów. Niby dawało to osłonę, ale mogło go też spowolnić. Znowu zaklął; nie widział innej drogi by dostać się do strzelających. Przeciwniki miał przewagę pola.
Jeszcze się chwilę zawahał. Musiał dopracować swój plan, bo wiedział, że nawet najlepszy ogień zaporowy jaki położy Trec czy którykolwiek z nich nic nie da, jeżeli nie będzie można postawić kropki nad i.
Rzucamy. Przeciwniki MA PRZEWAGĘ POLA. Jakakolwiek próba wyjścia mu na czołówkę może skończyć się fatalnie. Starcie rozłożymy na dwa etapy. Przygwożdżenie (A) i dobicie (B). Żeby pokonać przeciwników musisz z nimi wygrać tylko w teście B. Jeżeli przegrasz w teście B i/lub A to ktoś z twoich podopiecznych zostanie trafiony (o tym czy zginie zdecyduję ja. Jeden trafiony na jeden test, więc jak przegrasz w dwóch to dwie osoby zostaną trafione i mogą umrzeć). Przeciwnicy rzucają na każdym etapie 5k6. Jeżeli wygrasz w teście A to wyniki na kościach twoich ludzi w teście B należy zwiększyć o 1. Ty masz takie siły do dyspozycji: Nantel 2k8, Trec ze swoim działkiem 4k6, geonosianie 1k10 każdy. Rozkładasz siły według własnego pomysłu i wykonujesz rzut. Po rzucie piszesz odpis. Jak odpis będzie ładny to w późniejszym etapie dostaniesz bonusową kość.

Przykład rozłożenia sił:
A - geonosianie x2 2k10 przeciwko 5k6 napastników
B- Trec i Nantel 2k8+4k6 przeciwko 5k6
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6672
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Szlak więzienny] - Transport na HothOne

Postprzez Daesha'Rha » 14 Lip 2019, o 21:29

Woda dziwnym trafem podniosła napięcie wśród niedoszłych więźniów. Ale równie dobrze mogły to zrobić strzały i nagły ruch statku.
Daesha'Rha rozejrzała się szybko wokół siebie, żeby zorientować się w sytuacji. Tarra podnosiła się z ziemi, widocznie nadal oszołomiona upadkiem, reszta więźniów z niepokojem wpatrywała się w wylot korytarza, Utto stał za nimi z bronią w gotowości, a Pato nadal walczył z komunikatorem.
- E! Ludzie! - krzyknęła, zwracając na siebie uwagę więźniów - Przechodzimy na wyższy pokład! Idziecie za nami!
Dała znak Utto, żeby pogonił tych na końcu, co knur uczył gorliwie, by potem równie ochoczo do niej podbiec. Daesha'Rha pomogła także wstać Tarrze.
- Witamy w ekipie. Jeśli śpieszno ci się stąd wydostać, postaraj się trzymać blisko - powiedziała do niej i dała znak Pato, że ruszają. Upewniła się tylko, czy Tarra będzie w stanie iść o własnych nogach.
Twi'lekanka szła przodem razem z Gamorreaninem, Pato szybko ich dogonił. Za nimi ciągnęli więźniowie.
- Chłopaki. Chłopaki! - nadawał po drodze Toydarianin, machając gorączkowo skrzydłami, żeby utrzymać tempo - Idziemy na górę, w kierunku mostka. Mamy ze sobą grupę więźniów, przydałby się dla nich transport. Ten Nantel leci czymś dużym?
Komunikator nie odpowiadał, ale Pato się nie poddawał. Chociaż zamilkł na chwilę.
- A co robimy dalej? - zapytała Daesha'Rha.
- Kierujemy się najpierw do hangaru - odparł Pato - Postaramy się znaleźć tam jakieś bezpieczne miejsce dla tych ludzi. A jeżeli Grimisdal rzeczywiście leci nam pomóc, to pewnie prędzej czy później w tym hangarze się znajdzie i pomoże nas wszystkich przetransportować.
- A jeżeli go tam nie będzie?
Pato spojrzał jej głęboko w oczy i najzupełniej poważnie powiedział:
- Tak czy siak zostawiamy ludzi i idziemy na mostek. Spróbujemy przejąć tę krypę.
Image
Awatar użytkownika
Daesha'Rha
Mistrz Gry
 
Posty: 145
Rejestracja: 29 Mar 2018, o 19:55

Re: [Szlak więzienny] - Transport na HothOne

Postprzez Nantel Grimisdal » 15 Lip 2019, o 06:54

Gdy stało się jasne, że strzelający do nich imperialni żołnierze nie popełnili żadnej pomyłki, Nantel dopiero pojął, w jak trudnej sytuacji się znaleźli. Mieli osłony, za którymi mogli się skryć, ale przewaga liczebna i dobrze osłonięty korytarz też pomagały przeciwnikom. Z ulgą zauważył, ze drugi z geonosian się rusza i próbuje strzelać, co oznaczało, ze rana nie jest dotkliwa. Być może płyty robalowego pancerza wytrzymały źle wymierzony przez imperialnego strzał.
Szybko ocenił sytuację pola starcia, wychylając się na chwilę zza osłony. Rozrzucone wszędzie graty pozwalały mu na próbę podbiegnięcia na bliższy zasięg, z którego to jego pistolet zyskiwał przewagę. Sytuacja geonosian nie była jednak zbyt ciekawa i to ich najpierw należało ratować.
- Trec - krzyknął do kompana - zajmiemy ich czymś, a ty na mój znak wychodzisz i napierdalasz z działka!
Olbrzym kiwnął mu głową na znak, że rozumie, a Nantel dał znak ich pozostałym towarzyszom, by prowadzili ciągły ostrzał. Odczekał chwilę, po czym sam rzucił się za najbliższą osłonę, niecałe cztery metry bliżej tego przeklętego korytarza. Któryś z żołnierzy od razu zwrócił uwagę na nowy cel i łopoczący za nim płaszcz. Dwa strzały pomknęły w stronę Nantela, rozpryskując się na durastalowej skrzyni, za którą ten się schował. Uwaga żołnierzy podzieliła się. I o to chodziło. Dwóch geonosian pod mniejszym ostrzałem też żywiej i częściej oddawało ze swojej broni. W tym momencie Nantel dał znak Salanowi, by zaczynał.
Gdy Trec wychylił się zza swojej osłony, działko już się rozkręcało, by po chwili wypluć z siebie przerażająca serię zielonych boltów. Wielkolud szedł powoli przed siebie, zasypując przeciwnika gradem pocisków. Ci jednak szybko schowali się za swoje osłony. Wzmocnione drzwi hangaru zdołały powstrzymać nawet taką siłę ognia. Trec nie przejmował się tym i dalej strzelając szedł do przodu, docierając już na wysokość pozycji Nantela. Trochę się jednak zagalopował. Wśród huku wystrzałów i swojego bojowego wrzasku nawet nie zauważył, jak jeden z przeciwników rzucił w jego stronę granat błyskowy. Na moment cały hangar wypełnił oślepiający poblask. Skryci za osłonami Nantel i robale nie dostali w sumie po oczach, ale Treca nieźle oślepiło. Olbrzym zachwiał się i przestał strzelać. Na ten moment tylko czekali imperialni żołnierze.
W stronę Salana pomknęła seria z imperialnych karabinów. Czerwone pociski leciały w jego stronę niczym posłańcy śmierci. Nantel jakimś cudem wyczuł, co się święci, a być może już po pierwszym błysku granatu szybko zrozumiał, co się stało i bez zastanowienia rzucił się w stronę Treca. Złapał go w pół i przewrócił, popychając za osłonę, dokładnie w chwili, gdy dostrzegł mknące ku nim pociski...

Krzyki rannych i odgłosy szalejącego wokół pożaru docierały do niego jakby stłumione, oddalone. Gdy się jednak rozejrzał, dostrzegał biegające wszędzie przerażone dżentelistoty, uciekające przed bliżej nieokreślonym zagrożeniem. Czy to chodziło o ogień? Nie. Ogień nie był zbyt duży, by nie dało się go ugasić. Wystarczyło odciąć poszczególne sekcje statku. Wtedy nawet dałoby się nim jeszcze lecieć. Nantel skądś miał pełna tego świadomość. Nie, chodziło o coś innego, co znajdowało się na statku i przeraziło te wszystkie istoty. Więźniów, jak zrozumiał po chwili. Więźniów z więziennego frachtowca, którym właśnie leciał. Jego uwaga wyostrzyła się nagle na zielonoskórej kobiecie, która znikąd wyłoniła się spośród rozmazanego tłumu. Twi'lekanka miała na sobie prosty strój, a jej mina zamiast przerażenia, bliższa była raczej determinacji. Widział siłę w jej oczach. Ona jednak nie widziała tego, co kroczyło za nią... Czarne cienie na kształt imperialnych żołnierzy wyłoniły się zza jej pleców i już wyciągały swoje widmowe łapy w jej stronę, by ponownie uczynić z niej więźnia. Wszyscy dookoła zdawali się tego nie zauważać, ale gdy widma pojawiły się, ich panika urosła. Nie czuł od nich bijącej siły, co mogło znaczyć, że były raczej symbolem czegoś większego. Czegoś, co sięgało po życie twi'lekanki. Ta odwróciła się nagle, próbując bronić się przed czarnymi żołnierzami, ale jedynie Nantel był w stanie teraz ruszyć jej z pomocą.

Wizja skończyła się tak nagle, jak się zaczęła, a jej rozmazany obraz zastąpiła rzeczywistość. Rzeczywistość, w której w stronę Nantela i Treca mknęły czerwone bolty.
Image

Piękno tkwi w oku patrzącego. Strach też...
00
+++++ ++++
Awatar użytkownika
Nantel Grimisdal
Administrator
 
Posty: 429
Rejestracja: 26 Kwi 2016, o 19:55
Miejscowość: Koszalin

Re: [Szlak więzienny] - Transport na HothOne

Postprzez Mistrz Gry » 16 Lip 2019, o 10:23

Daesh Tarra
Więźniowie ruszyli. Na czele kolumny szli Utto i Pato razem z Daesh. Ta trójka miała broń, logicznym więc było, że grupa więźniów wypchnęła ich na przód; poza tym toydorianin Pato zdawał się znać drogę prowadzącą na wyższe pokłady. Tarra chcąc nie chcą znalazła się bliżej forpoczty. Zielonoskóra Twilekanka miała w sobie iskrę przywódcy i... coś więcej. Jakiś hart ducha, który urzekał. Porywał. Tarra znała się na emocjach i charakterach. W swojej karierze poznała wiele różnych osobistości, zagrała wiele ról i lawirowała w skomplikowanej sieci wzajemnych socjalnych powiązań, knowań i matactw. Była otrzaskana i jak to zwykł mawiać jeden z jej ulubionych operatorów holokamery: "nie w kij dmuchał". Widziała więc, że Daesh ma w sobie siłę i hart ducha, który w środowisku filmowym wypchnął by ją na szczyty. W obecnych warunkach czynił z niej naturalnego lidera. Co więcej - jak zauważyła Tarra - Daesh nie do końca zdawała się wiedzieć o swojej roli wśród uwolnionych więźniów.

***

Statek był dość duży. Na tyle duży by zmieściło się w nim kilka pokładów z czego pokład więzienny był najniższym. I jak się okazało najbardziej zniszczonym przez pożar. Kłęby dymu mieszały się z oparami z rozszczelnionych rur a alarmowy zapętlony komunikat: "Uszkodzenia krytyczne poszycia. Prosimy udać się do kapsuł ratunkowych". Rozmiar statku i ten wspomniany właśnie komunikat sprawiał, że grupa więźniów momentalnie stała się zdenerwowana i do uszu Daesh i Tarry zaczęły docierać defetystyczne komentarze: "Wszyscy tu umrzemy".
Gdy wspięli się na główny ciąg komunikacyjny na pokładzie magazynowym grupa zapragnęła się rozdzielić. Impulsem do tego było kilka zwęglonych i rozstrzelanych ciał i oznakowanie na ścianach wskazujące kierunek do ewakuacji do kapsuł ratunkowych. Nagle, zgodnie współpracująca grupa stanęła na przeciwko siebie podzielona niemalże na pół. Niemalże, choć gołym okiem widać było, że grupa Daesh i Tarry są tą mniejszą połówką.
- Uciekajmy stąd. Kapsuły tam na pewno jeszcze są! Nie ryzykujmy życiem!
- No... Nie mamy broni. Ktoś nas na pewno znajdzie w kapsułach! A tam nas Imperium zastrzeli. Nie mamy szans.
No Dziewczyny dogadajcie się i ograjcie scenę. Mamy mały bunt. Jakaś ładna przemowa być może pozwoli zapanować nad grupą. A może jednak to buntownicy mieli rację i trzeba by faktycznie wiać czym prędzej. Dogadajcie się. nie zmieniajcie miejsca sceny. Reakcję tłumu zostawicie dla mnie.


Nantel
Dziki ostrzał Treca położył dwóch żołnierzy wroga. I zwycięstwo wydawało się być na wyciągnięcie ręki. Krótka wizja sprawiła jednak, że sytuacja zmieniła się diametralnie. Seria czerwonych boltów skosiła zarówno Nantela jak i Treca. Dla tego pierwszego było to brutalnym przebudzeniem i wciąż nie dowierzał, że dziury w jego płaszczu oznaczają, że był o włos od śmierci; on sam nie został nawet draśnięty. Rzeczywistość w brutalny sposób wyciągała go z objęć majaków. A majaki nie dawały łatwo za wygraną; w pamięci wciąż miał obraz zielonoskórej Twilekanki. Sam Trec dostał serią po piersi i teraz krzyczał. Dopiero krzyk Treca oprzytomnił Nantela do końca. Pancerz Treca palił się śmierdzącym swądem i z całą pewnością fundował noszącemu go żołnierzowi niemałą dawkę bólu.
- Kurwaaaa. Piecze! Zdejmuj to, zdejmuj! - Krzyk Treca wznosił się ponad cały hangar.
Tymczasem przeciwnicy skupili się teraz na geonosianach, którzy to oderwali się od ścian i z furkotem latali nad pokładem odciągając tym samym uwagę od Nantela i Treca. Robale całkiem skutecznie odstrzeliwali się wrogowi zmuszając go do częstego krycia się za zasłoną. Grimisdal wiedział jednak, że kwestią sekund pozostaje stan tej pozornej przewagi.
Nantel pomagasz Robalom w walce czy Grimisdalowi w zdjęciu pancerza? Jeżeli pomożesz Robalom to możesz opisać szybki i ładny szturm i zwycięstwo nad wrogiem. Ale wtedy Trec zginie (jeżeli na k6 wypadnie wynik nieparzysty). Możesz też pomóc Trecowi wyswobodzić się z pancerza i uratować mu życie, ale wtedy Robale zostaną zestrzelone. Obydwa. (zginą jeżeli na k6 wypadnie wynik nieparzysty). Możesz też odwołać się do jasnej strony i wtedy zarówno uratujesz Treca i przeprowadzisz szturm (ale będziesz przez jakiś czas osłabiony i jakby odcięty od mocy). Możesz też zaczerpnąć wsparcia z gniewu i pokładów ciemnej strony. Wtedy zarówno Trec jak i Robale przeżyją, wygrasz z żołnierzami i nie stracisz pokładów mocy. Ba! Będziesz nawet silniejszy do końca pobytu na statku więziennym.

Rzucasz kością jakby co i opis robisz po rzut. Enjoy. Za poprzedni odpis możesz rzucać dodatkową kością. Wystarczy, że na jednej z nich wypadnie korzystny wynik.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6672
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Szlak więzienny] - Transport na HothOne

Postprzez Tarra Kayn » 16 Lip 2019, o 14:49

Zaistniała sytuacja na statku była dla Tarry było czymś znajomym. Swego czasu na planie filmu ,,Hrabina'', jej postać była w podobnej sytuacji, tylko że główną rolę przejęła tym razem twi'lekanka.
Teraz aktorka ona musiała się zmagać z myślami, że wszystko co się dzieje to nie jest scena, tylko rzeczywistość. Krew, śmierć, duszący dym jak i strach w oczach innych więźniów, wzmacniały panikę przy komunikacie o krytycznym stanie statku. Jednak mimo ich strachu, niektórzy z nich myśleli dość racjonalnie. Kapsuły nie pomogą. Gdyby z nich skorzystali to faktycznie imperium, by mogło ich zestrzelić, lub ponownie przejąć i zawrócić na planowany tor. Nie... Tarra Kayn nie miała zamiaru obierać tej ścieżki. W tej chwili, postanowiła zaufać twi'lekance. Nawet jeśli zielona kobieta nie pracuje dla Viccire i Tarra ma później pożałować swojej decyzji. Lepiej będzie zaryzykować tym nieznanym scenariuszem, mając do wyboru opcję kapsuł ratunkowych i brak jakiejkolwiek broni.

Widząc, różnicę zdań wśród innych, zaczynała się obawiać o własne bezpieczeństwo. Nie mogła nic nie robić, to nie było w jej stylu, nie była przyzwyczajona do tego, by podążać za kimś cicho jak mysz. Momentalnie zwróciła się do mężczyzny, który wspomniał o tym, że nie mają szans bez broni.
- Słuchajcie go! On ma rację, bez broni nie zdziałamy dużo, w tej chwili jestem za tym by iść naprzód! - krzyknęła kierując palcem w stronę dalszej części korytarza, gdzie zmierzała twi'lekanka. Głos Tarry był donośny, władczy. Brzmiała jak wściekła nauczycielka w szkole. Choć był to tylko trik, którego dawno się nauczyła. Przyznać komuś rację i jego lepsze samopoczucie wykorzystać do własnych celów.
Tarra nie miała najmniejszych chęci dbania o interes i żywot innych współwięźniów. W jej oczach mogli być to mordercy, złodzieje i kryminaliści. Nagaika nie należała do tej grupy w najmniejszym stopniu. Dlatego postanowiła ich przekonać do podróży w grupie. Kiedy ma dojść do strzelaniny, wolałaby, żeby to ktoś z tutaj obecnych przyjął na siebie trafienie. W końcu, jakie są szanse, że ci wszyscy tutaj zgromadzeniu są tak samo niewinni jak ona?

To był cichy plan, samolubny, arogancki i mroczny akt, do którego nagaika musiała się przyczynić. Wiedziała, że potrafi być przekonująca, temu też przybliżyła się do najbardziej barczystego mężczyzny z drugiej grupki i chwyciła jego dłoń.
- Proszę, pomóż nam - zerkając na twi'lekankę z tyłu kątem oka, po czym spojrzała mężczyźnie głęboko w oczy. - Uratuj mnie... - powiedziała cicho, jakby się wstydziła poprzednich słów. W jej oczach odbijało się zatroskanie, a po policzku spłynęła łza. Był to widok niebywale ujmujący dla pozostałych gapiów.
Awatar użytkownika
Tarra Kayn
Gracz
 
Posty: 21
Rejestracja: 14 Sty 2018, o 22:57

Następna

Wróć do Nieznana Przestrzeń